Apokalipsa nadchodzi. Jak zwykle.

Zestaw kolejowy Alstom EMU250, znany w Polsce jako „Pendolino” rozwija moc 5,7 MW, zabiera 402 pasażerów i osiąga prędkość 250 km/h. Nietrudno obliczyć, że, przewóz jednego pasażera na odległość 100 km wymaga 5,7 kWh energii elektrycznej. Pociągi podmiejskie mają parametry mniej wyśrubowane. Jeżdżący w barwach podwarszawskiej WKD zestaw EN100[39WE] ma moc 1,44 MW, prędkość maksymalną 80 km/h i mieści aż 505 pasażerów, w większości (2/3) na miejscach stojących. Przewóz 1 pasażera na 100 km kosztuje w nim zatem 3,6 kWh.

Samochody elektryczne są bardziej żarłoczne. Na przejazd 100 km zużywają 15-20 kWh, czyli dopiero przy przewozie 4 osób osiągają wyniki porównywalne z pociągami.

Prąd do napędzania tych pojazdów pochodzi oczywiście z elektrowni. Największa w Polsce elektrownia Bełchatów aby wytworzyć 1 kWh energii elektrycznej, spala 1,3 kg węgla. Brunatnego. Mniejsza elektrownia Turów jest bardziej wydajna i potrzebuje w tym celu zaledwie 1,1 kg węgla. Również brunatnego.

Ostatecznie, aby przewieźć jedną osobę na 100 km, pojazdy elektryczne, czy to pociąg, czy samochód, spalają od 4 do 24 kg węgla. Brunatnego.

Tymczasem samochody spalinowe spalają przeciętnie od 4 do 12 kilogramów paliwa na 100 km, średnio około dwukrotnie mniej niż pojazdy elektryczne.

A przecież porównaliśmy wyłącznie masę. Ze spalenia kilograma węgla brunatnego powstaje jednak znacznie więcej odpadów niż ze spalenia kilograma benzyny, zatem to właśnie pojazdy spalinowe są od elektrycznych wielokrotnie mniej szkodliwe dla środowiska naturalnego. W przypadku spalających 2-3 kg/100 km na pasażera paliwa samolotów, a zwłaszcza autobusów, w których przypadku ten parametr sięga 0,5 kg, różnica rośnie do kilkudziesięciu razy.

Nie ulega zatem wątpliwości, że lobbyści, którzy niezwykle agresywnie domagają się elektryfikacji transportu, bynajmniej nie robią tego w interesie ochrony środowiska, a tym bardziej w celu powstrzymywaniu jakiegoś wyimaginowanego globalnego ocieplenia, jak to gromko deklarują.

Moda na straszenie owym ociepleniem zdawała się już wygasać, jednak w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy jej wyznawcy znów niezwykle się zaktywizowali i zradykalizowali. Nieomylny to znak, że problemy, na których żerowali, są coraz bliższe realnego rozwiązania, a ekstremiści robią się coraz bardziej ekstremalni, bo te rozwiązania nie są po ich myśli.

O ile jeszcze kilkanaście lat temu, chętnie przyznawali oni, że kwestia ziemskiego klimatu jest złożona i skomplikowana i wpływa na niego wiele różnych, często zależnych też od siebie nawzajem, czynników, to z upływem czasu ich propagandowy przekaz uległ znaczącemu uproszczeniu i radykalizacji. Teraz za wszelkie zmiany klimatyczne na Ziemi, dzisiejsze, przeszłe i przyszłe odpowiada dwutlenek węgla – CO2 i tylko CO2. Sekta ociepleniowa opiera się dzisiaj na następujących dogmatach.

  1. Klimat na Ziemi się ociepla.
  2. Przyczyną tego ocieplenia jest, wynikająca z kapitalistycznej żądzy zysku i wyzysku, działalność człowieka.
  3. Tą działalnością jest spalanie paliw kopalnych i emitowanie CO2 bo ziemska temperatura zależy wyłącznie do stężenia CO2
  4. Skutkiem ocieplenia będzie globalna katastrofa, co najmniej zagłada ludzkiej cywilizacji, ale koniec życia na Ziemi też nie jest wykluczony.
  5. Żadne działania podjęte w ramach normalnej działalności ekonomicznej i politycznej nie mogą zatrzymać tej katastrofy

Zakwestionowanie w jakikolwiek sposób choćby jednego z tych dogmatów wystarczy do ogłoszenia kwestionującego heretykiem – „denialistą”. Dodatkowo trwa obecnie uzupełnianie listy o dogmat nr 6

  1. Jedynym ratunkiem jest drastyczna (rzędu 90%) redukcja ludzkiej populacji i/lub równie drastyczne ograniczenie im poziomu konsumpcji.

Jak to często bywa z sektami apokaliptycznymi, cechuje ich mizantropia, na którą składają się obojętność na głód, folgowanie makabrycznym fantasmagoriom o wyludnionej planecie i nazistowskie porównania ludzi do robactwa, patogenów i nowotworów, jak niezwykle celnie podsumował ich Steven Pinker.

Mimo jednak dziesięcioleci intensywnych i kosztownych dla podatników wysiłków, nauce do tej pory udało się jako tako uprawdopodobnić jedynie punkt 1 z tej listy. Klimat na Ziemi w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat prawdopodobnie faktycznie się ocieplił. Możliwe przyczyny tego zjawiska nadal jednak pozostają w obrębie słabo udokumentowanych hipotez.

Nawet sam związek pomiędzy zwiększeniem temperatury, a również rosnącym w tym samym czasie poziomem CO2 w atmosferze naszej planety nie jest wcale oczywisty. Owszem, gaz ten posiada pewne właściwości cieplarniane, to znaczy że zatrzymuje część promieniowania docierającego do powierzchni Ziemi nie pozwalając mu uciec w kosmos i tym samym podnosi ziemską temperaturę, ale te jego właściwości są zdecydowanie przeszacowane.

Wyznawcy „klimatyzmu” chętnie powołują się na przykład planety Wenus, która ma bardzo gęstą atmosferę złożoną w znakomitej większości z CO2 właśnie i równie potężny efekt cieplarniany czyniący ją najgorętszym, po Słońcu, miejscem w Układzie Słonecznym. Tak według nich będzie wyglądać Ziemia w niedalekiej już (ostatnio była mowa nawet o dwunastu latach) przyszłości. Wolą oni nie zauważać, że wokół Słońca krąży jednak więcej planet. W atmosferze Marsa, przykładowo, mimo że jest ona bardzo mizerna, dwutlenku węgla jest i tak prawie pięćdziesięciokrotnie więcej niż w atmosferze Ziemi. A efekt cieplarniany, jeżeli w ogóle występuje, to jest co najmniej dwudziestokrotnie od ziemskiego słabszy. Potrzeba zatem naprawdę olbrzymich koncentracji tego gazu, takich jak na Wenus, gdzie jest go z kolei setki tysięcy razy więcej, żeby jakikolwiek zauważalny wzrost temperatury nastąpił.

Tymczasem, zawartość dwutlenku węgla w ziemskiej atmosferze wzrosła w ciągu ostatnich 60 lat z 300 do 400 ppm (cząsteczek na milion). Jeżeli jednak popatrzeć przez pryzmat Marsa i Wenus, to dynamika ta jest o wiele za niska, żeby wytłumaczyć jednoczesny wzrost temperatury. Przyczyną tego ostatniego zjawiska, jeżeli faktycznie ono zaszło, musiało być coś innego, być może zupełnie innego.

Klimatyści mają zresztą ze swoim węglowym antychrystem wiele innych problemów. Zgodnie z dogmatem nr 3 przyczyną zmian temperatury mogą być tylko i wyłącznie zmiany w stężeniu CO2. Zatem także okresy wyjątkowego chłodu, jak niedawne geologicznie plejstoceńskie zlodowacenia, muszą mieć takie właśnie wytłumaczenie. Stężenie dwutlenku węgla miałoby wtedy spadać nawet poniżej 200 ppm. Ta argumentacja nie trzyma się jednak przysłowiowej kupy. Atmosferyczny CO2 bowiem nie tylko uczestniczy, w niewielkim stopniu, w podgrzewaniu powierzchni Ziemi, ale przede wszystkim reguluje przebieg jednego z najważniejszych procesów biologicznych – fotosyntezy.

Wśród porastających naszą planetę roślin istnieją trzy rodzaje tejże fotosyntezy.

– Fotosynteza CAM występująca głównie u roślin pustynnych, Potraktujemy ją jako ciekawostkę, nas interesować będą bowiem dwa inne jej rodzaje.

Fotosynteza C3 i C4. Różnią się one od siebie zapotrzebowaniem na wodę – C4 jest bardziej pod tym względem oszczędna, ale również, co szczególnie istotne, zapotrzebowaniem na dwutlenek węgla. Fotosynteza C4 radzi sobie lepiej z jego niskimi stężeniami. Konsekwencją tych dwóch różnic jest fakt, że rośliny C3 mają wobec roślin C4 przewagę ewolucyjną w niższych temperaturach i wyższych stężeniach CO2, a rośliny C4 na odwrót. W okolicach stężenia CO2 w wysokości 200 ppm rośliny C4 mają zaś już przewagę niezależnie od wysokości temperatury. Oczywiście rośliny C3 jeszcze sobie w takich warunkach radzą, a giną dopiero po spadku poniżej 150 ppm. W ewolucji jednak nie wystarczy po prostu sobie radzić. Trzeba jeszcze radzić sobie lepiej niż konkurenci. Gdyby zatem stężenie CO2 w powietrzu utrzymywałoby się w plejstocenie poniżej 200 ppm, jak głoszą dogmaty klimatyzmu, roślinność C3, a wśród niej żyto i pszenica, nie mówiąc już o dębach, czy brzozach, zostałaby wyparta przez konkurentów C4 , byc może nawet całkowicie. Za kazdym kolejnym glacjałem, flora C3 przechodziłaby przez swoiste „wąskie gardło” ewolucyjne. Po kilku takich epizodach niewiele by z niej zostało, nawet gdyby w czasie interglacjałów stężenie CO2 znów chwilowo rosło. Rośliny C3 mogłyby odbudować częściowo swoją liczebność, ale na pewno nie bioróżnorodność. Doszłoby do zagłady praktycznie wszystkich roślin C3 i triumfalnego pochodu C4 przez wszystkie kontynenty. Dzisiaj znalibyśmy C3 wyłącznie z wykopalisk lub, co najwyżej, jakichś endemicznych stanowisk. Oczywiście nic podobnego nie miało miejsca. Rośliny C3 nadal dominują na Ziemi, zarówno pod względem różnorodności, liczebności, jak i biomasy. Ekspansja roślin C4, owszem trwała od oligocenu, ale nieregularnie i w sposób geograficznie nieskoordynowany, a to ostatnie nie miałoby miejsca, gdyby przyczyną ich sukcesów był właśnie niski poziom CO2 w powietrzu.

No dobra, prawdą jest, tezy o absurdalnie niskich, poniżej 200 ppm poziomach stężeń CO2 w plejstocenie klimatyści nie wymyślili sami. Pochodzi ona z badań pęcherzyków powietrza uwięzionych w grenlandzkich i antarktycznych lądolodach, z tzw. rdzeni lodowych. Fakt jednak, że zmierzone w ten sposób stężenia są w oczywisty sposób za niskie, świadczy jedynie o tym, że te badania są po prostu obciążone jakimś niezidentyfikowanym do tej pory błędem systematycznym. Istnieje zatem jakiś proces, chemiczny, mechaniczny, czy biologiczny, który obniża zawartość CO2 w uwięzionym w lodzie powietrzu właśnie do takiej niskiej wartości.

Ten sam problem dotyczy stężeń CO2 nie tylko z okresu zlodowaceń, ale także z okresu przedprzemysłowego. Bo również wtedy, według dogmatów klimatystów stężenie CO2 miało być znacznie niższe od dzisiejszego, rzędu 250 ppm i zaczęło rosnąc dopiero od początku XIX wieku, wraz z rozwojem rewolucji przemysłowej. Gdyby tak było, punkt równowagi C3-C4 w ciągu minionych 200 lat przesuwałby się gwałtownie w stronę C3. Drzewa, mają, rzecz jasna, zbyt długi cykl życiowy, by zmiany były widoczne, ale rośliny jednoroczne już by zareagowały (to w końcu ponad 200 ich pokoleń) i botanicy powinni zaobserwować trwającą od XIX wieku zmianę w rozkładzie ich gatunków – wzrost liczebności C3 kosztem C4. Ponownie, nawet jeżeli tak było, nikt tego nie zauważył.

Problem z przeszłymi, geologicznie, czy historycznie, stężeniami CO2, jest tylko częścią szerszego problemu, jaki sekciarze mają z jakimikolwiek danymi ilościowymi. Rytualnie bowiem, dane pochodzące z różnych okresów, zbierane bardzo różnymi metodami i przy pomocy czasami drastycznie różnych metodologii, usiłują oni na siłę dopasować do siebie i scalić w jedno. Rezultaty bywają rozmaite, ale zawsze nierzetelne, jak np. słynne „kije hokejowe”, mające pokazywać rzekomo drastyczny wzrost, czy to temperatury, czy to stężenia CO2 w ostatnich dziesięcioleciach w  porównaniu z epokami poprzednimi. Kije będące niczym innym, jak tylko metodologicznymi artefaktami takich siłowych dopasowań. Dane „niedopasowane” bowiem, nijak dogmatów klimatystów nie potwierdzają. W źródłach wydanych przed narodzinami klimatyzmu można znaleźć informację, że np. stężenie CO2 wynosi …600 ppm (rok 1937), albo że średnia temperatura Ziemi wynosi …16 stopni Celsjusza. (1972) – obie wartości znacznie wyższe od podawanych obecnie. Dane te nie były błędne, tylko zmierzone innymi metodami niż współcześnie i w związku z tym, obarczone innymi błędami. Tyle, że nie zostały wtedy jeszcze dopasowane do danych współczesnych.

Osobną kwestią jest też umieszczanie na podawanych przez sektę do wierzenia malunkach, bo przecież nie są to w żadnej mierze spełniające wymogi naukowej rzetelności wykresy, nie tylko danych przeszłych, niezależnie od tego jak bardzo wątpliwych, ale także danych …przyszłych, traktowanych z takim samym poziomem miarodajności i epatowanie publiki, że „temperatura do końca stulecia wzrośnie o 2, 4, 6, 8 w zależności od fantazji piszącego, stopni, że stężenie CO2 wzrośnie do 1000, albo i 2000 ppm, że kury przestaną się nieść, a krowy dawać mleko. Fałszywe proroctwa, oparte o najprostszą, liniową ekstrapolację wielkości mierzonych współcześnie, podczas gdy rzeczywistość fizyczna  na pewno liniowa nie jest.

Realnie, z ekonomicznego, społecznego i środowiskowego punktu widzenia, odejście od paliw kopalnych i „dekarbonizacja” gospodarki jest procesem pożądanym, jednak z innych, niż rzekomo wywoływane przez nie ocieplenie, powodów. Proces ten rozpoczął się zresztą już w połowie lat 70 XX wieku, na długo przed wybuchem ociepleniowej histerii. W ciągu kolejnych 20 lat udział paliw kopalnych w ziemskiej energetyce spadł z 94 do 87 procent. Powstanie w latach 90 sekty klimatycznej, nie przyśpieszyło, jakby się mogło wydawać, ale przeciwnie – opóźniło ten trend. Przez kolejne dwie dekady odsetek tkwił w miejscu i dopiero w ostatnim dziesięcioleciu znów ruszył w dół osiągając 84% w 2017 roku. Gdyby nie klimatyści więc, dzisiaj paliwa kopalne dawałyby już tylko 77% światowej energii i zarówno poziom emitowanych przy ich eksploatacji zanieczyszczeń, jak i politycznie szkodliwe wpływy ich dostawców byłyby proporcjonalnie mniejsze.

Niniejszy artykuł opublikowano w 1495/1496 numerze „Najwyższego Czasu”

26 myśli na temat “Apokalipsa nadchodzi. Jak zwykle.

  1. W warunkach polskich, gdzie większość prąd wytwarzana jest poprzez spalanie węgla, naturalnie przejście na samochody elektryczne spowoduje wzrost zanieczyszczeń. Jednak np w USA (gdzie 37% energii to elektrownie atomowe i różne źródła odnawialne, a paliwa kopalne odpowiadają za około 63% produkcji elektryczności, z czego ponad połowa to gaz, czystszy i energetycznie efektywniejszy od węgla), a zwłaszcza we Francji (94% energii z atomu i źródeł odnawialnych i zaledwie 6% z paliw kopalnych) samochody elektryczne zdecydowanie zyskują na atrakcyjności, nieprawdaż?

    Polubienie

    1. Owszem, Gdyby generowanie energii elektrycznej odbywało się bez znaczących zanieczyszczeń, elektryfikacja miałaby sens. W Polsce jednak sensu nie ma. Chyba że wreszcie zaczną powstawać elektrownie atomowe.

      Polubienie

  2. Porównanie zużycia energii na pasażera jest wadliwe. Przy pociągach podaną mamy moc maksymalną i na jej wyliczone zużycie a przy pojazdach spalinowych mamy przeciętne. Jak podaje Jan Raczyński , Zbigniew Szafrański w publikacji „Zużycie energii elektrycznej przez pociągi pasażerskie-wyniki pomiarów” w 1995r pociąg relacji Łódź-Warszawa (ca 140km) zużywał 1432 kWh co przy 400 osobach daje zużycie około 2,5kWh na pasażera na 100km. Dla EZT wartości są korzystniejsze. Czyli nawet przy energetyce opartej na węglu brunatnym jednym z najmniej wydajnych paliw przewóz pasażera pociągiem wymaga spalania mniejszej masy surowca niż samochodem z tempomatem ustawionym między 80 a 100 km/h.

    Polubienie

    1. ” w 1995r pociąg relacji Łódź-Warszawa (ca 140km) zużywał 1432 kWh co przy 400 osobach daje zużycie około 2,5kWh na pasażera na 100km.”

      2,6 kWh A dlaczego akurat przy 400?

      Poza tym stare pociągi zużywały MNIEJ prądu. Np nie miały klimy.

      „Czyli nawet przy energetyce opartej na węglu brunatnym jednym z najmniej wydajnych paliw przewóz pasażera pociągiem wymaga spalania mniejszej masy surowca niż samochodem z tempomatem ustawionym między 80 a 100 km/h.”

      Tylko wtedy kiedy w samochodzie jedzie jedna osoba. Gdy jadą 4, relacja znów się zmienia na korzyść samochodu

      Polubienie

      1. „2,6 kWh A dlaczego akurat przy 400? ”

        W 1995r jeden wagon 2 klasy-111A mieścił 80 pasażerów. Jeżeli skład miał 5 wagonów kl 2 i 2 kl to max pojemność to ponad 500 osób.

        „Poza tym stare pociągi zużywały MNIEJ prądu. Np nie miały klimy.”

        Z drugiej strony posiadały rozruch oporowy, który był mniej wydajny niż tyrystorowy, który wszedł w 21.w. Dwa dziś odchodzi się od składów lokomotywa i wagony na rzecz EZT.

        „Tylko wtedy kiedy w samochodzie jedzie jedna osoba. Gdy jadą 4, relacja znów się zmienia na korzyść samochodu”

        Nawet wtedy, kiedy jadą dwie osoby w samochodzie kolej wypada korzystniej. Poza tym pociąg nawet na lokalnych trasach rozpędza się do 120 km/h HST nawetdo 250. Samochody już przy prędkości 180 km/h spalają około 14l. (10-12kg paliwa) Co przy dwóch osobach daje porównywalną masę spalanego paliwa na 100km do przez HST. Autokar owszem spali koło 30-35l na 100km, ale po warunkiem, że nie przekroczy 100km/h, czyli max dopuszczalnej prędkość.

        Polubienie

        1. „W 1995r jeden wagon 2 klasy-111A mieścił 80 pasażerów. Jeżeli skład miał 5 wagonów kl 2 i 2 kl to max pojemność to ponad 500 osób.”

          A jeśli miał mniej wagonów? Albo więcej? Za dużo alternatywnych możliwości. Potrzebne byłyby współczesne dane dla konkretnych tras i konkretnych zestawów.

          „Nawet wtedy, kiedy jadą dwie osoby w samochodzie kolej wypada korzystniej.”

          Jeżeli camp liczy pociąg wypełniony w 80%, to niech i samochód liczy wypełniony w 80%, czyli cztery osoby w samochodzie. Porównujmy gruszki do gruszek.

          „Samochody już przy prędkości 180 km/h spalają około 14l.”

          A pociąg w 1995 na trasie Warszawa – Łódź jechał z taką prędkością?

          Polubienie

          1. A jeśli miał mniej wagonów? Albo więcej? Za dużo alternatywnych możliwości. Potrzebne byłyby współczesne dane dla konkretnych tras i konkretnych zestawów.

            Tak bardziej trafne niż przeliczenie zużycia Energii dla pociągu przy założeniu, że jedzie przez cała drogę z Pmax do średniego spalania w przypadku pojazdów spalinowych. Porównujmy Gruszki do Gruszek.

            A pociąg w 1995 na trasie Warszawa – Łódź jechał z taką prędkością?

            Nie, tak samo jak autokar jadąc bez postoju osiąga maksymalne prędkości niższe od średniej TLK/Inter Regio

            Polubienie

  3. Pomarudzę trochę:

    ——————————–

    No dobra, prawdą jest, tezy o absurdalnie niskich, poniżej 200 ppm poziomach stężeń CO2 w plejstocenie klimatyści nie wymyślili sami. Pochodzi ona z badań pęcherzyków powietrza uwięzionych w grenlandzkich i antarktycznych lądolodach, z tzw. rdzeni lodowych. Fakt jednak, że zmierzone w ten sposób stężenia są w oczywisty sposób za niskie, świadczy jedynie o tym, że te badania są po prostu obciążone jakimś niezidentyfikowanym do tej pory błędem systematycznym. Istnieje zatem jakiś proces, chemiczny, mechaniczny, czy biologiczny, który obniża zawartość CO2 w uwięzionym w lodzie powietrzu właśnie do takiej niskiej wartości.

    Śmierdzi mi to podejściem: kiedy fakty nie zgadzają się z teorią tym gorzej dla faktów.

    ——————————–

    Fałszywe proroctwa, oparte o najprostszą, liniową ekstrapolację wielkości mierzonych współcześnie, podczas gdy rzeczywistość fizyczna na pewno liniowa nie jest.
    (…)
    Proces ten rozpoczął się zresztą już w połowie lat 70 XX wieku, na długo przed wybuchem ociepleniowej histerii. W ciągu kolejnych 20 lat udział paliw kopalnych w ziemskiej energetyce spadł z 94 do 87 procent. Powstanie w latach 90 sekty klimatycznej, nie przyśpieszyło, jakby się mogło wydawać, ale przeciwnie – opóźniło ten trend. Przez kolejne dwie dekady odsetek tkwił w miejscu i dopiero w ostatnim dziesięcioleciu znów ruszył w dół osiągając 84% w 2017 roku. Gdyby nie klimatyści więc, dzisiaj paliwa kopalne dawałyby już tylko 77% światowej energii…

    cyt. „na pewno liniowa nie jest” – więc równie dobrze mogłoby być procent 90 albo 50

    ——————————–

    Swoją drogą nie dałoby się zmienić tego systemu komentarzy? Toporny, niewygodny, brak możliwości zagnieżdżania bez ograniczeń, cytowania…

    Polubienie

    1. ” „na pewno liniowa nie jest” – więc równie dobrze mogłoby być procent 90 albo 50″

      Przyjmuje krytykę 🙂

      „Swoją drogą nie dałoby się zmienić tego systemu komentarzy?”

      Próbowałem. Ale trzeba by zmienić plan strony na płatny 😦

      „fakty nie zgadzają się z teorią tym gorzej dla faktów.”

      Fakty sa takie, że rośliny C3 nie zostały wyparte w plejstocenie przez rośliny C4, chociaż przy stężeniach 200 ppm musiałoby tak się stać. Żadnego sensownego wyjaśnienia tego faktu klimatyści nie potrafią przedstawić.

      Polubienie

  4. No a co z pracą rafinerii? Co z energetycznymi kosztami wydobycia węgla i ropy? Nie wiem jak w przypadku surowców spalanych u nas, ale w USA i Kanadzie obecnie eroi węgla ma znacznie większe wartości niż ropy/gazu co może mieć wpływ na ostateczny rezultat.

    Polubienie

  5. W myśl zasady szukajcie aż znajdziecie udało mi się znaleźć zużycie energii dla składów na CMK (220km) przy V=200kmh, czyli nieosiągalnej dla autokarów i znacznej częśći samochodów. I tak Pendolino niespełna 3MWh, Husarz+7 wagonów niespełna 3,8MWh, Czyli łączne zużycie energii dla pociągów HST jest o około połowę mniejsze niż podał autor. Po dwa węgiel brunatny zaspokaja potrzeby energetyczne Polski w 1/3 w niespełna 3/5 Węgiel kamienny, który ma dwu i pół raza wiekszą kaloryczność od węgla brunatnego. Resztę każdy sam już chyba wyliczy

    Polubienie

    1. „udało mi się znaleźć zużycie energii dla składów na CMK (220km) przy V=200kmh,”

      Gdzie?

      „I tak Pendolino niespełna 3MWh,”

      3 000/400/2,2 = 3,4 kWh/osobę/100 km. To ciągle 3,5 kg węgla. Brunatnego.

      W samochodzie (4 osoby) to 1,5-2 kg. Benzyny

      Polubienie

      1. Spalanie samochodu przy prędkości 180-200 km/h=15~20 l/100km ( w gazecie Autoświat był test spalania przy prędkości 180km/h) 15*2,2=33 ciężar benzyny to 0,68~0,8 g/ccm=>33*0,7/4=23,1/4=4,62 kg. 5l to mniejsze samochody w katalogu palą przy tempomacie ustawionym na 80 km/h.Jak porównujesz zużycie energii samochodu przy 80 km/h to pociągu też wypada podać przy porównywalnej.

        Polubienie

        1. „Jak porównujesz zużycie energii samochodu przy 80 km/h to pociągu też wypada podać przy porównywalnej.”

          To i w samolocie też. 🙂

          Przy uwzględnieniu prędkości samolot wygrywa zdecydowanie z samochodem i pociągiem.

          Polubienie

  6. „…jak niezwykle celnie podsumował ich Steven Pinker” – kiepski dobór autorytetów, zwłaszcza, że Pinker sam należy do sekty ociepleniowej.

    Polubienie

  7. Okresy zlodowaceń wynikają z periodycznych zmian parametrów orbity ziemskiej (Cykle Milankovicia). A to że emisja CO2 może zaburzyć stabilny klimat holocenu (któremu zawdzięczamy tak dynamiczny rozwój cywilizacji) wynika z pomiarów zawartości CO2 w atmosferze. Porównywanie do Wenus jest nietrafione, bowiem CO2 w atmosferze Ziemi jest bardzo mało i nawet jego niewielka zmiana może spowodować zmiany klimatyczne. Ocieplenie klimatu jest faktem i faktem jest to że ma na to wpływ człowiek emitując CO2 do atmosfery (jeśli jest jakaś instytucja naukowa na świecie która to podważa to proszę podać która). Nikt poważny też nie straszy armagedonem, tylko przesuwaniem się stref klimatycznych i zmianą linii brzegowych co może mieć negatywne skutki na rozwój cywilizacji np. migracje dużych grup ludności czy zalewanie portów handlowych itp.

    Polubienie

    1. Na Wenus jest dużo CO2 i dlatego nie ma on wpływu a na Ziemi jest mało CO2 i dlatego ma on wpływ.

      Bardzo ciekawe…

      „Ocieplenie klimatu jest faktem”

      Powiedzmy. Z 80% pewnością.

      ” faktem jest to że ma na to wpływ człowiek emitując CO2 do atmosfery”

      A to już jest faktoidem. 🙂

      „Nikt poważny też nie straszy armagedonem”

      Zatem wśród klimatystów są wyłącznie ludzie niepoważni. 🙂

      Ciekawe, że Jarko to przyznał…

      Polubienie

  8. Mógłbys podać źródło dlaczego C4 mają przewagę nad C3 niezależnie od temperatur przy 200ppm?

    C4 występuję głównie w ciepłym klimacie, im chłodniej tym rzadziej rosną C4. Na przykładzie traw:

    C3 nie są w stanie absolutnie funkcjonować dopiero przy 150ppm i niżej. IPCC uważa jednak, że te cykliczne spadki ppm był do poziomow 180-200pm przy których C3 rosnąć mogą, choć nie jakoś zajebiście.

    Natomiast C4 nie przejęły tych terytoriów pomimo faktu być może właśnie przez zbyt chłodny klimat i może dochodziło tylko do jakiejś korekty terytorialnej występowania lub bujności c3 gdzieniegdzie ale nie musiało dochodzić do wielkiego wymierania, bo tylko niektóre C4 mogły tak daleko sięgnąć z powodu temperatury i innych czynników a te, które mogły wypierały C3 za wolno bo znowu odbiło się wahadełko poziomu CO2. Tak tylko gdywam ale widzę jakieś potencjalne ścieżki wyjaśnienia tego paradoksu inne niż wadliwe dane poziomów co2 z lodu.

    Polubienie

    1. „Mógłbys podać źródło dlaczego C4 mają przewagę nad C3 niezależnie od temperatur przy 200ppm?”

      Mógłbym 🙂

      T. E. Cerling i in. „Carbon dioxide starvation, the development of C4 ecosystems, and mammalian evolution” Phil.Trans. R. Soc. Lond. B (1998)

      Konkretnie wykres nr 2 w tej pracy

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s