Granice nienaturalne

Program szkolny w czasach PRL bez reszty podporządkowany był wychowaniu patriotycznemu i wdrażaniu patriotycznej polityki historycznej. Wpajaniu młodzieży postaw patriotycznych poświęcony był zresztą osobny przedmiot – Wiedza o Patrio…, tj oczywiście Wiedza o Społeczeństwie, ale swój udział w tym zbożnym dziele musiały mieć i wszystkie inne nauczane w narodowej, socjalistycznej, patriotycznej szkole, przedmioty, bo przecież patriotyzm jest najważniejszy, a na pewno ważniejszy, niż jakaś tam matematyka, czy chemia. Swój wkład w krzewienie patriotyzmu dawała też geografia. Młodzież szkolna uczyła się więc, że dzięki mądrej polityce godnościowej władz partyjnych i państwowych, Polska nie tylko osiągnęła swoje dziejowe przeznaczenie w sensie ustrojowym, ale również geograficznym. Granice PRL – ostatecznego uwieńczenia polskich dziejów, nie tylko pokrywać się miały z granicami „państwa Mieszka”, ale miały też być dodatkowo „granicami naturalnymi”. Oparte na naturalnych przeszkodach terenowych, pasmach górskich i rzekach, granice te, miały być łatwe do kontrolowania i obrony, w przeciwieństwie do „otwartych” i „rozciągniętych” granic II RP, które w myśl tej filozofii miały walnie przyczynić się do jej zguby.

Propaganda ta zawierała jednak, co najmniej dwa oczywiste przekłamania. Po pierwsze, „piastowskie” granice PRL tylko częściowo były w tym sensie „naturalne”. Na południu granica z bratnią CSRS przebiegała wzdłuż górskich grzbietów Sudetów i Karpat. Na zachodzie od bratniej NRD odgradzały PRL rzeki Odra i Nysa. Jednak na wschodzie i północy, granice z najbardziej bratnim z bratnich sąsiadów – ZSRR, nie licząc krótkiego odcinka wzdłuż rzeki Bug, były równie „otwarte” jak granice sprzed II wojny światowej. O tym jednak nie wolno już było wspominać. Drugie propagandowe nadużycie było zresztą jeszcze poważniejsze i wiązało się z samym pojęciem „naturalności”.

Aż do XIX wieku i powstania linii kolejowych, rzeki były bowiem najlepszymi, najtańszymi, traktami komunikacyjnymi. Nie dzieliły, a łączyły. Kraje i państwa, od Egiptu i miast – państw Mezopotamii poczynając, rozwijały się w dorzeczach rzek. Również, tak hołubione w prlowskiej propagandzie, „Państwo Mieszka”, z tego właśnie powodu, praktycznie w całości pokrywało się ze zlewiskami Wisły i Odry. Granice, które można by nazwać „naturalnymi” nie przebiegały zatem wzdłuż rzek, a przeciwnie, wzdłuż wododziałów, tak jak granica przedrozbiorowej Rzeczpospolitej z niemieckim Cesarstwem, która nie zmieniła się w ogóle przez ponad 400 lat. Pewnym wyjątkiem są granice antycznego imperium rzymskiego, w Europie oparte o potężne rzeki Ren i Dunaj. Jednak Imperium Romanum nie miało na tym kontynencie żadnego, nawet z grubsza porównywalnego ze sobą rywala politycznego i realnie kontrolowało oba brzegi tych rzek, wraz ze sporym pasem terenu po drugiej ich stronie, przez co w pełni mogło wykorzystywać ich transportowy potencjał. Nawet jednak znaczenie wododziałów jako granic „naturalnych”, również zanikło wraz z narodzinami i rozwojem rewolucji przemysłowej.

Podobne do prlowskich rozważania o „naturalnych” granicach prowadzono również we Francji. Dzieje tego kraju są długie i burzliwe, obfitujące we wzloty i upadki, ale owe swoje rzekomo „naturalne” granice, wzdłuż Renu, Alp i Pirenejów, osiągnęła Francja tylko raz i to na krótko w czasach Napoleona. Czy zatem można uznać za „naturalne” granice, jeżeli realnie one w historii nie występują w ogóle, albo, co najwyżej, incydentalnie? Czy jakikolwiek kraj ma w ogóle naturalne, czyli właśnie długoterminowo stabilne i trudne do zmiany granice?

Aby odpowiedzieć na to pytanie użyjemy odpowiednich narzędzi ilościowych, matematycznych. Zacznijmy od graficznego przedstawienia danych. Na początek pokażemy sześć największych, pod względem powierzchni, krajów na świecie

Odczytując powyższy wykres można odnieść wrażenie, że istnieje pewna górna granica powierzchni terytorium, wynosząca ok. 10 mln kilometrów kwadratowych, której prawie żadne państwo, z wyjątkiem Rosji, przekroczyć nie zdołało. Ograniczenie to jest zapewne związane z przeciętną wielkością ziemskich kontynentów, na których miejsca na większe organizmy państwowe po prostu nie ma. Rosyjski wyjątek można zaś wytłumaczyć dwojako. Albo znajdując się blisko środka Eurazji, największej ziemskiej masy lądowej, Rosja ma ten górny limit ustawiony wyżej niż wszyscy inni, albo jej rozmiary są pewnego rodzaju aberracją, mało prawdopodobnym odchyleniem od normy, które wkrótce zostanie skorygowane, poprzez rozpad tego kraju na mniejsze części.

Najmniejszy z przedstawionych wyżej największych krajów – Australia, ma powierzchnię nieco mniejszą niż 8 mln kilometrów kwadratowych. Kolejne w tym rankingu państwo – Indie, z powierzchnią 3,3 mln kilometrów kwadratowych, jest już wyraźnie mniejsze. Dalej w dół, aż do powierzchni rzędu 10 tysięcy kilometrów kwadratowych znajduje się bardzo interesująca strefa. Jeżeli na osi pionowej wykresu, pokazującej powierzchnie analizowanych krajów, przyjmie się skalę logarytmiczną, to powierzchnie te, układają się wzdłuż linii prostej. Dopasowanie jest niezwykle dokładne. Współczynnik korelacji wynosi tutaj aż 99,7%. Zanim podejmiemy próbę wytłumaczenia, co takie dokładne dopasowanie oznacza, rzućmy jeszcze okiem na najmniejsze kraje, mające mniejszą niż 10 tysięcy kilometrów kwadratowych powierzchnię terytorium. I tutaj możemy, choć nieco mniej dokładnie, bo ze współczynnikiem korelacji równym 98,2%, dopasować prostą, choć o innych parametrach niż dla krajów średniej wielkości

Skoro na skali logarytmicznej dopasowanie, które odkryliśmy, jest liniowe, to znaczy, że na prostej skali liniowej, dopasowanie to jest wykładnicze. Innymi słowy, rozkład powierzchni państw na świecie, przynajmniej państw mniejszych od Związku Australijskiego, ma charakter wykładniczy.

Jest to wynik po prostu zdumiewający. Intuicyjnie oczekiwalibyśmy bowiem, czegoś w rodzaju rozkładu potęgowego. Bardzo dużo małych krajów i bardzo mało dużych krajów z cienkim „ogonem” tego rozkładu. Jest to naturalny rozkład, jaki przyjmują wszelkie ludzkie grupy, od klubów hobbystycznych, poprzez gangi narkotykowe, aż do sieci osiedleńczej – miast, miasteczek i wsi. Rozkład potęgowy, zwany też w Polsce rozkładem Pareto, powstaje bowiem w wyniku tzw. efektu św. Mateusza. Nazwa ta pochodzi od Mt 25, 29: Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Większe grupy, np. portale internetowe z większą liczba użytkowników, silniej przyciągają nowych członków, niż grupy mniejsze, przez to większe grupy szybciej od mniejszych się rozrastają, co ostatecznie prowadzi do powstania właśnie rozkładu potęgowego – Pareto. Tymczasem w przypadku terytoriów państwowych ta reguła, jak się okazuje, nie obowiązuje. Państw małych jest „za mało”, a państw dużych jest „za dużo” w stosunku do tego, czego oczekiwalibyśmy po rozkładzie Pareto. W zamian dostajemy właśnie rozkład wykładniczy.

 Rozkład wykładniczy powstaje zaś wtedy, kiedy mamy do czynienia z procesami całkowicie losowymi.  Przekładając to na język geografii politycznej, otrzymujemy wniosek, że powierzchnie, a zatem konsekwentnie i granice państw świata, mają charakter całkowicie, prawie w stu procentach …przypadkowy. To czy dane państwo zyska, lub utraci jakieś terytorium, nie zależy w ogóle od jakiegokolwiek obiektywnego czynnika, ale jest wynikiem …przypadku. Prawdopodobieństwo takiego wydarzenia jest stałe i w ogóle od charakteru danego państwa, jego zasobów naturalnych, poziomu rozwoju, gospodarki, rodzaju rządu, w długiej, historycznej perspektywie czasowej, …nie zależy. Sprawnie zorganizowane i rządzone państwo może się, co prawda, dzięki tym zaletom rozrastać terytorialnie, ale, najdalej po kilku pokoleniach przestaje być sprawne i zorganizowane i zaczyna się kurczyć. Ostatecznie zwycięża los, przypadek. Co więcej, szansa na przyłączenie jakiegoś terytorium jest taka sama jak szansa jego utraty. Gdyby bowiem te prawdopodobieństwa nie były równe, na świecie istniałyby tylko kraje bardzo duże, albo bardzo małe, w zależności od tego, które prawdopodobieństwo byłoby większe.

Reguła ta, ma jednak swoje granice stosowalności. Kiedy powierzchnia danego kraju, przekroczy mniej więcej 5 mln kilometrów kwadratowych, włącza się, jak już wspomniano, mechanizm hamowania i prawdopodobieństwo utraty jakiegoś terytorium staje się większe niż prawdopodobieństwo przyłączania kolejnego. Druga granica występuje przy powierzchni 10 tys. kilometrów kwadratowych, gdzie zachodzi swoisty rodzaj przejścia fazowego i wykładnik rozkładu zmienia się skokowo. Powyżej tej granicy wartość bezwzględna tego wykładnika jest mniej więcej dwu i półkrotnie niższa (0,032) niż poniżej (0,083). Parametr ten, w rozkładzie wykładniczym, jest sumą prawdopodobieństwa zyskania i utraty danego terytorium, czyli dla równych szans na oba te wydarzenia, jest on dwukrotnością tego prawdopodobieństwa. Małe kraje, poniżej tej granicznej wielkości terytorium, są zatem mniej stabilne niż kraje większe i bardziej dynamicznie wymieniają się terenami z sąsiadami. Wskutek tej zwiększonej dynamiki ich rozkład jest bardziej oddalony od punktu równowagi, niż to się dzieje w przypadku krajów większych i bardziej stabilnych, a tym samym dopasowanie do krzywej teoretycznej jest mniej dokładne.

Wnioski zatem są jednoznaczne. Żadne „granice naturalne”, wbrew popularnym poglądom, nie istnieją. Wszystkie granice między państwami, z wyjątkiem krajów naprawdę wielkich, zajmujących dużą część, lub nawet całość (Australia), kontynentów, mają charakter czysto przypadkowy. Ciekawe, że właściwie unieważnia to nie tylko geografię polityczną, ale i sporą część nauk historycznych. Tą część, która opisuje jakie to tereny dany król do królestwa przyłączył, a jakie utracił na rzecz króla państwa sąsiedniego. Te doniosłe wydarzenia historyczne, szczegółowo opisywane i analizowane w podręcznikach szkolnych, akademickich i solennych opracowaniach naukowych, okazują się nie mieć, per saldo, absolutnie żadnego znaczenia.

77 myśli na temat “Granice nienaturalne

  1. Trochę brakuje perspektywy historycznej Pilastrze. Czy ten rozkład był równie prawdziwy 100, 200 czy 400 lat temu? Co do Rosji to jej część za Uralem jest dość skrajnie niekorzystna osadniczo. Rzeki mają charakter południkowy i ujścia w zimnych morzach i oceanach. Poza koleją transsyberyjską nie udało się wytworzyć ścieżek transportu o równoleżnikowym charakterze. Więc utrzymanie struktury państwowej zdolnej do oparcia się podbojowi jest bardzo trudne.

    Polubienie

    1. Nie ma pilaster pojęcia, czy ten rozkład był prawdziwy w czasach preindustrialnych, a to przecież szalenie interesująca kwestia. Cóż – brak danych. 😦

      Rosja włada Syberią już od XVII wieku, a więc dość długo. W tym czasie to panowanie nie zostało ani razu poważnie zakwestionowane. Inaczej niż tzw „Dalekim Wschodem” który carowie wyrwali Chinom dopiero w połowie XIX wieku. Jeżeli Chiny miałyby rozbierać Rosję to od tej częsci by zaczęli. A Syberia? Może by nawet ogłosiła niepodległość?

      W każdym bądź razie Rosja jest anomalią. Może i długo istniejącą, ale jednak anomalią. A przynajmniej stała się anomalią w czasach postindustrialnych.

      Polubienie

      1. Wyjaśnienie Syberii może być dość proste – najzwyczajniej w świecie nikomu na zabraniu jej nie zależało. Głodno, chłodno, daleko i – co chyba najważniejsze – biednie.
        Przecież do sto lat temu Syberia służyła głównie jako wielkie więzienie a jej bogactwa naturalne nie tylko nie było eksploatowane ale nawet w większości nieznane (w czasie drugiej światowej ZSRR swoją ropę czerpał ze złóż na Kaukazie).

        Polubienie

        1. (…)Przecież do sto lat temu Syberia służyła głównie jako wielkie więzienie a jej bogactwa naturalne nie tylko nie było eksploatowane(…)
          Dziwnym trafem jeszcze polscy powstańcy przeciwko rozbiorowi załapali się na rozkręcenie się tamtejszego przemysłu wydobywczego… ba byli jego budowniczymi!

          Polubienie

          1. A konkretniej? Owszem, jakieś kopalnie były ale z tego co się orientuję (być może błędnie – od dawna tematu nie zgłębiałem) głównym przemysłem była wycinka lasów
            Poza tym nie zmienia to faktu że Syberia jest wielka, zimna a infrastruktury nie ma tam porządnej nawet teraz a co dopiero sto czy dwieście lat temu. Ergo podbój Syberii byłby długi, kosztowny i nieopłacalny.
            Pozostaje też pytanie kto taki podbój miałby uskutecznić? Jedynym rozsądnym kandydatem są chyba Chiny leżące tuż obok i mocno przeludnione – tyle że w omawianym okresie Chiny były słabe i przegrywały wojnę za wojną więc raczej nie paliły się do wszczynania kolejnych.

            Polubienie

          2. Szybki gógiel stwierdził że złoto odkryto tam około 100 lat temu (i zrobiono gułagi).
            Podrzuć jakieś źródła na tą gorączkę, proszę.

            Polubienie

          3. Click to access deportacje_polakw_na_syberi_w_xx_wieku433.pdf

            (…)Symptomatyczne było na przykład to, że chociaż władze carskie pod koniec XIX wieku doskonale
            wiedziały o bogatych złożach złota na Kołymie, nie kierowały tam katorżników i osiedleńców, ponieważ
            wydobywanie tego cennego kruszcu, nawet wykorzystując w tym celu pracę więźniów, wydawało im się
            nieopłacalne.(…)
            Strona 2.

            Polubienie

          4. No nie, najpierw piszesz o powstańcach przeciwko rozbiorowi (nie wiem któremu ale tak czy inaczej określa to ramy czasowe na koniec 18 wieku) a potem podajesz artykuł w którym pisze o końcu wieku 19.
            Google, jak wspomniałem, twierdzi że złoto odkryto tam (na Kołymie) w latach 20 dwudziestego wieku ale nie będę się spierał – bardzo możliwe że o jego istnieniu (być może bez dokładnych, ilościowych analiz) wiedziano już 20-30 lat wcześniej.
            Nie zmienia to jednak faktu że do tego czasu (tzn. końca wieku 19) Syberia nie miała wielkiego znaczenia gospodarczego ergo nie była celem wartym podboju (uwzględniając jak wielkie koszty miałby taki podbój).

            Polubienie

          5. Faktycznie tu ostro mi siępomerdało… chociaż jakież złoża na Syberii znaleźli… https://klubjagiellonski.pl/2016/03/12/polacy-ktorzy-budowali-syberie/
            (…)Podobna sytuacja miała miejsce z Polakami, którzy poszukiwali na Syberii nowych złóż mineralnych. Przykładem jest Tomasz Zan – prezes Zgromadzenia Filaretów, który za działalność w stowarzyszeniach został skazany na wieloletnią zsyłkę na Syberię. Tam, współpracując z innymi naukowcami, stanął na czele ekspedycji, która doprowadziła m.in. do odkrycia pól złotonośnych po wschodniej stronie pasma górskiego na Uralu.(…)

            Polubienie

          6. Na Uralu. Czyli na granicy Europy i Azji. Fakt, geograficznie Syberia ale ciężko porównać go do Kołymy.
            Artykuł przeczytałem i wymienieni ludzi albo działali w okolicach końca 19 wieku albo na Uralu i Kaukazie.
            Nadal stoję na stanowisku że Syberia do początku 20 wieku służyła przede wszystkim jako więzienie. Owszem, były tam miasta i miasteczka, był jakiś przemysł ale gospodarczo Syberia zwyczajnie nie była warta podboju. Gigantyczna, ziemna, daleka, pełna lasów i pewnej ilości słabo zbadanych i kiepsko potwierdzonych złóż mineralnych.

            Polubienie

      2. Tyle że historycznie „superimperia” istniały. I znowu pytanie jakie kryteria państwowości przyjmiemy w starożytności. Czy Aleksander Wielki albo Rzym mieszczą się w analizie. A jak z wiktoriańską Anglią czy Hiszpanią czasów podbojów?

        Polubienie

    2. (…)Rzeki mają charakter południkowy i ujścia w zimnych morzach i oceanach.(…)
      Ostatnio to robi się bardziej korzystne… morza arktyczne powoli przestają zamarzać, a wielkie rzeki Syberii strzelają na Arktykę, która jest zasobna w surowce naturalne, stając się naturalnym schronieniem dla okrętów wojennych, które wymagają remontu czy innych długotrwałych urlopów.

      Polubienie

      1. Nie tak szybko z tymi pozytywami zmian klimatu. Bo rzeki przestają może zamarzać (a realnie zamarzają mniej i na krócej) ale za to dalej nie ma opcji rozbudowy sieci drogowej ze względu na podłoże. Nawet nie ma jej jeszcze bardziej bo podmokła ziemia i temperatury kilka/kilkanaście razy w roku „przechodzące przez zero” to zabójca dla dużej infrastruktury. Więc autostrada do Norylska raczej w kwestii marzeń. Pozostają „miasta wyspy” bez połączenia z regularną siecią drogową.

        Polubienie

        1. (…)Pozostają „miasta wyspy” bez połączenia z regularną siecią drogową.(…)
          Dla potrzeb przemysłu wydobywczego to wystarczy…

          Polubienie

          1. (…)Powstanie jakiegoś bytu państwowego na obszarze centralnej Rosji.(…)
            Znaczy się wykluczasz powstanie ruchów narodowowyzwoleńczych na tamtych terenach?

            Polubienie

          2. Raczej tak. Oddalenie od centrów i brak połączeń sprawia że wszystkie ośrodki muszą bazować na zewnętrznej administracji aby funkcjonować. I łatwo je odciąć w przypadku buntu.

            Polubienie

  2. Duże kraje wyłamujące się schematowi mają w sumie duże tereny słabo zasiedlone.
    Północ Kanady, środek i zachodni srodek USA (plus Alaska), Syberia, środek Australii, Amazonia, Zachód Chin. Rosja doszła do takich rozmiarów chyba właśnie przez największe pustki. Widocznie łatwiej pustki było kontrolować, więc takie państwa nie traciły terytorium i przebijały szklany sufit wielkości. W pewnym sensie te tereny były nieraz de facto… poza państwowością. Dzisiaj jednak zanikają regiony, które są niemożliwe do zamieszkania (przez rozwój), więc tereny te jakby wchodzą coraz mocniej w tereny państwa, przez co pojawia się u nich ryzyko straty tych nadmiarowych terenów. Brazylia poszła w wojskowego Bolsonaro, który twardą ręką trzyma Amazonię. Chiny twardą ręką trzymają Ujgurów i Tybet. Ale co z USA, Kanadą i Australią? One powinny utracić trochę terenów, zgodnie z tym rozumowaniem. Kanada może utracić Quebec z kawałkiem Północy. USA… oby nie wpadło w jakąś trumpową wojnę domową. Ameryka może stracić Alaskę, Kaskadię, a może i Kalifornię. Ale raczej Alaskę.
    Rosja straci pewnie Syberię. Nie na rzecz Chin (byłyby zbyt duże), ale na rzecz jakiegoś chińskiego sojusznika.
    No chyba że poprzez rozwój technologiczny zwiększa się maksymalna wielkość państw. Wtedy państwa powinny wyczuć okazję dla zwiększenia siły i rozpocząć procesy zjednoczeniowe. Może Unia Europejska?
    A takie Indie były za duże (wszędzie mocno zasiedlone tereny) i straciły Pakistan i Bangladesz.
    Ponadto duże kraje, żeby się utrzymać w całości, poszły w federalizm (oprócz twardo rządzonych Chin), czyli władza centralna jakby zmniejszyła swą władzę i natężenie państwowości w państwie oddając część państwowości częsciom swoim. W Ameryce, powiedzmy, rząd centralny to 80% władzy i państwa, a władze stanowe to 20% władzy i państwa.
    Tylko co miałaby stracić Australia? Nie znam żadnego ruchu speratystycznego z Australii.

    W ogóle to odkrycie, że państwa ustaliły się w takim wielkościowym rzadku mnie zadziwiło. Brawo za spostrzeżenie tego. Widocznie wśród państw średnich i dużuch wielkość państwa koniec końców nie sprawia, że łatwiej się zdobywa inne tereny. Państwo większe jest silniejsze, ale przez to ma więcej terenów do stracenia i trudniej jest zintegrować większe obszary. Czyli łatwość zdobywania i trudność utrzymania się wzajemnie znoszą.
    Tylko że nie skreśla to według mnie nauk historycznych i geopolitycznych. Jeżeli w danej grze zdobycie terenu przeciętnie jest praktycznie tak samo prawdopodobne jak zdobycie kolejnego, to wszelkie granice naturalne mają w jednostkowej sprawie znaczenie, tylko że w perspektywie ogólnej wszystko się znosi. Państwo duże (Indie) jest przecież tak samo chronione od Chin pasmem Himalajów jak Bhutan i Nepal.

    Kiedyś mieliśmy wielkie mocarstwa kolonialne i one wielkością nie pasowały do dzisiejszego rozkładu wielkości. Dziś take Indie są chyba maksymalnym terenem, dla kraju, który panuje nad całym swym terytorium. Jest widocznie jakaś granica w okolicach Indii. Tylko dlaczego akurat tam? I skąd ta granica między państwami średnimi a małymi?

    Polubienie

    1. Jeżeli w danej grze utrata* terenu przeciętnie jest praktycznie tak samo prawdopodobne jak zdobycie kolejnego, to wszelkie granice naturalne mają w jednostkowej sprawie znaczenie, tylko że w perspektywie ogólnej wszystko się znosi.

      Korekta

      Polubienie

      1. Odjąłem od powierzchni Chin Ludowych regiony autonomiczne i jeden region słabo zaludniony i wyszło mi, że Chiny Ludowe bez tych terenów mają 4 461 615 km. kwadratowych, czyli dalej więcej niż Indie. Musi być zatem inny czynnik. Chiny przecież nie zajmują większości kontynetu, więc nie mają z tego profitu. Być może Chiny Ludowe tak naprawdę nie kontrolują całości swego terytorium w pełni. Może dalej są miejscowe rządzące klany i kliki w niektórych miejscach. Podobnie może być w Brazylii, Indiach i w Rosji. Taki Kadyrow w Czeczeni chociażby.

        Czyli te nadmiarowe tereny największych państw tłumaczą według mnie powyższe czynniki. A Rosja jest tak ogromna, bo ma wszystkie te czynniki i to nieraz dość mocne. Rosja bowiem:
        – prawnie jest federacją,
        – ma ogromne słabo zaludnione i zintegrowane tereny, a nawet tereny wcale nie zaludnione,
        – ma u siebie miejscowych mafiozów, kacyków i wodzów, którzy mają de facto swoje państewka (Czeczenia itd.)
        Putin jest raczej takim pato-wodzem wojennego zebrania pato-wodzów, a nie władcą zintegrowanego państwa

        Polubienie

        1. No i oczywiście ogółem przeciętne państwo (niezależnie od jego wielkości) ma takie same prawdopodobieństwa zyskania terenu lub jego straty, ale nie ma na mapie samych Przeciętnych Państw. Jeden dowódca będzie silny i coś podbije. Drugi słaby i coś straci. Zatem historia i gropolityka mają znaczenie. To nie czysty chaos.

          Myślę, że granice naturalne mają pewne znaczenie w kształtowaniu się granic, ale nie wpływają praktycznie wcale na wielkość państw. Gdyby granice naturalne (jak góry, rzeki, morza i oceany) były bez znaczenia, to mapa świata powinna być chaotyczna. Istnieć powinny państwa, które mają chaotyczne tereny jak np. jakaś potencjalna komusza konfederacja Wenezueli, Kuby i Chin Ludowych. Takie zjednoczenie Egiptu i Syrii na podstawie arabskiego socjalizmu mało się udało.
          A mamy choćby widoczną nadreprezentację państw wyspiarskich i archipelagowych. Gdyby granice nie chroniły, to Chińczycy nie wybudowaliby też Wielkiego Muru. 😛

          Polubienie

          1. Granice naturalne kształtują granice, a nie kształtują wielkości na tej zasadzie, że Potężny Chińczyk z Południa widząc Himalaje stwierdza, że bardziej mu się opłaca podbijać na zachód niż przedzierać się przez te Himalaje, bo ciężko przez góry robić handel, infrastrukturę czy transport. A rzeka może być racjonalną granicą dla państwa zagrożonego, bo wystarczy spalić mosty i wróg już nie przejdzie i nie przejedzie. Tak samo zagrożone państwo może się bać posiadania kawałka kraju za rzeką (czy tam morzem), bo drugie państwo może zdobyć ten nasz kawałek i potem spalić mosty, a my będziemy musieli przez rzekę patrzeć, jak bawi się w domach, które kiedyś były nasze.
            Najlepiej zatem zdobyć za granicą naturalną trochę większy teren, by go potem nie tracić tak łatwo, bo trudniej pomóc kawałkowi swego państwa, któryjest przedzielony granicą naturalną.

            Polubienie

          2. (…)A rzeka może być racjonalną granicą dla państwa zagrożonego, bo wystarczy spalić mosty i wróg już nie przejdzie i nie przejedzie.(…)
            Ruscy mają taką przewagę w wozach pływających, że na Mazurach to oni będą palić mosty… a my będziemy izolowani.

            Polubienie

    2. Odkrył pilaster tę zależność przypadkiem, podczas pracy nad poprzednim artykułem, tym o cywilizacji i potędze. Graica stabilności na 10 tys km kwadratowych wynika chyba z tego że mniejsze kraje nie są w stanie prowadzić samodzielnej polityki zagranicznej i muszą pod tym względem zdawać się na kaprysy większych i silniejszych sąsiadów.

      Federalizacja nie wyjasnia istnienia największych państw, bo Rosja, faktycznie federacją nie jest, Chiny także formalnie (natomiast Kanada, USA Brazylia i Australia są). Bardziej obiecująca zdaniem pilastra jest hipoteza o terenach bezludnych i słabo kontrolowanych. Ale tak naprawdę się nad tym pilaster nie zastanawiał

      Polubienie

      1. Nieraz najlepsze odkrycia wyszły mimochodem. 😀

        Hmm… Czyli małe państewko jak Monako musi się zdawać na politykę większego brata jak Francji? No ale na takiej samej zasadzie Timor Wschodni powinien być na łasce Indonezji zamiast zdobywać niepodległość. A Sri Lanka powinna być podporządkowana Indiom. Tacy Joannici mają dyplomację, choć nie mają żadnego terytorium.

        No chyba że malutkim krajom ciężej się utrzymać, bo jest większe prawdopodobieństwo, że ktoś ich otoczy terytorialnie (ziemią lub albo morzem terytorialnym). Kto przetrwał otoczenie? Mało krajów. San Marino, Lesotho, Watykan… I dlatego małych krajów jest mniej? Może o to chodzi?
        Poza tym europejskie małe kraiki to tak jakby folklor. Ktoś pewnie mógł podbić taki Liechtenstein, ale zdecydował, że fajnie mieć taki folklor i respektować setki lat istnienia takiego malucha dla tradycji i różnorodności (takie Włochy zarabiają turystycznie na tym, że nie mają San Marino). Poza tym nastał moment w historii, gdy koszty podbicia takiego San Marino przewyższyły zyski (prawo międzynarodowe, zakaz agresji i naruszania integralności terytorialnej, imidż państwa).
        Ale chyba najważniejsze jest to, że wśród małych państw jest dużo krajów wyspiarskich, które są też często z dala od innych dużych państw. Dzięki temu ta potężna wodna granica naturalna ułatwiła im przetrwania mimo bycia takim małym. Poza tym pewnie inne kraje uznały te kraiki za mało ważne (słabe, dalekie, bez zasobów i bez znaczenia w szlakach handlowych), więc nie za bardzo ktoś chciał ich podbić.
        Tak stawiam.

        Polubienie

          1. Aha
            I jest jeszcze jedna rzecz.
            Nieraz malutkie kraiki potrafią się utrzymać, gdy stoi za nim właściciel niewspółmiernie sil y do mocy kraju. Luksemburgowie, Liechtensteinowie, papieżowie, Grimaldi itd.

            Pewnie kilka czynników musi się zbiec w dostatecznej mierze, by mały kraik dał radę przetrwać.

            Polubienie

        1. (…)Poza tym pewnie inne kraje uznały te kraiki za mało ważne (słabe, dalekie, bez zasobów i bez znaczenia w szlakach handlowych), więc nie za bardzo ktoś chciał ich podbić.(…)
          Raczej to… inaczej teraz Falklandy byłyby teraz Malwinami.

          Polubienie

          1. Dla Brytoli Falklandy były też ymbolem prestiżu. Gdyby przestraszyli siępatologicznwj Argentyny, to by wyszli na cueniasów stulecia.

            Polubienie

          2. O tak, Antarktyka też ma tu znaczenie. Argentyna na swoich patologicznych mapach swego kraju ukazują nie tylko Falklandy, ale i kawałek Antarktyki. :/

            Polubienie

      2. A czy pamięta Pilaster, że Palmer mówił mu (raczej pisał) o tej granicy 10 tys. km kw.? Zauważyłem wtedy, że porównując państwa pod różnymi względami, warto by nie brać pod uwagę tych mniejszych od kwadratu 100 na 100 km oraz posiadających mniej ludności od okrągłego miliona.
        Pozdrawiam!

        Polubienie

  3. (…)Jednak na wschodzie i północy, granice z najbardziej bratnim z bratnich sąsiadów – ZSRR, nie licząc krótkiego odcinka wzdłuż rzeki Bug, były równie „otwarte” jak granice sprzed II wojny światowej.(…)
    W dawnych czasach rzeki w wojnie odgrywały jakeś wielkiej roli odgradzającej… przynajmniej bez flotylli rzecznych, które okazują się stosunkowo póżnym wynalazkiem, który nastąpił na około 100 la przed utworzeniem się wojen toczonych na liniach frontu. Po czym znowu szybko pojawił się awarot związany z pojawieniem się klasy wozów wyposażonych w zdolność zwaną pływalnością, która powoduje, że teraz niepodobna sobie wyobrazić sobie obronę Mazur przed ruską ofensywą… a, że korzystne warunki geograficzne dla niej kończą się dopiero na Zalewie Zegrzyński, który jest nie daleko głównego węzła komunikacyjnego (a jak się pójdzie wzdłuż Wisły na Zachód można złapać w region zagrożenia i CPK… biorąc pod uwagę, że współczesna artyleria lufowa potrafi walić na jakieś 40 km. to spokojnie można przyjąć, że północna część hubu pójdzie do zaorania).

    (…)Odczytując powyższy wykres można odnieść wrażenie, że istnieje pewna górna granica powierzchni terytorium, wynosząca ok. 10 mln kilometrów kwadratowych, której prawie żadne państwo, z wyjątkiem Rosji, przekroczyć nie zdołało.(…)
    Teza ta wydaje się trochę kontrowersyjna… otóż ona nieuwzględnia terytorium imperiów kolonialnych, nad którymi metropolię miały full control. Przy nich to sporo krajów europejskich mocno zyskuje na powierzchni, a Wielka Brytania i Kompania Wschodnioindyjska przebijają limit 10 milionów kilometrów kwadratowych.

    (…)Jest to naturalny rozkład, jaki przyjmują wszelkie ludzkie grupy, od klubów hobbystycznych, poprzez gangi narkotykowe, aż do sieci osiedleńczej – miast, miasteczek i wsi.(…)
    Co w tym dziwnego? Sieć osiedleńcza definiuje potencjał tworzenia się grup społecznych… z tego wyłamują się z tylko wyjątki z gatunku kół gospodyń wiejskich czy stowarzyszenia branżowe rolników.

    Polubienie

  4. Co do tych granic na wododziałach – one są po prostu wygodniejsze. Pozwalają na lepszą eksploatację zasobów dorzeczy. Tu kłania się przykład tych granic IR na Renie i Dunaju – gdy IR osłabło te rzeki od razu stały się osiami osadniczymi nowych państw. Podobne zjawisko wystąpiło na dawnej północnej granicy prowincji Brytania, choć tu akurat chodziło o fiordy a nie o rzeki.
    Innym przykładem był Gdańsk. Za RON jeden z najważniejszych (najważniejszy?) port bałtycki, po zaborach szybko się zwinął i podupadł. Po temu podejrzewam, że gdyby nie powstania, zaborcy dość szybko skoczyliby sobie do gardeł.
    Co do Rosji – jej rozmiar wynika chyba z braku konkurencji. Po zdobyciu Nowogrodu i rozpadzie Złotej Ordy na wschodzie nie było już nic zdolnego jej ekspansję powstrzymać.

    No i taka uwaga – teza, że nie istnieją naturalne granice, wcale z artykułu nie wynika. Wynika, że nie istnieją naturalne rozmiary. Owszem, strata lub uzyskanie nowego terytorium mogą być czysto losowe. Ale kształt tego terytorium niekoniecznie.

    Polubienie

    1. @kmat
      Ale one miały sens do XVIII wieku kiedy rzeki to były główne osie transportowe. Od XIX wieku tę rolę przejmuje kolej a potem drogi. Stąd XVIII wieczny kształt RON i w konsekwencji II RP ma sens ale kształt obecnej PRL/III RP jest jeszcze bardziej sensowny. Poza tym obecna RP ze względu na przesunięcie Odry na wschód jest wododziałowo „prawie” idealna.

      Polubienie

      1. (…)Od XIX wieku tę rolę przejmuje kolej a potem drogi.(…)
        Drogi główną magistrają transportową? Raczej w zapadłych dziurach… W Europie czy USA tą rolę pełni sieć kolejowa… nawet w Polsce, gdzie wiadomo jak idzie rozwój transportu intermodalnego. Wystarczy, wspomień, że linie szerokotorowe lecą aż na Śląsk.

        Polubienie

        1. @Jacek Strzemieczny
          „Drogi główną magistrają transportową? Raczej w zapadłych dziurach…”
          Przewozy towarowe 2018 wg GUS
          Koleje 249 260 tyś ton Drogi 1 747 266 tyś ton. 7 RAZY WIĘCEJ. Q.E.D.

          Polubienie

          1. Jak zaczniesz liczyć osobokilometry to może się okazać, że najwięcej pracy przewozowej wykonują… mięśnie nóg.

            A idąc na poważnie twoim tropem to na drogowych osiach transportowych powinne sunąć jakieś gingantyczne konwoje tirów.

            Polubienie

          2. Lokotomotywa potrafi ciągnąć pociąg o masie 7100 ton… co daje jakieś 7000 ton towaru… przelicz sobie to na tiry…

            Polubienie

          3. Teraz znalazłem przykład na prawdę ciężkiego pociągu… https://podroze.gazeta.pl/podroze/56,114158,12728713,najlepsze-pociagi-swiata-oceniamy-w-5-kategoriach.html
            (…)Kanadyjski QNSL jest cięższy od wszystkich czterech wymienionych tutaj składów łącznie, bo z pełnym ładunkiem waży 33 tysiące ton.(…)
            Dajmhy na to, że sam ładunek to 30 tys. ton… co w przeliczeniu na tiry daje na prawdę jakąś niestworzoną liczbę… tak na oko ponad pół tysiaka.

            Polubienie

          4. @Jacek Strzemieczny
            O czym ty piszesz? Ile uciągnie lokomotywa? Strukturę transportu w Polsce już przedstawiłem w USA blisko 40% ładunków jest transportowanych drogami a 28% koleją. Kolej ma znaczenie szczególnie w wypadku towarów masowych ale transport drogowy jest w globalnym transporcie dużo istotniejszy.

            Polubienie

          5. (…)O czym ty piszesz?(…)
            O ruchu na głównyc szlakach transportowym… a ty o ruchu w całośći.

            Polubienie

  5. No, ale co z tego wykresu wynika ? Toż to jakaś lipa, bo na „osi x” odłożono kolejne liczby naturalne. Wykres, to po prostu posortowane dane, nic więcej. Ja rozumiem, że gdyby na „osi x” była powierzchnia, a na „osi y” zliczone kraje o powierzchni od… do… Poza tym, co z liczbą ludności ? Czy problemem Rosji nie jest zbyt mała liczba ludności w stosunku do powierzchni, a co za tym idzie- znaczne koszty utrzymania takiego terytorium ?

    W komentarzach widzę natomiast straszne skupianie się na transporcie rzecznym, handlu, itp. Mało kto wspomina o działaniach wojennych, ciągle tylko ta gospodarka. Oparcie granic na naturalnych formacjach tyczy się właśnie barier trudnych do sforsowania przez wrogie armie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. (…)Oparcie granic na naturalnych formacjach tyczy się właśnie barier trudnych do sforsowania przez wrogie armie.(.,,)
      Tylko, że rzeki raczej kiepsko wypadają w tej roli… najpierw rzeki nie były jakąś wielką przeszkodą. Tą stały się dopiero po wynalezieniu flotylli rzecznych, ale one wyprzedziły wynalezienie pływających wozów bojowych o jakieś półtorawieku. Zwracam uwagę na te wozy, bo tak się składa, że one dają w regionach wodnych takich jak np. Mazury dużą przewagę mobilności… która spowoduje, że zanim się obejrzymy Ruscy podejdą pod Zalew Zegrzyński skąd będą mogli orać artylerią lufową główny węzeł komunikacyjny w kraju, a jak pójdą wzdłuż Wisły trochę na zachód to wezmą w zasięg i północną część węzła CPK.

      Polubienie

      1. Po prostu gigantyczną przewagę mobilności, zwłaszcza na podmokłym gruncie mazur. Z BWP 1/2/3 bez dopancerzenia sito robi zwykły WKM 12,7 mm z amunicją p-panc. A pływająca artyleria w kalibrach powyżej 122 mm po prostu nie występuje. Działa dominujących kalibrów 152/155 mm są raczej „tonące” i ważą tyle co czołgi podstawowe. „Lekkie” M 777 amerykanie transportują śmigłowcami ale do tego jest wymagana przewaga w powietrzu bo ze śmigłowcami polskie kopie ruskiej Igły radzą sobie całkiem ok.

        Polubienie

        1. (…)Z BWP 1/2/3 bez dopancerzenia sito robi zwykły WKM 12,7 mm z amunicją p-panc.(…)
          Skąd założenie, że grzecznie wejdą naszym pod lufy jak mogą ich po prostu opływać z daleka.

          Polubienie

          1. „jak mogą ich po prostu opływać z daleka”
            Na Mazurach? Przecież tam nawet Armia Czerwona nie prowadziła ofensywy z powodu naprawdę trudnego terenu. Poszli kierunkiem warszawskim. Tam są setki wąskich gardeł gdzie kilka pickupów z WKM i RPG może zatrzymać całe brygady. Relatywnie przestarzały RPG-7 który nie wystarczy do zatrzymania nawet T-72 z pancerzem reaktywnym z każdego BWP robi miazgę.

            Polubienie

          2. (…)Tam są setki wąskich gardeł gdzie kilka pickupów z WKM i RPG może zatrzymać całe brygady.(…)
            Ja o uderzeniu wodą, a koniecznie chcesz się ładować lądem…

            Polubienie

  6. A co jeśli tak jest dlatego, że pofałdowanie ziemi, występowanie gór, rzek, mórz i pustych terenów też jest losowe a granice wpisują się w tak losowo ukształtowany teren?

    Polubienie

      1. Losowości nie ma w tym żadnej. Płyt jest zbyt mało, aby działały tu jakieś reguły statystyczne. Zresztą, wystarczy spojrzeć na rozrzut masywów górskich. Są obszary wybitnie górskie, są i niziny. W Europie są Alpy, Karpaty, Pireneje- mało tego.

        Polubienie

          1. W ogóle to niech Pilaster swoje dzieła w jakiś sposób trwale zapisze. Najlepiej wieloma metodami. Nawet jeżeli w dzisiejszych czasach nie będą powszechnie docenione, to w przyszłości mogą być. Zatem trzeba zadbać, by m.in. „Psychohistoria” dotrwała do przyszłości.

            Mam taką teorię, że w dalekiej przyszłości, dzięki sztucznej inteligencji androidyzacji ludzi ludzie będą w stanie zanalizować sprawnie i szybko olbrzymie połacie baz danych. Pewnie będą nawet specjalne przedsięwzięcia, by odkrywać w rubieżach Internetu i innych bazach danych genialne dzieła naukowe i artystyczne.
            Zatem zawsze, gdy dostrzegam iskrę geniuszu, radzę zadbać o to, by dzieła genialne na pewno się zapisały do przyszłości i wtedy były docenione, gdy ludzkość zmądrzeje i może nawet skapnie się empirycznie, że ktoś przewidział przyszłość, albo doszedł do czegoś, na co reszta ludzkości potrzebowała setki albo tysiące lat.

            Polubienie

  7. > Te doniosłe wydarzenia historyczne, szczegółowo opisywane i analizowane w podręcznikach szkolnych, akademickich i solennych opracowaniach naukowych, okazują się nie mieć, per saldo, absolutnie żadnego znaczenia.

    O proszę, to dokładnie jak geopolityczne przepowiednie pilastra oparte o wyroki bożka iefu

    Polubienie

    1. Swoją przy okazji okazji wojny z Ukrainą z tymi granicami wyszły niezłe jaja… front północny wszedł raptem na kilkadziesią km., w wschodni praktycznie wschodni w ogóle nie przejawia aktywności strategicznej, a nie ma tam żadnych przeszkód naturalnych. Teraz całą aktywność strategiczną robią de facto (…)Krymianie(…), którzy najpierw musieli przejść przez wąskie gardło na połączeniu Krymu z kontynentem, a następnie sprawnie przeniknęli przez ponoć diablo trudny Dniepr.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s