Komu odbiła szajba

W poprzednim artykule „Czarny chleb i czarna kawa” przedstawiono analizę preferencji wyborczych osób osadzonych w zakładach penitencjarnych. Analiza ta oparta była, nie, jak to zwykle w podobnych wypadkach bywa, na zwodniczych i ułomnych badaniach ankietowych, ale na rzeczywistych wynikach wyborów w więzieniach. Preferencje wyborcze więźniów okazały się, co akurat nie było niespodzianką, daleko odbiegać od wyników ogólnopolskich. Jedynie Lewica miała u nich takie samo polityczne wzięcie, jak w reszcie Polski. Konfederacja i PSL miały poparcie nieco większe niż średnia, natomiast największa, gigantyczna różnica, wystąpiła pomiędzy dwiema największymi partiami.  Poparcie dla PIS było o ponad 20 punktów procentowych, co statystycznie przełożyło się na ponad 36 odchyleń standardowych, niższe niż oczekiwane od populacji reprezentatywnej, a poparcie dla KO w podobnej proporcji – wyższe. Osadzeni zatem, jak widać, grupą reprezentatywną w żadnym razie nie są. Bardziej subtelna analiza tego zagadnienia, wykazała, że, wbrew spotykanym czasami w reżimowych mediach prostackich interpretacjach tego fenomenu, różnica ta nie wynika ani z tego, że elektorat KO składa się w znacznej mierze z kryminalistów, ani z tego, że elektorat PIS to ludzie kryształowo uczciwi, którzy na samą myśl, że mogliby np. ukraść kostkę masła w niemieckim markecie, albo nie zapłacić za przejazd austriackimi autostradami, trzęsą się ze zgrozy i abominacji. Sami osadzeni potwierdzili zaś znacznie niższą od średniej frekwencją, że są typami aspołecznymi, zaś bardzo wysokim odsetkiem głosów nieważnych, że ich predyspozycje intelektualne pozostawiają wiele do życzenia.

Analizę tę można było przeprowadzić, ponieważ więźniowie głosują w wydzielonych, zamkniętych, przeznaczonych tylko dla nich, obwodach do głosowania i w związku z tym ich głosy można łatwo policzyć. Jednak nie tylko wyrzutki społeczne głosują w ten sposób. Zamknięte obwody głosowania znajdują się również w szpitalach. Oczywiście szpitale są różne i leczą przeróżne schorzenia. W niniejszym artykule skupimy się na pewnym specyficznym rodzaju szpitali i zbadamy jak głosowali tamtejsi pacjenci. Zbadamy preferencje wyborcze pacjentów szpitali psychiatrycznych. Oto i one. Czarnymi kreskami zaznaczono zakres błędu przy poziomie ufności 1%. Jeżeli rzeczywisty wynik wykracza poza ten zakres, istnieje tylko 1% szansy, że ta odchyłka jest przypadkowa. A skoro przypadkowa nie jest, wymaga jakiegoś wyjaśnienia.

Podobnie jak w ośrodkach penitencjarnych, również w szpitalach psychiatrycznych wyniki znacząco odbiegają od średniej ogólnopolskiej. Różnice są nieco mniejsze niż w więzieniach, ale za to znacznie trudniejsze do wytłumaczenia. Stosunkowo najłatwiej uporać się z frekwencją. Jest ona bardzo niska, jeszcze niższa niż w zakładach karnych. Nie ma się temu co dziwić, w końcu pacjenci w szpitalach, również psychiatrycznych, mają zwykle zupełnie inne zmartwienia, niż udział w wyborach. Nie jest też niespodzianką, że wyborcy cierpiący na przeróżne schorzenia psychiczne mają problemy w prawidłowym wypełnieniem kart do głosowania. Odsetek głosów nieważnych jest tu bowiem ponad trzykrotnie wyższy niż średnia. Ale to, że mimo wszystko, głosów nieważnych jest tu i tak mniej niż w więzieniach, już niespodzianką jest. Kryminaliści okazują się być głupsi nawet od wariatów.

Z partii politycznych, PSL i Konfederacja mają wśród chorych psychicznie poparcie takie samo jak przeciętnie w Polsce, natomiast Lewica minimalnie mniejsze. Największe różnice ponownie dotyczą jednak dwóch największych ugrupowań. Tym razem jednak proporcje między nimi są dokładnie odwrotne niż w więzieniach.  KO w psychiatrykach ma stosunkowo niewielu zwolenników, podczas gdy PIS przeciwnie, znacznie przekracza średnią ogólnopolską. Różnice te są nieco mniejsze niż w więzieniach, ale, jak już wspomniano, wyjaśnienie ich stanowi znacznie większe wyzwanie. Gdybyśmy mieli do czynienia z wynikami ze wszystkich szpitali w Polsce, sprawa byłaby w miarę jasna. Wśród ogółu hospitalizowanych przeważają osoby starsze, których dzieciństwo i młodość przypadły na okres PRL i które zwykle w związku z tym darzą PRL wielkim sentymentem. Nic w tym zatem dziwnego, że popierają oni ugrupowanie, które im restytucję PRL obiecuje. Jednak zależność ta nie powinna dotyczyć schorzeń psychicznych, które mogą się przydarzyć w dowolnym wieku.

Pierwszą hipotezą, jaka może się w oczywisty sposób narzucić, jest potraktowanie PIS, czy raczej faktu popierania tej partii, jako swoistej choroby psychicznej, która, przy odpowiednio wysokim nasileniu objawów, prowadzi nawet do hospitalizacji. Jednak hipoteza ta, mimo swojej niewątpliwej atrakcyjności intelektualnej, i potencjału medialnego, nie może być prawdziwa. Gdyby faktycznie PIS, z jakichś względów, w tak wyraźny, mierzalny, sposób, przyciągał do siebie osoby o niezbyt stabilnym umyśle, to owszem, miałby większe poparcie w szpitalach psychiatrycznych, ale poparcie dla wszystkich innych partii byłoby tam proporcjonalnie mniejsze. Tak samo zresztą by było, gdyby prawdziwa była hipoteza odwrotna, przypisująca z kolei elektoratowi KO nadzwyczajną odporność psychiczną. Wtedy również jej kosztem zyskałyby w ośrodkach dla umysłowo chorych, wszystkie pozostałe ugrupowania.

Tymczasem ten swoisty przepływ psychicznie chorego elektoratu zachodzi, w sposób jeszcze bardziej, niż w więzieniach, jednoznaczny, wyłącznie pomiędzy KO a PIS. Przyczyny musimy więc szukać w różnicach pomiędzy wyborcami tych dwóch konkretnych partii. Elektorat PIS, nawet jeżeli nie są to głównie, co przed chwilą wykluczyliśmy, osoby z zaburzeniami psychicznymi, to i tak grupa bardzo specyficzna. Dzieli się on obecnie, bo nie zawsze tak było, z grubsza na dwie części. Pierwsza z nich to zawistnicy, którzy mają o sobie i swoich kompetencjach bardzo wysokie mniemanie, ale jednocześnie są zbyt tępi, zbyt leniwi, lub zbyt rozrzutni, żeby osiągnąć sukces życiowy na miarę tych swoich wygórowanych oczekiwań. Żywiołowo zatem nienawidzą lepszych od siebie i cieszą się, kiedy tamtych, „wykształciuchów”, „lumpenelity”, czy „tłuste koty”, ktoś gnębi i deprecjonuje, choćby tylko werbalnie. Oczekuje też ta grupa „godnego życia”, odpowiadającego ich wygórowanemu mniemaniu o sobie, ale bez konieczności włożenia w owe „godne życie” adekwatnego do poziomu owej „godności” wysiłku. Znakomicie zostali pokazani w kultowej, znanej jako „modlitwa Polaka”, scenie filmu Koterskiego „Dzień świra”. Ale to nie wszyscy zwolennicy PIS. Jest jeszcze i druga ich część.

 Można powiedzieć że cechuje ją bardzo wysoki poziom zaangażowania ideologicznego. Od swoich politycznych wybrańców, nie oczekują oni wcale sprawnego zarządzania, kompetencji ekonomicznych, ani, w przeciwieństwie do „zawistników” , jakiegokolwiek „socjalu”. Nie oczekują oni od swoich faworytów nawet osobistej uczciwości. Mogą kraść, byle się tylko ukradzionym dzielili. Od PIS elektorat ten wymaga przede wszystkim zaangażowania ideologicznego. Wskazywania tego co słuszne i tego co niesłuszne, wyrażania oburzenia tym drugim i strzelistych wyrazów poparcia wobec tego pierwszego. Dobitnego podziału na dobro i zło. Natomiast realne podejmowanie jakiegokolwiek, opartego na tym podziale, działania, nie jest już wcale wymagane.

 Bardzo jaskrawym przykładem takiej polityki było ostatnio oficjalne „wystąpienie” PIS o tzw. „reparacje” wobec Niemiec za zniszczenia jakich Polska doznała w trakcie II wojny światowej w XX wieku. Wystąpienie oczywiście bez jakiejkolwiek intencji faktycznego wyegzekwowania od rządu niemieckiego jakichś konkretnych kwot z tego tytułu, a jedynie służące zademonstrowaniu swojej „racji moralnej” pt „Niemcy są nam winni i nie chcą zapłacić”.

Zwolennicy KO to zaś dokładne przeciwieństwo tej grupy społecznej. Jest to elektorat nie ideowy, ale skrajnie pragmatyczny. Od rządu oczekuje nie głoszenia, czy realizacji jakiejkolwiek idei, ale sprawnego dostarczania usług publicznych. Nie posiadania racji moralnej, tylko ciepłej wody w kranie. Nie uprawiania polityki tylko budowania mostów. To wyborcy, którzy postrzegają świat i swoją w nim rolę wyłącznie w kategoriach merkantylnych, a rząd traktują jako firmę usługową, od której wymaga się konkretnego towaru i rozlicza z jego niedostarczenia. Gotowi są natychmiast zmienić swoje preferencje, jeżeli tylko, w ich mniemaniu, jakaś inna siła polityczna mogłaby dostarczać owe usługi lepiej. Stąd wzięły się efemeryczne sukcesy Ryszarda Petru czy Szymona Hołowni. Efemeryczne, bo ruchy na których czele oni stali, nie zdołały zaspokoić owych oczekiwań. Wyborcy PIS i KO stoją zatem na dwóch całkowicie przeciwległych biegunach społecznych, a elektorat pozostałych, innych niż PIS i KO, partii, pod względem poziomu zaangażowania ideologicznego, niezależnie od tego jaką konkretnie ideologię popiera, mieści się gdzieś pomiędzy tymi dwiema skrajnościami.

Ma to swoje konsekwencje, kiedy dany wyborca zostanie złożony chorobą, także psychiczną. Kluczem do rozwiązania naszej zagadki wydaje się bowiem bardzo niska frekwencja, na poziomie zaledwie 33%. Pacjenci w szpitalu są przytłoczeni swoją chorobą i nieszczęściem przez nią spowodowanym, ale reagują na ten fakt w sposób bardzo różny. Pragmatyczni sympatycy KO skupiają się w takiej kryzysowej sytuacji na sobie i nie w głowie im jeszcze uczestnictwo w wyborach. Inaczej jest z sympatykami PIS, zwłaszcza tymi ideowymi, z drugiej grupy.  Oni mogą nawet być w stanie agonalnym, ale jeszcze na ten ostatni wysiłek poparcia swoich faworytów się zdobędą. Stąd wyniki wyborcze PIS w szpitalach psychiatrycznych znacznie przekraczają średnią krajową, a wyniki KO na odwrót, lokują się znacznie poniżej przeciętnej. Wbrew temu, co mogłyby sugerować omawiane tutaj wyniki wyborów, elektorat PIS nie składa się więc, w zauważalnej ilości, z osób chorych umysłowo, ale bardzo silnie zideologizowanych, dla których znacznie ważniejszy od sukcesu realnego jest „sukces moralny”, a od konkretnych wyników ekonomicznych, dużo ważniejsze jest zadeklarowanie, bo już na pewno nie realne dochodzenie, swoich moralnych racji.

52 myśli na temat “Komu odbiła szajba

  1. W wyborach prezydenckich w 2020 roku PiS jawnie kantował w paru DPS-ach, gdzie poparcie Dudy wynosiło nieraz nierealistyczne 100%. W wyborach parlamentarnych mogliby robić podobnie. Powyższy mechanizm może częściowo tłumaczyć wyniki.

    Jest w sumie jeden typ zaburzeń, który dość mocno pasuje do PiSu – paranoja. Jeżeli ktoś bardzo mocno broni się przed światem, to PiS z jego polityką oblężonej kulturowo i geopolitycznie twierdzy, pasuje. Do tego kwestia antynaukowego szuryzmu. Poza tym pisowski socjal mógł przekonywać, że PiS dba o „zwykłych i biednych ludzi”. W badaniach CBOS-u wyszło kiedyś, że PiS ma dwie grupy wyborców:
    – tych od prawactwa (Pilaster nazwał ich kiedyś elektoratem socjalistycznym),
    – tych od „pomagania wszystkim” (Pilaster nazwał ich kiedyś elektoratem socjalnym).
    Ta druga grupa to w sporej mierze dawne „bagno”. Ostatnio jednak bagno się coraz bardziej reaktywuje, bo coraz bardziej oddalamy się od szczytu wzmożenia prawactwa, którego miejsce szacuję na połowę 2018 roku. W sondażach mieliśmy tego obraz w przejściu około 3-5 punktów sondażowych z PiSu do Hołowni po pseudowyroku aborcyjnym (warto uwypuklić, że ostatnio deklarowna frekwencja w Ibrisie wyniosła 59%, więc tym bardziej spadku PiSu nie można jedynie tłumaczyć śmiercią części wyborców, demobilizacją oraz przejściem procentów do niezdecydowanych i Konfederacji). Hołownia, jak dla mnie, trochę rekonstruuje dawne millerowo-bagienne SLD. Stopniowo PiS powinien tracić coraz więcej elektoratu socjalnego. Posilić się tu mogą Hołownia z Kosiniakiem oraz (w przypadku bardziej konserwatywnego, roszczeniowego i nie za mądrego elektoratu) Kołodziejczak z Kukizem.
    Ostatnio pod tym kątem optymistyczną analizę wykonał D. Pers, który robi bardzo dobre prognozy wyborcze:

    Tak jak pisałem kiedyś, rozbiór PiSu z trzech stron. 🙂 Z flanki kosiniakowo-hołownianej, kukizowo-kołodziejczakowej i konfederacyjno-ziobrowej (dalej wierzę w nadchodzący mariaż SolPolu i Ruchu Narodowego). Dobrze by było gdyby z flanki konfederacyjno-ziobrowej dziobały jednak dwa komitety wyborcze, a nie jeden (no bo trzy komitety to chyba niestety nierealistyczna wizja pod kątem zebrania podpisów do startu całym kraju), bo wtedy ogólna pisowszyzna się mocniej dzieli i osłabia. 😀 Stąd liczę na wyjście Mentzena z Konfy, bo się tam ostro gotuje ostatnio. No a jak Mentzen nie wyjdzie z Konfy, to niech może Jabłonowski z Braunem dadzą radę zrobić komitet faszystowski lub niech Solidarna Polska startuje oddzielnie, czyli bez Konfederacji.

    Polubienie

    1. PIS mógł kantować w DPSach, ale nie w psychiatrykach, czy ogólnie w szpitalach. Skoro by mógł w szpitalach, to tym bardziej by mógł i w więzieniach, a tam wypadł bardzo słabo.

      Nie, żeby pilaster bronił PIS, bo i pilaster by chciał, żeby PIS był po prostu chorobą psychiczną, ale fakty wskazują na co innego. Gdyby wyborcy PIS rzeczywiście mieli fiksum dyrdum w skali widocznej statystycznie, to owszem, w wariatkowach by PIS miał większe poparcie, ale proporcjonalnie wszystkie inne komitety miałyby mniejsze. Tymczasem ten przepływ elektoratu zachodzi praktycznie wyłącznie na linii PIS-KO. Zatem odpowiedź musi się kryć w różnicach pomiędzy elektoratem tych dwóch konkretnych partii, a nie ogólnie PIS vs reszta świata.

      Rozpadu PIS ciągle jeszcze niestety nie widać. Najbardziej aktualna średnia krocząca:

      PIS – 33,5%
      KO – 26,1%
      PL 50 – 11,3%
      Lewica – 8,5%
      KWIN – 5,5%
      PSL – 5,3%

      Przy tych wynikach, owszem , PIS straciłby władzę, nawet koalicja z Lewicą lub KWIN by nie pomogła, ale nadal, mając 191 mandatów, dzięki Dudzie mógłby PIS blokować i torpedować wszelkie próby ratowania kraju.

      PS i btw

      Czy mega depresyjne wpisy Kacolka na jego blogu są na serio czy to tylko jakiś wyrafinowany zamysł artystyczna a la Joaquin Phoenix? Jeżeli to drugie, to może lepiej zaprzestać, bo depresja udziela się również czytelnikom, w tym pilastrowi. Jeżeli to pierwsze, to naprawdę lepiej skorzystać z porady specjalisty, dopóki nie jest za późno. Nie stać świata na stratę Kacolka…

      Polubione przez 1 osoba

      1. Duda już nie jest pisoski. Po co on ma wetować cokolwiek obecnej opozycji? PiS nic mu już nie da. A polityczna emerytura czy kariera córki jakoś tam jednak zależą od decydentów w Waszyngtonie czy Brukseli.

        Polubienie

        1. @kmat
          PS
          Fakt. Na Dudę też wpływa jego wola kariery politycznej po 2025 roku, którą może mieć dzięki USA i chęć zapewnienia swojej córce Kindze jak najlepszej kariery prawniczej w UK. W obu przypadkach musi być grzecznym wobec anglosasów.
          Duda zawetował już lexTVN i lexCzarnek. Nie zgadza się też na grzebanie przy ordynacji wyborczej do parlamentu. Złym (ostrym) cieniem (mgły) kładzie się na nim wybór Glapińskiego na kolejną kadencję, ale to nie jest aż tak wielce ważne.
          Duda ma teraz pozycję polityczną jak… koło Polskie Sprawy lub Paweł Kukiz. Niby są w koalicji (Kukiz z niej w tym miesiącu podobno wyszedł, ale kij go tam wie), ale wierzgają, jeżeli im się coś nie podoba. Duda w sumie nieraz nawet publicznie krytykuje Kaczyńskiego, odkuwając się za lata, gdy był uznawany za jego lokaja, co mu pewnie wkurzało samoocenę.

          Polubienie

        2. kmat zakłada że PIS nie posiada na Dudę żadnych haków. Otóż musi posiadać, bo inaczej Duda nigdy by nie został wystawiony w wyborach prezydenckich. Przecież Kaczyński równie dobrze jak kmat, wie że prezydent, raz wybrany nie jest już zależny od swojej partii. Dlatego trzeba sobie jego posłuszeństwo zapewnić w inny pewniejszy sposób. Te haki na Dudę muszą być naprawdę poważne. Nie obyczajowe, ale kryminalne. W razie ujawnienia powinny wsadzić Dudę do wiezienia na długie lata. Tylko wtedy Kaczyński miałby gwarancję lojalności Dudy.

          Polubienie

          1. Problem w tym, że Duda był pisoskim Ogórkiem. Gościem wystawionym, żeby przegrać zamiast Kaczyńskiego. Nikt się nie spodziewał, że Komorowski zawali kampanię. Żadne takie zabezpieczenia nie były w tym układzie potrzebne. Było to zresztą widoczne po zwycięstwie, Kaczyński był cokolwiek niezadowolony z obrotu sprawy.

            Polubienie

          2. Myślę, że kmat ma rację co do tego, że PiS spodziewał się zwycięstwa Bronka, więc haków na Dudę nie zrobił, ani ich nie ma. Wybrali Dudę, bo uznali, że ma on trochę uroku, nie jest skrajny i nawet go ludzie nieraz lubią, więc żałosnego wyniku na konto PiSu nie dostanie.

            PiS wystawił Dudę, żeby nie dostać żałosnego wyniku w drugiej turze. Liczyli na jakieś 45%, które pozwoli im być niezagrożoną siłą na opozycji. Skupiali się na wyborach parlamentarnych.

            Polubienie

          3. Nawet jeżeli PIS nie planował wygranej Dudy, to haki na niego i tak musiał mieć. Sam start w wyborach, a zwłaszcza zrobienie dobrego wyniku (przejście do drugiej tury) dałoby Dudzie dużą popularność, dzięki czemu stałby się realnym zagrożeniem dla Kaczyńskiego. Tak czy owak, haki muszą być.

            Zresztą samo wystawienie Dudy na prezydenta jest bardzo dziwne. W 2010 z PIS startował Kaczyński. W 2005 również Kaczyński. A tu nagle jakiś Duda.

            Polubienie

          4. @pilaster
            Nawet dobry, acz przegrany, wynik Dudy w wyborach prezydenkich nie byłby zagrożeniem dla Kaczyńskiego, moim zdaniem. Duda nigdy nie miał żadnej swojej frakcji i jest charakterologicznie niezdolny do budowy takowej. Został wyciągnięty z ojroparlamentu, gdzie był nikim zarabiającym ojro. Poza tym po porażce Dudy media pisowskie stwierdziłyby „dobra, próbowaliśmy, nie udało się, już zapomnieliśmy, kim jest Duda, a ważniejsze są wybory parlamentarne”.

            Moim zdaniem wystawienie Dudy nie jest dziwne. Gdyby znowu Kaczyński przegrał z Komorem w drugiej turze, to część pisowców zawiedzionych indolencją wyborczą i niewybieralnością JarKacza mogłaby zacząć stawiać na innych „Woców” (Ziobrę lub innego Kukiza), a wtedy Kaczyński mógłby mieć groźny/e rozłam/y i exodus/y.
            Sami wyborcy PiSu lub potencjalni wyborcy PiSu też nie wierzyliby zbytnio w sejmowe zwycięstwo PiSu, skoro kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi Najwyższy Wóc Kaczyński dostałby manto od byle Bronka Szurżura.

            Polubienie

          5. Czy byłby, czy nie byłby, Kaczyński nigdy by nie zaryzykował, że ktoś, na kogo nie ma haków, może nagle uzyskać jakąś własną pozycję, niezależną od Kaczyńskiego. Nawet jeżeli zakładano że Duda przegra, to zawsze jakieś szanse że wygra by były. Na pewno musiał istnieć plan na taką okoliczność. Czyli haki muszą być.

            Polubienie

          6. @pilaster
            Robienie haków wiąże się z trzema problemami dla robiącego:
            – ryzyko wpadki, czyli ujawnienia światu procedury robienia haków i osób haki klecących,
            – ryzyko zemsty osoby cierpiącej z powodu utworzonego haka (zawsze jest ryzyko, że wkurzony za haka Dudu np. zabiłby Kaczyńskiego i jego kumpli, a potem siebie),
            – potrzeby poświęcenia zasobów (energia, czas itd.) do zrobienia haków.
            Kaczyński mógł uznać, że szanse Dudy są tak małe, że nie opłaca mu się z powodu powyższych zagrożeń klecić na niego rytualnego haka, czyli nie zaprowadzono go pijanego do narkotyzowanych 12-letnich prostytutek, trzymając kamerę w ukryciu.
            Chociaż, co smutne, Dudu pewnie łyknąłby haka. 😦
            https://www.edziecko.pl/Junior/7,159970,23116506,matka-corki-o-zdjeciu-gimnastyczek-odebrano-im-prawo-do-godnego.html
            Obok Dudy najbardziej się podniecił chyba biskup.

            Polubienie

          7. Cena haków jest niczym wobec ceny braku haków. 🙂

            Zresztą w mafii haki dostarcza sam na siebie. Chcesz wystartować na prezydenta, to masz tutaj parę dycholatek i sobie poużywaj. Przecież i tak to lubisz…

            No tak to właśnie wygląda. O żadnym buncie nie ma mowy, bo zbuntowany najbardziej zaszkodziłby sobie samemu.

            Polubienie

          8. Piszę jeszcze raz komentarz, bo się nie pojawił.

            W przypadku tworzenia haka zawsze są 3 problemy:
            – potrzeba poświęcenia zasobów (energii, czasu itd.) do stworzenia haka,
            – ryzyko, że pokrzywdzony hakiem się zemści (Dudu mógłby np. choćby wkurzony zabić Kaczyńskiego, a potem siebie),
            F

            Polubienie

          9. Bez haków jednak nie można mieć do nikogo zaufania, że nie dźgnie nagle nożem w plecy, etc.. Kandydat do mafii sam zresztą musi dostarczyć jakieś haki na siebie,np zabijając kogoś.

            Polubienie

          10. @pilaster
            No ale nawet jakby Duda z własnej woli przyniósł haka na siebie Kaczyńskiemu, to trzymanie przez Kaczyńskiego haka i samo wystawienie takiego człowieka na Prezydenta byłoby dla JarKacza ryzykowne, bo:
            – proceder trzymania przez Kaczyńskiego haka mógłby się wydać na światło dzienne (np. za sprawą Ziobry, który chciałby tak się pozbyć konkurującego samca alfa na „prawicy”), a wtedy Kaczyński miałby przerąbane,
            – gdyby na światło dzienne wyszła sama zbrodnia Dudy (np. przypadkiem), to PiS jako całość miałby pewien problem, że takiego człowieka w ogóle na Prezydenta wystawiał. Elektorat miękki mógłby się nieufnie zdystansować trochę od PiSu, na co jesienią 2015 roku czekał choćby tylko Kukiz’15.

            Z powyższych powodów Kaczyński pewnie oszacował, że zważywszy na małe szanse Dudy na wygraną, nie opłaca mu się robić lub przyjmować ofiarowanie haka w zamian za wystawienie na Prezydenta.
            A w wieczór wyborczy JarKacz sobie pluł w brodę, że tego haka jednak nie wyciosał, choć mógł. Kaczyński uznał, że jeżeli jakimś cudem Dudu wygra, to do kontroli nad nim najwyżej się użyje dudowych rodziców (mocni, ideowi pisowcy, którzy na niego wpływ mają) i galaretkowatej psychiki samego Andrzeja D.

            No i też nie przesadzajmy, że PiS jest stuprocentową mafią, gdzie każdy członek musi mieć czyjeś życie na koncie. Poziom mafijności jest tam dużo wyższy niż w antypisie, ale nie jakoś kosmicznie. Taki poziom byłby nie do utrzymania w dzisiejszym świecie polityki.

            Polubienie

          11. (kontynuuję komentarz, coś mi wordpress szwankuje)
            – ryzyko, że proceder tworzenia haków się wyda na światło dzienne (Kaczyński miałby przerąbane, gdyby np. Ziobro upublicznił, że Kaczyński wydał rozkaz zrobienia kryminalnego haka na Dudę).

            Zważywszy na powyższe problemy i malutkie szanse Dudy na wygraną, Kaczyński mógł uznać, że nie opłaca mu się robić haków. No a w wieczór wyborczy był pewnie nie w smak (o czym Kmat wspomniał), bo wypominał sobie, że jednak tego haka nie zrobił.

            Co smutne, na Dudę łatwo dałoby się zrobić haka. Pewnie pijany skusiłby się na seks z 12-letnimi prostytutkami. 😦
            https://www.edziecko.pl/Junior/7,159970,23116506,matka-corki-o-zdjeciu-gimnastyczek-odebrano-im-prawo-do-godnego.html
            Na powyższym zdjęciu najbardziej podnieceni są chyba A. Duda i biskup. Ach ta „wielka Polska katolicka”…

            Polubienie

          12. (kontynuuję komentarz, coś mi wordpress szwankuje)
            – ryzyko, że proceder tworzenia haków się wyda na światło dzienne (Kaczyński miałby przerąbane, gdyby np. Ziobro upublicznił, że Kaczyński wydał rozkaz zrobienia krymialnego haka na Dudę).

            Zważywszy na powyższe problemy i malutkie szanse Dudy na wygraną, Kaczyński mógł uznać, że nie opłaca mu się robić haków. No a w wieczór wyborczy był pewnie nie w smak (o czym Kmat wspomniał), bo wypominał sobie, że jednak tego haka nie zrobił.

            Co smutne, na Dudę łatwo dałoby się zrobić haka. Pewnie pijany skusiłby się na seks z 12-letnimi prostytutkami. 😦

            Na powyższym zdjęciu najbardziej podnieceni są chyba A. Duda i biskup. Ach ta „wielka Polska katolicka”…

            Polubienie

          13. Przede wszystkim JarKacz miał od zawsze proste narzędzie dyscyplinujące Dudę. Była to kariera jego ojca w PiSie. A po 2015 także poparcie na drugą kadencję. Z hakiem jest ta kwestia, że musiałoby o tym wiedzieć więcej osób niż sam prezes. A Duda ewidentnie się PiSowi urwał. Nikt nic nie ma.

            Polubienie

          14. W listopadzie 2021 do Polski przyjechała szef wywiadu USA Avril Haines. Przekazała że dojdzie do wojny i poradziła by Polska ogarnęła wspólną politykę bezpieczeństwa. Duda, Morawiecki i Błaszczak w 5 dni odbyli narady z przedstawicielami 13 państw.

            Tymczasem Kaczyński postanowił coś ugrać na rozpadzie Ukrainy/poczuł się pominięty przez panią Haines i postanowił sabotować politykę swoich podkomendnych. Wyciągnął z szafy Lex TVN, Sasinowi kazał prowadził antyeuropejską kampanię żarówkową, kazał Morawieckiemu lecieć na imprezę prorosyjskich polityków europejskich. Tak bardzo przestał ufać Morawieckiemu, że go pilnował podczas wizyty w Kijowie.

            Jak widać, PiSowscy politycy w chwili próby okazali się Polakami i zaczęli działać wbrew intencjom Kaczyńskiego. Nawet jeśli Kaczyński ma na nich haki, nie mógł ich ujawnić.

            Poza tym, Kaczyński nie potrzebował haków na Dudę. Kiedy PiSowi groził rozłam, Duda dwukrotnie zdradził Ziobrę najpierw przyrzekając wierność Leszkowi, a po Smoleńsku Jarkowi. Pan Prezes musiał mu bardzo ufać po tych wydarzeniach.
            https://www.newsweek.pl/polska/polityka/konflikt-andrzeja-dudy-ze-zbigniewem-ziobra-i-kaczynskim/v4qv5lk

            Wreszcie finalny dowód że Kaczyński nie ma haków na wszystkich: pisowscy politycy to partacze. Gdyby Kaczyński miał haki na każdego otaczałby się ludźmi kompetentnymi. Widać wyraźnie, że postawił na biernych, wiernych ale wiernych. A na takich nie trzeba haków.

            Polubienie

          15. „Jak widać, PiSowscy politycy w chwili próby okazali się Polakami i zaczęli działać wbrew intencjom Kaczyńskiego.”

            Raczej nie mogli wystąpić tak jaskrawo przeciwko opinii publicznej. PIS zostałby zmieciony z polskiej sceny politycznej, gdyby usiłował postępować jak Orban. Zapewne Amerykanie tak to właśnie im przedstawili.

            „Gdyby Kaczyński miał haki na każdego otaczałby się ludźmi kompetentnymi. Widać wyraźnie, że postawił na biernych, wiernych ale wiernych. A na takich nie trzeba haków.”

            No coś w tym może i jest…

            Polubienie

          16. @Glassius
            To nie JK. JK ma demencję. Ten człowiek nie potrafi już zapamiętać do jakiego miasta go przywieźli i pierniczy o Polakach, co za PO wyżerali dzikom ziemniaki z paśników.
            Ale ewidentnie jakaś część ludzi kontrolujących JK próbowała stawiać na Putina. W tym Kijowie przecież JK pieprzył de facto o polskim protektoracie we Lwowie. Na moje – taka koncepcja zwrotu na wschód wśród ludzi kontrolujących JK funkcjonowała, ale została odrzucona, gdy towarzystwo stwierdziło, że to droga do upadku. Tylko JK słabo już cokolwiek ogarnia i w Kijowie odpalił mu się nieaktualny skrypt.

            Polubienie

          17. @kmat
            Na to wygląda. Taki Brudziński „marynarz pseudotwardziel” robiący z Kaczyńskim „męskie przygody” (jak sam te ich wspólne wakacje nazwał) mad morzem przypomina w swej toporności intelektualnej Seagala i innego fana Putina, który chciałby do woli swym tysiącom bratanków załatwiać robotę w jakimś GazPromPolu… Wpierw pewnie grał na rosję.

            Polubienie

          18. W Brudzińskiego trochę wątpię. Za bardzo się prezesowi podlizywał. To był człowiek bardzo blisko wewnętrznego kręgu, ale chyba jeszcze poza.

            Polubienie

          19. W Brudzińskiego trochę wątpię. Za bardzo się prezesowi podlizywał. To był człowiek bardzo blisko wewnętrznego kręgu, ale chyba jeszcze poza. Aspirant taki.

            Polubienie

          20. Hmm… Aż tak życiorysu Brudy nie śledziłem. W sumie chyba faktycznie Brudziński jest spoza wewnętrznego kręgu, skoro go do Brukseli wysłali, a z Brukseli ciężej rządzić krajem.
            Czyli geopolityczny kurs nam wyznaczały Janina Goss, pani Basia, bratanek i szofer Kaczyńskiego itd.? To jeszcze gorzej niż Bruda. Możliwe. :/

            Polubienie

      2. Dlaczego KO w szpitalach psychiatrycznych ma mało? Może idzie o to, że KO było siłą najbardziej liberalną, a liberalizm może się komuś nieraz kojarzyć z dawrinizmem o treści „radź sobie samemu – wyjdź ze szpitala i załóż firmę”. No tak. Konfederacja pewnie miała „minus” w szpitalach za swoje korwinistyczne „radźsobiesamemu”, ale miała też „plus” za swój paranoiczny szuryzm kulturowy, więc minus z plusem się zniosły i wynik Konfy w szpitalach był podobny do tego w całym kraju.

        Duda teraz jest bliżej Gowina i Pawlaka niż Kaczyńskiego, moim zdaniem. Amerykanie go chyba przekabacili na swoją stronę. Poza tym mam teorię, że celem życia Andrzeja Dudy jest w dużej mierze bycie jak najbardziej lubianym. A zważywszy na cofanie się reakcjonizmu kulturowego zgodnie z teorią Straussa-Howe’a i na problemy gospodarcze PiSu, Duda musi się przesuwać do centrum i stawać się duplikatem Kosiniaka, żeby dalej być lubianym przez szerokie masy społeczne. Poza tym sam Duda… jest słaby psychicznie. On jest dość taki… galaretowaty. No a według mnie, na podporządkowanie się zmianom społecznym zgodne z teorią Straussa-Howe’a najbardziej narażone są osoby nie za mądre (nieświadome powodó swoich zachowań), bezpoglądowe i o słabych (plastycznych) charakterach. Weźmy takie osoby jak Pawłowicz, Kuchciński i Terlecki. Gdy jest czas „hipisów”, to wąchają klej i grają na gitarkach, uprawiając seks bez związków. No a gdy zaczyna się czas reakcjonizmu, to robią się agresywnymi prawakami. Podobnie Trump. Gdy były czasy libertynizmu kulturowego, to Trump był imprezowym japiszonem – ideolem dla książkowego Patricka Batemana, a w czasach szczytu reakcjonizmu chciał być „biedafuhrerem” Ameryki. Podobnie chyba Duda. On jest plastyczny. On się zmienia i coraz bardziej chce tępić skrajności i „ekumenicznie dialogować”, bo taka „epoka” czeka nas zaraz wraz z zejściem ze sceny dziejów wzmożenia prawicowej reakcji upokarzającej się zwłaszcza poprzez raszyzm. Zatem Duda stopniowo będzie się stawał coraz bardziej jak Kosiniak i nie obawiałbym się jego wetowania.
        Poza tym będzie Prezydentem tylko do połowy 2025 roku. Niecałe dwa lata nowych rządów będzie na stołku. 🙂 No a w 2025 PiS już nie wygra wyborów prezydenckich, nawet wystawiając „fajnomiękiszona” jak Płażyński czy Magierowski.

        Dziękuję za miłe słowa. Świata nie stać na stratę nikogo z nas. W sumie miałem kryzys, ale już mi minął, bo wczoraj doszło do mnie, że mam jedno wielkie osiągnięcie na koncie. Już nie będę pisał takich depresyjnych rzeczy i przepraszam, jeżeli zasmucałem tym pisaniem. Czuję się już dobrze, bo wczoraj przypadkowo zorientowałem się, że komuś zapewne trwale uratowałem życie (wcześniej myślałem, że tylko przedłużyłem temu komuś bolesne życie o kilka lat), a ta świadomość mocno podbudowała moją samoocenę, bo temu człowiekowi poświęciłem dużo zasobów. Zawsze potrzebowałem takiego podbudowania moralnego. Już nie ma problemu. Teraz nie czuję, żebym potrzebował specjalisty, ale w razie kolejnego takiego kryzysu do specjalisty się udam, bo różnego rodzaju problemy nie powinny być żadnym powodem do wstydu.
        Ale dobrze Pilaster odgadł klimaty Pheonixa, bo pamiętam, że utożsamiałem się z pheonixowym Jokerem, gdy film w kinie oglądałem. Jakby nie było, jest teraz okej. 😀

        Polubienie

      3. „Tymczasem ten przepływ elektoratu zachodzi praktycznie wyłącznie na linii PIS-KO”.

        Psychole i paranoicy mogą po prostu wpisywać się w główny nurt (PO-PiS), bo w zasadzie jest on najbardziej słyszalny – podobnie, jak frakcja PiS-owska w Kościele, czy na KUL-u. Tacy ludzie stosują różne mechanizmy obronne, projekcje, rojenia, które przerzucają ich osobiste problemy na świat rozgrywek politycznych. Jedną z gorszych rzeczy jest wmówienie człowiekowi, że jego prywatne problemy są problemami społecznymi. Podobno też psychiczni nie trawią rządu PO-PSL ze względu na to, że (podobno) dość mocno obcięli kasę na psychiatrię.

        Polubienie

      1. @kmat
        Fakt. Może nie być takie pewne, ale być może dystansowanie się jest taktyką Hołowni, by wynegocjować dla siebie jak najwięcej. Jeżeli jawiłby się jako desperat, który pójdzie z PSL-em, nieważne co, to PSL mógłby mu wcisnąć równie dobrze tylko 40% miejsc biorących i tyle samo procent z subwencji budżetowej.
        Hołownia dawał bardzo, bardzo dużo sygnałów, że nie chce startować sam, bo wie, że trzeba się blokować. No a z PO nie chce, bo z badań mu wyszło, że wtedy 40% elektoratu od niego by uciekło. Z Lewicą też nie chce, bo przyznał raz, że zrobił badania, gdzie analizował wariant „koalicji świateł drogowych” (czerwień Lewicy, żółć P2050 i zieleń PSL-u), ale wyszło mu, że takie coś sensu nie ma z powodu elektoratu Lewicy. Zostaje PSL. Czasem ktoś od Hołowni przebąknie, że chyba pójdą sami do wyborów, ale to dla mnie taka taktyka negocjacyjna Hołowni, by wytargować dla siebie jak najwięcej. Sam bym tak robił na miejscu Hołowni. Hołownia jest jak pan na randce, który pokazuje rozmówczyni: „postaraj się mocniej, bo ja zdesperowany nie jestem i mogę być singlem”. Wiadomo, że w polityce też są ważne dobre relacje między partnerami, a na samych szantażach daleko się nie zajedzie, ale tutaj Hołownia chyba musi się potargować, bo PSL jest doświadczony w takich gierkach. W końcu ludowcy w 2019 ostro wykorzystali nieświadomego Kukiza. Poza tym Kosiniak i Pawlak nie są jakimiś mściwymi chamami i primadonnami. Wiedzą, że w polityce się tak negocjuje. Nawet Hołownia kiedyś żartobliwie przestawiał taką taktykę negocjacyjną, pokazując takim sposobem, że ją rozumie.
        Na podobnej zasadzie przed wyborami w 2019 roku Biedroń podobno rozmawiał ze Schetyną. Chciał, żeby KO i SLD się o niego targowali. Wyszedł na tym dobrze, bo dostał aż 18 posłów w ramach Lewicy. No i ten szantażyk Biedronia nie sprawił, że jego parlamentarna relacja z Czarzastym się posypała.

        Polubienie

      2. @kmat
        PS
        Co do KP2050:
        Tutaj hołowniacy nie mają nawet decydującego glosu. Mam teorię, że za projektem P2050 w dużej mierze stoi Ameryka. Po dojściu Demokratów do władzy Waszyngton postanowił zaciukać PiS, a Hołownia ma tutaj ich wsparcie i musi się Amerykanów nieraz słuchać.
        Co na to wskazuje?
        Jedna rzecz najbardziej. Wpierw prezesem partii P2050 był nie Hołownia, tylko Kobosko, który był szefem polskiego oddziału proamerykańskiego think tanku Atlantic Council. Dopiero, gdy Amerykanie nabrali większego zaufania do Hołowni, pozwolono mu na bycie prezesem partii. Współpraca Hołowni z amerykańskim TVN-em to pomniejsza kwestia. Zapewne Waszyngton zrobił badania i wyszło mu, że taka medialna polska wersja Mütti Merkel wyrwie PiSowi kluczowe parę procentów. Być może przed wyborami algorytmy FB, YT i innych mediów amerykańskich będą bardzo eksponować Hołownię w miękkopisowskim, centrowym i bagiennym targecie.

        Ogółem PSL jest też mocno proamerykański. No i Porozumienie i Duda mają dobre relacje z USA. Ameryka nie chce chyba stawiać na siłę zbyt proeuropejską, bo zbyt silna Unia zagraża niepodzielnej roli Stanów na świecie. Nie bez powodu Hołownia określa się jako „eurorealista” w kontrze wobec eurosceptycyzmu i prounijności. Eurorealizm to punkt optymalny dla USA.

        Inna sprawa, że chyba Hołownia nie chce w swoim sojuszu Gowina, ale chce zapewne resztę Porozumienia. Chyba wyszło mu, że Gowin więcej szkodzi niż pomaga. Dość ciekawy kompromis. Chyba Hołownia ma rację. Niech Gowin odpocznie od polityki.

        Polubienie

          1. @kmat
            Dla mnie przyjęcie Porozumienie pod wodzą takiej Sroki byłoby opłacalne, bo:
            – pokazywałoby politykom PiSu, że w razie czego mogą się odratować, przechodząc do nas, (+dzięki miłemu potraktowaniu posłów Porozumienia Duda tym bardziej będzie skłonny na nas stawiać, bo uwierzy, że zostanie wynagrodzony, a nie ukarany),
            – pokazywałoby wyborcom miękkiego PiSu, że migracje na linii PiS-Chadecja są wspierane i jak się idzie takim torem, to się dostaje pełne szacunku ciasteczka z soczkiem i jest fajnie,
            – Hołownia i Kosiniak mogliby tak pokazać, że nie są drugą Lewicą/Platformą, bo mają też u siebie byłych polityków pisowszczyzny. Zwłaszcza Hołowni sprzyda się takie odcięcia od bycia oskarżanym o bycie drugą Platformą,
            – Porozumienie ma te swoje wątki deklaratywnie wolnorynkowe, czym może ździebko elektoratu od Konfy pomóc urwać (czyż polskie CDU nie potrzebować będzie frakcji w stylu Merza obiecującej tak prosty system podatkowy, że będzie do wyliczenia nawet na serwetce?),
            – przez Porozumienie KP2050 straciłoby najwyżej troszkę na rzecz KO lub Lewicy lub Koalicji Demokratycznej (KO+Lewica), więc wszystko zostałoby w „rodzinie” antypisowskiej.

            Swoją drogą Hołownia ma u siebie i tak Maksymowicza, który był u Gowina i on nie zaszkodził. Wypij, Strzeżek, Sroka, Derehajło z fajnych memów o Areczku itd. byliby okej, moim zdaniem. Gowin chyba jednak faktycznie nie jest okej, bo wyrobił sobie imidż „seryjnego Brutusa” i „chorągiewki na wietrze”. Ale Gowinowi można obiecać w nagrodę za zdradę PiSu… jakąś fuchę nieparlamentarną. Ambasador w USA może?

            Polubienie

      3. @kmat
        https://wiadomosci.wp.pl/bedzie-duzy-sojusz-powazne-zaskoczenie-6827469455718912a?amp=1

        PSL robi podobną taktykę negocjacyjną jak Hołownia – udaje, że ma opcję B, jakby co, by nie wyjść na desperata. 🙂
        Rozmowa między Kosiniakiem i Hołownią może wyglądać tak:
        – Szymon, PSL ma struktury, subwencję budżetową…
        – I ponad dwa razy mniej poparcia niż mój ruch.
        – PSL musi mieć co najmniej połowę miejsc biorących. Wiesz, że Waldek mnie wywiezie na taczce, jak nie doniosę mu połówki.
        – I zakopie Cię Miłoszem Motyką, mój dobry policjancie?
        – Robisz się zgryźliwy wieczorami… Jest też u nas Jan Łopata, swoją drogą.
        – Jestem zmęczony Twoimi odrealnionymi ofertami. Wiesz, że ja mogę iść sam do wyborów i mogę mieć bardzo dobry wynik. Z kolei PSL musi…
        – PSL nic nie musi, tylko może. Możemy wystartować z Agrounią. Nie jestem żadnym desperatem. Kołodziejczak daje nam bardzo dobre warunki i szanse na rozszerzenie elektoratu.
        – Z tymi ruskimi onucami? Wysłałem Ci przecież ten tekst sprzed prawie roku Przemysława Witkowskiego z Krytyki Politycznej, który pokazuje, że od Kołodziejczaka wali onucą jak od, za przeproszeniem, Brauna.
        – Jeszcze nie przeczytałem. Od kiedy czytasz Krytykę Polityczną?
        – Od kiedy negocjujesz z Moskalami?
        – On pomógłby nam zabrać trochę elektoratu PiSu. Nie wykluczam go. Dostałby najwyżej parę mandatów jak Kukiz w 2019…
        – Jak w ogóle możesz go rozważać?
        – Zazdrosny się zrobiłeś.
        – Ja zazdrosny?! Jestem wkurzony, że taki mądry facet jak Ty może deklaratywnie Kołodziejczaka rozważać, zamiast go zawsze i wszędzie kordonem sanitarnym oplatać.
        – To nie tylko deklaratywne.
        – Jeżeli PSL będzie rozważać tatałajstwo Agrounii, to nie zdziwię się, że Tusk będzie wolał w rządzie Lewicę niż PSL. Aha! A Ikonowicza i Śpiewaka, co siedzą koło Kołodziejczaka, też rozważasz? I Ty mi wypominasz linki z Krytyki Politycznej?
        – Nie.
        – A Maję Staśko?
        – Nie znam jej. Nie.
        – A Mariannę Schreiber?
        – Haha.
        – A Galopującego Majora?
        – Co robiącego kogo? To jakiś pseudożołnierz na koniu jak Jabłonowski?
        – Na kiju, motyla noga. Nie wkurzaj mnie!
        – Sam się wkurzasz.
        – Blefujesz z agrounionistami, by wytargować więcej ode mnie. Już wystarczy, że mnie wkurzają Sawicki i Bartoszewski, którzy nie wykluczają całkowicie koalicji z PiSem.
        – Nie. To Ty blefujesz z samodzielnym startem. Wiem, że chcesz zblokowania opozycji, a z KO i Lewicą nie pójdziesz. Badania Ci to odradzają.
        – Ja bym zbadał Kołodziejczaka. 40% miejsc biorących dla Ciebie. 60% dla mnie.
        – 45% dla mnie. 55% dla Ciebie. Ostatnia oferta.
        -… Zgoda. Zajmijmy się czymś pożyteczniejszym.
        – Masz już dość polityki?
        – Polityka się dopiero zacznie za rok. A Ty maszdość2023 jak Twoja niedoszła agrounijna koalicjantka?
        – Nie. Dopiero się rozkręcam.
        – Wiem, że blefowałeś.
        – To Ty blefowałeś.
        – Kompromis? Nikt nie blefował?
        – Każdy blefował.

        Polubienie

          1. @Someone
            Zwłaszcza po ostatnim socjalistycznym wywiadzie Kołodziejczaka dla DGP (polecam, jest w necie za darmo – niezły szurrealizm) koalicja AgroPSL wygląda bezsensownie. No ale PSL nie ma czym innym „szantażować”. Z Lewicą lub KO ludowcy nie pójdą, bo im elektorat wtedy ucieknie. Kukiz już prawie poparcia nie ma, a nawet jakby miał, to mosty między nimi są spalone. Z Konfą też nie pójdą, bo szury i szurzyce (choć tam kobiet mało) to dla nich przesada, a elektoraty się nie dodadzą. Porozumienie (bez Gowina, ale jego brak jest dobrym rozwiązaniem jednak) dodałoby im poparcia 0 lub pół punkta najwyżej, bo politycy Porozumienia spełniają inne cele niż dodanie poparcia. Ludowcom zostaje tylko karkołomne grożenie sojuszem z Kołodziejczakiem, bo samodzielny start jest nieopłacalny pod względem mandatów plus jest nawet ryzykiem, że zaczną wysyłać w świat „przekaz podprogowy”.

            W sumie jakiś czas temu Hołownia mógł wykorzystać negocjacyjnie plotki o „HiT” (potencjalnej partyji Hołowni i Trzaskowskiego) lub te o „partii młodych” (jakaś dziwna potencjalna partia Hołowni, Trzaska i Kosiniaka), która szantażować miała nie Kosiniaka, lecz niekosiniakowe rewiry PSL-u (Pawlaka?).

            Koalicja wyborcza P2050+PSL pewnie powstanie. 🙂

            Ciekawe jak wyjdzie na styku KO i Lewica. Jeżeli Czarzasty i Tusk w dyktaturach swoich i pod presją społeczną zdecydują się na wspólny start, to jest problem z Zandbergiem. Wtedy albo pójdzie z KOLEW-em, chowając dzikie odpały i zadowalając się paroma mandatami dla swych ludzi, albo wybierze „idealizm antylibkowy”. Idealizm antylibkowy może mieć dwie drogi: albo samodzielny start (pewnie nie zebraliby podpisów do startu w całym kraju, bo każdy na nich plułby, że rozbijają opozycję), albo start z… Agrounią (lub nawet AgroKukizem), gdzie mogliby do woli żądać „800+”, budowy państwowych fabryk i innego UBI.

            Polubienie

          2. Zgodnie z przesłaniem tego mema:
            https://knowyourmeme.com/memes/im-gonna-pay-you-100-to-fuck-off
            proponuję taktykę wobec Zandberga na zasadzie:
            „I’m gonna give you 6 mandates to f#@$ off”.
            Niech razemki nie rozbijają opozycji i niech się przymkną ze swoimi dziwnymi pomysłami, żeby czasem zdesperowani liberałowie od KO nie uciekli ani trochę do… Konfy (no bo jak uciekną do KP2050 to problemu nie ma). A jak się Zandbergi nie dostosują do planu, to niech sobie startują sami lub z Kołodziejczakiem, ale wtedy trzeba na nich powszechnie pluć, że rozbijają opozycję i są „ukrytą opcją pisowską”, by nam głosów nie podebrali. W sumie jeżeli próbowaliby startować sami i nie zebraliby podpisów do startu w całym kraju, bo zrobilibyśmy wobec nich kampanię nienawiści, to taka opcja nie jest taka zła… A jak wystartują z Kołodziejczakiem w ramach neoSamoobrony, to i tak pewnie prawie nic nie zabiorą Lewicy, bo Kołodziejczak (i może też Kukiz, choć Kukiz i Zandberg na jednej liście to srogie grzyby) odstraszy wielkomiejski i i tak nie za duży elektorat zandbergowy (choć przez razemków AgroRazem nie podebrałoby niestety tylu wyborców od PiSu, ile by mogło).

            Polubienie

          3. Ale Zandberg to raptem z 1,5% głosów. Można to olać. Zresztą – zabawy z Kołodziejczakiem mogą skończyć się tym, że nawet to im ucieknie.

            Polubienie

          4. @kmat
            Jest pite do blefu Hołowni, blefu Kosiniaka, czy do obu? 😛 Wiesz, może to trochę głupie, ale sami Hołownia i Kosiniak wiedzą, że muszą odegrać (nie dla siebie, a dla innych) takie rytualne pawie tańce, by im potem nikt nie wypominał, że mogli wytargować więcej, gdyby zaszantażowali. 🙂 Nie bez powodu kiedyś Hołownia śmiał się (a w jego śmiechu były jasne nuty zmęczenia takimi gierkami), mówiąc, że przyjdzie czas, że będzie musiał negocjacyjnie „zgrywać primadonnę” wobec innych primadonn, ale że trzeba mu zaufać i że na pewno opozycja się zblokuje, a on nic nie tu popsuje.

            Polubienie

          5. Poprzedni post był do kmata w wersji anonim. 🙂

            @kmat o olewania Zandberga
            W sumie racja, że AgroKukiRazem lub nawet AgroRazem sprawiłoby, że razemki (w wielkim szoku!) straciłyby swój prawie cały elektorat na rzecz KOLEW-u/Koalicja Demokratycznej. Tylko trochę się boję, że razemki jakimś cudem z lewicową drobnicą wystawiłyby osobny komitet wyborczy, dzieląc nam głosy.

            Tyle że brak razemków w KOLEW/KD ma ten plus, że wolnorynkowcy nawet nie pomyślą o „wybaczeniu Mentzenowi wad i kolegów”.

            Pomyślę jeszcze nad tym. Może faktycznie nawet opłaca się olać Zandbergi, nawet nie proponując im tych 6 mandatów. Ciekawa sprawa.

            Polubienie

  2. @kacolek
    Może być coś na rzeczy z tymi skłonnościami paranoidalnymi. To wspiera jakieś manichejskie wizje świata. Różnica między „żona mnie zdradza z listonoszem i chce mnie otruć” a „ziemia jest płaska, ale Żydzi i masoni to ukrywają, żeby szerzyć homoseksualizm” jest w istocie bardzo płytka. A problemom psychicznym to sprzyja. Z tym, że aby to się spinało, w elektoracie KO i w mniejszym stopniu Lewicy, takie odpały muszą być rzadsze niż przeciętnie. Co miałoby sens, bo ichnia agenda operuje raczej wizją społeczeństwa otwartego, która nijak do spiskowych teorii dziejów nie przystaje.

    Polubienie

    1. @kmat
      Tak. Ogółem znałem osoby paranoidalne, które właśnie PiS zwykle bardzo lubiły. Choćby matka mojego znajomego, która była tak bardzo paranoidalna, że wzięła sobie za męża agresora (który według niej wydawał się „silny” i miał ją niby ochronić przed „złym światem”), a gdy mąż ją potraktował brutalnie, to potem ganiała go po sądach i co chwilę pisała listy do „szeryfa Ziobry”, licząc, że on ją uratuje i przywróci sprawiedliwość. No i ta pani panicznie bała się kultury LGBT i że jej syn zostanie w geja zamieniony. Osoby paranoidalne często, z tego co widzę, wpadają w rewiry Ziobry (który sam jest paranoikiem), a odkąd Konfa przestała jechać głównie przekazem deklaratywnie wolnorynkowym, a kojarzy się już z kompletną szurią, także Konfę polubiły. Ziobro… inwigilował własną żonę przed ślubem. Tak samo jak Putin robił ze swoją byłą żoną Ludmiłą bodajże. Poza tym Ziobro wierzy, że zły spisek lekarzy zabił mu ojca i w latach jego studenckiego życia podobno jego jedyni przyjaciele go szantażowali dla okupu (albo sobie to ubzdurał). Stąd też Ziobro jest tak napalony na władzę. On myśli, że jeżeli nie będzie miał władzy czeka go kataklizm, bo inni mu zrobią wtedy krzywdę, jeżeli będzie bezbronny. No a my możemy tę paranoję podsycać, by ZZ tym mocniej rozwalił PiS, próbując tak siebie ratować w łajbie-szajbie ratunkowej na truchle pisowskim kleconej, gdzie on i tylko on będzie decydentem (z mandatem dającym immunitet).
      Ogółem myślę, że podkręcanie paranoi Ziobry i narcyzmu Mentzena może nam pomóc skłócić i podzielić pisokonfę wyborczo.

      Nie bez powodu starsze pokolenia, które bardziej pamiętają czasy II WŚ (choćby z opowieści straumatyzowanych ś.p. rodziców) dziś często głosują na PiS, który geopolitycznie ma mechanizm obronnej twierdzy i atakuje jednocześnie Niemcy, Unię i rosję. Ogółem polska historia jest dość traumatyzująca. Zabory, II WŚ, but komuszej Moskwy… Bardziej straumatyzowani od Polaków są chociażby Żydzi, którzy nie bez powodu reagują nieraz panicznie na to, co uznają jako ataki w swoją stronę i u których nawet strona liberalniejsza (jak Jair Lapid) ma jakiś stopień paranoi, choć mniejszy niż konserwatyści od Netanjahu. Chyba powyższe traumy są powodem, dla którego Polacy i Żydzi mają tendencję do skupiania się na swych krzywdach, o czym Pilaster dawno temu chyba pisał w jednym wpisie o kinematografii.

      Ja osobiście z charakteru mam niedobór lęku, więc nieraz nie rozumiałem, dlaczego ktoś się boi odważnych zmian typu np. sfederalizowana Unia Europejska.

      Polubienie

      1. PS
        Inna sprawa, że żeby poskromić polityczny strach przed światem najlepsze są chyba opiekuńczość, która zapewni, że nie należy się bać i wszystko jest okej, a także pomoc w nadążeniu nad światem, więc tutaj trochę poparcia odłupać emocjonalnie może charytatywny Hołownia, co jest ciekawe, zważywszy na to, że ma on pewnie trochę poparcia od Konfy i od PiSu (szacuję, że około 4 punkty procentowe od PiSu).
        Jakiś czas temu napisałem, że pod koniec tego roku trochę od PiSu (poprzez czyścieć niezdecyowania/niegłosowania) wziąć może PSL, a Ty, Kmacie, stwierdziłeś (o ile dobrze pamiętam), że jak już, to prędzej weźmie Hołownia, bo PSL za bardzo zasklepił się w KRUS-owym imidżu. Może widzimy już początki takiego przepływu na linii PiS-P2050 w sondażach? Różnica między ogólnymi sondażami między PiSem a KO wynosi w końcu już 5 punktów tylko. No a nie wierzę zbytnio w przepływ na linii PiS-KO, bo jeżeli ktoś zrobiłby takie salto poparciowe musiałby uznać przed sobą, że był idiotą, skoro popierał tak złą narrację z perspektywy dzisiaj przed siebie afirmowanej naracji. Raczej elektorat Hołowni coraz bardziej przybliża się do miękkiego PiSu. Hołownia może oddawać poparcie KO, a brać PiSowi. Robi zatem za dobry filtr, co było w sumie jego planem od początku.
        Nie dziwię się, jeżeli Hołownia ostatnio traciłby na rzecz KO. Jego debata na Campusie z Trzaskowskim, gdy go kilka razy wybuczeli za zbytnią zachowawczość kulturową, była znamienna.

        Polubienie

        1. No bo weźmy ten temat szczepionek. Powiedzmy, że jakiś miękkopisowiec lub konfederata lub niegłosujący z obronną osobowością boi się szczepionki. Hołownia z kolei wysyła do nich emocjonalny przekaz o treści:
          „Patrz, jak się uśmiecham po szczepionce, jest fajnie, nie musisz się bać nowości.”

          I myślę, że część ludzi taki przekaz kupuje i przez wiele lat na takim czymś jechała Angela „Mutti” Merkel, która tak jakby emocjonalnie obłaskawiała niektórym ludziom postęp, krzepiąco zapewniając, że „wir shaffen das”. Stąd nonstop shipuję Hołownię z polską chadecją, która ma odbierać miękkie głosy PiSowi. Hołownia jest jak Merkel. Pomostem dla nich. Przecież z jednej strony Merkel wpuszczała migrantów, by im pomóc, a z drugiej strony raz stwierdziła, że „Multikulti” zawiodło. Merkel też była przeciwko małżeństwom jednopłciowym, ale pozwoliła członkom swojej partii na samowolkę w głosowaniu nad nimi. Hołownia też stara się tu łączyć wrażliwości, chociażby tekstem „bezpieczeństwo nie wyklucza człowieczeństwa” podczas kryzysu na granicy z Białorusią lub poprzez pomysł na referendum w sprawie aborcji lub poprzez deklarowany eurorealizm. Myślę, że Merkel i Hołownia skutecznie operując na emocjach, mogą ciągle zdobywać szerokie połacie elektoratu bagiennego. Nie bez powodu po odejściu Merkel ten elektorat się pogubił i migrował między CDU, Zielonymi i SPD, a teraz moooże nawet siedzi trochę w… AFD.

          Polubienie

        2. Hołownia wziął część poparcia od PIS po obaleniu przez PIS kompromisu aborcyjnego. Ale poz tym to raczej wymieniał się poparciem z KO (acz nie bezpośrednio). Na pewno nie z konfą.

          Aktualne poparcie średnia krocząca z 15 ostatnich sondaży

          PIS – 33,3%
          KO – 26,9%
          PL 50 – 11,9%
          Lewica – 8,5%
          KWIN – 5,6%
          PSL – 5,4%

          Różnica pomiędzy PIS i KO jest większa niż 5 pkt proc. Jest 6,4 pkt.

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s