Papierowy tygrys, zmęczony smok

W nocy z 9 na 10 marca 1945 roku w wyniku nalotu bombowego na Tokio powstała tzw. burza ogniowa, w której zginęło ponad 100 tysięcy ludzi, a praktycznie cała zabudowa została doszczętnie wypalona. 6 sierpnia tegoż roku nad miastem Hiroshima rozpalił się błysk „jaśniejszy niż tysiąc słońc”. Wskutek pierwszego w historii ataku nuklearnego, zginęło kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców, a Hiroshima została zrównana z ziemią. Trzy dni później, 9 sierpnia, w atomowym ogniu spłonęło Nagasaki.

W wyemitowanym 15 sierpnia w radiu przemówieniu, japoński tenno, na zachodzie tytułowany zwyczajowo cesarzem, w końcu musiał przyznać, że prowadzenie polityki godnościowej i podnoszenie kraju z kolan, nie przyniosło jednak Japonii pomyślności. Po ośmiu latach krwawej wojny toczonej z Chinami, USA, Wlk Brytanią, Holandią i ZSRR, Japonia skapitulowała. Kraj dosłownie leżał w gruzach. Zniszczone były praktycznie wszystkie większe miasta i ośrodki przemysłowej, a ci mieszkańcy, którzy uszli z życiem, wegetowali w skrajnej nędzy. Jeszcze pięć lat po wojnie, ówczesny japoński PKB per capita był, co wydaje się dzisiaj nie do wyobrażenia, dwukrotnie niższy od ówczesnego …polskiego.

Zmiana polityki godnościowej na politykę białej flagi przyniosła jednak Japonii gigantyczne korzyści. Okupujący archipelag po wojnie Amerykanie zmienili ustrój społeczno – gospodarczy Japonii w kierunku bardziej wolnorynkowym. W rezultacie gospodarka Kwitnącej Wiśni zaczęła się rozwijać. Szybko. Bardzo szybko. W latach 60 XX wieku tempo wzrostu wyspiarskiego dobrobytu, mierzonego PKB per capita, sięgało nawet 10% rocznie. Pod koniec lat 80 japoński PKB per capita przekroczył zaś 80% poziomu amerykańskiego. Wydawało się, że już, lada moment, biel i czerwień japońskiej flagi zastąpią amerykańskie „Stars and stripes” w roli światowego lidera gospodarczego i cywilizacyjnego, a nawet militarnego. USA miał zaś czekać nieunikniony zmierzch i upadek. Nad światem zapanować miało niepodzielnie Wschodzące Słońce.

I …nic. Japonia nie tylko nie prześcignęła Ameryki, ale, w stosunku do niej, zaczęła się wręcz cofać i dzisiaj japoński PKB pc stanowi już tylko 72% poziomu USA. Podobna historia, choć na mniejszą skalę, przydarzyła się też Tajwanowi i Korei. W przeciwieństwie do Japonii, oba te kraje nadal jeszcze gonią USA, ale już bardzo powoli. Z krajów Dalekiego Wschodu jedynie Singapur i Hong-Kong faktycznie przegoniły dobrobytem Amerykanów. Jednak, przy ich specyficznym statusie miast-państw, było to o wiele łatwiejsze.

Krajem, który z Japonią najdłużej wojował i wyszedł z tej wojny zniszczony w porównywalnym z nią stopniu, były Chiny. Po wojnie zaś, mniej szczęśliwe niż Japonia, wpadły Chiny dodatkowo w łapy komunizmu, który przez kolejne dekady, siał w Chinach terror, głód, ruinę i zniszczenie. Pod koniec lat 70, kiedy w Pekinie do władzy doszła bardziej umiarkowana, pragmatyczna frakcja komunistów, kraj leżał dosłownie w gruzach. Zniszczone był przemysł i rolnictwo, a ci mieszkańcy, którzy zdołali ujść z życiem, wegetowali w skrajnej nędzy. W roku 1976 ówczesny chiński PKB per capita stanowił ledwo …10% ówczesnego polskiego, wcale przecież nie wygórowanego.

W tej sytuacji komuniści chińscy, nie mając już innego wyjścia, zmienili ustrój społeczno – gospodarczy Chin w kierunku bardziej wolnorynkowym. W rezultacie gospodarka Kraju Środka zaczęła się rozwijać. Szybko. Bardzo szybko. W pierwszej dekadzie XXI wieku, tempo wzrostu chińskiego dobrobytu sięgało nawet 10% rocznie. Bardzo szybko pojawiły się głosy o nowym supermocarstwie rzucającym wyzwanie USA, o świecie dwubiegunowym i oczywiście o zmierzchu Ameryki i jej nieuniknionym upadku. Nad światem zapanować miał niepodzielnie Smoczy Tron.

Jeżeli te historie wydadzą się czytelnikom bardzo podobne, to autor śpieszy w tym miejscu z zapewnieniem, że to podobieństwo jest jedynie powierzchowne i złudne, a analogia fałszywa. Pierwszą z różnic pokazuje poniższy wykres na którym pokazano odsetek, jaki w latach 1950-2019 chiński PKB per capita stanowił względem innych krajów regionu, oraz Polski i USA.

Tyg 01

Japonia, jak już autor wspomniał, zatrzymała się przy 80% poziomu amerykańskiego. Tymczasem dzisiaj, w roku 2020, rzekomo równorzędne z USA globalne supermocarstwo, w rzeczywistości ledwo sięga ¼ poziomu USA, 1/3 poziomu Japonii, oraz ½ poziomu …Polski. Chiński tygrys jest więc w znacznej mierze papierowy. No, ale, można w tym momencie kontrargumentować, inaczej niż w przypadku Tokio, pekiński smok jeszcze przecież pogoni za USA nie zakończył. Kiedy zatem Chiny, biorąc pod uwagę dotychczasowy trend, zrównają się cywilizacyjnie z Ameryką? Prawidłowa odpowiedź na to pytanie brzmi …nigdy. Nigdy Chiny nie dogonią USA.

Ani Japonii.

Ani Korei Południowej

Ani Tajwanu.

Ani nawet Polski też Chiny nigdy nie dogonią.

Ocenianie gospodarek poprzez poziom PKB i jego dynamiki, odbywa się przy, rzadko kiedy werbalizowanym wprost założeniu, że wzrost gospodarczy, tak samo jak wzrost populacji myszy w przyrodzie, ma charakter wykładniczy. Czyli że jest proporcjonalny do poziomu PKB, czy populacji myszy, już wcześniej osiągniętego i przyrasta o określony jego odsetek rocznie. Podobnie jak myszy rodzą kolejne myszy, tak samo pieniądz ma rodzić pieniądz. Tak jest w istocie, ale tylko wtedy, kiedy podstawowym środkiem produkcji jest właśnie pieniądz, czyli kapitał. W poprzedzającej kapitalizm gospodarce rolniczej, maltuzjańskiej, kiedy podstawowym środkiem produkcji była ziemia, w postaci ziemi rolnej, czy surowców wydobywanych w kopalniach, wzrost gospodarczy był, jak zauważył Thomas Malthus, ekonomista który pierwszy opisał ilościowo tą cywilizację, bardziej liniowy niż wykładniczy. I podawanie ówczesnego wzrostu w procentach, co często się w publicystyce historycznej spotyka, jest sporym przekłamaniem.

Ale i w cywilizacji kapitalistycznej, industrialnej, tak samo jak i w ekologii, wzrost wykładniczy nie może trwać wiecznie. Populacja myszy, ani nawet populacja much również nie rosną przecież w nieskończoność. Realnie, wskutek narastającej wraz ze wzrostem populacji, konkurencji międzyosobniczej o dostęp do zasobów, wykładniczy wzrost populacji zawsze w końcu wyhamowuje i populacja stabilizuje się na pewnym poziomie liczebności zwanym pojemnością środowiska. W ekonomii odpowiednikiem tego mechanizmu jest akumulacja kapitału. Konkurencja miedzy kapitałem również stopniowo narasta, czego widocznym rezultatem jest malejąca stopa zwrotu. W rezultacie zarówno w ekologii jak i w ekonomii wzrost wykładniczy przekształca się we wzrost logistyczny, który zwalnia coraz bardziej, aż zamiera na asymptocie pojemności środowiska, czy maksymalnego poziomu PKB i PKB per capita. Równanie logistyczne określone jest przez dwa parametry. Tempo przyrostu w czasie, tak samo jak we wzroście wykładniczym, oznaczane literą r i pojemność środowiska – maksymalna wielkość populacji i PKB oznaczane zwykle przez K

Znając dotychczasową dynamikę PKB per capita możemy interpolować krzywe logistyczne wzdłuż których się ona odbywała i tym samym wyznaczyć oba ich parametry. Pojemność środowiska K dla omawianych krajów pokazano na kolejnym wykresie. Obok poziomu docelowego, zaznaczono też poziom obecny z 2019 roku.

Tyg 02

Widzimy, że Japonia właściwie już osiągnęła swoją asymptotę, a Korea i Tajwan są jej stosunkowo bliskie.  Zaskoczeniem może być natomiast fakt, że blisko niej są również …Chiny. I że ta chińska asymptota, maksymalny możliwy poziom zamożności, leży nie tylko najniżej ze wszystkich pokazanych krajów, ale leży też niżej, niż poziom zamożności jaki te kraje, również Polska, mają obecnie! Nie tylko więc Chiny nie dogonią nigdy USA, Japonii, czy Polski, ale nie osiągną nawet ich dzisiejszego poziomu zamożności. Na zawsze zatem pozostaną krajem biednym, prymitywnym i zacofanym. Całe stulecie 1950-2050 w wykonaniu omawianych krajów przedstawiono na wykresie. Zaznaczono na nim nie tylko dynamikę dobrobytu, ale i asymptoty do których PKB per capita w poszczególnych krajach dąży.

Tyg 02a

W tym miejscu nasuwa się jednak oczywiste pytanie, dlaczego Chiny tak właśnie mają? Wszak trzy z omawianych krajów, Tajwan, Singapur i Hong-Kong, są właściwie tak samo „chińskie” jak Chiny, zamieszkałe w przeważającej mierze przez Chińczyków, a ich poziomy asymptot zamożności K są dużo od chińskiego wyższe. Korea i Japonia zaś, chociaż Chinami już nie są, to i tak są kulturowo im bliższe dużo bardziej niż Polsce, czy USA. Dodatkowo można zauważyć inne intrygujące zjawisko. Kiedy, oprócz samego poziomu docelowego parametru K, weźmiemy tez pod uwagę trajektorie po której dana gospodarka do tego punktu docelowego zmierza, czyli parametr r. Okazuje się, że oba te parametry nie są niezależne. Im szybciej gospodarka się rozwija, czyli im wyższe ma r, tym niższy docelowy poziom K osiągnie. Z omawianych krajów, jedynie Singapur zdaje się wyłamywać z tej reguły:

Tyg 03

Istnieje zatem jakiś powód dla którego Chiny znajdują się na jednym krańcu tej skali, z szybkim, ale za to krótkim wzrostem, a USA na drugim, ze wzrostem wolnym, ale bardzo długo trwającym. Aby znaleźć ten powód musimy wyjść poza PKB i sięgnąć do innych danych opisujących gospodarki poszczególnych krajów. Takim dodatkowym parametrem będzie w naszym przypadku wskaźnik Index of Economic Freedom, tzw IEF. Wskaźnik ten, określa z grubsza poziom wolnego rynku w danej gospodarce, intuicyjnie oczekujemy bowiem, że poziom zamożności danego kraju, może być z wolnym rynkiem jakoś skorelowany.

I, co za niespodzianka, faktycznie jest. Poziom korelacji wynosi 79%. Im bardziej wolnorynkowy kraj, tym wyższy pułap zamożności K osiągnie. Chiny, jako kraj nadal faktycznie komunistyczny, tyle że w fazie swoistego NEPu, przystało, kraj w którym właściwie nie ma własności prywatnej, ma IEF stosunkowo niski i tym samym i niewielki osiągalny poziom PKB per capita. Startując jednak od bardzo niskiego poziomu wyjściowego, wskutek agresywnych inwestycji kapitałowych, mogły Chiny osiągnąć wzrost gospodarczy bardzo szybki, ale też i krótkotrwały. Rosja przed I wojną światową, a potem ZSRR, też okresowo były najszybciej rozwijającymi się krajami swoich czasów. Nie zdominowały jednak świata, choć powszechnie to prorokowano, a ZSRR nawet jawnie to zapowiadał.

Drążąc temat dalej, zauważmy, że na całość IEF składa się 12 subparametrów, takich jak wolność od korupcji, poziom ochrony własności prywatnej, wolność handlu itp. Jeżeli każdą z tych 12 składowych potraktujemy jako współrzędną, to możemy zbudować tzw. przestrzeń fazową o 12 wymiarach. Każdy kraj staje się wtedy punktem w takiej przestrzeni. Kraje o podobnym ustroju określonym przez parametry modelu IEF, znajdą się w przestrzeni fazowej blisko siebie, a kraje o odmiennych ustrojach – daleko. Mierząc odległości w tej przestrzeni, możemy zobaczyć do jakich krajów Chinom blisko pod względem ustroju gospodarczego, a do jakich daleko. Do porównania wzięto tym razem więcej krajów z szeroko rozumianego basenu Pacyfiku. Przedstawienie dwunastowymiarowej przestrzeni fazowej w dwóch wymiarach kartki papieru, tak aby zachować odległości między punktami, jest zadaniem karkołomnym i dla komputera bardzo trudnym, wymagającym długich, złożonych obliczeń. Ale jednak jest ono, jak widać na poniższym wykresie, wykonalne. Ponieważ wśród krajów wziętych do analizy znajduje się zarówno kraj z najwyższym (Singapur), jak i z najniższym (Korea płn) IEF na świecie, wykorzystano te dwa skrajne punkty do wytyczenia swoistej „osi wolnego rynku”. Pod pojęciem „inne Chiny” kryją się kraje chińskie niekomunistyczne. Makau, Hong Kong, Singapur i Tajwan. „Tygrysy” to pozostałe wysokorozwinięte kraje azjatyckie: Japonia, Korea i Malezja.

Tyg 04a

Okazuje się że kraje o tradycji anglosaskiej, USA, Kanada, Australia i Nowa Zelandia, pod względem ustroju społeczno-gospodarczego różnią się bardzo niewiele i wszystkie w przestrzeni fazowej znajdują się blisko siebie. Niedaleko nich, ale jednak wyraźnie oddzielone, są też „tygrysy”: Japonia, Korea i Malezja, oraz „inne Chiny” – poza Makau. To ostatnie znajduje się w otoczeniu takich krajów, jak Meksyk, Panama, Filipiny i Peru. Kraje latynoskie zresztą, inaczej niż anglosaskie, nie stanowią jednej zwartej grupy, a ich spektrum ustrojowe rozciąga się od mało różniącego się od azjatyckich tygrysów Chile, do niepokojąco bliskiej Korei płn. Boliwii. A Chiny właściwe, kontynentalne, ludowe? Ano właśnie. W żadnym razie nie jest to kraj wolnorynkowy i praworządny. Bliżej mu ustrojowo do Rosji, niż do któregokolwiek z cywilizowanych krajów azjatyckich, w tym również chińskich Tajwanu i Singapuru.

Wpływ różnic ustrojowych i jakości rządzenia na wzrost gospodarczy nie jest ewidentny, dopóki dany kraj jest biedny i tym samym zwrot z inwestycji kapitałowych jest wysoki. Mając odpowiednio dużą stopę zwrotu, kapitał chętnie zaryzykuje, nawet przy wysokiej korupcji i dużej niepewności instytucjonalnej. Jednak w miarę akumulacji kapitału, stopa zwrotu spada i jakość rządzenia zaczyna być istotna. W końcu zwrot jest na tyle niewielki, że nie warto ryzykować, że inwestycja zostanie przez władzę „udomowiona”, a koszt obsługi korupcyjnej zje wszystkie potencjalne zyski. Inwestycje się zwijają, a rozwój zamiera na poziomie, nieco mylnie zwanym „pułapką średniego rozwoju” Poziom tej pułapki, czyli asymptota K, jest tym niższy im gorszy jest rząd i niższy współczynnik IEF. Kraje wolnorynkowe i praworządne, o odpowiednio wysokim IEF, przechodzą zaś przez tą pułapkę w ogóle bez szwanku, zamieniając jedynie główny silnik rozwoju z inwestycji kapitałowych, na innowacje. Rozwój oparty na innowacjach ma jednak innych charakter niż rozwój kapitałowy. Zwrot z innowacji jest niski, zatem rozwój przebiega dużo wolniej. Najważniejsze jednak, że, inaczej niż w przypadku kapitału, innowacje nie rodzą same kolejnych innowacji. Wzrost gospodarczy przestaje być więc wykładniczy i staje się znów, jak w maltuzjanizmie, liniowy. W tej fazie układ staje się też wrażliwy na efekty drugorzędowe, nie tylko gospodarczo-ustrojowe, ale także kulturowe. W końcu, mimo zbliżonego położenia w przestrzeni fazowej IEF, azjatyckie „tygrysy”, z wyjątkiem Singapuru, mają wyraźnie niższą asymptotę maksymalnego dobrobytu od krajów anglosaskich. Pozostające przez kilkaset lat pod władaniem Portugalii Makau leży zaś, zapewne z tego właśnie powodu, bliżej w tej przestrzeni krajów latynoskich, niż chińskich.

Te subtelne różnice nie dotyczą jednak chińskiego komunistycznego smoka, który padnie na długo przed osiągnięciem granicy, przy której zaczynają one mieć znaczenie. Chińska „pułapka średniego rozwoju” leży naprawdę bardzo nisko. Oczywiście przyszłość nie jest zdeterminowana i również Chiny mogą tej pułapki uniknąć. Ale jeżeli faktycznie mają z sukcesem gonić USA, to same muszą się stać takie jak USA. Praworządne, wolnorynkowe i indywidualistyczne. Japonia, Korea, czy Tajwan zaszły tą drogą dużo dalej niż obecne Chiny, a i tak nie było to, jak się okazuje, wystarczająco daleko. Ale, aby osiągnąć choćby poziom Tajwanu, muszą Chiny zbliżyć się do Tajwanu również w przestrzeni fazowej, czyli podnieść swój IEF o około 20 pkt, co, co prawda umieściłoby Chiny w gronie krajów naprawdę cywilizowanych, ale i oznaczałoby najpewniej utratę władzy przez obecne elity rządzące, na co nie mogą sobie one pozwolić. Nie pierwszy to przypadek w krajach dzikich, o niskim IEF, że interesy kraju są zasadniczo sprzeczne z interesami jego władzy.

 

Powyższy artykuł był opublikowany w 1579/1580 numerze tygodnika „Najwyższy Czas”

177 myśli na temat “Papierowy tygrys, zmęczony smok

    1. „1.Skad Pan wzial poziomy K dla roznych krajow?”

      Przeca napisał pilaster:

      „Znając dotychczasową dynamikę PKB per capita możemy interpolować krzywe logistyczne wzdłuż których się ona odbywała i tym samym wyznaczyć oba ich parametry. ”

      Policzył pilaster z dotychczasowych trendów interpolując metodą najmniejszych kwadratów.

      „Jakie sa poziomy K dla najwaznijeszych krajow Europy Zachodniej(powiedzmy Niemcy,Francja,Uk)?”

      Tych pilaster (jeszcze) nie policzył. Taka interpolacja jest żmudna i czasochłonna.

      Polubienie

        1. Btw Policzył pilaster współczynnik K dla Wlk Brytanii (seria danych 1950-2019 średni błąd kwadratowy 0,52% – dosyć wysoki, ale akceptowalny) wyszło K = 69 120 $ wg wartości dolara z 2018 roku.

          To jest MNIEJ niż w Polsce. 🙂

          Polubienie

          1. Czemu to kmata nie dziwi 😀 Ale jak się UK ogląda z bliska to ciągle ma się wrażenie, że ten dobrobyt jest jakiś taki papierowy.

            Polubienie

          2. @Pilaster

            Dzieki.

            @kmat

            Coz-widzac UK z bliska mam podobne wrazenia i dlatego zapytalem.Jak sie umie ruszac glowa to w UK da sie zyc ale dla mas poziom zycia jest dosc kiepski-zapytalem sadzac/przypuszczajac iz otrzymam od Pilastra wlasnie taka odpowiedz jaka otrzymalem.Choc trzeba pamietac ze to sa potencjaly-i UK wykorzystuje spora jego czesc podczas gdy Polska jakos nie potrafi wiec to roznie jeszcze mzoe byc.

            Polubienie

          3. @piotr34
            Ogólnie siła nabywcza wypłaty jest wyraźnie wyższa niż w Polsce, ale pewne rzeczy rzucają się w oczy:
            – Nie wiadomo, z czego ten kraj żyje. Przemysłu jest mało. Przecież nie z tych wielkich stad owiec. Pytanie, gdzie byłby ten kraj, gdyby nie sektor bankowy.
            – Bylejakość. Byle jakie mieszkania, byle jaki internet, chodniki zaplute gumą do żucia. Pamiętam jak na mieszkaniu służbowym zakładali nam neta. Założyli, ale nie uruchomili, i wlekło się to jak nieszczęście. W końcu pracodawca przysłał jakiegoś gościa, a ten powiedział, że on, Bułgar pokaże, jak się załatwia rzeczy z Anglikami. Zadzwonił, zrypał jak psa i dopiero wtedy internet był. Prywatna firma tak olewała klienta.

            Polubienie

          4. @kmat

            Ogolnie w UK panuje „bylejakosc” w kazdej dziedzinie-i to sie rzuca w oczy kazdemu Polakowi po jakims czasie(jak juz pierwszy zachwyt nad pierwszymi wyplatami przeminie).Male mieszkanka,male ogrody,ciagly brak parkingow,niedouczeni(literalnie!!!)urzednicy czy wlasnie wspomniane przez Ciebie olewanie klientow przez prywatne firmy(w Polsce nigdy na taka skale).Tak jakby powoli docierali do jakiego „szklanego sufitu” i nie potrafiac go przebic popadaja w marazm.Ale poki co jakos ciagna choc rzeczywiscie jakby coraz gorzej-co by sugererowalo zreszta iz maksymalny poziom K to tylko „wysoki sufit” ale tak naprawde problemy zaczynaja sie juz znacznie wczesniej(gdzies przy 70% K)-co by zreszta pasowalo tez do obecnych problemow Chin czy problemow Japoni w latach 90-tych.

            Polubienie

          5. Policzył właśnie pilaster K dla Francji – seria danych 1950-2019, średni błąd kwadratowy 0,22%

            K = 47 332 $ według wartości dolara z 2018

            Czyli JESZCZE MNIEJ niż w UK i dużo mniej niż w Polsce

            I dla Niemiec – seria danych 1991-2019 – czyli znacznie krótsza niż dla UK i Francji, taka jak dla Polski, średni błąd kwadratowy – 0,27%

            I K = 204 643 $ – znacznie więcej niż nawet w USA – przyznaje pilaster, że zaskoczył go ten wynik. 🙂 Zgodnie z modelem, r jest za to bardzo niskie – 1,6% (w UK 3,49%, we Francji 5,54%, w Polsce 3,64%)

            Próbował pilaster policzyć jeszcze dla Irlandii, ale realna dynamika PKB per capita jest zbyt chaotyczna. Teraz weźmie się za kraje skandynawskie i postkomunistyczne (Czechy, Węgry, etc)

            Polubienie

          6. „Czyli Polska nie dogoni nigdy Niemiec ? ”

            Na to wygląda. Wniosek odmienny niż był wysnuty przez pilastra 12 lat temu. W tym czasie nic się nie zmieniło w polskim atraktorze, wychodzi więc na to, że zmieniło się w niemieckim.

            „Ale Francję i Wielką Brytanię mamy szansę.”

            Bardzo dużą. W ogóle rozkład dobrobytu w Europie pod koniec XXI wieku będzie bardzo nieintuicyjny. Poszuka jeszcze pilaster parametrów dla innych krajów.

            Polubienie

          7. Może pilaster znowu tak za około 10 lat wysnuje jednak że mimo wszystko Polska dogoni Niemcy. Ale tak poważnie. Nie podoba mi się, że jednak ciągle będziemy biedniejsi od Niemców i pewnie ciągle będziemy jeździć do nich na zarobek. „Jak z tym żyć?” I kolejna sprawa. Zaciekawiło mnie stwierdzenie „rozkład dobrobytu w Europie”. Czyżby kolejne średniowiecze w Europie, się szykowało. Nadchodzi czas szeroko rozumianej Azji?

            Polubienie

          8. „Może pilaster znowu tak za około 10 lat wysnuje jednak że mimo wszystko Polska dogoni Niemcy.”

            Atraktory mogą się zmienić, skoro już nieraz się zmieniały w przeszłości. Poza tym, dopóki krzywa PKB per capita nie przeszła jeszcze przez punkt przegięcia – tak jest w przypadku Polski i Niemiec, ale nie w przypadku Francji i UK, to i K może być obarczone sporym błędem.

            „Nie podoba mi się, że jednak ciągle będziemy biedniejsi od Niemców i pewnie ciągle będziemy jeździć do nich na zarobek. „Jak z tym żyć?””

            Jakoś. Zresztą nie ma co płakać. Posiadanie bogatego sąsiada ma swoje zalety. Będzie kupował nasze towary i usługi, a także dorzucał się w lwiej części do wspólnych projektów (np infrastrukturalnych).

            Czy Artur nie chciałby sąsiadować płot w płot z np Billem Gatesem?

            „Zaciekawiło mnie stwierdzenie „rozkład dobrobytu w Europie”. Czyżby kolejne średniowiecze w Europie, się szykowało. Nadchodzi czas szeroko rozumianej Azji?”

            Bynajmniej. Cały artykuł jest poświęcony właśnie tej tezie, że rozwój i perspektywy Azji jest zdecydowanie przeszacowane. Szeroko rozumiany Zachód pozostanie w dającej się przewidzieć (gdzieś tak do końca XXI wieku) liderem gospodarczym, technologicznym i cywilizacyjnym. Chociaż pozostałe części świata będą go doganiać i sie do niego zbliżać, a różnice będą się zmniejszać, to jednak nie znikną do końca

            Polubienie

          9. @piotr34
            Niektóre rzeczy teoretycznie szłoby zrozumieć. Np. te bidne mieszkania – w tamtym klimacie da się budować tanio. To oznacza, że różne „luksusy” znacząco podniosą cenę. W Polsce jednak trzeba wydać sporo kasy na stan surowy, więc odpicowanie chałupy na glanc nie podniesie procentowo finalnych kosztów aż tak. Ale większość dziadostwa to po prostu dziadostwo.
            Inny problem – dzięki kombinacji wysokich zasiłków i niskich alimentów udało im się wyhodować społeczeństwo nadzwyczaj wiatropylne. Co ma oczywiste przełożenie na „kapitał ludzki”.

            Polubienie

          10. Czyli model jest do chrzanu. Nie uwzględnia, że poziom wolności tych gospodarek nie był const., występowało mniejsze/większe sterowanie, w 2008 mieliśmy kryzys, etc. A dlaczego ten dobrobyt Wielkiej Brytanii jest papierowy? To wina neoliberalizmu i polityki Thatcher. To ona doprowadziła do deindustrializacji Wlk Brytanii przechodząc od gospodarki przemysłowej do gospodarki opartej na kapitalistycznych biurwach i usługach, czyli wirtualnego szmelcu. I teraz spójrzmy na IEF w 2020 roku. Mamy tak:

            7. United Kingdom – 79.3
            27. Germany – 73.5
            64. France – 66.0

            Wow! Różnica jak pomiędzy Korwinem a Tuskiem. Neoliberałowie nie mogą wytrzymać napięcia, bo za rok – góra dwa, UK przekroczy psychologiczną barierę 80.0 i wpadnie do kategorii FREE deklasując platformerskich Niemiaszków. Rule Britannia! – chciałoby się zakrzyknąć… Ale zaraz, zaraz – patrzymy na PKB pc według parytetu siły nabywczej i sprawy wyglądają inaczej:

            Germany – $52,559
            France – $47,223
            United Kingdom – $46,827

            Buuuu…! Wstyd! Cienizna! Wniosek jest jeden – Brytole mogą być sobie rządzeni przez thatcherystów, Niemcy przez SPD, ale i tak Niemcy zawsze będą górą. Dali d**y. Deutschland, Deutschland über Alles!
            @kmat – proponuję uciekać ze zmywaka w UK i przenieść się do bauera w Niemczech. Co gorsza – lepsi są nawet Francuzi ze swoim miernym IEF na poziomie Serbii

            Polubienie

          11. W artykule jest napisane, że korelacja między IEF a docelowym pułapem PKBpc wynosi 79%, wiec Twoje porównanie Niemcy-UK nic tutaj nie wnosi i niczego nie dowodzi.

            Polubienie

          12. Na czym może polegać myk – IEF był robiony pod pewnym ideologicznym kątem, nazwijmy to minarchistycznym. Czyli założono, że każda wolność ma jednoznacznie pozytywny wpływ. Oczywiście dobrano takie wagi dla poszczególnych składników, aby ładnie korelowało to z PKB, dzięki czemu okazało się, że jednym z najliberalniejszych systemów jest skandynawska socjaldemokracja. Gdzie może być myk: otóż niektóre składowe mogą korelować z PKB w sposób bardzo skomplikowany i nieintuicyjny (a może jednak intuicyjny?). Najbardziej rzuca się tu w oczy pozycja goverment spending. Zgodnie z dogmatyką im mniej tego tym lepiej. W końcu wyższe wydatki oznaczają większe podarki lub wyższy dług, a państwo i tak te pieniądze straci, bo w końcu urzędnik zawsze będzie gorzej zarządzał kasą od przedsiębiorcy. W tym momencie włącza się lampka alarmowa, że naprawdę tanie państwo, to takie, które nie łata dziur w drogach i nie płaci policjantom pozwalając im żyć z haraczy i łapówek. No ale okej, powiedzmy, że krajów takich jak UK, BDR czy nawet FR to nie dotyczy. Pojawia się jednak pytanie: co jeśli wysokie wydatki rządowe mają miejsce w kraju naprawdę praworządnym? Czy kraj na tym traci, czy to jednak może być bardziej skomplikowane?
            Inną mniej oczywistą pozycją jest labour freedom. Oba te składniki dla UK są bardzo free. Pytanie czy to aby na pewno dobrze.

            Polubienie

          13. Heh, że Francja ciągle dominuje nad UK, to faktycznie dziwi. Niby państwo opiekuńcze a w zasadzie etatystyczne, ale przynajmniej są zbrojeniowo w dużej mierze samowystarczalni. UK bez pomocy Wuja Sama długo nie pociągnie. Żabojady mieli nawet własny program kosmiczny, rakiety Ariane. Mają Miraże, Rafale oraz atomowy lotniskowiec. Bundeswehra także jest w dużej mierze samowystarczalna. A jak tam UK? I niby Brytyjczycy są (zaraz po Belgach) najbardziej zurbanizowanym społeczeństwem na świecie. Mieszkają w miastach i nie muszą tracić kasy na doprowadzanie asfaltówek do każdej wiochy, czyli powinni mieć lepiej. Może jednak przez wyspiarskie położenie tracą? Francja to państwo kontynentalne. Niemcy jeszcze bardziej – w dodatku tranzytowe. Sieć autostrad mają ze 3 razy dłuższą niż UK i zdecydowanie lepszej jakości. Jakoś stać ich na to. Może to jednak efekt silnych wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej, których UK nie ma? A może w UK przeszarżowali z wolnością i perły brytyjskiego przemysłu uciekły za granicę?

            Polubienie

          14. Urbanizacja w UK jest wysoka, w końcu tam nie ma wsi, tylko jakieś farmy między miastami.
            Na moje idzie o te niskie wydatki rządowe. Np. byle jaka edukacja oznacza niezbyt kompetentną siłę roboczą.

            Polubienie

          15. Ciekawe, kiedy pilaster dojdzie do wniosku, że jednak państwo powinno utrzymywać publiczną edukację, służbę zdrowia i system emerytalny? Gwiazdowski już dawno się z tym pogodził twierdząc, że współcześni liberałowie powinni raczej wcielić się w rolę dobrych menedżerów efektywnie zarządzających państwem opiekuńczym. Podsumowując krótko – socjaldemokraci wprowadzają w ramach gospodarki kapitalistycznej swoje postulaty a liberałowie dbają o to, aby to wszystko nie było zbyt rozbuchane i dopinało się finansowo. Wspomniani tu Niemcy nie są idiotami – to poważny kraj, profesjonalnie zarządzany. Jeśli doszli do wniosku, że obecnie większy IEF nie jest im potrzebny, to widocznie mają rację. Podejrzewam, że Brytyjczycy wolą towary niemieckie niż brytyjskie, bo są po prostu lepszej jakości. Pewnie wolą kupować w Lidlu niż w Tesco. Myślę, że bardziej imponuje im szkopska motoryzacja niż wyspiarska, itp, itd. W sumie fajnie tak przypatrywać się losom „wielkiej tórjki” Europy Zachodniej, bo jak na dłoni pokazują one pewne niuanse. OK, Niemcy to zawodnik wagi nieco cięższej niż Francja, czy UK, ale Francuzi i Brytyjczycy o prawie to samo. Podobna liczba ludności, siła armii. I jedni i drudzy mają broń atomową. A jednak jakoś Francja lepiej przędzie, choć zdaniem pilastra wypada gorzej niż Japonia. Może problemem jest fakt, że UK to wyraziciel interesów USA, które nie koniecznie są zbieżne z interesami brytyjskimi. Francuzi poszli na współpracę z Niemcami tworząc motor UE a Brytyjczycy ciągle sypali piach w tryby niemieckiej machiny, co być może jest zgodne z racją stanu USA, ale szkodzi samym Brytyjczykom.

            Polubienie

          16. Zastanówcie się nad jeszcze jednym – obecne Niemcy to połączenie bogatej NRF i biednej NRD, więc PKB per capita jest de facto uśrednieniem jednych i drugich z odpowiednimi wagami. Niby Osties stanowią 20-25% Niemców, ale i tak zaniżają średnią. To jeszcze lepiej lepiej świadczy o b. NRF, której gospodarka jest na tyle silna, że z powodzeniem ciągnie do góry biedaków ze wschodu. W porównaniu z West-Germany Brytyjczycy i Francuzi są bez szans i żaden IEF na poziomie 100 tego nie zmieni. Źródłą niemieckiej potęgi widocznie tkwią gdzie indziej. Pamiętajcie, że Niemcy mają solidną GOSPODARKĘ, co jest rzadkie we współczesnym świecie. Jeszcze chyba o USA, Japonii, czy Chinach można mówić, że mają realne GOSPODARKI. Niemcy to jedna z fabryk świata.

            Polubienie

      1. „możemy interpolować krzywe logistyczne wzdłuż których się ona odbywała”

        Czyli z dupy.

        „Tych pilaster (jeszcze) nie policzył.”

        Prawdopodobnie dlatego, że ich nie ma.

        Polubienie

        1. „„możemy interpolować krzywe logistyczne wzdłuż których się ona odbywała”

          Czyli z dupy. ”

          Skoro zz nie widzi różnicy, to dyskusja z nim na ten temat nie ma żadnego sensu. Najpierw zz musiałoby się dokształcić. 😦

          Polubienie

          1. „Policzył pilaster z dotychczasowych trendów interpolując metodą najmniejszych kwadratów.”

            Co to znaczy „interpolować metodą najmniejszych kwadratów”? Jak się interpoluje metodą najmniejszych kwadratów?

            Polubienie

  1. Co zatem powoduje, że w pewnych krajach wybierane są polityki robiące lepszy IEF a w innych nie? Odpowiedź trudny klimat mnie nie satysfakcjonuje patrzą na HeatMap IEFu. Jakiś inny czynnik geograficzny? Przypadek? Kultura? Jednak mamy iść się bić i wypleniać kultury niskiego IEFu w imię dobra ludzkości?

    I drugie pytanie, czemu zatem K Japonii jest tak nisko, skoro IEF mają wysokie? Jeśli to kultura, to jaki jej czynnik?

    Czy IEF należałoby uzupełnić o jakiś czynnik kulturowy albo geograficzny aby zwiększyć poziom korelacji i tym samym użyteczność wskaźnika?

    Polubienie

    1. „Co zatem powoduje, że w pewnych krajach wybierane są polityki robiące lepszy IEF a w innych nie? ”

      Trudny klimat jest najlepszą odpowiedzią jaką znalazł pilaster, co nie znaczy że najlepszą możliwą. Ma wiele wad (Kanada vs Rosja na ten przyklad)

      „czemu zatem K Japonii jest tak nisko, skoro IEF mają wysokie? Jeśli to kultura”

      Najpewniej kultura. Japonia jest jednym z najbardziej ksenofobicznych, zamkniętych i rasistowskich krajów na świecie.

      Polubienie

      1. Korea też. Ale tam jeszcze jedno może grać rolę – sztywne role społeczne. W Korei mieli wręcz w lotnictwie program nauki asertywności bo ileś wypadków wydarzyło się ponieważ drugi pilot bał się powiedzieć pierwszemu, że ten popełnił jakiś błąd.

        Polubienie

          1. Jakieś szanse ma. Przecież to jest zależność statystyczna. Poza tym, wyczerpanie wzrostu kapitałowego, nie oznacza, że gospodarka się zatrzyma, albo przynajmniej, że zatrzyma się od razu. Tylko że wzrost oparty na innowacjach jest zależny od norm kulturowych w danym kraju bardzo silnie. Dużo bardziej niz wzrost kapitałowy.

            Polubienie

        1. Kultura ma jakiś wpływ an jedno i drugie. Z tym że kultura nie jest w dłuższych okresach czynnikiem stałym. Jezeli tylko jakieś normy kulturowe stoją trwale na przeszkodzie osiągnięciu sukcesu gospodarczego, to te normy zostaną w skali kilku pokoleń zmienione/uchylone. Zawsze tak było i zawsze tak będzie. Co innego, jeżeli normy kulturowe nie istnieją samoistnie, tylko wyrażają jakieś bariery istniejące obiektywnie. Przykładem np sjesta w krajach śródziemnomorskich, przed rozpowszechnieniem klimatyzacji, majaca swoje głebokie uzasadnienie merytoryczne.

          Każda epoka dostaje taką myśl jaką potrzebuje – poleca pilaster Morrisa.

          Polubienie

          1. Czyli trzymający niski IEF Islam jest do czegoś potrzebny w Afryce i Azji bo się nie cofnął a więc w tych krajach jest jakaś bariera istniejąca obiektynie. Co innego komunizm w Rosji jako samoistna zmiana samoistnie sie cofnął przynajmniej do pewnego poziomu bo nic nie dawał a postęp nie był niczym blokowany. Czym może być taka ewidentna bariera w Azji i Afryce? Bo w Chinach komunizm wciąż moze być krótkotrwały.

            Polubienie

          2. Islam BYŁ do czegoś potrzebny w epoce maltuzjańskiej. Jednak wejście w erę industrialną wszystko przewraca, także w islamie. Jednak kultura wykazuje pewną bezwładność i potrzeba czasu (2-3 pokoleń) żeby dokonać jej zmiany. W Polsce obecnie społeczeństwo jest już zupełnie inne – widać to nawet po strukturze i obyczaju picia alkoholu, niż było w 1989 roku.

            Polubienie

          3. @pilaster

            „Jezeli tylko jakieś normy kulturowe stoją trwale na przeszkodzie osiągnięciu sukcesu gospodarczego, to te normy zostaną w skali kilku pokoleń zmienione/uchylone. Zawsze tak było i zawsze tak będzie.”

            Czy to aby nie nadmierny optymizm przemawia przez pilastra?Przeciez gdyby tak ZAWSZE bylo to poprzednie proby przejscia do cywilizacji industrialnej(czy w Chinach w 9 wieku czy w Japoni Tokugawow a moze i dawniejsze(cywilizacja helenistyczna?)powinny sie udac-tymczasem sie nie udaly(kultura sie nie zmienila)i osuneli sie z powrotem w maltuzjanizm z ktorego juz prawie,prawie wychodzili.

            Polubienie

          4. „poprzednie proby przejscia do cywilizacji industrialnej(czy w Chinach w 9 wieku czy w Japoni Tokugawow a moze i dawniejsze(cywilizacja helenistyczna?)powinny sie udac”

            Nie udały się nie z powodów kulturowych, a raczej nie tylko z tych powodów.

            Ogólnie w stabilnym społeczeństwie to wszystko jest jakoś połączone. Obiektywne warunki geograficzno-klimatyczno-biologiczne wytwarzają pewne wzorce i tabu kulturowe, a te przekładają się na normy religijne i prawne. Jeżeli jednak społeczeństwo zostaje z jakiś powodów ze stanu równowagi wytrącone (oczywistym przykładem jest bifurkacja industrialna, ale i społeczeństwa maltuzjańskie, przypomina pilaster, są w dłuższych okresach czasu niestabilne z samej swojej natury), to zdarza się, że normy kulturowe i prawne przestają odpowiadać rzeczywistości fizycznej. Jeżeli to niedopasowanie nie jest zbyt duże, to normy kulturowe mogą trwać i stanowić czynnik tłumiący zmiany (jak w oscylatorze harmonicznym – dobra analogia). Jeżeli niedopasowanie jest odpowiednio duże, to przełamuje ten opór i zmiana kulturowa zachodzi – chociaz oczywiście nie od razu. Z 2-3 pokolenia może to trwać. Dzieje ludów środkowoeuropejskich pokazują, że zjawisko stłumienia zmian kulturowych moze być bardzo niebezpieczne. Te narody, które w porę zmieniły normy kulturowe i przyjęły chrześcijaństwo, istnieją do dzisiaj (Polska, Czechy, Węgry, Litwa – rzutem na taśmę). Te które broniły „obyczajów przodków” zbyt mocno i skutecznie – Wieleci, Prusowie. -zniknęły.

            Osobnym czynnikiem są normy prawne i ustrojowe. Ogólnie są one pochodną norm kulturowych, ale zmienić je można dużo łatwiej i szybciej, a taka zmiana może też przyśpieszać (albo opóźniać) zmianę norm kulturowych. Japonia za Meiji, Turcja, za Ataturka, czy subsaharyjska Afryka w czasach kolonialnych to przykłądy działań, kiedy przez zmianę norm prawnych, przyśpieszono zmianę norm kulturowych. Z kolei w wielu krajach islamskich jest na ogół na odwrót – Prawo i ustrój mają zmiany kulturowe opóźniać. Ale i tak ich nie są w stanie zatrzymać, co widać nawet w Arabii Saudyjskiej i Iranie.

            Polubienie

          5. japoński rasizm zapewne miał określoną funkcję w przeszłości, jak wszędzie, zapewne związaną głównie z tym, żeby czegoś nie złapać od przybysza i żeby ktoś nie podwędził lasek i hajsu ale w świecie postindustrialnym będąc poważną przeszkodzą w rozwoju, pracy i wymianie zaniknie. I to chyba już zaczęło się dziać:
            https://foreignpolicy.com/2020/06/23/japan-immigration-policy-xenophobia-migration/

            Today, nearly 3 million migrants live in Japan out of a population of 126 million. That number is triple the figure in 1990. And as Japan struggles with a rapidly aging population and shrinking domestic workforce, it’s looking to increase that number further. In April 2019, Tokyo implemented historic immigration reform, expanding visa programs to allow more than 345,000 new workers to immigrate to Japan over the subsequent five years. Low-skilled workers will be able to reside in Japan for five years, while foreign workers with specialized skills will be allowed to stay indefinitely, along with their family members—suggesting that many of these workers might stay for good.

            Immigration to Japan and the number of foreign workers in the country have been rising steadily since 2013, when the government expanded a trainee programs to attract hundreds of thousands of temporary migrants. In 2017, Japan streamlined the immigration of skilled foreign workers with a new fast-track bill. According to Naohiro Yashiro, a business professor at Showa Women’s University in Tokyo, foreign workers are estimated to make up 40 percent of the net increase among the highly skilled labor force in Japan in the coming five years.

            Z drugiej strony po przekroczeniu pewnej bariery władze znowu ujednolicają przybyszów aby byli tacy jak my. Przykład ostatnio z Francji, gdzie Macron się zabrał za meczety.

            Polubienie

  2. 1) Wiadomo, że nagłego usensownienia gospodarki chińskie elity by raczej nie przetrwały. Pytanie jednak czy przetrwają brak takich reform. W Chinach, w warunkach wzrostu, ciągle wybuchają jakieś chłopskie bunty na prowincji. Pytanie co będzie, gdy wzrost się skończy.
    2) Prognozy dla Hong-Kongu raczej się nie sprawdzą. ChRL powoli asymiluje tę enklawę, co zakończy się zrównaniem z resztą dziadostwa.
    3) Czy na drugim rysunku od góry nie ma jakiegoś błędu? Japonia jest tam biedniejsza od Tajwanu, i to w chwili obecnej.

    Względne pozatemacie. Kmata zastanawiała jedna rzecz. O ile nieźle jest opisane przejście z feudalizmu do kapitalizmu to kiepsko z niewolnictwa do feudalizmu. Pilaster zasadniczo traktuje to zbiorczo, jako oblicza jednego systemu. Kmat dumał i wydumał, że niesłusznie. To przejście jest nie mniej istotne. Zwróćmy uwagę na dwa następujące fakty:
    1) Feudalizm nieźle zbiega się w czasie z wysforowaniem się Zachodu na pozycję dominującej cywilizacji na globie. Psipadek?
    2) Feudalizm był ustrojem dużo bardziej egalitarnym od niewolnictwa.
    O co może chodzić. Jak nie wiadomo o co chodzi, to pewnie chodzi o postęp technologiczny. A właściwie o jego pochodną, jaką jest wzrost stopy zwrotu z pracy. I o ile postęp wywindował okcydent na czoło, to ta pochodna spłaszczyła stosunki społeczne. Ponieważ były to czasy przedmaltuzjańskie, przyrost naturalny skonsumował wzrost PKB i w krajach zachodu, zwłaszcza peryferycznych, struktura społeczna zaczęła się osuwać w rozwiązania okołoniewolnicze, ale wtedy wybuchła rewolucja przemysłowa i wywróciła stary porządek na zawsze. Tu nasuwa się dość istotny wniosek stosunek stopy zwrotu z pracy do stóp zwrotu z innych sił wytwórczych ma dominujące znaczenie dla struktury społecznej. Powód jest prosty – pracowitość opisuje się rozkładem Gausa a nie Pareto, więc im większa rola pracy, tym bardziej społeczeństwo egalitarne. Podczas rewolucji przemysłowej poza oczywistą zamianą ról między ziemią a kapitałem też ten wzrost znaczenia pracy wystąpił, dlatego nie było niewolników przemysłowych czy robotników pańszczyźnianych, a industrializacja silnie demokratyzowała społeczeństwa.
    Można zapytać, czy podobne zjawiska nie występowały wcześniej. Zdaniem kmata jeden przykład można wskazać. Jest to przełom brązu i żelaza. W niektórych regionach wystąpiła wtedy skokowa egalitaryzacja. Oczywistym przykładem jest antyczna Grecja i Rzym, gdzie monarchie masowo były zastępowane ustrojami republikańskimi, ale archeologia wskazuje, że coś podobnego zaszło wtedy nawet u Pragermanów. Być może jakąś nieoczywistą pochodną było też powszechne w krajach cywilizowanych epoki odchodzenie od klasycznego politeizmu w kierunku bardziej wyrafinowanych systemów religijnych?

    Polubienie

    1. „czy przetrwają brak takich reform.”

      Owszem. Dlatego pilaster uważa, że jednak zwycięży pragmatyzm i będzie jak w PRL. Komuniści w Chinach oddadzą władzę w zamian za pieniądze. Chiny stopniowo upodobnią się do do Tajwanu, a ich asymptota K również się podniesie do tego poziomu.

      Co nie oznacza, że scenariusze stagnacji i zamordyzmu czy wręcz wojny domowej i rozpadu są nieprawdopodobne. Mają dużą (ze 30-40%) szansę na realizacje.

      „Prognozy dla Hong-Kongu raczej się nie sprawdzą. ChRL powoli asymiluje tę enklawę,”

      A enklawa stawia skuteczny (na razie) opór. Chiny nie zdołają strawić i zdegenerować Hong-Kongu, ani nawet Makau, bez rozwiązań siłowych i masowych represji. A to będzie doskonały przykład dla Tajwanu jak się kończą układy z komunistami.

      „Japonia jest tam biedniejsza od Tajwanu, i to w chwili obecnej.”

      Bo Japonia JEST biedniejsza od Tajwanu i to w chwili obecnej. 🙂 Przynajmniej wg Conference Board. Jak się porówna asymptoty K, to widać, że społeczności chińskie są dużo bardziej otwarte, elastyczne i produktywne przy tym samym poziomie IEF, niż Japonia, czy nawet Korea

      Na resztę postu pilaster odpowie w późniejszym terminie

      Polubienie

      1. Faktycznie, PKB pc nominalne Tajwanu jest niższe, ale już z parytetem siły nabywczej wyższe. Czyli Tajwańczyk żyje lepiej od Japończyka dopóki nie pojedzie na zagraniczną wycieczkę.

        Polubienie

    2. „dlatego nie było niewolników przemysłowych czy robotników pańszczyźnianych,” No niezupełnie. W hutach w Richmond jak najbardziej pracowali też niewolnicy kupowani/wynajmowani przez właścicieli. Z kolei w Staropolskim Okręgu Przemysłowym czy XVI/XVIII wiecznych kopalniach większość zatrudnianych stanowili chłopi pańszczyźniani odrabiający w ten sposób powinności. Ich pan brał za to pieniądze od właściciela huty/kopalni. Oczywiści zdaję sobie sprawę,że były to przypadki marginalne.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Ciekawe. Wytłumaczalne raczej łatwo – te przemysły funkcjonowały w zdecydowanie preindustrialnej rzeczywistości, w świecie bardzo taniej pracy. Było to możliwe właśnie dlatego, że było marginalne. Podejrzewam też, że nie była to szczególnie wyrafinowana produkcja wymagająca wybitnych kwalifikacji. W sumie ciekawa sprawa.

        Polubienie

    3. „O ile nieźle jest opisane przejście z feudalizmu do kapitalizmu to kiepsko z niewolnictwa do feudalizmu. Pilaster zasadniczo traktuje to zbiorczo, jako oblicza jednego systemu.”

      Bo to SĄ oblicza jednego systemu. Z feudalizmem mamy do czynienia, kiedy chwilowy wzrost gospodarczy wyprzedza maltuzjański przyrost naturalny tym wywołany i w związku z tym popyt na siłę roboczą przewyższa podaż. Kiedy jednak przyrost naturalny zaczyna doganiać wzrost PKB, podaż pracy rośnie, a popyt na nią maleje, bo wartość krańcowa pracy drastycznie spada, aż do zera – dodawanie kolejnych robotników na polu podnosi plony o coraz mniejszą wartość. Wtedy niewolnictwo staje się atrakcyjną alternatywą nie tylko dla właścicieli ziemskich, ale i dla samych niewolników – lepiej być niewolnikiem niż zdychać z głodu. Niewolnictwo w maltuzjanizmie istnieje zawsze w sposób enedemiczny, natomiast jego rola ekonomiczna faluje wraz z cyklami maltuzjańskimi i nasila się pod koniec każdego cyklu, tak jak w Rzymie na przełomie republiki i cesarstwa, czy w koloniach amerykańskich i wschodniej Europie w XVII i XVIII wieku. Natomiast koniec cyklu i upadek danej cywilizacji oznacza nie tylko spadek produkcji, ale i spadek zaludnienia, który trwa dłużej i jest głębszy. Kiedy więc produkcja znów zaczyna rosnąć rąk do pracy brakuje i niewolnictwo znika z horyzontu – na jakiś czas.

      „Feudalizm nieźle zbiega się w czasie z wysforowaniem się Zachodu na pozycję dominującej cywilizacji na globie. ”

      Otóż – nie zbiega się. Zachód był najbardziej rozwiniętą cywilizacją na Ziemi przez bardzo długi czas od początków rolnictwa, aż do upadku Rzymu. Potem na tysiąc lat tą rolę przejeły Chiny i Zachód powtórnie wyprzedził je dopiero w XVIII wieku, już na progu rewolucji przemysłowej.

      „Feudalizm był ustrojem dużo bardziej egalitarnym od niewolnictwa.”

      Ależ skąd. W stojącym na niewolnictwie rzymskim Antyku, olśniewajace kariery niewolników i ich potomków – wyzwoleńców były na porządku dziennym. Nawet niektórzy z rzymskich cesarzy byli potomkami niewolników w 3-4 pokoleniu.

      Południe USA jako wzorzec kraju niewolniczego jest co prawda najlepiej opisane w źródłach historycznych, ale nie jest do końca reprezentatywne dla tego rodzaju społeczności. Bo już nawet w Brazylii, byli niewolnicy też mogli robić spore kariery.

      ” Tu nasuwa się dość istotny wniosek stosunek stopy zwrotu z pracy do stóp zwrotu z innych sił wytwórczych ma dominujące znaczenie dla struktury społecznej. ”

      Ależ oczywiście. Dlatego właśnie, znaczenie i nasilenie niewolnictwa falowało zgodnie z cyklami maltuzjańskimi. Kiedy wzrost produkcji wyprzedzał (chwilowo) wzrost zaludnienia, niewolnictwo zanikało (chociaż nigdy całkowicie), kiedy przyrost naturalny zaczynał doganiać produkcję – niewolnictwo (w różnych formach prawnych i instytucjonalnych) rozkwitało.

      „Jest to przełom brązu i żelaza. W niektórych regionach wystąpiła wtedy skokowa egalitaryzacja. Oczywistym przykładem jest antyczna Grecja i Rzym, gdzie monarchie masowo były zastępowane ustrojami republikańskimi, ale archeologia wskazuje, że coś podobnego zaszło wtedy nawet u Pragermanów.”

      Zgodnie z teorią powinno tak być. Koniec poprzedniego cyklu (brązowego) i upadek cywilizacji spowodował spadek zaludnienia i kiedy produkcja na początku epoki żelaza znów zaczęła rosnąć, popyt na pracę przewyższał podaż. Społeczeńtwa musiały się zegalitaryzować – na jakiś czas.

      Polubienie

      1. „Bo to SĄ oblicza jednego systemu. Z feudalizmem mamy do czynienia, kiedy chwilowy wzrost gospodarczy wyprzedza maltuzjański przyrost naturalny tym wywołany i w związku z tym popyt na siłę roboczą przewyższa podaż.”
        To feudalizm powinien pojawiać się notorycznie na początku cyklu. A pojawiał się rzadko i w zaawansowanej fazie.

        „Otóż – nie zbiega się. Zachód był najbardziej rozwiniętą cywilizacją na Ziemi przez bardzo długi czas od początków rolnictwa, aż do upadku Rzymu. Potem na tysiąc lat tą rolę przejeły Chiny i Zachód powtórnie wyprzedził je dopiero w XVIII wieku, już na progu rewolucji przemysłowej.”
        Kmat przyjął definicję Okcydentu jako to co się wykluło z państwa Franków z przyległościami. Jaką przyjął pilaster? To co się wykluło z Sumeru i Egiptu?

        „Ależ skąd. W stojącym na niewolnictwie rzymskim Antyku, olśniewajace kariery niewolników i ich potomków – wyzwoleńców były na porządku dziennym. Nawet niektórzy z rzymskich cesarzy byli potomkami niewolników w 3-4 pokoleniu.”
        Przeciętny niewolnik miał jednak gorzej od przeciętnego chłopa.

        Polubienie

        1. „feudalizm powinien pojawiać się notorycznie na początku cyklu. A pojawiał się rzadko i w zaawansowanej fazie.”

          A co konkretnie kmat rozumie pod pojęciem „feudalizm”? Bo pilaster ma wrażenie, że nie mówimy o tym samym…

          „Kmat przyjął definicję Okcydentu jako to co się wykluło z państwa Franków z przyległościami. ”

          W takim razie Zachód wyprzedził Chiny dopiero po upadku feudalizmu w XVIII wieku. Rozwijać się znów zaczął w wieku VIII, natomiast zbliżał się do Chin od wieku XIII.

          „Jaką przyjął pilaster? To co się wykluło z Sumeru i Egiptu?”

          Taką przyjął Morris. Pilaster uznaje pogląd kompromisowy. Zachód to to co się wykluło z antycznej Grecji.

          „Przeciętny niewolnik miał jednak gorzej od przeciętnego chłopa.”

          Chłopa pańszczyźnianego, poddanego. Nie chłopa wolnego.

          Naprawdę? A jak to zmierzyć?

          Polubienie

          1. „A co konkretnie kmat rozumie pod pojęciem „feudalizm”? Bo pilaster ma wrażenie, że nie mówimy o tym samym…”
            Klasyczna definicja, z seniorami i wasalami, których relacje regulowały swoiste kontrakty lenne.

            „W takim razie Zachód wyprzedził Chiny dopiero po upadku feudalizmu w XVIII wieku. Rozwijać się znów zaczął w wieku VIII, natomiast zbliżał się do Chin od wieku XIII.”
            Okej, ograniczy to kmat do zachodniej Afroeurazji.

            „Pilaster uznaje pogląd kompromisowy. Zachód to to co się wykluło z antycznej Grecji.”
            To co wykluło się z antycznej Grecji było najbardziej rozwiniętą cywilizacją na Ziemi od początków rolnictwa?

            „Chłopa pańszczyźnianego, poddanego. Nie chłopa wolnego.”
            Od wolnego miał lepiej?

            Polubienie

          2. „To co wykluło się z antycznej Grecji było najbardziej rozwiniętą cywilizacją na Ziemi od początków rolnictwa?”

            OK, niech zatem już będzie definicji Morrisa. 😉 Chodziło pilastrowi o to, że zachodnia Afroeurazja przez większość ery maltuzjańskiej przewyższała poziomem rozwoju wschodnią, z wyjątkiem okresu VI-XVIII wiek.

            „Od wolnego miał lepiej?”

            Od wolnego miał niewolnik zwykle gorzej. Ale były w historii takie okresy, kiedy wolni chłopi sami sprzedawali się w niewolę, czyli jako niewolnicy mieli lepiej.

            Klasyczna definicja, z seniorami i wasalami, których relacje regulowały swoiste kontrakty lenne.

            A to można znaleźć w wielu kulturach maltuzjańskich (najjaskrawiej w Japonii), tyle że te relacje i kontrakty niekoniecznie musiałyby być dokładnie formalnie spisane. Zwykle ograniczały się do prawa zwyczajowego. Morris nazywa to „strukturą oddolną”

            Polubienie

          3. „OK, niech zatem już będzie definicji Morrisa.”
            To co wykluło się z Sumeru i Egiptu było najbardziej rozwiniętą cywilizacją na Ziemi od początków rolnictwa? 😛 Paradoks, ale lepsza była definicja pilastra o korzeniach w Grecji. Choć też problematyczna, bo różne islamy, mutazilije i falsafije, trzecie Rzymy, Sasanidzi, matematycy indyjscy i inne cuda to mają korzenie w Grecji czy nie?

            „Od wolnego miał niewolnik zwykle gorzej. Ale były w historii takie okresy, kiedy wolni chłopi sami sprzedawali się w niewolę, czyli jako niewolnicy mieli lepiej.”
            A to fakt. A nawet nie tyle sprzedawał się, co nie rżnął piłą protestował, kiedy sprzedawali.
            Aczkolwiek z argumentem „z wyzwoleńca cesarz” jest jeden problemn- w zbyt omnipotentnej władzy, gdzie siła prawa i instytucji jest słaba (czyli liczy się tylko siła bezprzymiotnikowa), władcą może zostać każdy.

            „A to można znaleźć w wielu kulturach maltuzjańskich (najjaskrawiej w Japonii), tyle że te relacje i kontrakty niekoniecznie musiałyby być dokładnie formalnie spisane. Zwykle ograniczały się do prawa zwyczajowego. Morris nazywa to „strukturą oddolną””
            Łokej, ale czy było to zjawisko powszechne? Jest Europa środkowośredniowieczna, na bidę Japonia, ale coś jeszcze?
            Kmatowi wygląda to tak: kombinacja względnie drogiej pracy ze słabymi odgórnymi instytucjami.

            Polubienie

  3. Towarzyszu pilaster…

    Odsyłam do prac Friedrich’a List’a, który objaśnia kiedy i jakie kraje prowadzą politykę protekcjonistyczną a jakie i kiedy przechodzą z protekcjonizmu na leseferyzm. Skracając mocno: do momentu aż kraj nie uzyska konkurencyjności, powinno prowadzić się politykę protekcjonistyczną i “zwalniając protekcję” wraz ze wzrostem konkurencyjności. W oparciu o jego prace protekcjonistyczną politykę w XIX wieku prowadziły USA oraz Niemcy, dzięki czemu mogły uzyskać potencję do rzucenia wyzwania gospodarce brytyjskiej. Sama Thatcher do sprywatyzowania miała procentowo niewiele, w porównaniu do demoludów. Gospodarka brytyjska, mimo wszystko, była gospodarką o długich tradycjach kapitalistycznych, z rodzimą burżuazją, kapitalistami, arystokracją wchodzącą w biznes itd. Zupełnie inna sytuacja niż w demoludach, gdzie wszystko trzeba było budować niemalże na pustyni. Nie mówiąc o tym, że główne cele polityki Thatcher się nie powiodły. Uniezależnienie gospodarki brytyjskiej od Europy oraz ekspansja energetyczna UK na inne kraje. Poprawiły się standardowe wskaźniki makroekonomiczne tj. PKB per capita, wzrost inflacji czy poziom bezrobocia. Ale pozycja własnościowa, przepływy funduszy i inne parametry się pogorszyły. W tym celu polecam opracowanie “Private Island: Why Britain Now Belongs to Someone Else”.

    Polubienie

    1. „do momentu aż kraj nie uzyska konkurencyjności, powinno prowadzić się politykę protekcjonistyczną”

      Kraj który prowadzi politykę protekcjonistyczną nigdy nie „uzyska konkurencyjności”. „Konkurencyjność to jest coś, co się wytwarza w ogniu konkurencji, a nie coś, co powstaje w wyniku uchwał Biura Politycznego.

      „główne cele polityki Thatcher się nie powiodły. Uniezależnienie gospodarki brytyjskiej od Europy”

      Na szczęście powodło się to w przypadku polityki Kimów w Korei płn. Uniezależnili gospodarkę kraju od Europy, Azji, Ameryki i od calej reszty świata.

      I teraz wszyscy ludzie na świecie zazdroszczą mieszkańcom Korei płn… 🙂

      Polubienie

  4. Odnośnie do powyższego tematu, mam pytanie jak to jest z Polską, Rosją, Ukrainą, Niemcami, Francją, Włochami i z UE, i ogólnie z Europą. Wiem temat rzeka, ale może jednak jakiś duży wpis na ten temat. I kolejne pytanie skąd 30%/40% prawdopodobieństwo na stagnację, zamordyzm a nawet wojnę domową w Chinach ( w którymś z komentarzy to przeczytałem).

    Polubienie

    1. Właśnie zastanawiam się jak to jest z Chinami, bo w sumie to kraj kontrastów a ludności mają więcej niż Europa + Ameryka Północna razem wzięte. Na innym poziomie żyją mieszczuchy, inaczej jest na prowincji. Nadal spory odsetek ludzi pracuje w rolnictwie i oni dopiero będą przepływać do miast i przemysłu, więc jako proletariat nie są jeszcze eksploatowani. W tym kraju mają miejsce ogromne migracje ludności a i sam rynek wewnętrzny jest kolosalny. Czy traktowanie Chin jako jednolitego organizmu ma w ogóle sens? Czy zamiast porównywać, ile ludzi przyjeżdża/wyjeżdża z Chin, nie byłoby odpowiedniejszym porównywać migracje wewnątrz UE z migracjami wewnątrz Chin? Wielkością Chiny to właśnie taka potężna unia (stany zjednoczone) z w miarę zintegrowanym rynkiem wewnętrznym, bez wewnętrznych ceł, choć z jakimiś barierami biurokratycznymi i korupcją. Moim zdaniem stosowniejsze jest porównywanie tego, co się dzieje wewnątrz Chin z tym, co się dzieje pomiędzy stanami USA, albo państwami UE – przepływy ludności, towarów i kapitału.

      Polubienie

    2. „mam pytanie jak to jest z Polską, Rosją, Ukrainą, Niemcami, Francją, Włochami i z UE, i ogólnie z Europą.”

      Obliczenia są jak napisał pilaster, żmudne. Ale stopniowo cos tam będzie pilaster ujawniał.

      „skąd 30%/40% prawdopodobieństwo na stagnację, zamordyzm a nawet wojnę domową w Chinach”

      Przez analogię do rozpadu komunizmu w Europie i ZSRR.

      Polubienie

  5. Wojny domowej w Chinach nie będzie. Wojny, rewolucje i niepokoje społeczne wybuchają z reguły tam, gdzie istnieje nadwyżka młodych mężczyzn, którzy nie umieją sobie znaleźć miejsca w społeczeństwie, a społeczeństwo Chin będzie się bardzo szybko starzeć (efekt polityki jednego dziecka):

    https://plus.dziennikbaltycki.pl/prof-gunnar-heinsohn-to-nie-unia-europejska-powstrzymuje-wybuch-wojny-w-europie-infografika/ar/11778701

    Polubienie

    1. „Wojny domowej w Chinach nie będzie”

      Oto Słowo Pańskie. 🙂

      „Wojny, rewolucje i niepokoje społeczne wybuchają z reguły tam, gdzie istnieje nadwyżka młodych mężczyzn”

      Np w PRL w latach 80. Na Ukrainie w 2015…

      Polubienie

      1. A raczyłeś w ogóle przeczytać zalinkowany artykuł? Prof. Heinsohn na podstawie swojego swojego modelu przewidział arabskie Arabską Wiosnę. Natomiast twoje przewidywanie, no cóż… 🙂

        Polubienie

        1. „Prof. Heinsohn na podstawie swojego swojego modelu przewidział arabskie Arabską Wiosnę.”

          Nawet jeżeli, to co z tego? Jedynym krajem, gdzie ta Wiosna cokolwiek trwale zmieniła, była Tunezja. Wszędzie indziej, ukłąd powrócił do starego atraktora.

          Polubienie

        1. Acha, czyli jak nie popiera, to jest za?

          Pilaster jest przeciwny ideologii LGBT, która z ułomności czyni cnotę, ale uważa to za problem czwartorzędny, którym PIS wymachuje tylko po to, żeby zamiast o rzeczach istotnych, o inflacji, deficycie, korupcji, spadającej stopy inwestycji, pogarszającego się stanu zdrowia społeczeństwa (niezależnie od epidemii COVID), mówiono właśnie o …LGBT.

          Natomiast represje jakie stosuje PIS wobec osobnika w oczywisty sposób zaburzonego psychicznie, są sygnałem co się będzie działo za chwilę. Dzisiaj przychodzą po LGBTowców, jutro przyjdą po ciebie. 😦

          Polubienie

          1. Artykuł zdaje się mówić, że sprawa równouprawnienia LGBT i działania na rzecz wzrostu gospodarczego nie są od siebie odległe. Ponadto można wyciągnąć wniosek, że przy takich zależnościach między wzrostem gospodarczym a równouprawnieniem, jakie ujawnia artykuł, w krajach wysokorozwiniętych psychopatologia zajmować się będzie raczej nieprzystosowawczą homofobią, niż homoseksualizmem.

            Polubienie

          2. @E.T.
            „Artykuł zdaje się mówić, że sprawa równouprawnienia LGBT i działania na rzecz wzrostu gospodarczego nie są od siebie odległe.”
            A czemu miałyby być?
            1) Siły roboczej coraz bardziej brakuje. Dyskryminacja spowoduje, że potencjalni pracownicy wyjadą w cholerę.
            2) LGBT to ciekawy rynek. Mamy tu grupę, która nie jest zwykle obciążona dziećmi i nie ma mocnej motywacji do oszczędzania na spadek dla przyszłych pokoleń. Czyli wysoka bieżąca konsumpcja, do tego w bardziej luksusowych segmentach niż przeciętnie.

            Polubienie

          3. Oczywiście. To zresztą nie tylko wysoka konsumpcja, ale też większa skłonność do realizowania się przez karierę zawodową.

            Polubienie

          4. „Natomiast represje jakie stosuje PIS wobec osobnika w oczywisty sposób zaburzonego psychicznie”

            Chodzi o Margota? To nie jest żaden osobnik zaburzony psychicznie, tylko zwykły chuligan i naciągacz, który na graniu „osoby niebinarnej” (cokolwiek to znaczy) zarobił dotąd grubą kasę. Nie wiem co trzeba mieć we łbie żeby bronić typa, który napada na ulicy ludzi o przeciwnych poglądach politycznych.

            Polubienie

          5. ” To nie jest żaden osobnik zaburzony psychicznie, tylko zwykły chuligan i naciągacz, który na graniu „osoby niebinarnej” (cokolwiek to znaczy) zarobił dotąd grubą kasę.”

            No to cwaniak i złodziej, który karierę i kasę robi właśnie dzięki PIS. 😦

            Polubienie

      1. World Development
        Volume 120, August 2019, Pages 1-14
        The relationship between LGBT inclusion and economic development: Macro-level evidence
        Author links open overlay panelM.V. LeeBadgettaYana van der MeulenRodgersc
        https://doi.org/10.1016/j.worlddev.2019.03.011
        Get rights and content
        Under a Creative Commons licenseopen access
        Highlights

        Presents a new dataset: Global Index on Legal Recognition of Homosexual Orientation.


        Uses fixed effects regressions to test association between LGB inclusion and GDP.


        Additional point on 8-point scale of legal rights associated with $2000 GDP increase.


        Up to one fifth of this result reflects costs to GDP of insufficient legal rights.


        Strong sign that economic development and LGBT inclusion are mutually reinforcing.

        Polubienie

  6. @pilaster

    „Dzisiaj przychodzą po LGBTowców, jutro przyjdą po ciebie”

    Nie zauwazylem aby „pisowscy siepacze” przychodzili po kogokolwiek a juz na pewno nie po dzialaczy lgbt…choc niektorzy bardzo sie staraja i chyba by nawet chcieli zostac meczennikami.Naprawde jeszcze pilaster nie zauwazyl ze PIS to taki pies co duzo szczeka a malo gryzie?

    @kmat

    „lgbt to ciekawy rynek”.

    To nawet i prawda ale ze nie maja dzieci to jest to takze grupa niezbyt sklonna do oszczedzania czy myslenia o przyszlosci-myslenie po nas chocby potop-jakos nie wydaje mi sie aby ten sposob myslenia byl korzystny dla spoleczenstwa czy panstwa jako calosci i w zwiazku z tym nie uwazam aby nalezalo go promowac.Ale ze jest korzystny dla bankow i korporacji(jak sam zauwazyles to dyspozycyjna sila robocza i duzo konsumuja)wiec sie go promuje.

    Polubienie

    1. „Naprawde jeszcze pilaster nie zauwazyl ze PIS to taki pies co duzo szczeka a malo gryzie?”

      Mało gryzie, dopóki jest przekonany, że utrzyma władzę dotychczasowymi środkami – kłamstwami, propagandą i korupcją. Ale, kiedy tylko dojdzie do przekonania, że to nie wystarczy….

      Polubienie

  7. Dobry tekst!
    Jedną mam uwagę tylko: powinieneś odpuszczać w swoich analizach państwa, które nie mają przynajmniej miliona mieszkańców i 10 tys. km kw. powierzchni (100 x 100 km). Bez tych Singapurów, Makau, etc., sprawy byłyby klarowniejsze, gdyż miasta-państwa zaciemniają obraz, miast go rozjaśniać.
    A państw spełniających powyższe warunki jest, o ile dobrze liczę, 116. 🙂

    Pozdros!

    Polubienie

    1. ” powinieneś odpuszczać w swoich analizach państwa, które nie mają przynajmniej miliona mieszkańców i 10 tys. km kw. powierzchni (100 x 100 km).”

      Hmm. A dlaczego granicę chciałby Palmer przeprowadzić właśnie w tym miejscu?

      Zresztą Singapur czy Hong-Kong mają grubo powyżej miliona mieszkańców. A taka np Islandia – poniżej.

      Polubienie

      1. Mają powyżej miliona mieszkańców, ale poniżej 10 tys. km2, więc należy je traktować jako miasta-państwa, a te, jak sam Pilaster w swym tekście zauważył, „żyją” na innych nieco zasadach od „normalnych” państw.
        Podobnie kraje duże acz bezludne. 🙂

        Polubienie

          1. Przyznaję, że początkowo ta granica wzięła się „z kapelusza”, ale jakoś tak dziwnie się składa, że między państwami spełniającymi oba te warunki na raz (milion ludzi i 10 tys. km2 powierzchni), a pozostałymi widać sporą „dziurę” i brak jakiejś kontrowersyjnej pozycji, że oto jakiś kraj nie załapał się „o włos”. 🙂
            Sprawdź sam, Pilastrze!

            Polubienie

        1. Nie widzę powodu aby ignorować wniosku z małych państw a dyskusja o tym gdzie i kiedy się zaczyna takie państwo a gdzie kończy jest bez sensu. Może Palmer nie chce czegoś dopuścić do świadomości, że np państwo narodowe nie w każdych warunkach jest optymalnym rozwiązaniem? No więc moim zdaniem wręcz przeciwnie, zamiast ignorować, skoro im tak dobrze idzie, to może warto te wnioski wręcz podkreślić i nagłaśniać, bo może lepiej zostać miastem państwem skoro tak jest? Niech żyje Księstwo Cieszyńskie, przyszły Liechtenstein Europy środkowowschodniej!

          Polubienie

          1. Problem małych państw o względnie dużej gęstości zaludnienia polega m. in. na tym, że mają małą długość dróg w przeliczeniu na obywatela. To jest oszczędność. Na ogół panuje też duża konkurencja na rynku, bo wszystko się tłoczy i w okolicy jest sporo dostawców rozmaitych usług. Państwa takie, jeśli ustanowią w miarę dobre warunki inwestycyjne, mogą z powodzeniem drenować kapitał z państw ościennych i koncentrować go na niewielkim terytorium. Jednak zaleta ta przestaje być drastycznie widoczna, gdy inne państwa pójdą tą samą drogą. W przypadku, gdy Szwajcaria jest otoczona Sowietami, Chinami i Krajami, to błyszczy. Gdy jednak reszta towarzystwa pistąpi tak samo, blask Szwajcarii zniknie, kapitał rozłoży się bardziej równomierne i różnice pobledną.

            Polubienie

          2. Być może i tak jest, że mały rozmiar kanalizuje aktywność do takich dziedzin, ale w tej okolicy nie ma żadnego Liechtensteinu ani Singapuru, stąd wniosek pozostaje ważny

            Polubienie

  8. LGBT nie są jedyni. Ostatnio wysoko funkcjonujący autyści i osoby z zespołem Aspergera zabraniają mówić o tym, jak o zaburzeniu. Nazywają to ASC (autistic spectrum condition), nazywają swoją ułomność normą, twierdzą, że jest to odmienny model rozwoju mózgu/umysłu, gdzie człowiek jest mentalnie nastawiony na zainteresowanie światem fizycznym a nie społecznym. Z nieelastyczności myślenia, obsesyjnych zainteresowań, sztywnych rytuałów i myślenia obrazami czynią cnotę. Pojawiają się na marszach LGBT z flagami „neurodiversity”.

    Polubienie

      1. No nic niezwykłego, ani zaskakującego. Maczeta jest osobnikiem tak egocentrycznym i zapatrzonym w siebie, że sam fakt, że ktoś nie tylko się z nim nie zgadza, ale i ma lepsze merytoryczne argumenty od niego, jest dla Maczety nie do zniesienia.

        Polubienie

    1. Zdecydowanie Bidena. Co jest zagadką dla samego pilastra, bo „od zawsze” gdyby był Amerykaninem, głosowałby na Republikanów. Jednak od poprzednich wyborów coś się zmieniło. Hilary Clinton była kandydatem o niebo lepszym od Trumpa. Podobnie, choć w mniejszym stopniu, jest z Bidenem. A np przy Sandersie pilaster miałby problem z wyborem.

      Inna sprawa, że gdyby pilaster faktycznie byłby Amerykaninem i mieszkał w USA, to rabunki, gwałty, podpalenia autorstwa rasistów z BLM robiłyby na nim dużo większe wrażenie i być może wolałby jednak Trumpa, przynajmniej dopóki Biden się jednoznacznie od rasistowskiego bandytyzmu nie odetnie.

      Przewaga Bidena nad Trumpem już spadła do 6,6%. Właśnie wskutek rasistowskich ekscesów BLM.

      Polubienie

      1. Republikanie mają ten problem, że stali się zakładnikami wariatów. Kreacjoniści, alt-righty, incele itp. Było to już widać w 2008, gdy MacCain musiał wziąć Sarę Palin na wice. W kolejnych republikanie wystawili mormona, a w kolejnych Trump był jednym z poważniejszych kandydatów (głównemu konkurentowi Jezus kazał kandydować). Ot i zagadka pilastra rozwiązana.

        Polubienie

        1. Nie do końca. Demokraci też mają swoich wariatów. Od „nierówności”, od „klimatu”, od „rasizmu”, etc.. Ale Biden do nich nie należy. Kamala Harris też w sumie nie – lewacka suria nawet ją ostro atakuje. Sandersa szczęśliwie posunęli w prawyborach.

          Polubienie

          1. Owszem. Ale u demokratów nadal dominuje nurt umiarkowany. Ekstrema jeszcze nie wlazła partii na głowę. A u republikanów tak. Przecież Trump został kandydatem wbrew woli partyjnej wierchuszki.

            Polubienie

          2. Radziłbym się lepiej przyjrzeć Sandersowi. Kiedy odrzucimu „gębę” nadana mu przez środowisko demokratycznego centrum i republikanów okazuje się kandydatem dość zdumiewająco umiarkowanym. Jako burmistrz zresztą był całkiem niezłym gospodarzem. Mam wrażenię że duża część progresywistów w prawyborach (patrz Warren) była gorsza od niego. Biden to Clinton Bis ale bez spudnicy i starszy. Raczej marionetka w rękach demokratycznych elit.

            Ale jeśli wierzyć Friedmanowi to i tak ostatni prezydent przed zmianą cykli.

            Polubienie

          3. „okazuje się kandydatem [Sanders-p] dość zdumiewająco umiarkowanym.”

            Bynajmniej. Pomysły na „wyrównywanie nierówności” a la Lenin, to nie jest umiarkowanie… 😦

            Polubienie

      2. „Hilary Clinton była kandydatem o niebo lepszym od Trumpa”

        Hillary Clinton była jedną z kluczowych osób w administracji Obamy, która doprowadziła do totalnej destabilizacji Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej (eskalacja wojen w Libii, Syrii i Iraku, spowodowana bezpośrednim wsparciem przez USA fundamentalistów islamskich, walczących ze świeckimi rządami Kaddafiego i Asada i kompletny rozpad tych krajów); powstania ISIS, kryzysu migracyjnego, ludobójstwa lokalnych mniejszości religijnych (chrześcijan i jazydów).

        Nie wiem jak do ciężkiej cholery można popierać w świetle tych faktów tę morderczą sukę. Ona zasłużyła na pluton egzekucyjny a nie urząd prezydencki. Trump może i jest denerwującym narcyzem, ale nie jest masowym mordercą.

        „być może wolałby jednak Trumpa, przynajmniej dopóki Biden się jednoznacznie od rasistowskiego bandytyzmu nie odetnie”

        LOL! Wszystkie obecne ekscesy murzyńsko-lewackich radykałów i inne patologie, jak wysoka przestępczość wśród mniejszości rasowych (zwłaszcza wśród murzynów) to bezpośredni rezultat lewicowej polityki społecznej Demokratów.zapoczątkowanej jeszcze przez administrację Lyndona Johnsona. Wszystkie miasta w których doszło do zamieszek są od dekad rządzone przez Demokratów. Tylko kompletny idiota, albo nawiedzony lewak (na jedno zresztą wychodzi) może oczekiwać, że za ich rządów coś się w tej mierze poprawi.

        Polubienie

        1. „Hillary Clinton […]”

          Czyli żadnych merytorycznych argumentów przeciwko kandytaturze Clinton pimli jednak nie potrafi przytoczyć…

          „Wszystkie obecne ekscesy murzyńsko-lewackich radykałów i inne patologie, jak wysoka przestępczość wśród mniejszości rasowych (zwłaszcza wśród murzynów) to bezpośredni rezultat lewicowej polityki społecznej Demokratów.”

          Oczywiście nie. Przemoc wśród Murzynów jeszcze sto lat temu była taka sama jak wśród białasów. Tylko że później wśród białasów spadała, a wśród Murzynów nie (tzn też spadała, tylko wolniej i później). To wynik tego, ze Murzyni są średnio biorąc, biedniejsi od białasów, jednak w miarę bogacenia się i tej warstwy społecznej, przemoc wśród niej również maleje. Proszę przeczytać Pinkera.

          Polubienie

          1. „Czyli żadnych merytorycznych argumentów przeciwko kandytaturze Clinton pimli jednak nie potrafi przytoczyć”

            Podpalenie trzech krajów i wspieranie islamistów to nie jest argument? Od kiedy jesteś ich fanem?

            „Oczywiście nie”

            Oczywiście tak. Teoria że to ubóstwo powoduje przestępczość murzynów to kompletna bzdura. Na ten temat:

            https://www.hoplofobia.info/bieda-a-murzynska-przestepczosc-w-usa/

            „To wynik tego, ze Murzyni są średnio biorąc, biedniejsi od białasów”

            Brednie:

            Polubienie

          2. „Podpalenie trzech krajów i wspieranie islamistów”

            To są opinie, a nie fakty. Zresztą trzeba je rozpatrywać z punktu widzenia interesów USA.

            „Teoria że to ubóstwo powoduje przestępczość murzynów to kompletna bzdura.”

            No OK. Są jeszcze jakieś inne czynniki podwyższające poziom przestępczości wśród amerykańskich Murzynów. Ciekawe jakie. Może brak wykształcenia?

            Polubienie

  9. Europejska Partia Ludowa (ang. European People’s Party, EPP) – europejska partia polityczna, w skład której wchodzą głównie partie proeuropejskie, chadeckie, ludowe, konserwatywno-liberalne, liberalno-konserwatyne krajów Unii Europejskiej. Powstała 8 lipca 1976 z inicjatywy Europejskiej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej wchodzącej w skład Międzynarodówki Chrześcijańsko-Demokratycznej.

    Polubienie

      1. Pewnie ALDE, jak Bronisław Geremek. W sumie pilastrowi to nawet blisko do michnikowszczyzny, neotrockistów, Grand Orient de France i całej tej „lewicy laickiej” – jak to określa Stanisław Michalkiewicz.

        Polubienie

    1. Podejrzewam, że IEF ChRL nigdy nie przekroczył wartości 60, więc nie ma się co podniecać. W sumie za tych wszystkich Franców i Pinochetów też IEF nie był jakiś powalający. Jeśli dociągnęli do 70, to wszystko. Ludzie się nimi podniecają, bo oni startowali z poziomu <20 i w ciągu kilku lat skoczyli do 65, więc zmiana była duża, ale to jest nadal chłam. To nie Hong Kongi i Singapury, nie ta liga.

      Polubienie

        1. Za komuny, w latach ’80, to i Węgry robiły wrażenie. Ludzie jeździli tam nad Balaton, kupowali proszki OMO, czy niemiecką kawę. Cóż, na bezrybiu i rak ryba.

          Polubienie

      1. Jakby się zastanowić to i Lenin powinien zostać jednym z tych libertariańskich bohaterów. W końcu przestawienie Rosji z komunizmu wojennego na NEP to chyba największa liberalizacja w historii tego kraju i jedna z większych w historii.

        Polubienie

        1. No tak, podobnie z M. Rakowskim. Gwiazdowskie i Korwiny pieją z zachwytu, ale gdyby realnie ocenić IEF końcówki PRL, to szczerze mówiąc – nie powala. To są raczej mity.

          Polubienie

          1. Oni się zatrzymali mentalnie na przełomie 1989/90 i tam dalej tkwią. To i tak nic w porównaniu z niektórymi libertarianami, dla których czas się zatrzymał w latach trzydziestych XX wieku – w czasach wielkiego kryzysu i New Dealu Roosevelta. Ci ludzie są oderwani od rzeczywistości. Nie dość, że żyjemy w Polsce (nie w USA), to jeszcze mamy rok 2020.

            Halo, tu Ziemia! Pobudka!
            Obecnie rozmaite Kieżuny powtarzają brednie po Žižku i Klein, po nich zaś spora część narodowców i Morawiecki.

            Polubienie

          2. No cóż, trzeba powiedzieć wprost – to, co zafundował Hiszpanii gen. Franco, to wolność na poziomie współczesnej Białorusi/Grecji, czyli neofeudalne dziadostwo. Wiadomo, że lepsze to niż zniesławiona komuna (realny socjalizm), ale powiedzmy, że rewolucję wygraliby republikanie. Wtedy w Hiszpanii byłoby tąpnięcie, ale proszę pamiętać – wśród nich byli socjaldemokraci i lewicowi liberałowie. Przypuszczam, że już w latach 50′ odeszliby oni od realnego socjalizmu i poszli w kierunku socjaldemokracji. Hiszpania integrowałaby się z Europą i nie byłoby takiej sytuacji, że stała się biednym dziadolandem z poziomem życia poniżej Francji, czy Włoch. Mielibyśmy raczej drugą Francję de Gaulle’a, czy coś koło tego. A teraz cytat Donalda Tuska

            „Zdarza się, że niedemokratyczne siły służą wolności. Dzisiaj Hiszpanie inaczej oceniają generała Franco. I mają chyba rację, że dyktatura Franco przyniosła mniej nieszczęść niż dyktatura komunistów, która nastąpiłaby, gdyby nie Franco. Albo Chile. Dziś bardziej wstrzemięźliwie ocenia się rolę Pinocheta w Chile, niezależnie od zbrodni, jakie zostały tam popełnione”(…)Jeśli mówię o wieloznaczności różnych wydarzeń i postaci historycznych, to po to, by uzmysłowić rzecz w Polsce niezbyt oczywistą – że demokracja tyle jest warta, ile służy zabezpieczeniu wolności”.

            Ja mam wrażenie, że demokracja nie tyle jest gwarantem jakiejś superwolności, co raczej zabezpieczeniem, które nie pozwala na zbytnie od tej wolności odejście. I to jest zaleta w momencie, gdy statystycznie częściej władza przejawia skłonności do psucia systemu niż jego profesjonalnego prowadzenia. Postawa demokratyczna to raczej akt defensywy przeciwko totalitaryzmowi niż ofensywy wolności.

            Polubienie

    2. Korwin napisał ten post akurat, kiedy po ostatnich reformach IEF chiński wzrósł i jest już prawie 60 a przez 15 lat kiedy ustrojowo Chiny były w stagnacji to te Chiny zachwalał. Proszę zrozumieć, że Korwin to po prostu troll i jego celem jest zwracanie na siebie uwagi w celu czerpania profitów.

      Oni głośno? To ja cicho. Oni cicho? To ja głośno! Oni stoją? To ja siedzę. Oni siedzą? To ja stoję. Oni żywo? To ja śpiąco. Oni śpiąco? To ja żywo!

      Ot istota korwinizmu i jego myśli.

      Polubienie

  10. Nie lepiej posługiwać się innym wskaźnikiem jak np HDI albo PKBPC który w jakiś sposób brałby pod uwagę rozwarstwienie? PKB pc PPP Polski i Rosji jest dość podobne a różnicę widać przecież gołym okiem. Państwowy sektor wydobywczy, wysokie wydatki na wojsko, bardzo duża koncentracja bogactwa w rękach nielicznych powodują, że to rosyjskie PKB jest „poukrywane” a przeciętny Rosjanin żyje jak w kraju 3 świata. Ale PKB pc PPP do polskiego zbliżone (teraz znowu im uciekamy)

    Polubienie

  11. Przekonanie że jak jakiś kraj osiągnie wysoki poziom wolności gospodarczej i ogólnego rozwoju, musi stać się liberalną demokracją to jest myślenie życzeniowe rodem z „Końca historii” Fukuyamy i nic więcej. Np. Singapur nie jest żadnym czempionem demokracji. To kraj w dużej mierze autorytarny, od 1959 r. nieprzerwanie rządzony twardą ręką przez Partię Akcji Ludowej. Również np. Ruanda jest krajem autorytarnym, jej prezydent, Paul Kagame, buduje ustrój wzorowany właśnie na singapurskim. Demokratyczne nie są takie kraje z wysokim IEF jak Brunei, Katar, Bahrajn czy ZEA.

    Równie dobrze ChRL może pójść właśnie tą drogą, drogą autorytarnej merytokracji.

    Polubienie

    1. W sumie z tym Singapurem to jest jakoś tak, że niby taka wolność a kraj powszechnie kojarzony jest z masą zakazów, drakońskim prawem i państwem, które trzyma łapę na rynku mieszkań.

      Polubienie

        1. Ale z tym rynkiem mieszkań, to chyba jest coś na rzeczy. W tej sytuacji wysoki IEF zaskakuje, bo albo jest nieczuły na strukturę własnościową, albo wysoki pomimo państwa-właściciela mieszkań.

          Polubienie

          1. IEF to przede wszystkim wskaźnik jakości państwa a nie wolnego rynku. Te rzeczy idą w parze ale nie są tożsame. Z tego co pamiętam główną rolę gra tam jakoś administracji i sądownictwa

            Polubienie

          1. IEF na poziomie 60 to raczej nie komunizm, tylko coś pomiędzy dziadostwem a państwem opiekuńczym. Tego typu ustroje istniałyby nawet wtedy, gdyby nie było żadnych Marksów i Leninów. Poza tym Polska ma coś ok. 70, więc w sumie nie tak daleko do ChRL.

            Polubienie

          2. Taki ichni NEP, czyli komuna w wersji light. W praktyce coś między komuną a dziadostwem. Zresztą już wycofują się z tego i wracają do sprawdzonych maoistowskich wzorców.

            Polubienie

          3. Komuna, czy realny socjalizm, to chyba nawet do 30 nie dobija. Zresztą w rankingu IEF, na szarym końcu, są duże odstępy:

            Eritrea – 38,5
            Cuba – 26,9
            Venezuela – 25,2
            North Korea – 4,2.

            Podejrzewam, że ZSRR, PRL, czy NRD nie miały nawet 20. Może i w latach 80′ Chiny błyszczały na tle tego towarzystwa, ale w 90′ to już się zmieniło. Chiny, to obecnie chyba dziadostwo, ale bym uważał, bo Włochy (3 gospodarka UE) są całkiem blisko:

            Italy – 63,8 (UE)
            Belarus – 61,7
            Russia – 61,0
            Greece – 59,9 (UE)
            China – 59,5
            Ukraine – 54,9

            Jeszcze ze dwa lata i Batka zdeklasuje Makaroniarzy. Mizernie wypadają Indie i wygląda to tak, jakby scentralizowana polityka ChRL dawała lepsze wyniki. Razi trochę pozycja Ukrainy. No i ta Brazylia Bolsonaro, którego lewaki okrzyknęły neoliberałem.

            Ciekawe jestem, co woli pilaster – dziadostwo, czy państwo opiekuńcze?

            Polubienie

    2. „Singapur nie jest żadnym czempionem demokracji. To kraj w dużej mierze autorytarny”

      Tak jak Liechteinstein. 🙂 Zresztą kraj, w którym można legalnie zmienić władzę nie jest autorytarny. Może demokratyczny też nie, ale na pewno praworządny.

      „Równie dobrze ChRL może pójść właśnie tą drogą, drogą autorytarnej merytokracji.”

      Jeżeli nawet może, to jednak nie idzie. Gdyby Chiny były jak Singapur, to by były jak Singapur (np miały podobne IEF). A są jak Rosja.

      Polubienie

  12. Jak pilaster sądzi – czy możliwa jest oś Berlin-Pekin przeciwko Anglosasom? Byłoby tak, jak kiedyś z Japonią – Chińczycy wzięliby sporą część Azji i Pacyfik, Niemcy – Mitteleuropę. Tym razem Japonia byłaby po stronie aliantów. Co zrobiliby Ruscy w tej sytuacji? Obstawiam, że Indie byłyby po stronie aliantów.

    Polubienie

    1. Rozumowanie przez analogię jest dopuszczalne i pożyteczne w momencie kiedy prawa i atraktory opisujące dane społeczności są takie same. Historia była nauczycielką życia w społeczeństwach maltuzjańskich, bo społeczeństwa te podlegały tym samym uwarunkowaniom przez tysiące lat. Ale to się skończyło wraz z rewolucją przemysłową. Król Ludwik XVI miał te same problemy i wyzwania co faraon Ramzes III. Ale różnica między czasami dzisiejszymi a I i II wojną św (Wojna Asurów) jest znacznie większa.

      Dlatego analogia jest zwodnicza. Na Grzbiecie Pragmatyzmu w modzie była autarkia i każdy kraj w mniej lub bardzej usilny sposób do niej dążył. Obecnie gospodarka światowa zależy od handlu międzynarodowego w stopniu, który nie ma żadnej analogii w historii i jest bezprecedensowy. Dlatego np Niemcy nigdy nie zrobią czegoś co mogłoby zaszkodzić ich relacjom handlowym ze światem (całym światem) i nawet sama groźba podwyższenia ceł wystarcza, żeby tego nie robili, zupełnie inaczej niz w latach 1914-1945

      Polubienie

    2. A po co to Berlinowi? Pojawiają się rozważania o osiach Berlin – Pekin, Berlin – Moskwa, Berlin – Moskwa – Pekin, szczególnie w kręgach domorosłych polityków lub fanów Moskwy lub Pekinu. Problem w tym, że Waszyngton jako rywal jest bardziej wiarygodny niż Pekin i Moskwa jako sprzymierzeńcy. Do tego, o ile Pekin jest dość drugorzędny dla Berlina, to upadek Moskwy jako lokalnego mocarstwa oznacza otwarcie pola ekspansji gospodarczej i politycznej porównywalnej z tą po upadku komuny. Co najmniej do granic FR, a może i dalej.. Ale do tego Berlin potrzebuje Waszyngtonu.

      Polubienie

      1. Pytanie brzmi tylko, jak długo Berlinowi i Waszyngtonowi będzie razem po drodze? Wszystko do czasu, bo w Waszyngtonie też kalkulują, że niemiecki firmy skorzystają na tym bardziej niż amerykańskie. Z czasem może okazać się, że dzięki temu Niemcy będą mogli silniejszą pozycję względem USA korzystając z amerykańskiego parasola ochronnego.

        Polubienie

        1. USA i BRD to kraje bogate, demokratyczne i praworządne. Takie żyją ze sobą zgodnie. Tu nawet nie ma jak na serio rywalizować, gdy wzrost bogactwa jednego kraju.. czyni handel z nim bardziej opłacalnym. Imperialne rywalizacje w dzisiejszych czasach to domena prymitywnych zamordyzmów.

          Polubienie

          1. „USA i BRD to kraje bogate, demokratyczne i praworządne. Takie żyją ze sobą zgodnie”.

            W dużej mierze dlatego, że USA są dominującym biegunem. Czy kmat zastanawiał się co by było, gdyby Niemcy miały gospodarkę, liczbę ludności i potencjał militarny równy 60% tego, co mają USA? A obecnie to Japonia jest najpotężniejszym ekonomicznie sojusznikiem USA, ale to nadal jest mniej niż 30% PKB USA. Ludnościowo Japonia ma może ze 40% tego, co USA. Militarnie – no cóż…

            Polubienie

          2. Nie sądzę, aby były jakieś wielkie tarcia. Oba kraje byłyby przecież swoimi największymi partnerami handlowymi powiązanymi taką siecią wzajemnych zależności gospodarczych, że nawet mały konflikt byłby nieopłacalny. Zresztą względnie podobna sytuacja miała miejsce. Był moment, kiedy zdawało się, że USA zostanie przegonione przez Japonię. I nic z tym decydenci z Waszyngtonu nie próbowali robić.

            Polubienie

          3. Nie, Japonia nie byłaby w stanie zagrozić pozycji USA – ze względu na zbyt małą liczbę ludności. Nawet jeśli PKB pc mieliby na podobnym poziomie, to mimo wszystko 130 mln mieszkańców to nie to samo, co 330 mln. Natomiast militarnie Japonia to cień potęgi USA. Poza tym w owych czasach istniał wspólny wróg w postaci ZSRR, który cementował współpracę. Wszystko zależy od globalnego układu sił i wraz z „przebiegunowaniami” może dochodzić do zrywania starych sojuszy i zawierania nowych, co odpowiadałoby znowelizowanym stanom równowagi. Ja nie mówię tu o otwartych konfliktach między sojusznikami, tylko raczej o pewnym stopniu emancypacji.

            Polubienie

          4. Ale czy tu jeszcze można mówić o konfliktach? Popatrzmy na samą UE. Widać jakąś rywalizację Francusko-niemiecką? Kraje o podobnym potencjale, właściwie nie zagrożone przez żaden wspólny czynnik zewnętrzny (USA daleko i trudno ich uznać za wroga, Rosja to problem tylko Niemiec). Powyżej pewnego poziomu opłaca się już tylko handlować. Na trumpowej miniwojence ekonomicznej z UE nie wygrał nikt, wszyscy byli stratni. A te zjawiska będą się tylko nasilać.

            Polubienie

          1. No zdecydowanie. Od Sandersa to nawet i Trump jest lepszy. Dlatego pilaster tak obawiał się wystaiwenia Sandersa przez demokratów. Na szczęście szuria lewacka okazała się słabsza, niz jej się wydawało.

            Polubienie

          2. Gdyby wybrano Sandersa to by znaczyło, że co do ogółu demokraci to jest szuria lewacka a nie jest to jakaś ich mniejszościowa część a przecież było wiadomo, że tak nie jest.

            Polubienie

          3. W 2016 Stany miały chyba jakieś przesilenie polityczne. Właściwie każda opcja była szturmowana przez jakichś szurów. Demokraci się wybronili. Republikanów poniosło.

            Polubienie

          4. Ano byłoby dobrze. Ichni system jest immanentnie dwupartyjny. Czyli obie partie będą się co jakiś czas zmieniać. Niedobrze jeśli jedną porwali przybysze z Matplanety, Zwłaszcza, że mowa o kraju z takim potencjałem..

            Polubienie

          5. Demokraci stali się atrakcyjni dla prężnych Amerykanów i zepchnęli Republikanów na pozycje socjalne. Częściowa zamiana miejsc nie musi znaczyć upadku partii, w usa też są ludzie którzy chcą welfare i pewnie będzie ich coraz więcej

            Polubienie

          6. Poniekąd. Jednak jeżeli partia nie tylko zmienia pozycję na scenie politycznej, ale i zmienia ją w stronę poglądówskrajnych, to i popierajacy ją elektorat też zaczyna się kurczyć do wiekości skrajnych. A opuszczoną w ten sposób niszę polityczną, zagospodaruje ktoś inny.

            Polubienie

          7. Nie do końca. Jeśli duża partia się radykalizuje, to może przesunąć okno Overtona przynajmniej dla części elektoratu, i to co wcześniej było ekstremą może stać się przynajmniej czasowo istotnym elementem sceny politycznej. Coś takiego stało się w Polsce – Kaczyński tak daleko przesunął dyskurs w stronę narodowo-socjalistyczną, że Braun i Bosak przestali być niszą ze śmietnika. Do tego efekt robi się silniejszy, gdy polaryzacja przekroczy pewien poziom – tworzą się dwie równoległe i niezależne sceny polityczne oddalające się od siebie, każda ze swoim centrum i własnym oknem Overtona.

            Polubienie

          8. No cóż, wyjdzie na to, że rozkład statystyczny poglądów politycznych będzie bimodalny – prawica będzie miała swojego „gaussa” ze średnią prawicową. Odchylenie standardowe w prawo i wyżej będzie skrajna prawica, zaś odchylenie standardowe w lewo i poniżej – centroprawica. Lewica podobnie. Wyjdzie coś takiego, jak ze statystycznym rozkładem wzrostu w populacji, gdzie kobiety maja swojego „gaussa” ze średnią w okolicach 165 cm, zaś faceci swojego – ze średnią 176 cm. Złożenie tego do kupy da rozkład statystyczny z lokalnym minimum w centrum.

            Polubienie

        1. Kara śmierci za aborcję ?!
          Aborcja jest morderstwem, czyli zabójstwem z premedytacją. Przemyślana, zaplanowana i opłacona. Korwin-Mikke domaga się kary śmierci za morderstwo, bez okoliczności łagodzących. W związku z tym, ginekologów-aborcjonistów czeka szubienica. Niedoszłe matki zasmakują zabójczego zastrzyku. Sponsorujący zabieg ojcowie-podżegacze zmierzą się z krzesłem elektrycznym. W ten sposób KO i Lewica stracą kilkadziesiąt tysięcy wyborców, którzy przedwcześnie odejdą do domu Ojca.

          Polubienie

  13. Taka uwaga – owszem, wzrost logistyczny ma dwa parametry, ale jest jeszcze kwestia warunków początkowych. Rozumiem, że przyjąłeś to=2020 i obecną wartość pkb(2020) tak, aby zachować ciągłość fitowanej krzywej z rzeczywistą wartością?

    Kolejny problem – jeśli model logistyczny nie najlepiej opisuje zjawisko, to pojawiają się problemy przy fitowaniu – wybór funkcji celu w postaci sumy kwadratów błędów bezwzględnych da inne parametry K i r niż wzięcie funkcji celu jako sumy kwadratów błędów względnych, albo modułów błędów względnych/bezwzględnych. Przy modelu dobrze opisującym zjawisko rozrzut K i r dla różnych funkcji celu nie powinien być duży.

    Polubienie

    1. ” kwestia warunków początkowych”

      Konkretnie punktu startowego. N0 (1950). On również jest parametrem do fitowania, ale ma najmniejszy wpływ na przebieg krzywej.

      „jeśli model logistyczny nie najlepiej opisuje zjawisko”

      To wtedy średni błąd kwadratowy jest wysoki. W zasadzie jeżeli wynosi on powyżej 1% to krzywa logistyczna nie opisuje adekwatnie serii danych, co zresztą widać nawet optycznie na wykresie.

      Polubienie

      1. A od kiedy to średni błąd kwadratowy podaje się w %? Jeśli już, to chyba wariancja jest w $^2, dyspersja w $, natomiast błąd względny (bezwymiarowy) – ewentualnie w %.

        Polubienie

  14. Korwin-Mikke wraz z prof. Winieckim zaorali Index of Economic Freedom. Posłuchajcie Winieckiego

    oraz Korwina

    Prounijni, NATO-wscy, prod***kratyczni i platformarscy zwolennicy IEF leżą i kwiczą. Wprowadzenie EURO jest postulatem antywolnościowym, antyliberalnym i antykapitalistycznym. Miłośnikom PO proponuję raczej wprowadzić Index of Pederastic Freedom – mierzący wolność zboczeń, dewiacyj i wynaturzeń.

    Polubienie

    1. „Wprowadzenie EURO jest postulatem antywolnościowym, antyliberalnym i antykapitalistycznym”.

      To dlaczego taki liberał i monetarysta Winiecki był zwolennikiem wspólnej waluty i to pomimo jakiś mankamentów podnoszonych przez noblistę Friedmana?

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s