Efekt Czarnka

Wszelkiego typu badania sondażowe dotyczące dowolnych cech społeczeństwa, np. preferencji politycznych, są obarczone wieloma nieusuwalnymi błędami. Samo dobranie próby o odpowiednim poziomie losowości jest już ekstremalnie trudne, a, nawet w najbardziej zgodny ze sztuką sposób, wylosowani respondenci, mogą wcale nie mieć ochoty na udzielanie jakichkolwiek odpowiedzi, mogą kłamać, mogą oszukiwać, nawet sami siebie, co do swoich umiejętności, kwalifikacji czy poglądów.

Istnieje jednak w Polsce jedno, wykonywane zresztą regularnie co roku, badanie, pozbawione tych wszystkich wad i z tego tytułu szczególnie cenne. Mowa o egzaminie ósmoklasisty przeprowadzanym na koniec cyklu nauczania szkoły podstawowej. W niniejszym artykule omówimy wyniki tego egzaminu z roku 2022

Jego wyniki mają, ze statystycznego punktu widzenia, tę wielką zaletę, że są odpowiednikiem spisu powszechnego. Obejmują bowiem prawie całą populację danego rocznika. Ankietowani nie mogą odmówić odpowiedzi, nie próbują zbyć ankietera, nie kłamią i nie kręcą. Starają się wypełnić arkusze egzaminacyjne najlepiej jak potrafią.

Spotykane w mediach analizy wyników takich egzaminów, ograniczają się, niestety, zwykle do podania średniego wyniku z danego przedmiotu. Jest to jednak informacja daleko niepełna, a poza tym myląca. Sama średnia, bez pozostałych parametrów, takich jak mediana, odchylenie standardowe, czy dominanta, właściwie nic nie mówi o kształcie rozkładu ocen, a poza tym wysokość średniej zależy nie tylko od wiedzy zdających, ale również od poziomu trudności samego egzaminu, który może być i często bywa, ręcznie „ustawiany” przez władze oświatowe. Dlatego dużo ważniejszy od samej średniej, jest kształt rozkładu prawdopodobieństwa otrzymania danej oceny. Co szczególnie intrygujące, takie kompletne rozkłady wyników egzaminów, jak najbardziej zamieszcza na swoich stronach internetowych komisja egzaminacyjna, ale zaskakujące kształty tych rozkładów nie wywołują żadnej refleksji czy dyskusji, ani w mediach, ani w samym systemie oświaty.

Ponieważ inteligencja i w ogóle kompetencje umysłowe przyjmują w ludzkich populacjach rozkład normalny, w Polsce zwany też rozkładem Gaussa, należałoby się, w pierwszym przybliżeniu, spodziewać, że rozkład wyników egzaminów będzie również do rozkładu normalnego zbliżony.  Będzie niewielu uczniów uzyskujących bardzo dobre wyniki, zdecydowana większość stłoczona wokół wartości średniej, oraz, po drugiej stronie rozkładu, niewielki „ogon” całkowitych tumanów. Tym większe jest jednak zaskoczenie, że wyniki od tgo teoretycznego przewidywania odbiegają czasami bardzo daleko. Na początek weźmy język polski:

W przeciwieństwie do oczekiwanego rozkładu normalnego, wynik jest niesymetryczny, wyciągnięty w lewą stronę. Pierwszym wyjaśnieniem tej odchyłki, jakie się tu może narzucić, jest efekt litości egzaminatora. Sprawdzający są dla egzaminowanych bardzo życzliwi i interpretując każdą wątpliwość na korzyść zdającego, starają się naciągnąć wyniki i w rezultacie przepychają cały rozkład w prawo. Dopóki dotyczy to przedmiotu, gdzie większość pytań ma charakter otwarty, typu „dlaczego Słowacki wielkim poetą był”, a ocena odpowiedzi jest w wysokim stopniu subiektywna, od życzliwości sprawdzającego zależy bardzo wiele.

Niemniej nie jest to jedyne możliwe wytłumaczenie. Aby to zrozumieć pokażemy wyniki z języka angielskiego. W tym przypadku możliwość subiektywnego naciągania wyników jest, w porównaniu z językiem polskim, znacznie ograniczona. Albo się zna prawidłową odpowiedź, albo się nie zna. Osobiste nastawienie sprawdzających, to czy są życzliwi, czy złośliwi, ma tu dużo mniejsze znaczenie.

Tym razem rozkład jest jeszcze bardziej zaskakujący. Nie tylko jest niesymetryczny, ale jest też bimodalny, posiada bowiem dwa wierzchołki, jeden przy wyniku 100%, drugi przy 18%. W statystyce taki kształt oznacza zwykle, że mamy do czynienia z dwoma zupełnie rozłącznymi populacjami. Pierwsza z nich, ta z maksimum na 100%, to uczniowie, którzy się do egzaminu, na miarę swoich możliwości, przygotowywali i uczyli. Maksimum przy 100% oznacza, że egzamin z angielskiego był względnie łatwy, ale oczywiście nie wszyscy, nawet dobrze przygotowani, wypełnili arkusze bezbłędnie i przez to znaleźli się w lewym ogonie rozkładu. Dużo ciekawszy jest drugi wierzchołek przy 18%. Otóż jest to wynik, który otrzymalibyśmy wypełniając arkusz egzaminacyjny …całkowicie losowo. Istnieje więc spora, licząca, po doliczeniu również tych ignorantów, którzy uzyskali lepszy wynik dzięki szczęściu, ok 18-20% populacja uczniów ósmej klasy, którzy przystąpili do egzaminu z angielskiego nie mając absolutnie żadnego pojęcia o tym języku i nie znając z niego ani jednego słowa! Pozostaje zagadką co oni mianowicie na lekcjach z tego przedmiotu robili i jakim sposobem w ogóle otrzymywali co roku z niego promocję. Jest to oczywisty i namacalny dowód, że nauka języka angielskiego w szkołach podstawowych, jak i oceny z tego przedmiotu są w sporym odsetku całkowitą, a równocześnie w pełni przez ministerstwo oświaty aprobowaną, fikcją.

Już samo to jest tragiczne, ale jeszcze bynajmniej nie dotarliśmy do jądra ciemności. Ostatnim przedmiotem egzaminacyjnym jest matematyka. Tu już nie ma żadnej dowolności interpretacji i naciągania rezultatów. Oto rozkład wyników.

Mówią one same za siebie. Podobnie jak z językiem angielskim, mamy tu do czynienia z dwoma maksimami. Przy 96% – uczniowie uczący się i przy 20% – całkowici matematyczni ignoranci, nie potrafiący nawet dodać przysłowiowych dwóch do dwóch.  Chociaż to lewe maksimum jest tym razem nieco lepsze niż czysto losowe (16%), co zapewne wynika z tego, że egzamin w zgodnej opinii zdających był bardzo łatwy, to jednak odsetek matematycznych ignorantów jest wyższy niż ignorantów angielskich i wynosi ponad 30%. Prawie jedna trzecia populacji nie ma żadnego pojęcia o matematyce na poziomie szkoły podstawowej.

Jak już wyżej wspomniano, rozkład bimodalny wskazuje na ostrą, zerojedynkową granicę miedzy tymi dwiema populacjami. Albo dzieci się jakoś, na miarę swoich zdolności i możliwości, uczą, albo (20-30%) nie uczą się wcale i znajomość, czy to matematyki, czy języka angielskiego, mają dokładnie na poziomie zerowym. Nie małym, nie nikłym, nie znikomym, ale równo zerowym. Z identycznym rezultatem autor niniejszego eseju mógłby zdawać egzamin z japońskiego, albo z historii tajskiego dramatu scenicznego. Lepiej dla wszystkich zainteresowanych, również dla uczniów starających się pozyskać jakąś wiedzę, byłoby, żeby ta populacja nie chodziła do szkoły wcale.

Nie ulega wątpliwości, że, inaczej, niż będący tylko czymś w rodzaju wyrafinowanego hobby, przedmiot nazywany „językiem polskim”, zarówno język angielski jak i matematyka są podstawą do nabycia wszelkiej innej wiedzy, a tym samym najważniejszymi przedmiotami w szkole. Są to języki dające, niczym łacina w średniowieczu, dostęp do światowego obiegu informacji (angielski), oraz do wszelkich innych dyscyplin naukowych, od ekologii, po dynamikę płynów, których bez matematyki w ogóle nie da się zgłębiać. Brak ich znajomości oznacza automatycznie brak jakiejkolwiek innej wiedzy z dowolnej innej dziedziny.

Nie jest też zapewne przypadkiem, że opisany wyżej rezultat egzaminów, w ogóle nie jest przedmiotem troski obecnego kierownictwa polskiej oświaty, które zresztą nie posiada przecież odpowiednich kwalifikacji intelektualnych, ani moralnych, żeby ten problem w ogóle dostrzec, nie mówiąc już o zaproponowaniu i wdrożeniu jakiegoś rozwiązania, chociażby zwolnieniu tych 20-30% z realizacji „obowiązku szkolnego”. Zapewne znacznie łatwiej jest zajmować się, nie tak wymagającymi umysłowo, kwestiami, jak ustalanie właściwej z ideologicznego punktu widzenia, kolorystyki kredek w uczniowskich piórnikach, albo hucznym wdrażaniem nowego, oczywiście humanistycznego, przedmiotu, który wbrew swojej mylącej nazwie, nie ma nic wspólnego z historią jako dyscypliną naukową, a jest tylko repliką znanej z PRL indoktrynacji, mającej wpoić uczniom przekonanie, że naród pod światłym przewodem swojej Partii kroczy ku świetlanej przyszłości solidaryzmu.

Pozostaje intrygujące pytanie, gdzie konkretnie ta, hodowana w jakimś sobie znanym celu przez władze, gigantyczna populacja analfabetów się znajduje. W celu znalezienia odpowiedzi wykorzystamy teraz podział wyników egzaminu na gminy i porównamy go z wynikami ostatnich wyborów parlamentarnych. Oczywiście dzieci szkolne w wyborach nie głosują. Niemniej nie żyją one też w społecznej próżni. Dla naszych celów założymy, że osobowość ósmoklasistów jest kształtowana przez ich dorosłych krewnych, głównie oczywiście rodziców, ale także dziadków, wujostwo, etc i że dzieci dziedziczą po nich, jeżeli nawet nie poglądy polityczne, to na pewno kompetencje matematyczne i językowe, a na pewno czynią to dzieci przygotowujące się (lub nie) do egzaminów końcowych. W tym ostatnim procesie przepływu tych kompetencji miał okazje uczestniczyć zapewne każdy rodzic takiego dziecka. Założenie o wysokim stopniu odziedziczalności tych cech, przy czym nie ma w tej chwili znaczenia, czy proces tego dziedziczenia ma charakter genetyczny, czy kulturowy, okazuje się, jak się za chwilę przekonamy, jak najbardziej uzasadnione. Dzieci, jeżeli chodzi o umiejętności i wiedzę szkolną, faktycznie można traktować jako przedłużenie swoich rodziców.

Na poniższym wykresie pokazano korelacje pomiędzy wynikami egzaminu ósmoklasisty a kolejno wielkością danej gminy, odsetkiem głosów w wyborach oddanych przez pełnomocnika, odsetkiem głosów oddanych na podstawie zaświadczeń, frekwencją wyborczą i głosami nieważnymi. Zaznaczono tylko korelacje istotne statystycznie, czyli takie, dla których szansa, że wynikają z czystego przypadku, jest mniejsza niż1%.

Nie jest niespodzianką, bo ta zależność jest znana od bardzo dawna, że im większa jest dana gmina, tym lepsze są w niej wyniki egzaminu. Trudniejsza do wyjaśnienia jest ujemna korelacja z głosowaniem przez pełnomocników. W ten sposób głosują przecież ludzie starzy i schorowani i dlatego odsetek takich głosów bardzo dobrze odzwierciedla średni wiek mieszkańców danej gminy. Dlaczego jednak miałoby to mieć jakieś przełożenie na wyniki egzaminów 14-15 latków? A najwyraźniej ma. Być może znajduje tu odzwierciedlenie nie wiek, ale dostęp do opieki medycznej i ogólna dbałość o własne zdrowie. Kto nie dba o stan zdrowia, nie dba też i o stan wykształcenia.

Zupełnie zaskakująca jest za to niewielka, ale istotna statystycznie korelacja między wynikami egzaminu z angielskiego, a głosami oddanymi na podstawie zaświadczeń. Wszak głosujący w ten sposób wyborcy głosują właśnie poza własną gminą i z mieszkającymi tam dziećmi nie mają żadnego związku i tym samym żadnego na nie wpływu. Najwięcej jednak takich głosów oddaje się w popularnych miejscowościach wypoczynkowych, żyjących z turystyki, gdzie znajomość angielskiego ma konkretne, bezpośrednie, przełożenie na pracę i uzyskiwane zarobki, stąd tamtejsi rodzice pilnują, aby ich dzieci ten język w jakimś zakresie poznały.

Wreszcie mamy dwie najsilniejsze korelacje, co do których nie może być już żadnych wątpliwości. Im wyższy poziom wykształcenia, tym wyższy poziom patriotyzmu, który uwidacznia się tutaj wyższą frekwencją w wyborach. Im zaś dane społeczeństwo głupsze, tym więcej oddaje głosów nieważnych, bo ludzie, którzy nie wiedzą nawet ile jest dwa plus dwa nie są też w stanie poprawnie wypełnić arkusza do głosowania.

Na koniec pozostawił niżej podpisany korelacje najbardziej kontrowersyjne. Wyników egzaminu z wynikami wyborów, odsetkiem głosów oddanych na poszczególne komitety. Przypomnieć w tym miejscu należy, że analiza ta dotyczy wyłącznie wyborców danych partii, a niekoniecznie samych partii i ich kierownictwa politycznego.  I tu wnioski są czasami zaskakujące.

Elektorat KO, Lewicy i Konfederacji jest nastawiony zdecydowanie globalistycznie i bardzo (najbardziej KO) dba o to, żeby jego dzieci język globalny poznały. Wyborcy PIS i PSL przeciwnie, od wszelkich zgniłozachodnich wrażych, w pisowskiej nowomowie, „lewicowo-liberalnych”, wpływów ideologicznych, starają się swoje potomstwo, za pomocą błogosławionej ignorancji, jak najstaranniej odgrodzić. Jeszcze ciekawsze są korelacje z wynikami z matematyki. Ponieważ jest to dziedzina, której nie można, inaczej niż języka angielskiego, opanować tylko za pomocą żmudnego „kucia”, a wymaga ona dogłębnego zrozumienia i przeanalizowania, czyli po prostu inteligencji, po raz kolejny możemy się przekonać, że Konfederacja w wyborach w 2019 roku miała najbardziej inteligentnych wyborców. Takich, których najwyraźniej matematyka nie gryzie i którzy przekazują tę cechę swoim dzieciom. Ludzie najlepiej z matematyką obeznani, najchętniej głosują też na Konfederację a w mniejszym stopniu na KO. Na pewno za to nie zagłosują na PSL.

Osobną kategorią są korelacje z wynikami egzaminacyjnymi z języka polskiego. Przedmiot ten, jak już autor wspomniał, nie jest merytoryczny, a stanowi raczej wyraz pewnego szlachetnego hobby – zamiłowania i przywiązania do polskiej kultury i tradycji, w tym przypadku literackiej. Wyborcy Konfederacji, najbardziej, ze wszystkich innych, ceniący tę tradycję, w tym punkcie, odróżniają się, od obojętnego na te klimaty, choć tak samo poważającego kompetencje merytoryczne, elektoratu KO. Na przeciwnym biegunie znajdują się natomiast sympatycy lewicy, którzy polską literaturą najwyraźniej pogardzają, co zresztą nie jest żadną niespodzianką, jeżeli przypomnieć głośną niegdyś, płynącą z tamtej strony, deprecjację twórczości Henryka Sienkiewicza.

Głównym rezerwuarem, opisanej w pierwszej części otchłani polskiego analfabetyzmu jest zatem, mający ujemną korelację ze wszystkimi przedmiotami egzaminacyjnymi, elektorat PSL, a także, czego niestety nie widać na naszych wykresach, ale czego można się domyślić, ogromna w Polsce rzesza „niegłosujących” . Natomiast wyborcy PIS i Lewicy demonstrują swój wstręt do angielskiego (PIS) i polskiego (Lewica) z powodów wyznawanych przez siebie ideologii, bo jak wykazują ich, przynajmniej poprawne, wyniki z matematyki, aż tak ograniczeni intelektualnie nie są.

Czy jednak dopuszczanie do rządów formacji, dla których fiksacje ideologiczne, nieważne jakiej proweniencji, są ważniejsze od kompetencji merytorycznych jest na pewno dobrym pomysłem?

Oczywiście rozkład elektoratu poszczególnych ugrupowań politycznych zmienia się w czasie. W powyższej analizie posłużyliśmy się wynikami wyborów parlamentarnych z 2019 roku, jako najbliższych czasowo tegorocznym egzaminom ósmoklasisty. Jednak jeszcze bliższe w czasie były wybory prezydenckie z 2020 roku. Oto korelacje ich wyników:

Największe jakościowe zmiany jakie zaszły w ciągu roku, to przede wszystkim pojawienie się w dużej liczbie elektoratu Szymona Hołowni, pod względem edukacyjnym bardzo zbliżonego profilem do lewicy, reprezentowanej przez Roberta Biedronia. Tak samo cenią oni język angielski i tak samo pogardzają polskim. Również wyborcy Bosaka, okazali się zauważalnie mniej światowi, niż wyborcy Konfederacji w 2019, chociaż dodatnią korelację z językiem angielskim zachowali. Najbardziej znaczące zmiany zaszły jednak w obrębie obozu postkomunistycznego. W porównaniu do głosujących na genetycznych patriotów w roku 2019, w roku 2020 reprezentant PIS, stracił dodatnią korelację z wynikami z polskiego, a zyskał ujemną z matematyką, co oznacza, że na partię władzy głosują stopniowo coraz głupsze centyle społeczeństwa.

Reklama

102 myśli na temat “Efekt Czarnka

  1. Oj tam, oj tam… obowiązek szkolny, o ile mi wiadomo, istnieje w dokładnie wszystkich krajach, które pragną być uważane za „cywilizowane” – bez żadnej różnicy. Jest to taka cecha „cywilizacji”, jak zauważany przez nieocenionego dr Plichta (Instytut Krajów Rozwijających się UW) związek między likwidacją niewolnictwa a pustynnieniem Afryki (nikt wolny nie będzie się poniżał do czyszczenia jakichś tam kanałów nawadniających, więc pustyni przybywa…), czy też spadkiem pogłowia kóz, a wzrostem pogłowia owiec w miarę „postępu cywilizacji” (koza bowiem, nie wiedzieć czemu, uchodzi w całym niemal świecie za zwierzę wsteczne i antycywilizacyjne, a owca – przeciwnie; przy czym w praktyce – a kto by to tam w ogóle liczył..?). Po prostu – chcesz być „cywilizowany”? To wprowadzasz obowiązek szkolny. Koniec i kropka. Inaczej się nie da.

    Oczywiście istnieją pewne różnice pomiędzy poszczególnymi krajami. Przy czym te różnice nie są nawet jakoś dramatycznie mocno zależne od polityki rządów. Państwem słynącym z dojmującej wręcz troski o wykształcenie jest na przykład Japonia – gdzie gros edukacji odbywa się jednak w placówkach prywatnych (choć zamordystycznie nadzorowanych przez rząd). Z kolei system kształcenia „publicznego” w USA jest często odsądzany od czci i wiary – ale jednak to amerykańskie wyższe uczelnie (zasadniczo prywatne) niewątpliwie przewodzą w światowej stawce. Właściwie bez nadzoru ze strony rządu.

    Reasumując – gorąco przyklaskuję idei zniesienia obowiązku szkolnego. Obawiam się jednak, że byłoby to co najmniej tak samo trudne, właściwie niemożliwe – jak przywrócenie kary śmierci, rozszerzenie prawa do posiadania broni czy też rezygnacja gosudarstwa z uprawnienia do kneblowania poddanych maseczkami. To nie uchodzi!

    Skoro zaś już obowiązek szkolny istnieje, to i hipokryzja jest nieunikniona. Nikt przecież nie przyzna otwarcie, że 1/3 uczniów – w ogóle nie warto uczyć czegokolwiek…

    Polubienie

    1. To tak nie działa. Gdyby obowiązek szkolny był rzeczywiście realizowany, to rozkład wyników egzaminu byłby zbliżony do normalnego. Oczywiście nadal byłby lewy ogon kompletnych tumanów, ale po pierwsze, byłby on znacznie cieńszy (kilka procent, a nie kilkadziesiąt), po drugie wynikałby nie z nieuctwa, ale z braku wrodzonych predyspozycji intelektualnych. Rozkład bimodlany zaś, dzieli populację na dwie zupełnie odrębne grupy. Jedna – 70-80% populacji realizuje obowiązek szkolny. Uczy się. Oczywiście na miarę swoich talentów i możliwości. Jedni lepiej (po prawej stronie wykresu), drudzy gorzej (po lewej). Ale się uczą.

      Natomiast druga grupa 20-30% populacji obowiązku szkolnego …nie realizuje. Nie uczy się w ogóle niczego, nic a nic. Przy czym mamy do czynienia z dziećmi poniżej 14 roku życia więc to nieuctwo obciąża bardziej ich rodziców niż ich samych.

      Gdyby oni zaczęli się uczyć, to zapewne znaleźliby się wśród nich także tacy, którzy uczyliby się całkiem dobrze i trafili nawet do prawego ogona rozkładu.

      Dlatego wyniki egzaminu pokazują całkowitą katastrofę systemu edukacji w Polsce na poziomie podstawowym – tytułowy efekt Czarnka.

      A ponieważ ten efekt nie jest wcale tajny, ani ukryty – w końcu odpowiednie wykresy pilaster zaczerpnął z oficjalnych stron CKE – to znaczy, że jest on przez Czarnka i tych którzy go zrobili ministrem, specjalnie zaplanowany i oczekiwany.

      Polubienie

      1. Pilaster winien się zdecydować. Jeśli min. Czarnek (i „ci, którzy zrobili go ministrem”) potrafi tak podstępnie wpłynąć na zachowanie 30% rodzin w Polsce, że te rodziny czynem i zaniedbaniem nakłaniają swoje pociechy do olewactwa – to jest z niego spiskowiec i manipulant na miarę co najmniej Lenina czy innego Lutra.

        Jeśli jest zwykłym, pospolitym matołkiem (na którego poniekąd wygląda…) – to nie manipuluje, nie nakłania, nie planuje i nie oczekuje. Samo mu tak wyszło. A właściwie nawet nie „mu”. Minister nic nie zrobił, więc nic „mu” zgoła nie wychodziło. Samo się tak stało.

        Po prostu – 30% rodzin olewa olewactwo swoich pociech.

        To swoją drogą pocieszające, że TYLKO 30%!

        To oznacza, że gdyby obowiązek szkolny znieść, to 70% rodziców jednak, mimo braku obowiązku – posłałoby swoje dzieci do szkół. Czy uczyło je w inny sposób. Może nawet płacąc za to jakieś pieniądze.

        Wracając zaś do tu i teraz. Co Pilaster właściwie proponuje zrobić, żeby te 30% olewających olewactwo przestało to olewactwo olewać..? Płacić im za wyniki pociech na egzaminach – czy nakładać hańbiące kary cielesne za niepowodzenia..??? I jak te rodziny mają potem na swoje pociechy wpłynąć, żeby pociechy już więcej nie olewały?

        Nie lubię takich słów jak „system edukacji”. Widział ktoś ten cały „system”, dotknął go, powąchał, zważył czy zmierzył..? To są konkretni ludzi w konkretnych miejscach, podejmujący konkretne decyzje. Lepsze lub gorsze. Generalnie – przy najlepszych intencjach ustawodawców i „twórców systemów”, wszystkie takie ciała zbiorowe bardzo skutecznie dokonują na tych intencjach regresji do średniej. Przy najgorszych intencjach ustawodawców – tak samo. Nie wierzę w to, że pod rządami KO edukacja w Polsce będzie inna niż pod rządami PiS. Ludzie w większości będą tacy sami i tak samo im się nie będzie chciało.

        I dobrze. Olewactwo jest cenne. Dzięki olewactwu nie da się u nas wprowadzić prawdziwego zamordyzmu – bo każdy dyktator potrzebuje wykonawców, a co ma zrobić, gdy wykonawcom się nie chce..?

        Polubienie

        1. Doprawdy? To dlaczego owo „oddolne” olewactwo dotyczy angielskiego i matematyki, natomiast najwyraźniej nie dotyczy, lub jest przynajmniej znacznie mniejsze, co najwyżej kilkuprocentowe, polskiego? Przecież przynajmniej znajomość angielskiego jest obecnie w tak oczywisty sposób przydatna w życiu, że nawet najbardziej leniwi rodzice tym zakresie przynajmniej by to olewactwo powinni zwalczyć.

          Czy może raczej dlatego że Czarnek i jego dysponenci przede wszystkim wymagają od szkoły, żeby zajmowały się narodowo – socjalistyczną indoktrynacją uczniów, do czego służy tzw. humanistyka i dlatego też równolegle forsują ten swój neo-prlowski HIT, natomiast rzeczywista wiedza i kompetencje im tylko w tym planie zawadzają?

          Ten wynik nie jest przypadkowy, tylko właśnie zaplanowany. Zresztą czy Czarnek w ogóle ten katastrofalny wynik jakoś skomentował? Oczywiście że nie. W opinii pilastra zresztą cała awantura o kuriozalny tzw. „podręcznik” do HIT została rozpętana właśnie po to, żeby przykryć wyniki egzaminu.

          Polubienie

          1. Pilaster sam zauważył, że wynik egzaminu z języka polskiego niczego nie dowodzi. NB – nie zgadzam się z Pilastrem, że sam ten przedmiot to „tylko hobby”. Nauka języka polskiego potencjalnie miałaby duże znaczenie, gdyby celem „systemu edukacji” było stworzenie jakiejś elity. Tak, jak po samej tylko wymowie można poznać, który Brytyjczyk uczęszczał do Eton, tak po sposobie formułowania zdań można w kilka sekund ocenić, kto rzeczywiście uczył się języka polskiego.

            Na tym jednak z pewnością nikomu nie zależy – ani w partii rządzącej, ani w opozycji. Dlatego egzamin z języka polskiego jest taki łatwy. Za moich czasów szkolnych podobnie wyglądały oceny z plastyki czy muzyki. Jak się w ogóle nie chodziło, to była „tylko” czwórka. Poniekąd – też niesłusznie, bo w ten sposób nie odsiała się elita o wyrobionym guście, co widzimy teraz na każdym kroku.

            Społeczeństwo ludzi prawdziwie wykształconych nie jest potrzebne nikomu. Ani PiS, ani KO, ani (tfu!) Hołowni. Poniekąd, społeczeństwo „ludzi prawdziwie wykształconych” byłoby w ogóle dość trudnym miejscem do życia. Nie przypadkiem Bismarck zauważył „Wann regiren Professoren, dan die Heimat ist verloren”.

            W rzeczywistości potrzebne są i „wykształciuchy” i „robole do łopaty”. W różnych proporcjach. Póki co, z uwagi na dramatyczny brak siły roboczej na rynku, atut wykształcenia traci na znaczeniu (nie bez winy jest tu nadprodukcja „magistrów administracji biznesu” po Wyższych Szkołach Malowania Paznokci w ciągu minionych 30 lat). Co zapewne jest trendem przejściowym. Tylko nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak długo ten trend potrwa.

            Pilaster zdecydowanie przecenia i sprawczość i przemyślność i determinację obozu rządzącego. Naprawdę. Zwykła nieudolność jest dostatecznie dobrym wytłumaczeniem. Brzytwa Ockhama się kłania…

            Ponawiam zresztą pytanie – co właściwie Pilaster proponuje w zamian..?

            Polubienie

          2. Istnieją na świecie trzy systemy oświatowe produkujące najlepsze (w zależności od sposobu mierzenia) wyniki

            1) szwajcarski
            2) skandynawski
            3) anglosaski

            Gdyby pilaster stanął przed takim wyzwaniem, to przede wszystkim zacząłby od przeanalizowania tych trzech, na czym polegają, co im pozwala osiągać sukcesy, a co przeszkadza, etc..

            Polubienie

          3. To może niech Pilaster postawi się przed tym wyzwaniem? Zawsze byłoby to coś nowego – w stosunku do niespójnych wewnętrznie, a nieco już męczących harców ze znienawidzonym „obozem narodowo – socjalistycznym”….

            Polubienie

  2. Ciekawe. W sumie podobieństwo między elektoratem Biedronia a Hołowni nie dziwi, zresztą były tu bardzo mocne przepływy. Podobnie Duda i Kosiniak. Zwraca uwagę podobieństwo elektoratów Trzaskowskiego i.. Witkowskiego. Na oko to powinny być zupełnie inne rewiry.
    Co jest najciekawsze. Olbrzymia różnica jest między Hołownią a Kosiniakiem. Na nich głosuje ktoś zupełnie inny. W sumie chodziło kmatowi po drodze, że koalicyjne plany obu nie są najlepszym pomysłem. Lepiej odbijanie PiSu zostawić ludowcom. Niech przygarną Gowina, Morawieckiego (a czemu nie?), zblatują z Dudą. Natomiast sam Hołownia od „konserwatyzmu” lepiej niech się trzyma z dala. Ma do zeżarcia elektorat Lewicy, a to całkiem sporo.

    Polubienie

    1. Hołownia powinien być ostrożniejszy z tym swoim „konserwatyzmem”, bo jego wyborcy (przynajmniej w 2020 roku tak było) najwyraźniej traktują „tradycję” z pogardą. Co ich odróżnia od wyborców KO, których temat ani ziębi, ani grzeje.

      Polubienie

      1. Hołownia (tfu!) jak dla mnie wygląda na kolejne wcielenie Palikota, a potem Petru. Czyli straszliwie plastikowo, nachalnie pijarowo i do bólu nieautentycznie. Alergię mam na te wszystkie (tfu!) „tfory” dla „aspirującej elyty”, brrr…

        Polubienie

        1. Typowe, że Jacek Kobus nie wymienił Kukiza…

          Palikot brał po połowie elektorat lewicy i samoobrony
          Petru brał wyborców z PO
          Kukiz z lewicy, PSL i „niegłosujących”
          Hołownia z lewicy i PIS

          Jak widać nie były to bynajmniej tożsame zjawiska.

          Polubienie

          1. Przepraszam. O Kukizie po prostu zapomniałem. Wszystkie te zjawiska łączy jedno – karykaturalny przerost formy nad treścią oraz pretensji i aspiracji nad realnymi możliwościami. Skąd zaś próbują pozyskać elektorat, to już zjawisko wtórne. Moje obrzydzenie wynika z przyczyn estetycznych, a nie politycznych.

            W sumie można by ten szereg zacząć od Rewińskiego. Tylko to jeszcze był dowcip. Trochę w stylu Haszka. Do zaakceptowania. Odtworzone po raz drugi, trzecie i piąty – u mnie bynajmniej powoduje odruch wymiotny…

            Polubienie

      2. @pilaster
        Powinien. Mamy chyba kolejny przykład człowieka, który nie wie kto i dlaczego na niego głosował. Identyczny błąd co Palikot/Kukiz/Petru/Biedroń. Zresztą skutki już widać – odpływ do NL.

        Polubienie

        1. Hmm… Ale elektorat Hołowni z prezydenckich to nie ci sami ludzie co elektorat P2050.
          Dla mnie elektorat P2050 to mieszanka ludzi, co przyszla z PSL-u, PiSu i Lewicy. Z PSL-u mogła przyjść jakaś elita intelektualna ludowców (jacyś katolicy w stylu Tygodnika Powszechnego?).

          No a dlaczego elektorat Hołowni ma takie słabe wyniki z polskiego? Chyba wiem dlaczego. Na Hołownię glosowało sporo mniejszości: Niemcy z Opolszczyzny, prawosławni z Hajnówki itd.. Widać to na mapie poparcia. Mogli też na niego iść też Ukraińcy, Romowie i inni ludzie, dla których polski język może nie być stuprocentowo ojczystym. No a przyznajmy – polski język być trudne.

          Polubienie

          1. PS
            Na Hołownię w wyborach prezydenckich w sporej mierze głosowali inni ludzie niż teraz ci popierający P2050, bo:
            – pseudowyrok aborcyjny przelał (lub chociaż striggerował przepływ) część poparcia PiSu na Hołownię,
            – w wyborach prezydenckich głosowano na Hołownię w pewnej mierze taktycznie, bo część ludzi czuła, że medialny Szymon Znikąd prędzej pokona Andrzeja z PiSu niż Rafał z PO (ja jestem wśród tych osób),
            – po dłuższym czasie ludzie skapowali się, że pierwsze wrażenie, jakie robi Hołownia (wrażliwy, rozrywkowy i grzeczniutki „Europejczyk” z TVN-u) trochę nie pasuje do tego, kim on jest (a jest bardzo wrażliwym i skrajnym katolikiem).

            No i ciężko, żeby narwany katolik chodzący 5 razy w tygodniu do kościoła (Szymonownia) zbił pod próg Lewicę, na którą w dużej mierze idą ostre progresywy. Może zabrać najwyżej trochę – elektorat bardziej eko-opiekuńczy niż tęczo-aborcyjny. Chyba aktualnie z „lewicowego” komponentu elektoratu P2050 został tylko konserwatyzm inkluzywny (czyli np. wspomniane już konserwatywne mniejszości).

            Sojusz PSL+Duda+Morawiecki bez Hołowni ma jeden plus. Jest bliżej pod względem swego środka ciężkości do elektoratu PiSu (żeby chapać pisowskie poparcie) niż taki sojusz z Hołownią.
            Jednakże mimo powyższego uważam, że start PSL-u z Hołownią jest bardziej opłacalny. PSL z Hołownią ma dużą szansę na bardzo opłacalny wynik mandatowy w systemie D’Hondta (co widać na stronie ewybory). Mocna Chadecja to także czarny koń wyborów i przez to silniejszy wabik na wyborców (opłaca się głosować na silnych). Hołownia może też przyciągać emocjonalno-charyzmatycznie spore rzesze wyborców. Poza tym jest ryzyko, że aktualny elektorat Hołowni się rozpierzchnie nie tylko do PSL-u, ale też do niegłosujacych, Agrounii i PiSu. 😦
            No i 4 komitety na opozycji (DudoPSL, lewicujące P2050, Lewica i KO) to za duże rozbicie.
            Na KOLEW już nadziei nie mam. Gdyby Nowacka, Biedroń i Trzask byli tam Graczami, to byłaby szansa. No ale na Lewicy Graczami są tylko Zandberg i Czarzasty a w KO tylko Tusk. Ni ma szans.

            Polubienie

          2. Fakt, że elektorat SzH z prezydenckich to było coś innego (też zagłosowałem taktycznie). Niemniej on zebrał nieprzypadkową grupę ludzi. To faktycznie może przypominać dawnych SLDowców (wspomniane mniejszości na pewno w to wpadają, zresztą może to właśnie oni wracają teraz do NL).. Może też to być dawna nisza Kukiza z 2015, kiedy ten robił jakiś centrolew z Guziałem i BS (podług pilastra leżało to wtedy między SLD a PSL i chyba tak było).
            Co do przepływów z PiSu – Hołownia to chyba stracił. Ci ludzie wrócili w dużym stopniu do partii matki, gdy Łukaszenko wypuścił uchodźców. PiS ich nie utrzymał, ale potem chyba przeszli do KO.
            Ogólnie mam wrażenie, że Hołownia robi ten sam błąd co Czarzasty – nie ma pojęcia, kto i dlaczego może go poprzeć. Jednak obecne poparcie jest niższe niż w prezydenckich (ta sama sprawa co Kukiz). Może lepiej byłoby iść dalej w tę eko-opiekuńczość i fajnopolactwo – przy słabym Czarzastym byłoby do wzięcia z kilkanaście %. Eksperymenty z odbijaniem miękkiego PiSu mogą być równie bezsensowne w wydaniu Hołowni co Lewicy.

            Polubienie

          3. Chyba mniejszości nie wracają do Lewicy. Hołownia jest idealny, gdy ktoś chce pomocy od państwa (nie jest jakiś wielce bogaty), braku rewolucji światopoglądowych i szanowania swojej odmienności. Lewica jawi się teraz jednak bardziej jako partia dla Julek i innych prawniczek o dwóch nazwiskach.

            Faktycznie Hołownia przypomina mi elektoratowo mieszankę wczesnego Kukiza i millerowego SLD.

            Mam problem z wiarą, że są jakieś większe przepływy między KO i PiSem w ostatnich latach. Jednak wyborcy KO w dużej mierze uznają wyborców PiSu za debili, a wyborcy PiS odwdzięczają się tym samym. Jeżeli ktoś przeskoczyłby (nawet poprzez Hołownię) na tej linii, to musiałby sobie powiedzieć: „tak, byłem idiotą, głosowałem na ciemną stronę mocy”. Ludzie nie lubią tego sobie mówić zwykle. Nie bez powodu Kosiniak i Hołownia zachęcają niebetonowych wyborców PiSu do siebie, mówiąc im „jesteście super, tylko PiS nas Polaków oszukał, więc chodźcie do nas, wy patrioty kochane”.

            Ja mam inną teorię co do elektoratu Hołowni teraz. Przypływ z PiSu u niego został. To skąd zatem wzrost KO i Lewicy? KO zyskuje pewnie z nowych roczników i od Konfy (Konfa filtruje wyborców – oddaje kuce, bierze szury). Lewica z kolei zyskuje z nowych roczników i faktycznie coś od Hołowni odzyskała. Stąd KO i Lewica miałby razem w 2019 roku 40%, a w 2023 roku mogą mieć nawet razem około 44% (wymieranie starych roczników, dochodzenie nowych roczników + kuce ucieknięte z Konfy), o ile Hołownia w stylu Anielicy Merkel nikogo z nich nie przyciągnie do Chadecji.

            Wzrost PiSu przy kryzysie uchodżczym to było chyba jakieś chwilowe zdecydowanie niezdecydowanych dziadów, którzy teraz obgryzają rubieża Kukiza, PSL-u, Konfy i innych niezdecydowanych.

            Hołownia ma teraz niższe poparcie niż prezydenckich tylko z tego powodu, moim zdaniem, że w wyborach prezydenckich nie opłacało się głosować na Biedronia (Lewicą) i Kosiniaka (PSL). To na koniec był wyścig o treści „Duda! Trzask! I Hołownia jeżeli jakimś cudem zrobi niespodziankę!”. Reszta się nie liczyła. Kosiniak też miewał dobre wyniki, gdy część osób podejrzewała, że tylko może on właśnie da radę z Dudą. Potem głosujący taktycznie zjednoczyli się u Hołowni, bo on miał jakiekolwiek, chociaż tyci tyci, szanse na II turę.

            Hołownia teraz głęboko gryzący Lewicę? No nie wiem. Marta Lempart kazała mu dwa lata temu „wypierda***” z OSK. Hołownia musiałby mieć kryzys wiary do KRK. Wtedy da się go np. łatwo przekonać, że dwóch panów może się kochać i tworzyć piękny związek, które państwo powinno błogosławić małżeństwem (Kosiniaka w sumie też, by się tak dało po urabianiu). Z aborcją to trudniej, bo on ma w sobie poczucie wartości każdego życia ludzkiego i się jeszcze rozpłacze od tego (ogółem kolejny rząd będzie ciekawy – Hołownia może na posiedzeniach Rady Ministrów robić szantaże emocjonalne).
            Ale w sumie racja, że i Lewica rośnie nam jako problem i trzeba ją kimś powstrzymać. Mój plan dwublokowy (KOLEW i KP2050) zakłada, że Lewica nie jest popindoleństwem, a nim się niestety staje coraz bardziej.

            Polubienie

          4. Poza tym jak Hołownię się brutalnie odetnie od jego ukochanej matki rzymskokatolickiej, by już nie szanował Katechizmu i innych takich, to Szymon mógłby przez to być przez pewien czas nieprzydatny politycznie (leżenie miesiącami w kryzysie tożsamości i wartości) do wycięcia Włodkolewicy.

            Polubienie

          5. W przepływy bagnopisu do KO jestem w stanie uwierzyć. To jest najgłupsza część elektoratu. Mogliby przepływać nawet między Ikonowiczem a Korwinem. Zresztą – 2015-2016 były jakieś przepływy między PiS a Nowoczesną. Jest po prostu taka frakcja, która głosuje tak jak szwagier, na najładniejszy krawat, na idealnego zięcia, na tego co się najgłośniej drze. W zasadzie tylko PiS znalazł sposób jak ich dłużej utrzymać – pińcetplusy. To był jedyny konkret jaki zrozumieli.

            Polubienie

          6. Akurat łatwiej mi wierzyć w przepływy między Nowoczesną i PiSem niż między PiSem a PO. Mimo że Nowoczesna jest ogółem bardziej wolnorynkowa gospodarczo i społecznie niż PO, to jednak część ludzi mogła tego jeszcze nie zauważyć, a poza tym Nowoczesna nie ma bagażu rządów PO. Stąd i Hołowni łatwiej będzie tłumaczyć pisowcom, co u niego robią ex-nowocześniaki niż, co u niego robią ex-platformiarze.

            Polubienie

          7. Niemcy z Opolszczyzny, czy prawosławni z Hajnówki zwykle na co dzień posługują się językiem polskim. Zresztą nie jest to na tyle liczny elektorat, żeby wywołać taki efekt. To raczej jest zasługa osobników, którzy opluwają Sienkiewicza jako rasistę, faszystę i homofoba.

            Polubienie

          8. Nawet jak się doliczy Ślunzoków, Kaszubów i innych Łemków? Dla mnie styka. Ślunzok może pisać godką na egzaminie z polskiego i mieć gorszy wynik przez to.
            Ja się wychowałem w domu, gdzie rodzina gada „dialektem” polskiego rodem ze „Świata według Kiepskich”. Teksty typu „poszłem”, „robili my” są porządku dziennym, a w tle bardzo często „Kiepscy” lecą w TV. Stąd musiałem trochę w sobie naprostować problemy językowe jako dzieciak za pomocą Internetu, mądrzejszych programów w TV i książek.
            Nie widzę innego powodu, dla którego hołowniarze mieliby mieć takie problemy z językiem polskim. Niemiec opolski pewnie ogółem zna polski, ale nie tak dobrze jak Polak opolski. Nie bez powodu Miroslaw Klose jakoś po polsku za bardzo nie szprecha, choć się w Polsce wychował.

            Myślę, że lewaki miałyby lepsze wyniki z testów z polskiego, gdyby było w szkołach mniej Sienkiewicza, a więcej Lema i innego „progresu”. 😀

            Polubienie

          9. Ależ Lem to już też teraz najczarniejsza reakcja, rasista, faszysta i homofob, tak samo jak Sienkiewicz. Zresztą, co tam Lem, skoro nawet Tokarczuk to też rasistka, a przynajmniej „klasistka”. A Sienkiewicz przecież w swoich czasach był zdecydowanym progresistą i postępowcem.

            Polubienie

          10. A to Pilaster mówi o dzikiach akcjach rodem z dysput między Staśko a Żukowską. To są jednak zgłupiałe rubieża progresywizmu.

            Interakcje Żukowskiej ze Staśko są na swój sposób przerażające. Pierwsza to nałożnica Czarzastego. Druga może startować z list Agrounii, bo Kołodziejczak chwali ją za „socjalizm” i jest zdesperowany, by jakoś zebrać podpisy w wyborach do Sejmu (a nuż Krytyka Polityczna pomoże, a Major zachwali „lewicę ludową).

            Polubienie

  3. Wpływ na to, czy dzieci będą zmotywowane do nauki (nawet te z genami wykształconych rodziców) rodzice mają żaden, a przynajmniej nieznany jest skuteczny sposób. Polecam fascynującą książkę „Geny czy wychowanie” J.R. Harris, w której autorka rozprawia się z tzw. mitem rodzicielskiego wychowania. Będąc rodzicem (dzieci 7/14 lat), który przeczytał dziesiątki książek/poradników, ta wyróżnia się wszystkim – a zwłaszcza opisem i podważaniem metod badawczych, które posłużyły do wyciągania wniosków do wszystkich innych znanych mi „poradników”.
    W największym możliwym skrócie: wg autorki „Kulturę” dzieci buduje ich grupa rówieśnicza i jeśli w szkole zakorzeni się „moda” na nieuczenie (np. rywalizowanie na grupach w mediach społecznościowych na najgorsze oceny) to rodziców możliwości są niemal zerowe, by na tę modę wpłynąć. Cud, jeśli się o niej dowiedzą (bo np. członkiem zamkniętej grupy jest dziecko nauczyciela, które puściło farbę). Najlepsze jest to, że w tej samej grupie w momencie pojawienia się wyników egzaminu ósmoklasisty zaczyna się rywalizacja KTO ZDAŁ LEPIEJ!
    Drugą osobą ( i zarazem jedynym dorosłym mającym wpływ na wartości młodych osób) , która może mieć potężny wpływ na motywację jest nauczyciel. A przez ostatnie 2 lata jego kontakty i rola zostały zminimalizowane.

    Może nowa forma nauki doprowadziła do powstania tego nienormalnego rozkładu?
    Jak wyglądają dane z poprzednich, przedkowidowych, ale już pisowskich lat nauczania?

    Jeśli Pilaster zna tę książkę, to używanie w poście zwrotu „osobowość ósmoklasistów jest kształtowana przez ich dorosłych krewnych, głównie oczywiście rodziców, ale także dziadków, wujostwo, etc ” traktuję jako celowe wprowadzanie czytelników w błąd.

    Jeśli nie zna, to na zachętę napiszę, że stałym dyskutantem (listownym, bo autorkę choroba przykuła do łóżka) był Steven Pinker.

    Polubienie

    1. Z własnego doświadczenia (dowód anegdotyczny, no cóż), pilaster zaobserwował, że rodzice mają jednak stosunkowo duży wpływ na motywacje naukowe dzieci, przynajmniej tych ze szkoły podstawowej. Grupa rówieśnicza ma oczywiście również kolosalne znaczenie, ale rodzice z kolei mogą wpływać na skład tej grupy, zatem nie stoją tu na przegranej pozycji.

      Co do historycznych wyników, to najstarsze dostępne wyniki egzaminów 8 klasisty pochodzą z 2019 roku, czyli sprzed COVID:

      Click to access 20190614%20E8%20informacja%20ROZK%C5%81ADY.pdf

      I rozkłady z polskiego i angielskiego są bardzo podobne. Natomiast drastycznie inny jest wynik z matematyki. Jest tylko jedno maksimum – to lewe (sic!!!) przy losowym wypełnianiu arkusza, za to cały wykres jest „wyciągnięty” w prawo, odwrotnie niż rozkład wyników z polskiego. Tu akurat może wyglądać na to, że zdalne nauczanie w tej kwestii nawet …pomogło. 🙂

      Polubienie

      1. A jak wyglądają współzależności pomiędzy angielskim, polskim i matematyką? Może są jakieś antykorelacje? Słyszałem już o humanistach, którzy są nogami z matematyki. Słyszałem też o laureatach olimpiad fizycznych z liceum, którzy na ostatniej prostej uwalili maturę z polskiego. Takie przypadki, jak ostatni wspomniany, to chyba najczęściej u aspergerowców.

        Druga sprawa, to dr Grzegorz Napierała. Czy pilaster kojarzy tego faceta? Gość na YT masakruje Bartosiaków, Zychowiczów, a nie tak dawno nawet Wielomskiego

        Facet twierdzi, że Chiny przegrają z USA

        Ciekawe, czy pilastrowi się kiedyś oberwie 🙂

        Polubienie

        1. Korelacje między przedmiotami są, ale dodatnie. Kto dobrze zdał jeden przedmiot, dobrze zdawał i pozostałe.

          matematyka – polski – 64,4%
          matematyka – angielski – 66,8%
          polski – angielski – 52,9%

          Polubienie

          1. W sumie dziwi mnie ta słabsza korelacja polski-angielski. Klasy humanistyczne są często tak ustawiane, że większy nacisk kładzie się na przedmioty filologiczne, czyli w zasadzie i polski, i angielski.

            Polubienie

          2. Raczej wynika to z obecności zauważalnych grup „patriotów” – tych którzy deifikują polski i wszystko co „swojskie” (lepsze polskie gówno w polu niż fijołki w Neapolu) a gardzą „globalizmem”, oraz „kosmopolitów”, którzy mają dokładnie na odwrót.

            Polubienie

      2. Przed reformą był test szóstoklasisty. Spokojnie można zrobić odniesienie do czasów tuskowych, bo nie interesuje nas liczba zdobytych punktów (bo to zależy od stopnia trudności pytań), tylko sam rozkład wyników.

        Mój syn będzie przystępować do egzaminu w przyszłym roku. Jest w tzw. roczniku skumulowanym, który powstał w skutek 1. echa wyżu demograficznego, 2. zawirowań z naborem sześciolatków. W skutek lekcji online poziom pytań spada (oficjalnie zmniejszany jest zakres kontrolowanej wiedzy), co budzi u syna nieuzasadnioną radość, że zdobędzie więcej punktów.

        Nasz trud (rodziców) polega na uświadomieniu mu, że nie jest ważne, że dzięki temu zdobędzie choćby maksymalną liczbę punktów, bo wielu skorzysta z tej samej „pomocy” i wówczas zdecyduje to, czego inni nie mają – inne punktotwórcze elementy: działalność charytatywna, zaświadczenie o dysleksji, świadectwo z „paskiem”, udzielania się w samorządzie szkolnym, olimpiady, czy nawet… to czy ma więcej niż dwójkę rodzeństwa.

        P.S.
        Czy autor korzysta z gotowych analiz na stronach OKE, czy też ściąga tabele excela i pracuje na nich?

        Polubienie

        1. Odpowiednikiem egzaminu 8 klasisty był raczej egzamin gimnazjalisty. Tu są wyniki z 2016 roku:

          Click to access gim_wstepne_informacje_o_wynikach_rozklady.pdf

          Rozkłady z większości przedmiotów, choć niesymetryczne, są jednak monomodalne. Wyjątkiem jest język angielski, który jest bimodlany, tak jak teraz. Jednak w wersji podstawowej ten drugi pik nie wypada jednak na wartości losowej, ale sporo wyżej, czyli nawet populacja nieuczących się głąbów, coś tam wtedy, inaczej niż teraz, po angielsku dukała. Dopiero w wersji rozszerzonej lewy pik wypada na wartości oczekiwanej.

          Zawirowania z punktami były widoczne i w tym roku. Próg punktowy do poszczególnych szkół, przynajmniej tych lepszych (co najmniej srebrna tarcza w rankingu Perspektyw) był z 10 pkt wyższy niż w zeszłym roku. Byli podobno i tacy, którzy mieli ponad 170 pkt i się do tej pory nigdzie nie dostali. Do najlepszych szkół trzeba było mieć grubo ponad 180 pkt – z samego świadectwa i egzaminu nigdy się tyle nie wyrobi. Te dodatkowe punkty „za osiągnięcia” są zdecydowanie zbyt hojnie przydzielane (np dlaczego się liczą pkt za osiągnięcia sportowe, jeżeli się nie kandyduje do szkoły sportowej?)

          Dostępne dane nie były zgrupowane w excelu i musiał pilaster korzystać z gotowych wykresów przygotowanych przez CKE

          Polubienie

          1. Wg mnie egzamin szóstoklasisty, bo to jednak 6 lat „formowania” ucznia w jednej placówce szkoły podstawowej, w jednej klasie, gdzie nauczyciel mógł dłużej się mu przyglądać i ew. dopasować do niego działania motywujące.

            Polubienie

  4. Tylko kilka komentarzy:
    1. Czy sprawdziłeś jakimś testem statystycznym, czy rozkłady dla matematyki oraz j. angielskiego są rzeczywiście bimodalny?

    2. ,,Czytanie ze zrozumieniem” jest równie ważnym narzędziem poznawania rzeczywistości, co matematyka. Umiejętność klarownej wypowiedzi więcej niż kilku zdań jest niezbędna do porozumienia się między ludźmi. Niedocenienie j. polskiego jest błędem.

    3. Wyciągasz wnioski na podstawie danych z czasów nie do końca normalnych, a w zasadzie – nienormalnych. W teście w 2022 brały udział dzieci uchodźców, które mogły mieć problem ze zrozumieniem pytania. Testy z roku 2022 oraz 2020 są obciążone covidem i nauką zdalną. Jeśli już próbować wyciągać takie wnioski, to trzeba patrzeć na trendy z kilku lat, najlepiej przed covidem.

    4. Korelacje się fajnie wylicza. Gorzej, jak zbyt ochoczo wyciągamy na ich podstawie wnioski. W przypadku wyników wyborów można na podstawie tych samych danych udowadniać, że ,,wyborcy konfederacji są z ,,grupy sukcesu” więc są za wolnym rynkiem, nie chcą się dzielić”, ,,wyborcy KO są z dużych miast, statystycznie jest tam lepsza edukacja oraz po prostu ludzie mają pieniądze na korepetycje, a bez korepetycji w polskich szkołach o nauczeniu się angielskiego można pomarzyć”. ,,Mieszkańcy gmin zaniedbanych rozwojowo nie są w stanie zapewnić dzieciom korepetycji z angielskiego. Nic dziwnego, że głosowali na tą opcję polityczną, która wyszła naprzeciw ich problemom i solidne wsparcie socjalne, jak 500+ czy podniesienie pensji minimalnej”, itp., itd.

    Polubienie

    1. Dzieci uchodźców zostały przez CKE policzone osobno. Zresztą niewielu ich zdawało ten egzamin. Wyborcy konfederacji są na pewno z grupy najlepiej i najwszechstronniej (matematyka, angielski, polski) wykształconej. Co jednak niekoniecznie musi się przekładać na „sukces”, a przynajmniej przekładać się 1:1. Wyborcy KO „z wielkich miast” jakoś nie wykorzystują tego atutu, żeby osiągnąć lepsze od przeciętnych wyniki z polskiego. Mieszkańcy gmin zaniedbanych rozwojowo, jakoś nie są w stanie zapewnić korepetycji z angielskiego, ale z polskiego, to już owszem… Ten ostatni argument to pasuje, owszem, ale do elektoratu PSL, nie PIS

      I co ma do tego COVID? Gdyby część szkół przeszła na zdalne część nie, to jeszcze można by próbować to jakoś wytłumaczyć. Ale na zdalną naukę przeszły wszystkie szkoły.

      Polubienie

  5. Angielski to język zgniły, burżuazyjny, reakcyjny i imperialistyczny, a także wrogi klasowo. Nie bez kozery JE Xi Jinping ograniczył nauczanie tego plugastwa w Chinach.

    Polubienie

  6. „(…) weźmy język polski (…) W przeciwieństwie do oczekiwanego rozkładu normalnego, wynik jest niesymetryczny, wyciągnięty w lewą stronę” – dlaczego w zasadzie oczekiwalibyśmy rozkładu normalnego ze szczytem pośrodku? Wydaje mi się że umiejscowanie szczytu będzie zależeć od tego jak skalibrowana została trudność testu, skoro 30% to próg zdawalności to test mógł być zaprojektowany z założeniem że wszyscy mają zdać, czyli „średni” uczeń byłby w połowie między 30 a 100% – około 65%, pięknie się to pokrywa z wykresem…

    Polubienie

    1. „dlaczego w zasadzie oczekiwalibyśmy rozkładu normalnego ze szczytem pośrodku?”

      Dlatego że sumą rozkładów normalnych jest właśnie rozkład normalny. A kompetencje intelektualne, tak samo jak np wzrost, zależą od wielu cech (genetycznych i kulturowych) które mają właśnie rozkład normalny. No chyba że niektóre z nich nie mają. (?)

      „Próg zdawalności” jest przy maturach, nie przy egzaminie 8 klasisty

      Polubienie

      1. Z progiem zdawalności mi się pomyliło – to faktycznie wyjaśnia brak „schodka litości” na wykresie w okolicy progu który mnie zastanawiał.
        Naturalnie kompetencje intelektualne mają rozkład normalny, ale nie co do tego miałem wątpliwość. Chodziło mi o to że jeśli mamy do dyspozycji jakieś informacje na temat poziomu wiedzy w testowanej grupie (wyniki egzaminu próbnego?), i na ich podstawie dobieramy stopień trudności pytań na egzaminie tak żeby na każde pytanie dobrze odpowiedziało nie 50%, a 70% uczniów – to czy szczyt wykresu nie przypadnie wtedy właśnie na 70%?

        Polubienie

        1. Szczyt wykresu przypadnie na 70%, ale nadal będzie to wykres symetryczny, tyle że „ucięty” w punkcie 100%. Tak amo by było, gdyby egzamin był bardzo trudny, wtedy to „ucięcie” byłoby na 0%

          Polubienie

  7. Interakcje Żukowskiej ze Staśko są na swój sposób przerażające. Pierwsza to nałożnica Czarzastego. Druga może startować z list Agrounii, bo Kołodziejczak chwali ją za „socjalizm” i jest zdesperowany, by jakoś zebrać podpisy w wyborach do Sejmu (a nuż Krytyka Polityczna pomoże, a Major zachwali „lewicę ludową).

    Żukowska robi wszystko być nie poparł lewicy tylko KO lub Hołownię

    Polubienie

  8. Zakończyłem „karierę” blogera. Jestem głęboko niezadowolony z poziomu mej pisaniny. Kiedyś blog był w szufladzie, a dziś jest w piecu (i bardzo dobrze).
    Czas na inne przedsięwzięcia (skupienie na pracy, walka na wolnym rynku, „klaunowanie” itd.).
    To mój ostatni post w tym temacie. 😀

    Polubienie

      1. No dobrze. Jak chcesz, to chętnie możemy „politykować” na privie. Też lubię z Tobą pisać. Poza tym będzie Ci łatwiej pisać poza blogiem, bo nie będziesz musiał szukać odpowiedzi w drzewkowym gąszczu postów.
        Napisać do Ciebie na fejsbukowym mesendżerze?

        Polubienie

  9. Ciekawe, że PiS wychodzi jak anty-SLD, zaś Konfa jak anty-PSL. A co się tyczy angielskiego – koleżanka, ok. 20 lat temu, nie chciała zdawać angielskiego na maturze, bo – jak twierdziła – na angielskim są często wałkowane tematy społeczne (aborcja, prawa kobiet, ruchy pokolenia 68′, obecnie pewnie LGBT). Na rosyjskim tego nie było.

    Polubienie

    1. Ciekawe spostrzeżenie. Choć w prezydenckich to już Trzaskowski jest przeciwieństwem Dudy. No ale tu przepływ elektoratu był oczywisty.
      Coś jeszcze zwraca uwagę. O ile podobieństwa Bosaka i Żółtka nie dziwią, to do tej samej grupy należy Jakubiak, zdawałoby się popłuczyna po Kukizie. Jednak nie, to popłuczyna po Korwinie.

      Polubienie

      1. PiS i SLD to przeciwieństwa pewnie dlatego, że to w dużej mierze elektoraty kulturowych przeciwności. Radio Maryja vs Julki z Twittera. Powiedzmy. 🙂

        Elektorat Konfy z 2019 to były pewnie w dużej mierze wykształcone kuce, a elektorat PSL-u to jakieś głupiutkie i łagodne poczciwiny. 😀 No ale teraz Konfa ma inny elektorat. Oddaje kuce, a bierze narodowych szurcjalistów.

        Jakubiak był chyba opcją dla kuców, którzy nie akceptowali narodowo-narodowego Bosaka udającego wolnorynkowca, a dla których Żółtek był jednak zbyt niepoważny. Dżakubiak to jednak jakiś tam „szlachecki” przedsiębiorca.

        Polubienie

        1. Na to wygląda z Jakubiakiem.
          No i jednak widać, że elektoraty PSL i P2050 to zupełnie różni ludzie. Hołownia może popełnia właśnie ciężki błąd.

          Polubienie

          1. Zastanawiam się, co takiego jest w PSL, że PiS-menom jeszcze nie udało się całkowicie ogołocić tej partii.

            Polubienie

          2. @kmat
            Z badań wynika, że elektoraty P2050 i PSL-u się łączą. Tu nie powinno być problemu. Najwyżej Hołownia straci troszkę na rzecz KO/Lewicy/KOLEW-u.
            Hmm… Mój plan dwóch bloków (KOLEW i KP2050) robiłem i starałem się wdrażać, gdy jeszcze KO i Lewica nie były pod problematycznymi butami Tuska i Czarzastego. Może faktycznie sytuacja dojrzała już do tego, by Hołownia odpłynął od centrum i łowił wśród KO i Lewicy.

            @Ziuk
            Ja myślę, że elektorat PSL-u ma jakąś awersję do moherowych klimatów. PSL-owcy są chyba łagodnymi konserwami i nie akceptują szczucia w stylu TVP.

            Polubienie

          3. PSL jest najbardziej podobne pod względem elektoratu do PIS, a Hołownia do …lewicy. Jednak trzeba zauważyć, że te zależności dotyczą wyborów prezydenckich w 2020. Od tego czasu jednak dużo się zmieniło, zwłaszcza tzw „wyrok” kucharki Kaczyńskiego w sprawie aborcji napędził zwolenników Hołowni kosztem PIS. Struktura jego elektoratu może być teraz całkowicie odmienna.

            Polubienie

    2. Nie będę uczyć się angielskiego, bo to język LGBT… Przyznaje pilaster, ze trudno mu sobie wyobrazić taką motywację, bo w końcu znajomość angielskiego daje wiele oczywistych korzyści. Ale jeżeli ktoś faktycznie tak rozumuje, to właśnie powinien angielskiego nie zdawać, tylko rosyjski. Tymczasem wyniki pokazują, że oni właśnie angielski zdają – tylko że bardzo źle.

      Polubienie

      1. Pilastrowi trudno pojąć głupotę, bo sam głupi nie jest. Niech sobie Pilaster wyobrazi, że niektórzy dorośli ludzie mają umysł jak Pilaster w wieku 5 lat miał. Taki patent na zrozumienie matołów.
        No a taki Wielomski pewnie pluje na queerangielski.

        Polubienie

          1. Różne Ziobry i Pawłowicze są głupie z powodów ideologicznych, a przynajmniej takie udają. Źle na tym wyszły?

            Polubienie

          2. Mimo wszystko „brak wiedzy” to niekoniecznie to samo co głupota. Głupota to raczej antonim mądrości – a, doprawdy, miałem okazję spotykać w życiu ludzi obkutych najrozmaitszą wiedzą, a jednocześnie głupich w stopniu budzącym zadziwienie. Ba! Zdarzają się też i tacy (choć rzadziej), którzy potrafią być jednocześnie wcale inteligentni – i nie mniej głupi. W tym wypadku raczej na skutek daleko idących wad charakteru.

            Oczywiście, człowiek mądry będzie także zdobywał wiedzę (a jeśli jednocześnie jest inteligentny, to zdobywanie wiedzy przyjdzie mu łatwo). Choćby dlatego, że fundamentem mądrości jest pokora, bez której – nie sposób się uczyć czegokolwiek (bo żeby czegokolwiek się nauczyć, w pierwszym kroku trzeba się przyznać, iż się tego – na razie – nie umie…).

            Ludzie mądrzy to jednak nikła mniejszość populacji. Tak zawsze było, tak jest i tak zawsze będzie.

            Ponawiam wyzwanie dla Pilastra: niech Pilaster zaproponuje jakiś „system edukacyjny”, jego zdaniem optymalny dla Polski.

            Bo moim zdaniem – wykształcenie formalne, zdobywane w szkołach, z natury rzeczy niewiele ma wspólnego z mądrością. Celem szkoły nie jest kształcenie ludzi mądrych (czy tym bardziej – samodzielnych, myślących, itp.). Celem szkoły jest realizowanie programu szkolnego i dawanie zatrudnienia jej pracownikom oraz zajmowanie czasu uczniom przez te 2/3 dnia, kiedy ich rodzice pracują. Z czym przecież zgodziliśmy się dawno temu..?

            Dziś rano wpadł mi na skrzynkę mailing z ofertami pracy po sąsiedzku. „Pracownik biurowy” – 3010 zł brutto. Tyle samo co „pomocnik robotnika budowlanego” albo „kucharz”. Ale już „kierowca kategorii C” – proszę bardzo: 9000 zł brutto.

            Dobrze płatnych zawodów nie wymagających wyrafinowanego wykształcenia jest teraz wiele. Oczywiście powstaje pytanie, na ile jest to zjawisko trwałe, a na ile przejściowe. Mnie się jednak wydaje, że wraz z postępem technicznym rośnie specjalizacja, a zarazem różnego rodzaju urządzenia stają się coraz inteligentniejsze, co paradoksalnie – zmniejsza wymagania w stosunku do obsługi.

            Jeszcze ze 30 lat temu ten „kierowca kategorii C” byłby pewnie opisany w ogłoszeniu jako „kierowca – mechanik”, bo jego „stary Star” co postój wymagałby przynajmniej dokręcenia kilku śrubek. Nowoczesnej ciężarówki nikt kierowcy nawet nie pozwoli dotykać, bo jeszcze by coś zepsuł (a na pewno bez komputera nie naprawi, nie ma nawet co próbować – poza, może jeszcze, wymianą koła czy dolaniem płynów…) – kierowca ma tylko jeździć, od napraw są wyspecjalizowani mechanicy. Dzięki specjalizacji też żaden z nich inżynierem być nie musi, zupełnie wystarczy jeśli radzą sobie z czytaniem instrukcji obsługi. Coraz częściej – obrazkowej.

            Oczywiście nie ma usprawiedliwienia dla ignorowania nauki języka angielskiego, to akurat jedna z nielicznych rzeczy, których warto się w szkole uczyć, bo przydają się w życiu. Generalnie jednak – nie mamy wobec naszych dzieci żadnych szczególnych ambicji edukacyjnych. Jak się wyuczą zawodów, a z domu wyniosą dyscyplinę i zamiłowanie do rzetelnej pracy – to trudno mi sobie wyobrazić, żeby miały kiedykolwiek głód cierpieć.

            Co innego, gdyby któreś uparło się studiować socjologię. Czy inną archeologię śródziemnomorską. Wtedy trzeba by się o nie martwić…

            Polubienie

  10. @Ziuk
    Ciekawe pytanie. zwolennicy PSL pochodzą z tych samych środowisk. Niemniej tam też powinno być jakieś zróżnicowanie poglądów. Do tego PSL to taka trochę firma dająca zajęcie sporej liczbie ludzi. Jakiejś grupie się po prostu opłaca.

    @kacolek
    Problemem w takim manewrze może być sam Hołownia. On sam chyba stoi po tamtej stronie bagna. I może opłacalny byłby dla niego zwrot w lewo, ale po prostu jego poglądy każą mu skręcić w prawo.

    Polubienie

    1. No tak. Hołownia to skrajny jezusista, który afirmuje KRK. On się chyba prędzej zaciuka, niż zagłosuje za liberalizacją prawa aborcyjnego.
      Poza tym Hołownia ma po prostu plan na pokonanie PiSu i uratowanie polskiego Kościoła, który każe mu być chadekiem, zamiast dublować KO czy Lewicę.

      Polubienie

  11. Zacząłem się uczyć rosyjskiego zanim wybuchła wojna. Po wybuchu i fali newsów mi się odechciało. Teraz znowu próbuję codziennie coś tam poczytać / posłuchać. W sumie lubię brzmienie tego języka, jeśli jest wypowiadany spokojnie przez ludzi na poziomie. Nie wiem, czy jest sens, zwłaszcza jak Rosja się zamknie jeszcze bardziej na obce elementy, ale chciałbym znać płynnie jakiś drugi obcy język (angielski znam dobrze). Czy ktoś z was zna dobrze rosyjski i przydał mu się ten język kiedykolwiek?

    Polubienie

    1. Możesz się uczyć rosyjskiego z myślą, że to główny jezyk dla wielu Ukraińców, Białorusinów czy po prostu dobrej części Rosjan. 🙂
      Ja mam kolegę uchodźcę politycznego z Białorusi. Mówi po rosyjsku, białorusku i trochę po angielsku. Gdybym znał rosyjski, to byłoby mi łatwiej z nim gadać.

      Polubienie

          1. A to dziwne. Ja się dogadywałem nawet z rosyjskojęzycznymi na Ukrainie. Nie płynnie, ale jakoś szło. Może ma znaczenie, że jestem z prowincji, gdzie różne dziwne gwary można usłyszeć i przez to łatwiej zrozumieć takie czy inne odchylenia od standardowej polszczyzny.

            Polubienie

          2. Sam nie wiem, o co chodzi. Może faktycznie słabo przyzwyczajony jestem do dekodowania dialektów.
            No ale to problem nie duży, bo zrywam znajomość z biało-czerwono-białym kolegą. On chce czegoś, czego ja nie chcę. Zdarza się. 😀 No ale daje sobie radę.

            Polubienie

      1. Są też plusy, jeśli ktoś ściąga dużo z torrentów -Ruscy to piraci na potęgę 🙂 No i w samej Rosji poziom angielskiego raczej niski. Ukraiński też fajny język -jak dla mnie, bardziej podobny do polskiego niż do rosyjskiego, brzmiący bardziej twardo, niemal jak czeski. Tylko jest właśnie zbyt podobny, wolę jednak coś bardziej „obcego”.

        Polubienie

    2. Na Ukrainie język rosyjski jest bardzo popularny. Nawet Ukraińcy ukraińscy znają go zazwyczaj bardzo dobrze. Żeby nie było konfliktu sumienia, proponuje pilaster używać nazwy „wschodnioukraiński” 😉

      Sam pilaster miał rosyjski w szkole przymusowo za komuny – 8 lat. I szło mu bardzo ciężko, nie ze wstrętu ideologicznego tylko z braku motywacji. Dopiero w IV klasie liceum, kiedy pilastrowi groziło że nie dopuszczą go do matury, zaczął pilaster uczyć się rosyjskiego z innych źródeł niż durne czytanki w podręcznikach. Z książki o starożytnych cywilizacjach Gorbunowa, z książek Bułyczowa w oryginale i z telewizji Ostankino 1, którą nadawali w Warszawie – nikt jej nie oglądał – poza pilastrem, a programy miała lepsze niż ówczesna telewizja prlowska.

      Polubienie

      1. Ogółem nie ma co się zrażać do języka rosyjskiego przez raszyzm. Można np. nauczyć się rosyjskiego i w tym języku wyzywać Putiny razem z innymi rosyjskojęzycznymi (lub wschodnioukraińskojęzycznymi) osobami pod biało-niebiesko-białą flagą. 🙂 Wtedy Putiny zrozumieją każdy bluzg.
        To tak jak z niemieckim po II WŚ. Lepiej widzieć w niemieckim język Kafki, nie Hitlera.

        Polubienie

        1. Ja słucham sporo muzyki po rosyjsku. Otava Yo, Serebrnaya Svadba, Grazhdanskaya Oborona miewają fajne kawałki. Z tym, że trzeba lubić taką muzę.

          Polubienie

          1. @kacolek
            Świetny kawałek to „vechnaya vesna”. Syerebryanaya svadba miała świetny kower. Ze svadby też mi podchodzi „Adieu la tete”, i „Ag”. Dobre kawałki miała też Otava Yo gdy grali z gośćmi. Takie „Kotiki” to wypas.

            Polubienie

          2. @kmat
            Yass jest w ex-koledze, bo to gej. 😛 Zaczepiłem go w Internecie, bo zobaczyłem biało-czerwono-białą flagę na jego fotkach i zacząłem razem z nim wyzywać Bliaćkę Sukaszenkę. Zemfira mnie też nie porwała. No ale on też słucha SIA, więc nie dziwota.

            „Ag” mi się mocno podoba. Chyba lubię mhrok. 😀
            Przesłuchałem też cały album od Grazhdanskaya Oborona – „Optimism”. Polecam.

            Polubienie

          3. Moją ulubioną rosyjską piosenką jest bardzo mało znany utwór „Ночь” zespołu Мир, który kiedyś zapostowałem na ateiście. Tylko kilka tysięcy odsłon na YT. 😞 No a nazwa zespołu „Pokój” dobrze rezonuje z dzisiejszymi marzeniami Wschodu.

            Polubienie

      2. Znalazłem fajną stronkę https://verymuchrussian.com
        Nawet wykupiłem trochę audio, żeby móc ściągnąć na dysk.
        Słuchanie w samochodzie, w drodze do pracy, po wcześniejszym przeczytaniu tekstu z tłumaczeniem to jest to 🙂

        Niedługo filmy jednego z moich ulubieńców -Tarkowskiego, będę sobie bez napisów oglądał, mam nadzieję 😉

        Polubienie

          1. Myślałem o niemieckim – podobnie, żeby móc poczytać w oryginale jakieś ich wybitne teksty. W Polsce zresztą to przydatny język, jeśli chodzi o rynek pracy. Niestety jest to dużo bardziej czasochłonna zabawa niż nauczenie się rosyjskiego na takim poziomie, a ja nie ma cierpliwości 🙂

            Polubienie

          2. Zgadzam się. Nie tylko Kafkę czytałbym w oryginale. Mann, Bernhard itd.. Masa do czytania. 🙂
            Przeglądam ostatnio oferty pracy i w moim Wrocławiu niemiecki jest bardzo przydatny, z tego co widzę.
            No a rosyjski też wydał masę wielkich pisarzy. Często złe warunki życia na Wschodzie zmuszały ludzi do emigracji wewnętrznej i duchowości.

            I mam pytanie dla fana Tarkowskiego. Załóżmy, że otrzymujesz całkowitą władzę nad Zoną ze „Stalkera”, w tym nad pokojem do spełniania najgłębszych życzeń. Co robisz z tą władzą? 😀

            Polubienie

  12. „Załóżmy, że otrzymujesz całkowitą władzę nad Zoną ze „Stalkera”, w tym nad pokojem do spełniania najgłębszych życzeń. Co robisz z tą władzą?”

    Nie mam pojęcia 😀

    Polubienie

    1. Ja bym założył Zakon, który przez tysiące lat miałby udoskonalać się moralnie i duchowo, by stworzyć człowieka, który praktycznie na pewno po wejściu do Pokoju Życzeń zażyczy sobie wiecznego szczęścia dla wszystkich i już żadnego cierpienia nigdy. 🙂 No i tego człowieka do Pokoju trzeba by wpuścić, rzecz jasna.
      Przez te tysiące lat Pokój byłby obudowany ogromną ochroną i mechanizmem autodestrukcji (to w ostateczności, gdyby jacyś źli osobnicy byliby blisko zaboru), by nikt nie odebrałby Pokoju od tego mego Państwa-Zakonu Rycerskiego. 😀

      Polubienie

  13. Niezłe. Chociaż, co to jest szczęście? Żeby pozbyć się cierpienia trzeba pozbyć się obrazu samego siebie, który oscyluje sobie w postaci myśli i stwarza wrażenie bycia osobą. Wtedy jest ból, jest smutek, ale nikt go nie doznaje, bo nikogo nie ma, życie się dzieje. Ale to już bardziej hindu-buddu rozkimy 😀 Generalnie, niezły offtopic 😀

    Polubienie

    1. Twoje stanowisko skojarzyło mi się z „Siddharthą” Hessego. Faktycznie buddyjskie klimaty. 🙂
      Szczęśliwe przeżycie to dla mnie takie, gdy woli się je przeżywać niż w danym czasie nie istnieć. Jeżeli się woli nieistnienie/niedoświadczanie od danego przeżycia, to dane przeżycie jest wtedy nieszczęśliwe. Jeżeli nie ma różnicy między przeżyciem a nieistnieniem, to wynik wynosi Ziobro, więc nie jest to ani szczęście, ani nieszczęście.
      Osobiście uważam, że nie można cierpienia sprowadzać do iluzji. Istnieją w końcu tortury lub inne straszne przeżycia, gdy każda komórka „feels so real” (nawiązując do piosenki Moby’ego). Cierpienie jest wtedy niekwestionowane i oczywistością jest, że nic innego (żadna estetyka czy cokolwiek w ten deseń) nie może się równać z wagą odczuwania.
      A żeby mój post nie był w całości off-topem, to dodam, że w porównaniu z rozmowami takimi jak ta nasza widać, jak w żałosnym stanie jest edukacja pisowska. Wyobraźmy sobie, że Roszkowski i Czarnek biorą się za naukę etyki, sztuki lub filozofii. Brrr… 😉

      Polubienie

  14. Wracając do edukacji, to ja bym zrobił tylko podstawówkę, jako publiczną. Matematyka – dodawanie/odejmowanie, dzielenie/mnożenie, procenty + język polski i angielski – z naciskiem na czytanie ze zrozumieniem + jakieś podstawy logiki. Można by było wcisnąć jeszcze coś o przedsiębiorczości. Jeden, może dwa lata nauki. Jeśli mówimy o życiu w państwie, bo zauważyłem u siebie silne skłonności libertariańskie 🙂

    Polubienie

  15. Tylko Jego Carska Mość Włodzimierz Włodzimierzowic Putin jest w stanie wyzwolić Polaków spod d***kratycznego jarzma.

    Polubienie

    1. Od dawna ten proces się toczy, teraz po prostu jest tak zaawansowany, że już powszechnie widoczny. Runął właśnie ostatni filar podtrzymujący rosyjską państwowość – czyli mit o potężnej niezwyciężonej, „nie mającej analogów w świecie” armii. Reszta musi runąć wraz z nim.

      Polubienie

      1. o, znowu rozpad. No to czekamy, czekamy aż pierwszy rejon rosji się odłączy. Przypominam, że pilaster przepowiedział realny początek tego procesu na 2019 rok a do dzisiaj nic podobnego się nie wydarzyło

        Polubienie

      2. Rosja nie jest normalnym krajem. Może się wydrenować z zasobów w większym stopniu niż państwa w miarę cywilizowane. Więc upadek potrwa dłużej, ale będzie bardziej dogłębny.

        Polubienie

        1. Czcze życzenia.

          To co się z wielkim moooooooże wydarzyć przy scenariuszu sromotnej klęski Rosji na Ukrainie to utracenie wpływów na Białorusi, w Mołdawii i w Naddniestrzu, wyjście z Krymu i Donbasu, utracenie wpływów na Kaukazie, w Osetii, Armenii, Abchazji, utracenie wpływów w Kazachstanie i pozostałych „stanach” oraz nowy bunt w mało ważnych Czeczenii i Dagestanie.

          Są to wydarzenia które na pewno świadczyłyby o zapaści rosyjskiej siły, ale przecież to są rzeczy odległe od czegoś, co można nazwać „rozpadem Rosji”.

          Przy dobrych wiatrach w perspektywie dekad może dojść utracenie Kaliningradu a przy już ekstremalnie bardzo sprzyjających wiatrach przez 20-30 lat – utracenie Mandżurii północnej jeśli Chińczycy zmienią pomysł na siebie. Ale obstawianie tego scenariusza jest nieuzasadnione w obecnej kondycji Chin.

          Ta lista to scenariusz maksymalny i to by ostatecznie cofnęło Rosję do epoki przed Piotrem Wielkim i…to wszystko co się może wydarzyć przecież. A co „rozpadem” nie jest, bo Rosja rozpadała się tak naprawdę w 1991 i można ją co najwyżej jeszcze nadgryźć.

          Polubienie

          1. Różnie może być. Rosja przy swoich rozmiarach i zaludnieniu jest sporo droższa w elementarnym utrzymaniu niż większość krajów. Jak pieniędzy zacznie brakować to nie będzie jak trzymać kontroli nad peryferiami. Tu nie chodzi o to, że jakiś obwód stawropolski ogłosi niepodległość, tylko że gubernator tego obwodu przestanie odbierać telefony z kremla i kto mu co zrobi.

            Polubienie

          2. Bez Moskwy i jej infrastruktury zdecydowana większość tych miejsc nie będzie w stanie wysłać swojego produktu w świat. Zdecydowanie jest ich czym przycisnąć i prostować, z resztą dlatego właśnie to całe tałatajstwo do tej pory się nie rozleciało, nawet w krytycznych latach 90 gdy przypadki nieodbierania telefonu się zdarzały.

            Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s