Matematyka w czasach zarazy

W roku 64 po Chrystusie Rzym, największe wtedy miasto świata, został strawiony przez gigantyczny pożar. Wydarzenie to jest dziś najbardziej znane z powodu oskarżeń, jakie o spowodowanie tej katastrofy wysunięto wobec członków pewnej małej żydowskiej sekty i związanych z tym jej pierwszych prześladowań. Mniej znaną konsekwencją pożogi było zaś wydanie przez panującego wtedy cesarza Nerona, rozporządzenia, które zabraniało stosowania jednych i tych samych drewnianych belek stropowych, w więcej niż jednym z przylegających do siebie budynkach. Ta popularna wcześniej praktyka obniżała koszty budowy, ale sprzyjała rozprzestrzenianiu się, wzdłuż owych drewnianych dźwigarów, ognia na kolejne obiekty. Zarządzenie to, patrząc z perspektywy czasu, spełniło swoją rolę. Pożary w Rzymie nadal, co prawda, wybuchały, ale żaden już, tak gigantycznych rozmiarów, jak ten za czasów Nerona, nie przyjął.

Jest to przykład, znanego z teorii gier, tzw. dylematu więźnia. Pozostawieni samym sobie budowniczowie rzymskich insuli skorzystaliby co prawda na wydzieleniu stref pożarowych, ale każdy z nich musiałby ponieść w tym celu pewne koszty, bez żadnych gwarancji, że sąsiedzi postąpią tak samo, a dopiero powszechne stosowanie tej zasady przyniosłoby wszystkim wymierne korzyści. Nikt więc sam z siebie w ochronę przeciwpożarową nie inwestował, zatem w przypadku pożaru straty ponosili wszyscy.

Dylemat więźnia może jednak zostać przełamany wskutek zmiany parametrów gry i w związku z tym jej równowagi Nasha. Władza publiczna, albo, np. towarzystwo ubezpieczeniowe, może wymagać od inwestorów określonych standardów i egzekwować ich przestrzeganie. Wszyscy pod przymusem ponoszą wtedy pewne koszty, ale też wszyscy odnoszą z przestrzegania wymuszonych reguł korzyści, od owych kosztów wyższe, zatem per saldo osiąga się tak zwany zysk społeczny.

Interwencja państwa jest więc uzasadniona w tych przypadkach, w których zaniechanie takiego działania, pogarsza ogólny dobrostan. Cywilizowane społeczeństwa, w ramach dostarczania usług publicznych, narzucają więc swoim członkom pewne regulacje, w postaci reguł wznoszenia budynków, zasad ruchu drogowego, czy norm emisji zanieczyszczeń.

Oczywiście w praktyce, ustalenie co dokładnie może być uznane za usługę publiczną, a co powinno być pozostawione niewidzialnej ręce rynku, nie należy do prostych rzeczy i jest przedmiotem często długich i zażartych dyskusji. Niemniej, co do takich kwestii, jak obrona narodowa, policja, sądownictwo, walka z katastrofami żywiołowymi, i zapobieganie nim, panuje, z grubsza przynajmniej,  konsensus, a konieczności utrzymywania ze środków publicznych straży pożarnej nikt poważnie nie kwestionuje.

Inaczej jest w dziedzinie, której podobieństwo do pożarnictwa jest uderzające, ale inaczej niż w tym drugim przypadku, konieczność odgórnego narzucania pewnych rozwiązań wywołuje wiele kontrowersji.

Epidemie mają wiele cech wspólnych z pożarami. Zaczynają się od małego ogniska, rozprzestrzeniają się w szybkim tempie w populacji i wreszcie, z braku „opału”, czyli możliwych do zarażenia osobników, wygasają.  Zanim do tego dojdzie, znów podobnie jak pożar, przynoszą społeczeństwu wymierne straty ludzkie i materialne. Zapobieganie i walka z epidemiami jak najbardziej mieszczą się więc w obrębie zadań publicznych, co w przypadku innych działów medycyny nie jest wcale oczywiste.

Przebieg chorób zakaźnych, czyli takich, którymi ludzie zarażają się bezpośrednio od siebie nawzajem, opisuje tzw. model SIR. Dzieli on populację na trzy grupy – podatnych na zachorowanie S (suspectible), zarażonych I (infectious) i ozdrowiałych R (recovered). Podatni (S) zarażają się przez kontakt z osobami chorymi (I) i sami przechodzą do tej grupy. Po jakimś czasie zdrowieją, nabywają odporność i stają się odpornymi (R). Przebieg choroby pokazuje więc schemat

S => I => R

I zestaw równań

  • dS/dt = m*(1-S)-a*S*I
  • dI/dt = a*S*I-m*I-b*I
  • dR/dt = b*I-m*R

W których wartości S, I, R podane są, jako odsetki całkowitej populacji.

Parametry a i b to odpowiednio tempo zarażania  i tempo zdrowienia. Dodatkowo należy uwzględnić naturalną wymianę populacji odbywająca się z szybkością m % w jednostce czasu. Współczynnik m jest odwrotnością średniej długości ludzkiego życia i tak samo współczynnik a jest odwrotnością średniego czasu, w jakim osobnik (S) pozostając w kontakcie z osobnikiem (I) zarazi się od niego, a b średniego czasu potrzebnego na przebycie choroby, czyli przejścia z kategorii (I) do (R).

Z drugiego równania w powyższym zestawie możemy wprost odczytać, kiedy dochodzi do epidemii. Dzieje się tak wtedy, kiedy liczba chorych wzrasta, czyli jej pochodna po czasie jest większa od zera.

Zatem

SIR 01

A przy założeniu, że choroba trwa dużo krócej niż średni czas życia osobnika, czyli m<<b

SIR 02

 Wyrażenie po lewej stronie powyższej nierówności to tzw. bazowy współczynnik reprodukcji (BWR) dla danej infekcji. Pokazuje on ile osób podatnych (S) zarazi średnio, podczas swojej choroby, jeden chory (I).

Epidemia wygasa zatem wtedy, kiedy BWR jest mniejszy od jedności. Dojdzie do tego zawsze wtedy, kiedy a<b, czyli średni czas zarażania będzie dłuższy niż średni czas zdrowienia. Można to osiągnąć albo odpowiednio wydłużając ten pierwszy, albo skracając ten drugi. To ostatnie odbywa się poprzez skuteczne leczenie zarażonych. Jednak odpowiednie terapie nie zawsze są dostępne, nie zawsze są tanie i nie zawsze chorzy mają ochotę się im poddać. Wydłużyć średni czas zarażenia 1/a jest już prościej. Wystarczy ograniczyć kontakt zdrowych z chorymi. Metodę tę wypracowano, drogą prób i błędów, już w XIV wieku i nosi ona miano kwarantanny. Aby jednak kwarantanna była skuteczna, znów odpowiednio wysoki odsetek chorych musi się do niej zastosować. Bez użycia państwowych środków przymusu nie zawsze jest to osiągalne.

Pozostaje pytanie czy, na poziomie państwowym, warto z epidemią w ogóle walczyć, czy nie pozostawić tego podmiotom prywatnym. W końcu, nawet bez podjęcia jakichkolwiek środków zaradczych, wraz z ubywaniem osób podatnych (S),  wcześniej czy później, BWR spadnie poniżej jedności i zaraza wygaśnie sama. Istnieją jednak ważne powody, dla których taka bierność nie jest wskazana. Widać je na poniższym wykresie przedstawiającym odsetek osób chorych (I) w populacji dla choroby o parametrach a = 1,9 b = 0,9 w ciągu roku, czyli dla choroby którą stosunkowo trudno jest się zarazić, (średni czas zarażenia wynosi ponad pół roku), ale i długo się na nią cierpi

Szczep 01

Analogia z pożarem jest całkowicie uzasadniona. Bez podjęcia jakichkolwiek działań, odsetek chorych staje się bardzo wysoki, w tym przypadku przekraczający 20% ogółu ludności, co grozi, nawet nie paraliżem, ale wręcz rozpadem, choćby tylko chwilowym, całego społeczeństwa, na co w historii można znaleźć liczne przykłady z epidemią „Czarnej Śmierci” z  XIV wieku na czele. Po drugie, nawet po przejściu epidemii, choroba nadal pozostaje obecna w populacji i kiedy, w wyniku naturalnej wymiany pokoleń, odsetek podatnych (S) znów wzrośnie, epidemia wybucha ponownie. Podobne oscylacje mogą się pojawić również wtedy, kiedy choroba ma długą fazę utajoną. Wszystkie te wysokie koszty społeczne uzasadniają więc interwencję państwa w powstrzymywanie epidemii.

Jednak, jak już wyżej wspomniano, taka interwencja jest niesłychanie kosztowna, zarówno licząc w pieniądzu, jak i w ograniczeniu ludzkiej wolności. Po drugie, przymusowa kwarantanna i leczenie, jeżeli to drugie w ogóle jest dostępne, nigdy nie będą też stuprocentowo skuteczne i mogą być wdrożone jedynie tymczasowo. Ograniczą one, co prawda, rozmiary epidemii, może nawet bardzo znacznie, ale nie wyeliminują danej choroby z populacji na stałe. Jakiś odsetek chorych przez, z definicji ociężały i nieudolny, aparat państwowy, zawsze zostanie przeoczony i choroba będzie się w sposób niewidoczny propagować, aż do chwili wybuchu następnej epidemii.

Na szczęście istnieje rozwiązanie alternatywne. Wiemy już, że zaraza wygaśnie, kiedy bazowy współczynnik reprodukcji (BWR) będzie mniejszy od jedności. Zapiszmy ten warunek w nieco innej postaci:

SIR 03

Jak wynika z tego wzoru, zamiast gasić pożary, poprzez drogie i mało skuteczne oddziaływania na parametry a i b można im zapobiegać, poprzez wykorzystanie ostatniego składnika BWR, mianowicie odsetka podatnych S. Jeżeli będzie on mniejszy od ilorazu czasu zarażenia i czasu wyzdrowienia, dana choroba nie tylko nie przyjmie postaci epidemii, ale w ogóle zniknie z populacji całkowicie i na stałe. Warunek ten nie zależy od początkowej liczby osób zarażonych (I), zatem nawet bardzo duża inwazja chorych osobników z innych populacji nie stanowi żadnego niebezpieczeństwa.

O ile kwarantanna została wynaleziona już stulecia temu, o tyle możliwość zmniejszenia odsetka osób podatnych pojawiła się, w odniesieniu do niektórych chorób, dopiero w XIX wieku. Mowa oczywiście o szczepieniach.

W porównaniu z przymusową kwarantanną i leczeniem są one tanie, znów biorąc pod uwagę zarówno kwestie czysto finansowe jak i miarę ograniczania ludzkiej wolności. Nie muszą też być w stu procentach skuteczne. Wystarczy że odsetek skutecznie zaszczepionych w populacji będzie wyższy niż wartość graniczna (a-b)/a, a uwzględniając naturalną wymianę ludności, nawet nieco mniej. Przymus państwowy może być tu łagodny i w zasadzie ograniczać się do nacisku psychologicznego i niewielkich zachęt finansowych. I faktycznie zastosowanie obowiązkowych szczepień pozwoliło całkowicie wyeliminować wiele bardzo groźnych chorób, które wcześniej zbierały bogate żniwo w chorych i zmarłych.

Nie można jednak oczywiście zaprzeczyć, że przymus szczepień nadal jest przymusem i tym samym jakimś ograniczeniem wolności wyboru. Konieczność jego istnienia jest też ostatnio kwestionowana przez niezwykle hałaśliwe środowiska, które w imię obrony wolności właśnie, domagają się nie tylko zniesienia samego tego przymusu, ale kwestionują też wartość szczepień w ogóle i usiłują wywołać w społeczeństwie strach przed tym zabiegiem. Przedstawiciele tych środowisk twierdzą, że przecież jak ktoś się nie zaszczepi to, co najwyżej, sam zachoruje, to jego wybór i nikomu nic do tego. Ignoruje się jednak w tym momencie fakt, że, w razie wybuchu epidemii, straty, choćby tylko wynikające z masowej absencji chorobowej pracowników firm i instytucji publicznych, ponoszą wszyscy. Chorzy, zdrowi, zaszczepieni i nie. Naturalnie, jak wyżej opisano, epidemie można zwalczać także przez przymusową kwarantannę, ale jakoś deklaracji, że przeciwnicy szczepień są gotowi tej procedurze, w razie wystąpienia takiej potrzeby, się poddać, nie słychać.

W szczerość tych wolnościowych deklaracji tym bardziej też trudno uwierzyć, że osoby wygłaszające takie poglądy, zwykle zaliczają się do zwolenników obecnie rządzącego w Polsce reżimu i broniąc werbalnie wolności w kwestii szczepień, równocześnie entuzjastycznie popierają zakaz nabywania przez Polaków ziemi rolnej, zakaz zakładania nowych aptek, czy zakaz robienia zakupów w niedziele.

Gwoli prawdy, obok argumentów wolnościowych, często podnoszone są też kwestie finansowe, czyli rzekomo olbrzymie koszty powszechnych szczepień. Jednak, jak już autor wyżej przekonywał, koszty epidemii, kiedy już wybuchnie, są znacznie wyższe i nawet, krwiożercze i chciwe koncerny farmaceutyczne z antyszczepionkowej propagandy, znacznie więcej zarobiłyby na sprzedaży i dystrybucji lekarstw, zwłaszcza w momencie związanej z wybuchem epidemii paniki, niż na samych szczepionkach.

Ponieważ poglądy antyszczepionkowe wygłaszają nie tylko szeregowi sympatycy reżimu, ale i jego wysocy funkcjonariusze, do rangi premiera włącznie, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wywołanie epidemii nie jest wcale tylko skutkiem ubocznym ich programu, ale właśnie jego celem głównym. Po co mianowicie próbują oni tą epidemię wywołać, nie wiadomo, ale zważywszy dodatkowo na wprowadzany przez rządzących równolegle program ograniczania dostępu do aptek i leków, na pewno nie przyniesie ona społeczeństwu niczego dobrego.

17 myśli na temat “Matematyka w czasach zarazy

  1. Akurat wątpię, by przymus szczepień był konieczny. Gdyby przekazać kwestię ubezpieczeń zdrowotnych rynkowi i pozwolić, by rzeczywiście działały jak ubezpieczenia (nawet w USA nie jest to prawdą, zresztą rynek usług zdrowotnych jest tam strasznie przeregulowany) odsetek osób niezaszczepionych szybko spadłby gdzieś w okolice zera – konieczność bulenia co miesiąc znacznie większej składki niż gdyby się zaszczepiło dzieciaka byłaby znacznie lepszym środkiem perswazji, niż jakakolwiek jednorazowa grzywna. Na to się jednak (zwłaszcza przy obecnej władzy) nie zanosi.

    Polubienie

    1. W tym celu należałoby całkowicie przebudować system opieki medycznej na prywatny. Niemniej nawet wtedy nie osiągnęlibyśmy wymaganego poziomu zaszczepienia. Ci, którzy by mieli wykupione ubezpieczenie i podlegali tym samym presji finansowej, oczywiście by się szczepili. Ale byłby też spory odsetek populacji zwyczajnie nieubezpieczony i oczywiście niezaszczepiony

      Polubienie

  2. Czy Pan wlasnie wysunal teze ze PIS proubuje wywolac w Polsce jakas pandemie?Bez urazy ale popada Pan juz w paranoje-czas nieco ochlonac.

    Mowie zupelnie powaznie-czas ochlonac bo sie Pan zatraca i zaczyna popadac w pbled.

    Polubienie

    1. „Czy Pan wlasnie wysunal teze ze PIS proubuje wywolac w Polsce jakas pandemie?”

      Nie. Wysunął pilaster tezę, ze PIS prowadzi taką politykę (negowanie sensu szczepień i utrudnianie dostępu do aptek), jakby chciał wywołać w Polsce pandemie.

      Zresztą proszę podać alternatywne wytłumaczenie prób podważania sensu szczepień przez PIS. Z uwzględnieniem faktu, że minister, który bronił szczepionek, z rządu wyleciał, a premier, która straszyła szkodliwością szczepionek – została co prawda zdegradowana do wicepremiera, ale w rządzie została.

      „bo sie Pan zatraca i zaczyna popadac w pbled.”

      Dzięki za troskę, ale proszę się nie martwić. Właśnie pracując nad szczepionkami odkrył pilaster, że PIS jednak COŚ zrobił dobrze (a przynajmniej lepiej niż PO) Jest to pierwsza taka rzecz w historii. Zapewne stało się to przypadkiem, wbrew intencjom PIS, no ale się stało.

      Polubienie

      1. „Jest to przykład, znanego z teorii gier, tzw. dylematu więźnia.”

        A nie „tragedia wspólnego pastwiska”?
        _________________________

        „Nie. Wysunął pilaster tezę, ze PIS prowadzi taką politykę”

        Między prowadzeniem polityki a propagandy (i schlebianiem różnym grupom „wykluczonych”) jest jednak pewna różnica. Narzucają się porównania do polityki / propagandy anty-aborcyjnej. Podejrzewam też, że jakaś część antyszczepionkowców zagnieździła się w obozach pro-life, co było widoczne przy okazji tzw. sprawy Alfiego.

        „PIS jednak COŚ zrobił dobrze (a przynajmniej lepiej niż PO) Jest to pierwsza taka rzecz w historii.”

        primo, wydawało mi się, że miałeś już jakiś inny przykład*; secundo, nie daj się prosić tylko napisz, co to jest.

        *nawet szybki gugiel pokazał jakiś stary wpis na katoliku.pl, gdzie wspominałeś o jednym mierzalnym wskaźniku wykazującym wyższość PiS nad PO. Wpis z Śr lut 27, 2013 9:10 am

        Polubienie

        1. „*nawet szybki gugiel pokazał jakiś stary wpis na katoliku.pl, gdzie wspominałeś o jednym mierzalnym wskaźniku wykazującym wyższość PiS nad PO. Wpis z Śr lut 27, 2013 9:10 am”
          Pamiętam, że chodziło o coś z alkoholem 🙂

          Polubienie

        2. „wspominałeś o jednym mierzalnym wskaźniku wykazującym wyższość PiS nad PO”

          PIS w latach 2005-2007. Nie PIS obecnego. 🙂

          „Między prowadzeniem polityki a propagandy (i schlebianiem różnym grupom „wykluczonych”) jest jednak pewna różnica.”

          Niewielka. Nie da się schlebiać i przyciągać jakiejś grupy wyborców bez przynajmniej częściowego spełnienia jej oczekiwań. A to w przypadku antyszczepionkowców jest straszliwie niebezpieczne.

          Polubienie

      2. Noch ein mal 🙂
        „Zresztą proszę podać alternatywne wyjaśnienie dlaczego PIS próbuje podważyć sens szczepionek i wywołać lęk przed nimi”
        PiS jako taki niczego nie próbuje. Po prostu konstrukcja tej partii wymusza negatywną selekcję kadr. Parafrazując stary dowcip: z zestawu przyzwoity, inteligentny i PiSowiec można mieć najwyżej dwie rzeczy, co pozwala podzielić PiSowców na trzy grupy – durniów, łajzy, i durne łajzy. W takim środowisku największe bzdury zawsze będą zdobywały poklask bo durnie z braku racjonalnych filtrów każdą bzdurę łykną, a łajzy z braku filtrów etycznych każdą dla jakichś partykularnych celów się posłużą. Tu mamy któryś z tych przypadków, albo dany PiSowiec jest głupi i faktycznie w to wierzy, albo jest gnojkiem i na niebezpiecznym oszołomstwie usiłuje się wypromować.

        „Oczywiście uwzględniając fakt, że minister zdrowia, który szczepionek bronił, z rządu PIS wyleciał, natomiast premier, która szczepionkami straszyła, zostałą co prawda zdegradowana do wice, ale w rządzie została,”
        Selekcja negatywna 🙂

        To naprawdę jest wystarczające wytłumaczenie. Konstrukcja Pisu sama w sobie eliminuje ludzi zdolnych do w miarę sensownej lub etycznej analizy otaczającej rzeczywistości. Ktokolwiek w tej partii łączył inteligencję z przyzwoitością prędzej czy później zostawał wycięty, zdeptany, wypluty i spuszczony w klopie. Kaczyński po prostu takich ludzi nie potrzebuje

        Polubienie

  3. Od jakiegoś czasu czytam artykuły Pilastra i nie ukrywam, że erudycja i żelazna logika naprawdę robią wrażenie. Aż do czasu, gdy natknąłem się na ten wpis. Czyżby tak wytrawny i niestrudzony poszukiwacz prawdy miał słabszy dzień i uległ czarowi socjalizmu? 🙂
    A przechodząc do rzeczy:
    a) Skuteczność szczepionek to kwestia bardzo kontrowersyjna. Współwystępowanie szczepionek z wygasaniem epidemii nie oznacza, że szczepionki są przyczyną, a brak epidemii skutkiem. Należy się poważnie zastanowić, czy przyczyną nie była po prostu poprawa warunków życia, odżywianie, higiena, itd. Przecież polityka pod względem szczepień w rożnych krajach była rożna, a epidemie wymierały wszędzie, gdzie warunki życia się poprawiały. Równie zastanawiające jest to, że powszechność szczepień dotyczyła pewnych chorób, a jednocześnie wymierały też i inne, nie objęte tymi programami. Dobrym sposobem na sprawdzenie skuteczności szczepień byłoby porównanie odporności grupy dzieci sczepionych i nieszczepionych. Osobiście nie znam tego rodzaju badań, a z moich obserwacji wynika, że wszystkie dzieci nieszczepione, które znam, są wyjątkowo zdrowe.
    b) Nie ulega wątpliwości, że przy pomocy szczepionki można się uodpornić na określonego patogena. Wątpliwe natomiast jest, czy da się to rozwiązanie upaństwowić i użyć na masową skalę. Inaczej mówiąc, czy da się zagrać arię Beethovena na karabinie maszynowym? Jest to ten sam błąd, który popełniają wszyscy socjaliści, że jeśli coś działa na wolnym rynku, to my to znacjonalizujemy i dalej będzie działać. Niestety, raczej nie będzie. Wystarczy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy szczepionka nabywana dobrowolnie na wolnym rynku będzie to tej samej jakości szczepionka, co ta nabywana przez państwo w zamówieniach publicznych po najniższej cenie? Jak znam życie, to ta rynkowa będzie miała mniej adiuwantów z metalami ciężkimi, bo inaczej nikt jej nie kupi. Odkrywanie dobrych rozwiązań, praktycznych (innowacje) czy teoretycznych (wiedza) przebiega najskuteczniej w warunkach dobrowolnej współpracy, a ratowanie życia i zdrowia wcale nie jest tu wyjątkiem. Na marginesie mam pytanie: czy Autor czytał J. Huerta de Soto ” Socjalizm, rachunek ekonomiczny i funkcja przedsiębiorcza”? Nie wierzę, że po przeczytaniu tej książki można jeszcze mieć jakieś ciągoty do przymusowych rozwiązań. Taka szczepionka na socjalistyczną chorobę 🙂
    c) Argument z dóbr publicznych jest też dziurawy jak sito. Potrzeby ludzkie są subiektywne, czyli jedni chcą wyeliminować wszystkie drobnoustroje ze swojego życia, inni chcą je oswoić i żyć z nimi w symbiozie, jak żył człowiek przez dziesiątki tysięcy lat ewolucji. Kto ma rację? Nie wiadomo. Moim skromnym zdaniem ci drudzy. Odpowiednie, naturalne odżywianie, prowadzi do zdrowia i odporności. Zdrowy organizm skutecznie broni się przed większością chorób, a co ciekawe, niektóre z nich mają nawet charakter prozdrowotny. Dlaczego więc zwolennicy bio-jałowego świata chcą narzucić swój styl życia innym? Czy ich potrzeby są ważniejsze?
    d) Kwesta zdrowia to niewątpliwie złożony i obszerny problem, niemożliwy do omówienia w dwóch zdaniach. A tak się składa, że kluczowy, jeśli chodzi o przymus sczepień. W mojej ocenie bardzo wartościowym źródłem wiedzy jest portal https://portal.bioslone.pl/. Dopiero po konfrontacji z innymi niezależnymi źródłami wiedzy dochodzimy do wniosku, jak bardzo upaństwowienie medycyny sprowadziło tą naukę na manowce. Wcale nie mniej niż ekonomię, o czym Autor chyba najlepiej wie.
    Mam nadzieję, że moje uwagi wydadzą się Pilastrowi przydatne w dalszym poszukiwaniu prawny.

    Polubienie

    1. ” Skuteczność szczepionek to kwestia bardzo kontrowersyjna.”

      Nic podobnego. To rzecz pewna. 🙂 Przy czym ta skuteczność pojawia się dopiero przy pewnej skali. Dlatego użycie jakiejś formy państwowego interwencjonizmu (niekoniecznie przymusu) może być uzasadnione.

      „Należy się poważnie zastanowić, czy przyczyną nie była po prostu poprawa warunków życia, odżywianie, higiena, itd. ”

      No i po zastanowieniu się, czyli analizie modelu SIR, wychodzi, że nie. 🙂

      Wszystkie te czynniki mogą, owszem, zmniejszyć zasięg występowania danej choroby (zakaźnej), ale NIGDY DO ZERA. To ostatnie mogą uczynić wyłącznie szczepionki.

      „przy pomocy szczepionki można się uodpornić na określonego patogena.”

      To skutek indywidualny, wolnorynkowy. Jest to też powód, dla którego szczepionki na choroby niezakaźne, czy także weneryczne, nie powinny być objęte państwowym interwencjonizmem. Kto chce się zaszczepić i bzykać bez konsekwencji to niech zapłaci. Ale cały czas mówimy o skutkach społecznych. Czyli o tym, czy wybuchnie epidemia („reakcja łańcuchowa”), czy nie. A epidemia wybuchnie zawsze wtedy, kiedy odsetek osób podatnych na chorobę w społeczeństwie przekroczy pewną krytyczną wartość.

      A epidemia, (nie sama choroba), to już jest problem publiczny. Chyba że Stary Liberał np uważa, że władze państwowe nie mają też prawa wprowadzenia kwarantanny w takim przypadku?

      „czy szczepionka nabywana dobrowolnie na wolnym rynku będzie to tej samej jakości szczepionka, co ta nabywana przez państwo w zamówieniach publicznych po najniższej cenie?”

      Oczywiście – nie będzie. Nie zmienia to faktu, że szczepionka, aby wypełniła swoją rolę społeczną, nie musi być najlepsza z możliwych. Wystarczy że będzie miała pewien minimalny poziom skuteczności.

      Pilaster nie jest libertarianinem, tylko liberałem. I nie uważa państwa i jego aparatu przymusu za coś całkowicie zbędnego. W pewnych okolicznościach spełnia on pożyteczną rolę. Taką rola jest dostarczanie usług publicznych, jak obronność, kataster (bez niego nie będzie istniał wolny rynek, a z natury rzeczy kataster musi być monopolistyczny), ochrona p-poż, (w którą inwestowanie ma sens tylko wtedy, kiedy wszyscy się do niej stosują) czy nawet reguły ruchu drogowego. (bez kodeksu drogowego ruch też by się odbywał, ale byłby znacznie wolniejszy)

      Taką usługa publiczną jest też jakaś forma przymusu szczepiennego (tylko na choroby zakaźne rzecz jasna).

      Przymus szczepień jest znacznie tańszy i prostszy (zarówno finansowo, jak i społecznie – w sensie ograniczania wolności) niż rozwiązanie alternatywne, czyli przymusowa kwarantanna, kiedy do epidemii dojdzie.

      „jedni chcą wyeliminować wszystkie drobnoustroje ze swojego życia, inni chcą je oswoić i żyć z nimi w symbiozie, jak żył człowiek przez dziesiątki tysięcy lat ewolucji. Kto ma rację? Nie wiadomo.”

      Ależ wiadomo. 🙂 Rację mają oczywiście ci pierwsi. Cała historia cywilizacji, to stopniowe alienowanie gatunku ludzkiego od natury i jej kaprysów. Dotyczy to też chorób zakaźnych.

      „żyć z nimi w symbiozie, jak żył człowiek przez dziesiątki tysięcy lat ewolucji.”

      Skądże znowu 🙂 Choroby zakaźne i epidemie, to raptem tylko 10 tysięcy lat cywilizacji rolniczej, od neolitu do rewolucji przemysłowej. To w ewolucji zaledwie trwający mgnienie oka epizod. Łowcy zbieracze nie chorowali na te choroby, bo żyli w zbyt wielkim rozproszeniu, aby takie patogeny mogły się w populacji utrzymywać.

      Polubienie

      1. „epidemia wybuchnie zawsze wtedy, kiedy odsetek osób podatnych na chorobę w społeczeństwie przekroczy pewną krytyczną wartość”

        A od czego zależy, że przekroczy lub nie? I tu jest sedno sprawy. Podatność na zachorowanie zależy od ogólnego stanu zdrowotności populacji, a to zależy od warunków życia. Kiedyś w społecznościach rolniczych i we wczesnej fazie industrialnej, problemem był niedostatek produktów do fizycznej egzystencji, głównie żywności. W tych warunkach sztuczne uodparnianie mogło mieć sens, gdyż niedożywione organizmy nie były w stanie same się bronić. I chociaż szczepienia zawsze powodują skutki uboczne, to ostateczny bilans mógł być korzystny.

        Dzisiaj w społeczeństwach postindustrialnych problemy zdrowotne są zupełnie inne. Sukcesywne „alienowanie gatunku ludzkiego od natury i jej kaprysów” brzmi pociągająco. Problem polega tylko na tym, że jednocześnie rodzi zagrożenia w postaci chorób cywilizacyjnych. Ludzki organizm został ukształtowany w długim procesie ewolucji i naturalne/potrzebne/zdrowe dla niego są te warunki, w których się ukształtował. Przede wszystkim chodzi o żywność, bo ma ona największy wpływ na nasz organizm. To w końcu kilka kilogramów substancji, które wprowadzamy do swojego organizmu codziennie. Społeczeństwo postindustrialne, ze swoim jedzeniem przemysłowym, to zaledwie 100 lat całego procesu ewolucji. Krótko mówiąc, mamy organizm łowcy-zbieracza, a stworzyliśmy warunki życia polegające na całkowitym wyizolowaniu się ze środowiska naturalnego. Zatem, czy chcemy, czy nie chcemy, nasz organizm dalej potrzebuje mięsa, tłuszczu, warzyw, w jak najbardziej naturalnej postaci, czyli z grubsza tego, co go ukształtowało. A dzisiejsza żywność wysoko przetworzona, z dodatkami chemicznymi, itd, to dla naszego organizmu w większości zwykłe toksyny, które szkodzą, a nie odżywiają. Tylko, że zatrucie jest odłożone w czasie i trudne do skojarzenia (zwłaszcza dla „naukowców” sponsorowanych przez biznes farmaceutyczny 😊 ). Najlepiej nazwać to choroby cywilizacyjne i już. To ma też silny związek z chorobami zakaźnymi. Zbyt duża podatność na choroby nie wynika z czynników obiektywnych (niedożywienie), tylko raczej z głupoty (iluzja bezpieczeństwa roztaczana przez opiekuńcze państwo, chemiczne żarcie, darmowe leczenie, itd.). W tych warunkach dalsza chemizacja ludzi poprzez masowe nastrzykiwanie czymś tam+metale ciężkie tylko pogarsza sprawę, bo skutki uboczne są znaczące, a korzyści wątpliwe, bo nie usuwają przyczyny. Powikłania poszczepienne zabijają więcej ludzi niż choroby zakaźne. Swoją drogą, dlaczego równo chorują szczepieni i nieszczepieni?

        Dlatego masowe szczepienia to serwowanie rozwiązań rodem z maltuzjańskiej epoki. A dzieje się tak dlatego, że produkcja jest głównie prywatna, efektywna i szybko zmieniła warunki życia ludności, a nauka (medycyna, dietetyka) jest państwowa, zacofana i tkwi ciągle w poprzedniej epoce. Zatem wniosek końcowy jest taki, że przymus szczepień to zamykanie drogi do poszukiwania lepszej wiedzy i rozwiązań na miarę obecnych czasów. Nie wiem jak Pilaster, ale ja uważam, że najlepszym sposobem na odkrywanie potrzeb społecznych i możliwości ich zaspakajania jest wolna przedsiębiorczość. Żadne „efekty zewnętrzne, reakcje łańcuchowe, efekty gapowicza” niczego tu nie zmieniają. Są to zjawiska bardziej powszechne niż się często wydaje. Trzeba tylko odnieść ekonomię subiektywną do wszelkich zjawisk społecznych. W sumie życie społeczne to jedno wielkie wzajemne powiązanie ludzkich losów.

        „Wszystkie te czynniki mogą, owszem, zmniejszyć zasięg występowania danej choroby (zakaźnej), ale NIGDY DO ZERA”

        A nie lepsza jest homeostaza? Natura nie zna próżni. Jak wytępimy jedne mikroorganizmy to pojawią się inne. Pytanie, jakie? Swoją drogą niektóre wirusy (np. grypa, odra, różyczka) pełnią funkcje prozdrowotne, zwłaszcza w wieku dziecięcym. Wirusy żywią się uszkodzonymi komórkami, zjadają śmieci z naszego organizmu. Po co się ich pozbywać?

        Polubienie

        1. „A od czego zależy, że przekroczy lub nie?”

          Od iloczynu odsetka zaszczepionych i skuteczności szczepionki.

          „Podatność na zachorowanie zależy od ogólnego stanu zdrowotności populacji,”

          Ogólnie rzecz biorąc tak. Ale tu mowa o chorobach zakaźnych, przenoszonych bezpośrednio z człowieka na człowieka. Tutaj ogólny stan zdrowotny niewielki ma wpływ. W Ameryce prekolumbijskiej Indianie mieli znacznie lepszy ogólny stan zdrowotny od Europejczyków (np znacznie zdrowiej się odżywiali), a jednak to europejskie choroby zakaźne wykosiły 95% ich populacji. W drugą stronę przepłynął tylko syfilis. To jak organizm jest odżywiony ma niewielki wpływ na to czy się zarazi, czy nie.

          „zagrożenia w postaci chorób cywilizacyjnych.”

          no na coś trzeba umrzeć. Wyeliminowanie chorób zakaźnych, spowodowało że ludzie zaczęli chorować na choroby, które wcześniej nie miały szans na pojawienie się w znaczącej liczbie, bo zanim ktoś dostał miażdżycy, zdążył wcześniej umrzeć na ospę, gruźlicę, czy polio.

          „Ludzki organizm został ukształtowany w długim procesie ewolucji i naturalne/potrzebne/zdrowe dla niego są te warunki, w których się ukształtował.”

          Czyli warunki w jakich żyją łowcy – zbieracze. Kłopot jest w tym, że nie możemy żyć w tych warunkach obecnie. 🙂 W społeczeństwach łowców – zbieraczy chorób zakaźnych nie było. To typowe zjawisko dla gospodarki rolniczej, maltuzjańskiej. Zatem eliminując choroby za pomocą szczepionek, przywracamy właśnie pierwotne środowisko do którego organizm ludzki jest najlepiej dostosowany i w których ewoluował.

          Szczepionki są zatem naturalne znacznie bardziej niż lekarstwa.

          ” A dzisiejsza żywność wysoko przetworzona, z dodatkami chemicznymi, itd, to dla naszego organizmu w większości zwykłe toksyny, które szkodzą, a nie odżywiają.”

          Oczywiście Stary Liberał ma na to odpowiednie dowody i argumenty i je zaraz przedstawi. 🙂

          „Nie wiem jak Pilaster, ale ja uważam, że najlepszym sposobem na odkrywanie potrzeb społecznych i możliwości ich zaspakajania jest wolna przedsiębiorczość.”

          Owszem, pilaster tez tak uważa. Dlatego opracowaniem i produkcją szczepionek zajmują się prywatne firmy.

          Natomiast jest pewna sfera ekonomiczna, zwana dobrami publicznymi, gdzie, wskutek tego, że do ich działania potrzebna jest pewna krytyczna i odpowiednio duża ilość „klientów” państwo jest jednak bardziej efektywne. Taki jest wymiar sprawiedliwości, taki jest np kataster – rejestr nieruchomości. I walka z klęskami żywiołowymi również.

          Wobec wybuchu epidemii zakaźnej mamy trzy możliwe działania ze strony państwa.

          1. Nie robić nic, epidemia sama kiedyś wygaśnie (zanim to jednak nastąpi, koszty dla społeczeństwa są olbrzymie, nie tylko w ofiarach śmiertelnych)
          2. Wprowadzić przymusową kwarantannę i leczenie
          3. Nakłonić w jakiś sposób (nawet nie bezpośrednim przymusem) obywateli do masowego zaszczepienia się.

          Które rozwiązanie jest najlepsze?
          Które jest najtańsze, zarówno społecznie jak i finansowo?

          „Jak wytępimy jedne mikroorganizmy to pojawią się inne. ”

          Sam z siebie się nie pojawią. Choroby zakaźne trapiące ludzkość w erze maltuzjanskiej pochodziły przeważnie ze zwierząt hodowlanych. W erze postindustrialnej takie zjawisko już nie zachodzi, bo inwentarz żywy też jest szczepiony i leczony, a kontakty miedzy nim, a ludźmi dużo bardziej ograniczone.

          A nawet gdyby się miały pojawić, to obecność lub nie, zarazków dotychczasowych nie ma na to żadnego wpływu

          Polubienie

          1. W zasadzie samo rolnictwo jeszcze nie skutkuje pojawieniem się chorób zakaźnych, bo one nie mają się skąd brać. To pojawia się dopiero przy hodowli zwierząt – tu kłaniają się ci Indianie, którzy rolnikami byli, ale którzy na choroby zakaźne za bardzo nie chorowali. Samo rolnictwo po prostu pozwala na osiągnięcie takiej gęstości populacji, w której epidemie się łatwo szerzą.
            No ale to w sumie oznacza, że epidemie są jeszcze bardziej nienaturalne.

            Polubienie

          2. „W Ameryce prekolumbijskiej Indianie mieli znacznie lepszy ogólny stan zdrowotny od Europejczyków (np znacznie zdrowiej się odżywiali), a jednak to europejskie choroby zakaźne wykosiły 95% ich populacji. W drugą stronę przepłynął tylko syfilis. To jak organizm jest odżywiony ma niewielki wpływ na to czy się zarazi, czy nie.”

            Z tym dobrym odżywianiem u Indian, to trochę przesada. W społecznościach, gdzie liczba ludności redukowana jest dostępnością pożywienia, zawsze jest znaczna strefa głodu i bardzo prymitywne warunki życia.
            Odżywianie i system odpornościowy ma NAJWIĘKSZE znaczenie dla odporności na choroby, również te zakaźne. Dlatego tylko dobrobyt skutecznie eliminuje epidemie. Gdyby tym Indianian, podobnie jak dzisiaj w Afryce, podać szczepionki, to ich skuteczność i tak by była mizerna. Bo głód, brud i brak czystej wody i tak zrobiłyby swoje.

            „Oczywiście Stary Liberał ma na to odpowiednie dowody i argumenty i je zaraz przedstawi”

            Oczywiście. Tak się składa, że dowody na szkodliwość przemysłowego jedzenia każdy nosi w sobie 🙂 . Są to dysbioza i toksemia, praprzyczyny wszystkich chorób „cywilizacyjnych”. Chemia plus oczyszczone z błonnika jedzenie prowadzą do zaburzenia flory bakteryjnej, nadżerek w jelitach i wchłaniania przez organizm toksyn w ilości przekraczającej zdolność do samooczyszczania. Co ciekawe, co bardziej kumaci lekarze też już to mówią.

            „Natomiast jest pewna sfera ekonomiczna, zwana dobrami publicznymi”

            O „dobra publiczne” może i byłby sens się spierać, gdyby epidemie chorób zakaźnych jeszcze realnie istniały. Natomiast cały problem polega na tym, że ich NIE MA. A wyginęły niezależnie od masowych szczepień. Np. gruźlica w Polsce – masowe szczepienia, a gruźlica w USA, Niemczech, Francji – brak szczepień. Jest jakaś różnica?

            Podsumujmy:

            1. O zapadalności na chorobę zakaźną decyduje ekspozycja i odporność. Oba elementy są tu niezmiernie ważne i niestety są to problemy bardzo złożone w realnym świecie (w modelu można sobie trochę uprościć 🙂 )
            2. Epidemie to zjawisko przejściowe w dziejach ludzkości. Nasilały się w społeczeństwach maltuzjańskich, gdzie liczebność populacji redukowana była dostępnością żywności. Ogólnie mówiąc – głód, bród, częste wojny i pełno trupów. Czyli duża ekspozycja, słaba odporność.
            3. W społeczeństwie dobrobytu sytuacja jest dokładnie odwrotna – dostatek żywności i higiena. Czyli ekspozycja niska, odporność wysoka. Choroby zakaźne stają się drugorzędne, a na pierwszy plan wysuwają się choroby cywilizacyjne wywołane głownie toksemią. Masowe szczepienia tylko pogłębiają toksemię (np. metale ciężkie porażają układ nerwowy). Przynoszą więcej złego, niż dobrego.
            4. W społeczeństwie dobrobytu ogniska chorób zakaźnych też się pojawiają, ale są to zjawiska marginalne i związane zwykle z wojnami lub spadkiem odporności na skutek toksemii. W tej sytuacji jeśli zasadne jest stosowanie szczepień, to w sposób indywidualny i doraźny. Masowe, przymusowe szczepienia w tej sytuacji to strzelanie do komara z armaty.
            5. Sama skuteczność szczepień jest wątpliwa. W Niemczech i Francji kilkadziesiąt lat temu wycofano sczepienia przeciw gruźlicy własnie z powodu braku skuteczności. NOPy przeważały nad korzyściami. Skąd wiadomo, że tak nie jest z innymi chorobami? Albo dlaczego idzie się w zaparte, że szczepienia nie mają nic wspólnego z autyzmem, skoro większość NOPów to porażenia centralnego układu nerwowego?
            Rocznie w Polsce choruje na odę ok. 150 osób. Dlaczego nagłaśnia się tylko przypadki ludzi nieszczepionych? A co z resztą – szczepieni, czy nie?
            6. Wolny wybór to szczepionki lepszej jakości i używane w odpowiednim miejscu i czasie, a przede wszystkim uruchomienie innych przedsiębiorczych działań prozdrowotnych. Przymus skutecznie pacyfikuje jedno i drugie.
            7. Do medycyny należy wprowadzić pojęcie homeostazy. Drobnoustroje trzeba podzielić na pożyteczne i szkodliwe dla człowieka. Drobnoustrojów szkodliwych się nie eliminuje, tylko ogranicza, przesuwając punkt równowagi w stronę korzystną dla człowieka. Całkowita eliminacja to mutacje i katastrofy, gdyż pojawiać się będą nowe byty zapełniające próżnię.
            8. Podstawowe orężem człowieka w walce z wrogimi drobnoustrojami stanowią drobnoustroje pożyteczne (flora bakteryjna przewodu pokarmowego, skóry, itd.). Nadużywanie leków i szczepionek osłabia organizm człowieka (dysbioza, toksemia, upośledzanie układu odpornościowego). Dlatego powinny być stosowane tylko w wyjątkowych sytuacjach, a nie im więcej tym lepiej.

            Polubienie

          3. Zatem się nie dogadamy, bo pilaster jest zdecydowanym zwolennikiem opartej na metodzie naukowej medycyny konwencjonalnej, a altmed ma za hochsztaplerstwo 😦

            Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s