Koła historii

Wiek trzeci był brązowy, dziki, niespokojny,
A choć wolny od zbrodni, już skory do wojny.
Ostatni jest wiek czwarty, z twardego żelaza.
Z nim wszelkiej zbrodni na świat wyległa zaraza.
Owidiusz

Linearne postrzeganie czasu jest charakterystyczne dla cywilizacji chrześcijańskiej. Świat według Chrześcijaństwa, miał swój początek, rozwija się w określonym porządku i będzie miał swój koniec. Takie przekonanie i wynikający z niego pogląd, że wprowadzanie w społeczeństwie zmian, w tym oczywiście zmian na lepsze, jest możliwe, ułatwiło Chrześcijaństwu nie tylko najszybszy rozwój ze wszystkich mu współczesnych i dawniejszych kultur, ale też przebicie swoistego „szklanego sufitu” cywilizacyjnego i wejście w fazę rewolucji przemysłowej.  Jednak takie linearne podejście do czasu jest raczej wyjątkiem niż regułą. Większość społeczeństw, jakie przewinęły się w dziejach ludzkości, widziało historię inaczej. Albo jako wiecznie obracające się koło, w którym wydarzenia powtarzały się cyklicznie, albo wręcz jako proces regresu i rozpadu postępujący od jakiegoś mitycznego „złotego wieku”, jak to opisał zacytowany w motcie Owidiusz.

Pomimo wielkiego sukcesu wizji linearnej, to jednak właśnie cykliczność czasu wydaje się lepiej dopasowana do rzeczywistej historii ludzkiej cywilizacji. „Wiek brązowy” Owidiusza istniał przecież naprawdę i naprawdę zakończył się katastrofą i upadkiem tej „brązowej” cywilizacji. Pisząc swoje „Metamorfozy”, nie przewidywał jednak Owidiusz, że również „wiek żelazny”, w którym żył, czeka wkrótce identyczny los. Że Imperium Romanum, które swoim współczesnym wydawało się niewzruszone, również rozsypie się w gruzy.

W tym miejscu wypadałoby zdefiniować czym jest ów regres cywilizacyjny i odróżnić go od kryzysu tylko politycznego. Ten pierwszy to właśnie upadek Rzymu. Nie był to tylko rozpad polityczny, choćby i wielkiego i potężnego, ale jednak jednego tylko kraju. Radykalnie zmniejszyła się wtedy także zarówno produkcja – PKB, jak i liczba ludności. Wiele technologii uległo zapomnieniu, spora część zgromadzonej w bibliotekach wiedzy – przepadła. Społeczności uformowane na gruzach Rzymu były, w porównaniu do niego, zdecydowanie biedniejsze i bardziej prymitywne. Liczyły mniej mieszkańców, mniej produkowały, zużywały mniej energii i miały znacznie od Rzymian węższe horyzonty handlowe i społeczne. Kres cywilizacji antycznej, „żelaznej”, jest zresztą opisany i przeanalizowany dogłębnie i wnioski te są powszechnie znane.  Jednak, przed czwartym wiekiem żelaznym, istniał wiek trzeci, brązowy. Koniec cywilizacji epoki brązu, przypadający na XII/XI wiek p.n.e. miał zadziwiająco podobny do rzymskiego przebieg, z głębokim regresem ekonomicznym, demograficznym i cywilizacyjnym włącznie. Następne pokolenia jedynie mgliście kojarzyły jakiś mityczny „złoty wiek”, wspomnienia o zaginionej Atlantydzie i inne podobne legendy.

Cofając się jeszcze dalej w przeszłość napotykamy na trudność w postaci malejącej liczby źródeł. Wystarczająco dokładne obliczenie PKB, czy gęstości zaludnienia nie jest już możliwe, trzeba sięgać do danych pośrednich. Jest jednak bardzo prawdopodobne że poprzedni upadek cywilizacji nastąpił gdzieś około stuleci  XXII – XXIII pne, co w wymiarze historycznym zbiegło się z upadkiem Akadu w Mezopotamii i zwłaszcza Starego Państwa w Egipcie. Ten ostatni, zwany w historii „Pierwszym Okresem Przejściowym” jest szczególnie symptomatyczny, bo nastąpił całkowicie samorzutnie, endogennie, bez jakiegokolwiek zbrojnego nacisku z zewnątrz, którym usiłowano tłumaczyć zarówno (najazdy barbarzyńców) upadek Rzymu, jak i (najazdy Ludów Morza) cywilizacji epoki brązu.

Wyznaczenie początku, najniższego punktu, jeszcze wcześniejszego cyklu jest już bardzo wątpliwe, przypadałby on na XXXII wiek pne i upadek Uruku, pierwszej znanej miejskiej cywilizacji. Na szczęście tym razem bez trudu możemy wyznaczyć punkt maksymalny tego cyklu. Jest on do dziś obowiązkowym punktem każdej wizyty w Egipcie. Piramidy w Gizie z XXVI wieku pne są nadal imponującymi, dosłownie i w przenośni szczytowymi, osiągnięciami swojej cywilizacji.

Poruszając się w drugą stronę strumienia czasu, możemy zauważyć, że kres wieku żelaza, cywilizacji antycznej, grecko- rzymskiej, wyznaczył początek nowej cywilizacji, chrześcijańskiej. Również ona osiągnęła w pewnym momencie swoje maksimum. Różniła się ona od wszystkich swoich poprzedniczek tym, że po nim nie upadła, ale przeszła swoiste przejście fazowe stając się globalną cywilizacją industrialną.

Opisana wyżej cykliczność nie dotyczy tylko cywilizacji Zachodu. Podobne regularne wzloty i upadki spotykały również cywilizację Wschodu – chińską. Ostatni swój szczyt osiągnęła w XVIII wieku, ale nie udało jej się przekroczyć progu rewolucji przemysłowej i upadła niemal na naszych oczach, bo już w wieku XX. I dopiero od drugiej połowy tego stulecia, już jako gospodarka industrialna, znów się odradza.

Wszystkie dające się historycznie wyodrębnić cykle cywilizacyjne, maksima i minima, zarówno Zachodu jak i Wschodu przedstawiono na poniższym wykresie:

Koła 01

Zastanawia zarówno regularność jak i synchronizacja tych cykli. Zarówno Chiny, jak i Zachód osiągnęły swoje lokalne minima w XII/XI wieku pne, oba też osiągnęły lokalne maksima na przełomie er, chociaż kontakt miedzy nimi był w owym czasie zupełnie iluzoryczny i na pewno na siebie nawzajem one wtedy nie wpływały.

Ta względna regularność i synchronizacja skłoniła niektórych badaczy do poszukiwania przyczyn wzlotu i upadku cywilizacji w zjawiskach przyrodniczych, globalnych ochłodzeniach, czy ociepleniach klimatu, czy wręcz fenomenach kosmicznych. Dopóty rozpatrujemy tylko te dwie wielkie cywilizacje, nie mamy żadnego powodu, aby podać tą tezę w wątpliwość.

Historia świata nie składa się jednak wyłącznie z dziejów Zachodu i Chin. Istniały i inne, mniejsze cywilizacje. Rozpatrzymy tutaj kolejne dwie, zupełnie różne od siebie. Majów z prekolumbijskiej Ameryki i Japończyków, którzy, choć pozostawali pod wpływem Chin, to jednak, przez długie okresy, kontakty między tymi nacjami, mimo geograficznej bliskości, były bardzo słabe.

Koła 02

Japonia miała swoje minima w XIII i XIX wieku, a Majowie w stuleciach III, X i XVII. Jak widać w tych przypadkach maksima i minima nie pokrywają się z zachodnimi i chińskimi, a sama długość cykli jest zauważalnie krótsza. To ostatnie zjawisko stanie się jeszcze wyraźniejsze, kiedy rozpatrzymy cywilizacje liczone nie w milionach, ale w tysiącach mieszkańców. Wbrew powierzchownemu mniemaniu, można znaleźć i takie.

Z reguły mieszczą się one na oceanicznych wyspach, mających bardzo utrudnione kontakty z innymi społecznościami, nawet z innymi wyspami. Taka izolowana wyspiarska społeczność wykształca wtedy specyficzną dla siebie, łatwo odróżnialną od macierzystej dla pierwszych kolonizatorów, kulturę i staje się tym samym odrębną, choć miniaturową cywilizacją.

Na następnym wykresie pokazano takie trzy. Grenlandię, Wyspę Wielkanocną (Rapa Nui) oraz, mniej od tych dwóch znane,  polinezyjskie wyspy Mangareva i Pitcairn. Ta ostatnia słynie jako miejsce osiedlenia się zbuntowanej załogi statku „Bounty” i dzisiejszego zamieszkania potomków buntowników, ale miała ona swoją wcześniejszą historię i wcześniejszych osadników, przybyłych tam z Mangarevy właśnie. W przypadku wysp na oceanie mamy ten dodatkowy komfort, że możemy precyzyjnie, czasem nawet, jak w przypadku Grenlandii, z dokładnością do jednego roku, określić punkt startowy, początek pierwszego i niestety, we wszystkich tych trzech przypadkach, jedynego cyklu.

Koła 03

Dzieje opisanych wysp są bardzo podobne do cyklicznych dziejów cywilizacji o kilka rzędów wielkości większych. Zasiedlenie dziewiczego lądu przez niewielką grupę kolonistów, następujący potem wzrost gospodarczy i demograficzny, osiągnięcie pewnego momentu szczytowego, potem następujący stopniowo zjazd i upadek, w przypadku Grenlandii i Pitcairn zakończony wręcz zniknięciem całej populacji, w przypadku Mangarevy i Rapa Nui, jej drastycznej redukcji. O ile jednak średnia długość cyklu cywilizacyjnego dla Chin i Zachodu przekraczała tysiąc lat, to dla społeczeństw tysiące razy mniej licznych, skurczyła się ona do około połowy tej wartości.

W świetle przedstawionych danych widać także, że tezy o jakichś zewnętrznych, klimatycznych czy kosmicznych przyczynach, mających w jednym czasie niszczyć cywilizacje na całym świecie, nie dają się utrzymać. Opisane cywilizacje wrastały i zwijały się w różnym tempie i w różnych okresach. Przyczyn zarówno rozkwitu jak i regresu musimy więc szukać wewnątrz nich samych.

Przyjdzie nam to łatwiej, jeżeli sobie uświadomimy, że ludzkie społeczeństwa nie zawsze rozwijały się w taki kołowy sposób. W obejmującym co najmniej 95%, albo nawet i 99,5%, jeżeli rozciągnąć człowieczeństwo również na inne niż Homo sapiens gatunki rodzaju Homo, ludzkiej historii, paleolicie, gospodarce łowiecko – zbierackiej, żadnej takiej cykliczności, okresów wzrostu, rozkwitu i upadku, zaobserwować się nie da. Przeciwnie. Społeczności łowców-zbieraczy są wyjątkowo wręcz stabilne i niewzruszone. Wyróżniane przez archeologów kultury paleolityczne trwały bez żadnych zmian w czasie i przestrzeni przez dziesiątki i setki tysięcy lat. Nie reagując nawet na tak drastyczne zmiany jak nadejścia i odwroty kolejnych zlodowaceń.

Nie działo się tak przypadkiem. W tej epoce ludzie, z ekologicznego punktu widzenia, byli odpowiednikiem szczytowych drapieżników. Model ekologiczny opisujący relację pomiędzy drapieżnikami a ich ofiarami, zwany też modelem Lotki-Volterry, ma zaś stabilne jednoznaczne rozwiązanie, zwane w matematyce atraktorem. Układ dąży do tego atraktora niezależnie od warunków początkowych i jest tym samym niewrażliwy na losowe zaburzenia. Do wyrwania układu z atraktora potrzebne są bodźce naprawdę potężne, większe nawet niż przejścia między glacjałem i interglacjałem.

Sytuacja zmienia się jednak diametralnie w neolicie, w momencie wynalezienia rolnictwa. Gatunek ludzki przestaje być dla uprawianych roślin i hodowanych zwierząt drapieżcą, a staje się symbiontem. Zależności symbiotyczne opisywane są zaś innym modelem.

Zakładając, że N jest populacją ludzi – rolników, a Z uprawianych przez nich roślin, czy hodowanych zwierząt, to dynamikę każdej z tych populacji z osobna, opisuje równanie logistyczne, zwane też równaniem Verhulsta

dN/dt = rN*N*(1-N)

dZ/dt = rZ*Z*(1-Z)

gdzie rN i rz są współczynnikami reprodukcji, przyrostem naturalnym, odpowiednio rolników i ich inwentarza i pokazują o ile, w idealnych warunkach, przyrasta populacja w ciągu roku.

Z równań tych wynika, że populacja, niezależnie od swojej obecnego stanu, dąży do jakiegoś określonego poziomu (N=100%, Z=100%) Kiedy aktualna liczebność jest większa od tego optimum, populacja maleje, kiedy jest mniejsza – populacja rośnie. Tempo zaś tych zmian zależy właśnie od współczynnika reprodukcji danego gatunku. Co się zatem stanie, kiedy te gatunki wejdą w układ symbiotyczny? Kiedy ludzie, zamiast polować na zwierzęta, zaczną je hodować? Wówczas liczebność jednego gatunku zostanie uzależniona od liczebności drugiego. Ostatecznie model przyjmie postać:

dN/dt = rN*N*(1-N+a*Z)

dZ/dt = rZ*Z*(1-Z+a*N)

Gdzie a to współczynnik symbiozy

Model ten, podobnie jak model drapieżnictwa Lotki – Volterry, ma stacjonarne rozwiązanie. W wyniku symbiozy liczebności obu gatunków rosną o czynnik 1/(1-a) w stosunku do liczebności jaką by miały, gdyby w układ symbiotyczny nie weszły. Chociaż wysokość tego stacjonarnego rozwiązania nie zależy od tempa rozrodu symbiotycznych gatunków, to jednak trajektoria po której układ do tego atraktora dochodzi, już tak. W momencie rozpoczęcia współpracy symbiotycznej, liczebność obu populacji zaczyna rosnąć, ale nie w jednakowym tempie. populacja o wyższym r rośnie początkowo szybciej. Jeżeli to inwentarz rozmnaża się szybciej od rolników, produkcja rolna (PKB) przypadająca na jednego rolnika wzrasta i tym samym rośnie też poziom dobrobytu populacji rolników. Cywilizacja rozkwita i wchodzi w swój „złoty wiek”.  Efekt ten nie wystąpi jednak, jeżeli tempo rozrodu gatunków udomowionych nie będzie znacząco wyższe, od tempa rozrodu samych rolników. Jest to zatem również powód, dla którego nigdy nie udomowiono gatunków, nawet potencjalnie bardzo użytecznych, jak słonie, czy dęby, ale których długość cyklu życiowego była porównywalna do długości cyklu życiowego samych hodowców.

Złoty wiek nie trwa jednak długo. Rolnicy rozmnażają się wolniej niż ich uprawy, ale z czasem doganiają ich liczebnie i średnia produkcja na osobę spada, docelowo do wartości wyjściowej, sprzed wprowadzenia innowacji, która symbiozę zapoczątkowała. Zarówno rolników jaki i upraw jest znacznie więcej, ale ich wzajemna proporcja jest taka sama. W rzeczywistości jest jeszcze gorzej, bo na długo przed dojściem do tego punktu równowagi włącza się jeszcze jeden mechanizm. Rozwiązanie stacjonarne w modelu symbiozy, inaczej niż to miało miejsce w przypadku drapieżnictwa, nie jest bowiem równocześnie rozwiązaniem stabilnym. Dla wysokości współczynnika symbiozy a, zbliżonego do 100%, lub więcej, teoretyczna liczebność obu symbiotycznych gatunków będzie dążyć do nieskończoności, co realnie nie jest możliwe, a w modelu oznacza pojawienie się chaotycznych oscylacji i załamanie układu. Nawet przy mniejszych od jedności wartościach a, chaos może się pojawić, tym pewniej, im mniej liczna jest populacja. Dlatego też do upadku cywilizacji na małych wyspach dochodziło szybciej niż w przypadku kultur kontynentalnych. Opisany proces rozkwitu i upadku cywilizacji rolniczych pokazano na poniższym wykresie:

Koła 04

Ową zależność, pomiędzy wzrostem produkcji, a wzrostem demograficznym, odkrył i opisał  XVIII wieczny angielski ekonomista Thomas Malthus. Dlatego też gospodarkę o takich cechach nazywamy gospodarką maltuzjańską.

Ponieważ im silniejsza jest symbioza (wyższy współczynnik a), tym większe ryzyko załamania i kryzysu, widać że cywilizacja rolnicza nieuchronnie pada ofiarą własnego sukcesu. Im lepsze stosuje technologie, im wydajniejsze uprawy, im wyższą produktywność osiąga, tym pewniej dozna upadku i ostatecznie znajdzie się na niższym poziomie cywilizacyjnym, skąd znów będzie musiała mozolnie wspinać się do góry. Jedynie przy stosunkowo niskich wartościach a, czyli przy niewysokim stopniu rozwoju, cywilizacja rolnicza może stabilnie egzystować. Taka sztuka udała się góralom z Nowej Gwinei, którzy wynaleźli rolnictwo niezależnie od pozostałych jego ośrodków, ale, wskutek niskiej wydajności swoich upraw, nigdy nie wytworzyli miast i bardziej złożonych struktur społecznych. Dzięki temu udało się im zachować stabilnie swoją społeczność aż do XX wieku, kiedy to zostali przez resztę świata odkryci.

Konkwistadorów, którzy w pierwszej połowie XVI wieku podbili Tahuantinsuyu – andyjskie imperium Inków, kolejną cywilizację, która wcześniej istniała w prawie całkowitej izolacji od pozostałych, zdumiewała obfitość dóbr, jakie w tym kraju po prostu wylewały się ze składów i magazynów. Historycy obliczyli później, że zapasy żywności przechowywane przez inkaską administrację, wystarczyłyby na wyżywienie całej populacji imperium przez 10 lat. Wielu humanistom dało to asumpt do wychwalania andyjskich despotów pod niebiosa i stawiania ich za wzór, jako tych, którzy jedyni, na całym (maltuzjańskim) świecie, trwale rozwiązali problem głodu. Było to jednak złudzenie. Hiszpanie przybyli po prostu w szczytowym momencie tamtejszego cyklu, w jego „złotym wieku”. Od upadku poprzedzającej Inków kultury Wari/Tiwanaku upłynęło niespełna 400 lat, a na początku XVI wieku zakończyły się tamtejsze wojny zjednoczeniowe, które połączyły cały andyjski obszar cywilizacyjny w jedno imperium, co, poprzez usunięcie wewnętrznych barier, dodatkowo zwiększyło poziom produkcji. Gdyby jednak inwazja z Eurazji nie nastąpiła, imperium inkaskie nieuchronnie przeżyłoby eksplozję demograficzną, która skonsumowałaby te wszystkie imponujące Hiszpanom nadwyżki, a potem gdzieś w XVII- XVIII wieku, wobec braku możliwości dalszej ekspansji terytorialnej, Kraj Czterech Dzielnic zostałby rozdarty serią przewrotów, wojen domowych i uzurpacji, po czym nieodwołanie rozsypałby się w gruzy.

Społeczeństwa maltuzjańskie zatem, nie są jednak wobec opisanej konieczności dziejowej całkowicie bezbronne i do pewnego stopnia mogą się przed upadkiem bronić, a przynajmniej go opóźniać. Na wykresie nr 1 możemy znaleźć co najmniej dwie takie udane próby podjęte przez Zachód. Pierwszą, w grecko-rzymskim cyklu „żelaznym”, wydłużonym do rekordowych 1700 lat, drugą w chrześcijańskim, który trwał lat 1200, też dłużej niż średnio. Odpowiednio zaawansowana cywilizacja może bowiem podjąć ekspansję na nowe tereny, i zagospodarować je. Takie działanie zapewnia dalszy wzrost produkcji, choć tylko ekstensywny, ale na tyle skuteczny, aby odsunąć w czasie maltuzjańskie przeznaczenie. Grecy, podbijając za Aleksandra wschodnią część basenu Morza Śródziemnego. oraz Rzymianie podbijając i cywilizując jego część zachodnią, opóźnili maltuzjańską katastrofę o blisko siedem stuleci. Ale jednak tylko opóźnili.

Cywilizacja chrześcijańska teoretycznie miała jeszcze lepszy kąsek – ciągle jeszcze tkwiące w neolicie, nie znające jeszcze ani metalurgii ani nawet koła, kontynenty Ameryki. Dodatkowym bonusem stała się globalizacja – połączenie rozdzielonych uprzednio ośrodków cywilizacyjnych wschodniego i zachodniego w jednolity rynek. Ponieważ jednak samo Chrześcijaństwo było bardziej zaawansowane technologicznie niż grecko-rzymski antyk, i tym samym kolonizowało nowe tereny szybciej i skuteczniej, owa ulga trwała też krócej i do końca XVIII wieku potencjał Ameryk i handlu chińskiego został już wyczerpany. Wtedy też, wspomniany już Malthus, opublikował swoje ponure proroctwa odnośnie przyszłości swojej cywilizacji. Jej zagłada wydawała się nieuchronna.

Na szczęście jednak maltuzjańskie koło historii nigdy nie toczy się dwa razy dokładnie tak samo. Upadki nigdy nie są całkowite i nie resetują cywilizacji w 100%. Każdy kolejny maltuzjański cykl osiąga zatem wyższy od poprzedniego poziom. Wiek brązowy stał cywilizacyjnie wyżej niż Egipt Starego Państwa, grecko-rzymski Antyk przewyższył epokę brązu, a Chrześcijaństwo zdeklasowało je wszystkie.

W końcu któryś kolejny szczyt musiał osiągnąć poziom, przy którym zachodzi kolejne przejście fazowe. Cywilizacja osiąga taki stopień nasycenia kapitałem i taką gęstość zaludnienia, że dochodzi w niej do zjawiska nieco mylnie i bałamutnie zwanego „rewolucją przemysłową”. O ile jednak pierwsze takie przejście fazowe, od paleolitu, łowiectwa i zbieractwa, do rolniczego neolitu, ze względu na stabilność atraktorów Lotki-Volterry, jest bardzo trudne i niezbyt prawdopodobne, o tyle, wskutek chwiejności atraktora równań symbiotycznych, nadejście industrializacji jest, wcześniej czy później, pewne.

Cywilizacja rolnicza, maltuzjańska, jest więc niestabilna z samej swojej natury. Przypomina rower – musi jechać, aby nie upaść. Jednak nawet upadając, nigdy nie upada do końca. Od kryzysu do kryzysu, ale rozwija się nieuchronnie w stronę rewolucji przemysłowej. Nadejście tej ostatniej zaś definitywnie maltuzjanizm kończy i wyrywa społeczeństwo z atraktorów symbiotycznych, tak jak rewolucja neolityczna wyrwała je z atraktorów Lotki-Volterry.

Często można spotkać opinię, że tak samo jak upadły wymienione w powyższym eseju cywilizacje, tak samo upadnie  współczesna postindustrialna cywilizacja globalna. Jak jednak widać, są to opinie całkowicie bezzasadne. Mechanizmy rządzące naszą obecną cywilizacja nie są już bowiem maltuzjańskie. Nawet jeżeli nasza cywilizacja się rozsypie, to z zupełnie innych, niż cywilizacje rolnicze, powodów.

Nie ma jednak, jak się wydaje, takiego ryzyka. Nowe postindustrialne atraktory wydają się mieć znacznie więcej cech wspólnych z odległym paleolitem, niż z niedawno opuszczonym maltuzjanizmem. Powstające na naszych oczach społeczeństwo postindustrialne będzie, nawet bardziej niż paleolityczne, stabilne. I osiągnie tą stabilność w warunkach nie niskiego, ale wysokiego dobrobytu. Maltuzjanizm byłby więc, stosunkowo krótkim, 10 tysiącleci to bowiem w kategoriach ewolucyjnych, czy geologicznych, po prostu mgnienie oka, interludium, okresem przejściowym, pomiędzy stabilnym paleolitem i jeszcze bardziej stabilnym okresem postindustrialnym.

46 myśli na temat “Koła historii

  1. Spostrzeżenia:
    1) Mam wrażenie, że minima następują dużo szybciej po maksimach, niż maksima po minimach. Czyli szczyt jest oznaką, że niedługo wszystko runie. Zjawisko wydaje się być istotniejsze w Chinach niż na zachodzie.
    2) Szkoda, że nie ma Indii 🙂
    3) Do rolnictwa chyba jednak łatwiej przejść. W końcu przejście zaszło w kilku miejscach niezależnie. Natomiast zalążki przemysłu się,owszem, pojawiały, ale tylko raz udało się wejść w epokę przemysłową skutecznie.
    4) Nie wiem, czy ten cykliczny, ale jednak postęp jest taki oczywisty. Standardowy przykład to islam, który nic wiele nie wniósł, a i o regresie można dumać. Pytanie też o Chiny, bo tam to trochę wygląda tak, że po szczycie w okresie Zhou, tak jakby kręciło się to w kółko. Nie wiem, czy Tang to jakaś nowa jakość względem Zhou, Sung względem Tang, a Ming względem Sung.
    5) Mam wrażenie, że procesy upadku na Zachodzie się zaczęły, tylko w pewnym momencie zostały przerwane. Z grubsza chodzi o XVI-XVIII wiek, kiedy przez Europę przetoczyła się fala brutalnych konfliktów, najpierw religijnych (reformacja), potem już czysto politycznych (wszystkie te wojny północne, etc.). Co ciekawe, zjawisko nie wystąpiło na zachodnich krańcach Europy, które chyba już zdążyły wyskoczyć z maltuzjanizmu.
    6) Powód, dla którego kultury mniej liczne zaliczają te cykle częściej niż bardziej liczne to chyba nie tylko niższa stabilność systemu. W końcu, co dwie głowy to nie jedna – większe populacje mogą być bardziej innowacyjne, a odkrywanie nowych technologii może wydłużać cykl.

    Polubienie

    1. 1. Dużo szybciej nie, ale owszem. Stopniowe pogarszanie się warunków bytowania generuje niestabilność szybciej, niż układ zdąży powrócić do poprzedniego stanu.

      2. Szkoda – Brak źródeł. Dane Zachodu i Chin zaczerpnąłem z Morrisa. Dla Japonii – Totmana. Dla Majów, Inków, Wari i Tiwanaku – z Manna, Olko i Diamonda.

      Dla Mangarevy, Rapa Nui i Pitcairn – z Diamonda (z tym że kolonizacja Wyspy Wielkanocnej nastąpiła znacznie później niż to było przyjęte kiedy Diamond pisał swój „Upadek”)

      Dla Grenlandii – z Diamonda i Parkera.

      Ale dla Indii nie miałem niczego adekwatnego 😦

      3. Trudniej. Szczegółowo już pisał o tym pilaster – potrzebna jest po pierwsze łagodny interglacjalny klimat, po drugie odpowiednio wysoka gęstość zaludnienia, o którą w gospodarce łowiecko zbierackiej bardzo trudno – da się ją osiągnąć tylko w bardzo rzadko spotykanych warunkach

      Do przejścia przez industrializację też potrzeba odpowiedniej koncentracji ludzi i kapitału, ale w warunkach maltuzjańskich taka akumulacja następuje w sposób automatyczny.

      Paleolit trwał kilkaset tysięcy lat. Maltuzjanizm o ponad rząd wielkości krócej.

      4. Sung to bez wątpienia postęp w stosunku do poprzedników – byli już na krawędzi rewolucji przemysłowej. Mingowie wyszli na oceany, chociaż się potem wycofali, a za Cingów, Chiny osiągnęły najwyższą gęstość zaludnienia i po raz drugi znalazły się na progu industrializacji. Zatem owszem, Chiny też się rozwijały.

      5. Procesy się oczywiście zaczęły. Dwukrotnie. Raz w XVI wieku, wtedy w Zachodniej Europie – zostały powstrzymane przez eksploatację Ameryki, a potem ponownie w XVIII, na Wschodzie – bo Zachód już wchodził w industrializację.

      6. Zapewne tak. Ale im mniejsza liczebność, tym układ bardziej podatny na losowe fluktuacje i niestabilność ujawnia się dużo szybciej,

      Polubienie

      1. Podaje Pilaster w komentarzu źródła książkowe, i tu nasuwa mi się pytanie czy Pilaster znalazł by czasami chwilę aby napisać jakie ostatnio przeczytał wartościowe książki lub jakie już wcześniej czytał. Pilastra opinie o książkach zawszę biorę pod uwagę przy szukaniu interesujących książek 🙂
        A może Pilaster skorzysta z http://lubimyczytac.pl/ i założy konto?

        Polubienie

      2. Czyli sugerujesz że europa wschodnia w 18 wieku była na krawędzi upadku, ja słyszałem że przeciętnym ludzią wtedy u nas super się żyło , Czyli jednak polacy mają swoją propagandę historyczną.

        Polubienie

        1. Akurat w Polsce największy kryzys na przełomie XVII/XVIII wieku Wielkie straty ludnościowe w ówczesnych wojnach paradoksalnie pozwoliły na osiągnięcie wysokiego dobrobytu 2-3 pokolenia później, wbrew europejskim trendom. Jak to w maltuzjanizmie. 🙂

          Polubienie

      3. 3) Klimat chyba jest oczywistością. Ale jeśli ten interglacjał już jest, to na odpowiednim poziomie rozwoju społecznego (górny paleolit), na obszarach o dużej produkcji pierwotnej zachodziło to często i niezależnie.
        Aha, paleolit to co najmniej 2 miliony lat 🙂

        Polubienie

        1. ” jeśli ten interglacjał już jest,”

          W Eemianie też był. 🙂 A rolnictwa nie było. A może było? – cały czas frapuje pilastra ten problem. W końcu się za niego weźmie.

          „odpowiednim poziomie rozwoju społecznego (górny paleolit)”

          I znów – skąd się wziął górny paleolit i dlaczego tego poziomu rozwoju społecznego nie było w Eemianie?

          „paleolit to co najmniej 2 miliony lat”

          A maltuzjanizm 10 tysięcy.

          Polubienie

          1. Pytanie, czy hominidy w Eemianie były w ogóle zdolne osiągnąć taki poziom. Przebłyski górnopaleolitycznych zachowań to dopiero Homo sapiens, a i to nie od razu.

            Polubienie

          2. W Eemianie już był Homo sapiens. O ile do poprzednich interglacjałów można zgłaszać podobne obiekcje – ale też niby czemu neandertalczycy mieliby być integralnie niezdolni do stworzenia rolnictwa – nie wymaga ono aż tak dużych społeczności, zwłaszcza na początku – o tyle nie do Eemianu.

            Polubienie

    2. @kmat

      Apropo Indii
      Tak bardzo zgrubnie i na oko

      max okolo 2300 pne(szczyt cywilizacji Harappy)
      min okolo 1500 pne(kompletny upadek cywilizacji Harrapy,trwajace juz jakis czas najazdy Ariow i poczatek okresu wedyjskiego)
      max okolo 300 pne(szczyt potegi Mahadghy i poczatek Maurya empire)
      min rok 0(kompletne rozbicie dzielnicowe po stuleciach najazdow koczownikow)
      max 500 ne(szczyt potegi imperiow Guptow)
      min 1100 ne(chaos i walki wewnetrzen po stuleciach najazdow muzulmanow w tym Ghaznawidow itp)
      max 1650 ne(szczyt potegi imperium Mogolow)
      min poczatek XX wieku(kompletne podporzadkwoanie Indii kolonizatorom po serii kleski glodu w drugiej polowie XIX wieku).

      Oczywiscie zalezy jakie czynniki sie bierze pod uwage ustalajac maximum i minimum wiec mozna sie sprzeczac o 100 lat w ta czy tamta strone ale dosc zgrubnie chyba z pewnym przyblizeniem prawidlowo-zreszta mozna podyskutowac na ten temat(tym bardziej ze widze tu pewne „dziury”-moze to przez brak zrodel?).

      Polubienie

      1. Niestety z Indii jest pilaster cienki. Tyle wie, co z wikipedii. 😦

        Czy zresztą można w ogóle mówić o jednej indyjskiej cywilizacji? Zawsze były to dwa światy – Aryjska północ i drawidyjskie południe. Dopiero Brytyjczycy dokonali ich zjednoczenia.

        Polubienie

        1. No nie wiem, czy jest sens tak to rozdzielać. Drawidowie mieli taką samą religię, taki sam system społeczny, różnice w zasadzie tylko językowe.

          Polubienie

          1. Ważne czy jest to jeden system ekonomiczny, w którym egzystencja jednej części zależy od wymiany handlowej z pozostałymi częściami. Od kiedy tak jest w Indiach? Bo w czasach Harappy na pewno tak nie było.

            Polubienie

          2. @pilaster

            Na pewno tak bylo w czasach imperiow Maurya-oni gdzie indziej mieli centrum ekonomiczne i polityczne(Magadha),gdzie indziej rekrutowali glowna mase swoich zolnierzy(polnoco-srodkowe Indie)a jeszcze gdzie indziej mieli punkty strategiczne z punktu widzenia wojskowego(dzisiejszy Pakistan,niektore punkty w srodkowych i poludniowych Indiach).Od tego czasu tak to mniej wiecej wygladalo,czy tak chocby po czesci bylo wczesniej tego nie wiem choc trudno zakladac pelna niezaleznosc regionow szczegolnie ze z tego co wiem istnialy tam swego rodzaju gildie handlowe zrzeszajace kupcow i rzemieslnikow.(tzw.sreni)od co najmniej 500 pne co by sugerowalo dosc spora wymiane handlowa.

            Polubienie

          3. Faktycznie od czasów wedyjskich, można mówić o integracji ekonomicznej (tak jak basen Morza Śródziemnego w Antyku)

            Ale, żeby się upewnić, należałoby dla Indii wykonać coś w rodzaju Morrisowskiego wskaźnika rozwoju społecznego, który by zdołał wyłapać zmiany w PKB, liczbie ludności i stopniu komplikacji cywilizacji. Np jakiej wielkości były największe miasta Indii w poszczególnych stuleciach, etc.. To robota dla kogoś, kto jest w historii Indii dobrze obcykany.

            Polubienie

        2. Taka cywilizacja Harappy to jest zupelnie inna cywilizacja z osrodkiem w dzisiejszym Pakistanie i jej relacja do Indi wedyjskich jest mniej wiecej taka jak relacja starozytnej Grecji do sredniowowiecznej Europy.
          Natomiast pozniej po podboju Aryjskim byla to jedna cywilizacja choc rozbita na wiele pomniejszych panstewek(najwazniejsze to Magadha czyli okolice dzisiejszego Bengalu-stamtad wyszlo pare imperiow)-oczywiscie podane przez mnie daty maksimow i minimow sa dosc przyblizone poniewaz np na poludniu w latach 900-1200(czyli w okresie kompletnego upadku Indiii jako cywilizacji)rzadzilo z duzym sukcesem imperium Chola-jednakowoz dla calosci obrazu bylo ono niezbyt istotne(choc samo w sobie mialo pewne sukcesy i bylo pewna oaza stabilnosci w regionie).
          Dlatego podane przez mnie daty choc sadze ze prawidlowe sa dosc przyblizone-ale tak samo jest chocby dla tzw.Zachodu-przeciez Hiszpania czy Francja kwitly kiedy Niemcy bylo zbiorowiskiem szarpanych wojnami panstewek.Potrzebne sa wiec pewne uogolnienia i jako takie mysle ze zaproponowane przez mnie daty z grubsza sie nadadza.Mysle ze w rozmowie o cywilizacjach takich przyblizen i generalizacji raczej nie da sie uniknac-to zbyt duzy temat.

          Polubienie

  2. Co autor sądzi o Eksperymencie John’a Calhoun’a? Czy można odnieść to w jakiś sposób do cykli opisanych w powyższym eseju i do cywilizacji post industrialnej?

    Polubienie

    1. A co ma sądzić/ Ten eksperyment i jego wyniki są bardzo wątpliwe – nie spotkał się pilaster z porządnym naukowym jego opisem – tylko popularnym.

      Zresztą jakkolwiek by on nie przebiegał, nie można go odnieść do opisanych cykli. W największym skrócie – ludzie to nie myszy. Tym bardziej laboratoryjne.

      Polubienie

        1. Ba! Myszy laboratoryjne są de facto klonami. Hoduje się je właśnie wsobnie (dlatego są białe) w celu uzyskania „czystych” linii które będą jednakowo reagować na takie same bodźce.

          Należałoby taki eksperyment powtórzyć dla różnych (zróżnicowanych) populacji różnych gatunków. Wtedy można by jakieś wnioski wysnuć.

          Polubienie

    2. Ja bym tak calkowicie tego eksperymentu nie lekcewazyl-zbyt duzo widze tu podobienstw do czasow obecnych.Mamy podobnie jak w eksperymencie po dniu 500 obecnie zwale demograficzna w Europie,mamy agresje samic w stosunku do potomstwa(feministki i ich nieches do posiadania potomstwa a nawet agresywne poparcie dla aborcji),mamy „pieknisiow”(srodowiska LGBTQ)oraz samcow biernych(incele i MTGOW).Natomiast argument o inbreeding faktycznie daje do myslenia.

      Polubienie

  3. Click to access glubb.pdf


    The experiences of the human race have been recorded, in more or less detail, for some four thousand years. If we attempt to study such a period of time in as many countries as possible, we seem to discover the same patterns constantly repeated under widely differing conditions of climate, culture and religion. Surely, we ask ourselves, if we studied calmly and impartially the history of human institutions and development over these four thousand years, should we not reach conclusions which would assist to solve our problems today? For everything that is occurring around us has happened again and again before.

    Polubienie

    1. @banach

      To nie nie tubylcy tak sie masowo rozmnazaja tylko w duzej czesci ludnosc naplywowa(z miejscowych to glownie klasy nizsze-widze to na co dzien w UK).Wiec moze jednak?Ale to faktycznie kwestia dyskusyjna.Zreszta Polska to tez jakos czesc Zachodu i u nas jak najbardziej opisane procesy wystepuja(lacznie z demogrficzna zwala).

      @Anonim

      Znam i posiadam te ksiazke/broszure w wersji polskiej-kiedys paru entuzjastow przetlumaczylo.Jak ktos chce posiadac to jest na chomiku-wystarczy wpisac:zmierzch imperiow Glubb Pasza.

      Polubienie

      1. Udowodnij że wskaźnik Francji ponad 2,00 jest mozliwy przy wskaźniku dzietności rdzennych Francózów 1.50. Bo biąrąc pod uwagę liczbę imigrantów potrzeba 7,00 wśród imigrantów. Więc to prawicowy mit.

        Polubienie

        1. A jaka jest wedlug Ciebie ta liczba imigrantow?Podpowiem Tobie-znacznie wieksza niz myslisz-tam kazdy kto ma obywatelstwo juz jest traktowany w statystykach jak Francuz/Brytyjczyk itp chocby slowa po francusku/.angielsku nie znal i na co dzien mial trzy zony w burkach.Zachod oklamuje sam siebie-naprawde sadzisz ze mielby tyle problemow z muzulmanami gdyby faktycznie bylo to raptem pare procent spoleczenstwa?Nie na darmo imie Mohamed to najpopularniejsze imie wsrod nowonarodzonych chlopcow w UK i paru innych krajach Europy-moze uwazasz ze to rdzenni Brytole/Francuzi tak nazywaja swoeje dzieci?Oczywiscie i tu zachod manipuluje traktujac kazda wersje imienia Mohamed jako oddzielne imie ale wystarczy zsumowac i masz czarno na bialym jaka jest rozrodczosc ludnosci naplywowej.

          Ale prosze bardzo oto link i Muhammad(podkreslam to tlyko jedna z wersji)na pierwszym miejscu w UK

          https://metro.co.uk/2017/11/30/these-are-the-top-100-uk-baby-names-of-2017-7120428/

          a tu troche wiecej na temat sytiacji w Europie

          https://www.thenewamerican.com/world-news/europe/item/32194-mohammed-is-taking-over-europe-name-most-popular-in-berlin-elsewhere

          Ale wpis Pilastra byl nie o tym wiec dla mnie temat zakonczony.Bez odbioru.

          Polubienie

  4. 1. Lista kryzysów cywilizacji europejskiej jest niepelna. Np. w XIV w. w Europie nastąpilo duże nasilenie wojen, klęsk glodu i pandemia dżumy, która zabila co najmniej 30% populacji kontynentu. Kolejne wielkie nasilenie wojen to wiek XVII. Byl to okres, w którym doszlo do największej liczby konfliktów zbrojnych w calych dziejach pisanych. W Europie to wojna 30-letnia, angielska wojna domowa, wojny w Rzeczpospolitej, Wielka Smuta w Rosji, Fronda we Francji, wojny habsbursko-tureckie oraz persko-tureckie. Z kolei Chiny staly się areną wyniszczających walk między Mingami i Mandżurami.

    2. W XVII w. nie bylo już żadnej cywilizacji Majów.

    Polubienie

    1. ” XIV w. w Europie nastąpilo duże nasilenie wojen, klęsk glodu i pandemia dżumy, która zabila co najmniej 30% populacji kontynentu. ”

      Ale nie było wtedy kryzysu cywilizacyjnego. Gospodarka nie upadła, a ubytki demograficzne zostały szybko uzupełnione. Produkcja per capita nawet znacznie wzrosła. – Typowy efekt maltuzjański.

      „Kolejne wielkie nasilenie wojen to wiek XVII”

      Owszem – to właśnie nasilenie kryzysu maltuzjańskiego, który nie przerodził się już wtedy w upadek tylko dzięki kolonizacji Ameryk i handlowi z Chinami.

      Chiny uratowały się wtedy dzięki temuż handlowi i kolonizacji stepów post – mongolskich. Starczyło tego do XVIII wieku. Zachód zdołał wtedy przebić się do rewolucji przemysłowej – ale Chiny nie.

      Polubienie

  5. „Ale nie było wtedy kryzysu cywilizacyjnego”

    W takim razie caly twój wykres jest do niczego, bo Chiny żadnego przerwania ciąglości cywiizacyjnej na miarę tego w Europie po upadku Rzymu nie doświadczyly. Chińskie miasta nigdy nie zanikly w takim stopniu jak europejskie we wczesnym średniowieczu, nawet po krwawym i brutalnym podboju mongolskim. Marco Polo byl pod dużym wrażeniem bogactwa Chin pod rządami Kubilaja,

    „Chiny uratowały się wtedy dzięki temuż handlowi i kolonizacji stepów post – mongolskich.”

    lol, nie. Qingowie zabraniali osiedlania się etnicznym Chińczykom w Mandżurii i Mongolii aż do końca XIX w. Sinizacja Mandżurii jest bardzo świeżej daty, a w Mongolii wewnętrznej do dziś dominują Mongolowie.

    „ubytki demograficzne zostały szybko uzupełnione.”

    Odbudowa populacji Europy do poziomu sprzed Czarnej Śmierci trwala 150 lat, ladne mi szybko.

    Polubienie

    1. ” Chiny żadnego przerwania ciąglości cywiizacyjnej na miarę tego w Europie po upadku Rzymu nie doświadczyly.”

      Skala kryzysu była mniejsza. Nie zmienia to faktu, że kryzys był. Proszę zajrzeć do Morrisa. Równie dobrze mógłby Pimli napisać, że nie było żadnego upadku cywilizacji brązu. Bo przecież Grecja, czy Egipt, nadal istniały.

      „Marco Polo byl pod dużym wrażeniem bogactwa Chin pod rządami Kubilaja,”

      To było tylko blade echo tego co było za Sungów.

      Co do stepów – racja, chodziło raczej o wprowadzenie nowych upraw (ziemniaki), na terenach gdzie nie była możliwa uprawa ryżu.

      „Odbudowa populacji Europy do poziomu sprzed Czarnej Śmierci trwala 150 lat, ladne mi szybko.”

      Przy ubytkach rzędu 50%? Szybko 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s