Przyszłość własności.

Powszechnie spotykane w życiu społecznym, a jednocześnie niesłychanie irytujące, jest traktowanie złożonych i skomplikowanych zagadnień naukowych w skrajnie uproszczonych kategoriach ideologicznych. Zjawisko to najczęściej występuje w naukach historycznych, ale także w zagadnieniach biologicznych (np. geneza homoseksualizmu), czy klimatologicznych (przyczyny tzw. „globalnego ocieplenia”). Zdarza się to też nagminnie w ekonomii. W ostatnich dekadach, w związku z upowszechnieniem smartfonów, wzrosła popularność najmu jako popularnej formy użytkowania różnych dóbr. Pojawiły się przykładowo rowery, czy hulajnogi elektryczne wynajmowane na minuty. Testuje się też podobne rozwiązania w przypadku samochodów. Widząc ten trend, niektórzy nie omieszkali gromko zadeklarować, że oto właśnie nadchodzi kres znienawidzonej przez nich własności prywatnej, a już w nieodległej przyszłości nie będziesz miał, na własność, nic i będziesz szczęśliwy. Wszystko czego ci potrzeba będziesz wynajmował. Zamiast te infantylne proroctwa wyśmiać i wyszydzić, przypominając, że równowagę na rynku własności i najmu najlepiej zapewnia wolny rynek, polityczni adwersarze tej pierwszej grupy z ochotą podjęli tę idiotyczną licytację. Wprost stwierdzili, że „chcemy żeby każdy Polak miał dom i dwa samochody”. Obie te grupy pragną zatem narzucić Polakom na siłę jakiś motywowany ideologicznie, bo przecież nie ekonomicznie, model konsumpcyjny.  A może nie wszyscy Polacy by chcieli mieć dom i dwa samochody? Może bardziej od posiadania domu opłacałoby im się jednak wynajmować mieszkanie? Może zamiast dwóch samochodów woleliby jeden na własność, a drugi w najmie? Albo zgoła jeździć do pracy autobusem?

Zamiast ideologii w analizie problemu zastosujemy zatem naukę. W celu miarodajnego porównania najmu z własnością zbudujemy odpowiedni model biznesowy. Model ten nazywany jest analizą NPV (ang Net Present Value). Analiza ta, opiera się na obserwacji, że wartość pieniądza maleje z czasem, którego to zjawiska nie należy jednak mylić z inflacją – zmianą podaży pieniądza. Nawet w warunkach zerowej inflacji, każdy wolałby otrzymać sto złotych raczej dzisiaj niż za miesiąc, a zapłacić odwrotnie. Tempo tego ubytku wartości pieniądz określa tzw. stopa dyskontowa, którą dla naszych potrzeb możemy utożsamić ze średnią stopą procentową. Analiza NPV polega więc na zdyskontowaniu, czyli na sprowadzeniu wszystkich przyszłych przewidywanych przepływów finansowych, wpływów i wydatków, do obecnej wartości pieniądza, a następnie zsumowaniu ich. Użyjemy teraz tej analizy, żeby obliczyć łączne koszty, jakie ponosi zarówno właściciel jakiegoś dobra, jak i jego najemca. Najem będzie się bardziej opłacał od posiadania, kiedy, zdyskontowane w ten sposób jego koszty, będą niższe niż zdyskontowane koszty własności.

Wykonać taką operację NPV dla najmu jest bardzo prosto. Jedynym kosztem, jaki musimy wziąć pod uwagę jest po prostu koszt najmu, w przypadku nieruchomości mieszkalnej – czynsz. Przyjmijmy, że ten roczny koszt najmu wynosi a jednostek. W przypadku własności sprawa jest bardziej skomplikowana. Oczywiście nadal istnieją jakieś roczne koszty stałe w wysokości b jednostek. Dla mieszkania będą to raty kredytów, ale także koszty utrzymywania go w akceptowalnym stanie technicznym, czyli tzw. deprecjacji. Dla samochodu będą to przeglądy, naprawy i ubezpieczenie. W przypadku własności dochodzi jednak dodatkowy element. Własność należy zakupić, czyli zapłacić początkowo pewną kwotę X, lub, w przypadku zakupu na kredyt, wyłożyć wkład własny. Własność też można, po zakończeniu okresu analizy, sprzedać za kwotę, zwaną w modelu NPV wartością rezydualną (ang Residual ValueRV). Obie te kwoty należy włączyć do analizy.

Koszty, które ponosi się niezależnie od tego, czy korzysta się z najmu, czy własności, jak opłaty za prąd, wodę i gaz, koszty paliwa, występują po obu stronach równania, znoszą się wzajemnie i nie ma potrzeby ich uwzględniania.

Po podstawieniu wszystkich wartości i rozwiązaniu modelu otrzymujemy ostateczny wynik. Najem będzie się bardziej opłacał od własności wtedy, kiedy stosunek kosztów własności b i kosztów najmu a będzie wyższy niż

b/a=q<1+(k*r)/(1-e^(-r*t))

Gdzie r to średnia stopa procentowa, k jest różnicą ceny końcowej (wartości rezydualnej – RV) i ceny zakupu (lub wkładu własnego) X wyrażoną w rocznych kosztach najmu k = (RV-X)/a. Szczególną rolę odgrywa w tym równaniu czas analizy t. W przypadku nieruchomości kupowanej na kredyt odpowiada on czasowi spłacenia kredytu. W przypadku dóbr o mniejszej trwałości, np. samochodu, czas t to średni czas jego użytkowania, zanim zakupi się nowy.

Model ten w postaci graficznej pokazano na poniższym wykresie. Linie pokazują graniczne q dla różnych czasów t. Powyżej danej linii bardziej opłaca się dane dobro wynajmować, poniżej – zakupić na własność. Przyjęto stopę procentową na poziomie r = 4%

Rozwiązanie to możemy podzielić na dwa przypadki. Pierwszy z nich to lewa strona wykresu. Dobra nietrwałe, które tracą na wartości wraz z upływem czasu. Współczynnik k z naszego modelu jest zatem ujemny (k<0). Jeżeli spadek wartości odbywa się odpowiednio szybko, poniżej zera może spaść nawet i samo q. Wydawałoby się więc, że powinien tu rozkwitać rynek najmu. Ale bynajmniej sytuacja nie jest taka oczywista. W tej kategorii mieszczą się np. samochody, a większość użytkowanych samochodów jest jednak własnością prywatną. Wynika to z prostego faktu, że spadek wartości danego dobra dotyka również właścicieli flot samochodowych pod wynajem i żeby to sobie zrekompensować, muszą oni w rewanżu śrubować cenę najmu a. Dlatego najem samochodu jest tak drogi, że nawet leasing opłaca się firmom wyłącznie dzięki korzystniejszym przepisom podatkowym. Dla osób prywatnych lepiej jednak kupić ten pojazd i opłacać przeglądy i ubezpieczenia.

Rozwój technologiczny, otworzył tu jednak pewną furtkę. Chociaż bowiem wielkiego rynku najmu samochodów nigdy nie było, to od dawna istnieje olbrzymi rynek najmu innych dóbr o ujemnym k. Średniej klasy sprzęt narciarski kosztuje kilka tysięcy złotych i może amatorom stoków posłużyć nawet 10-15 lat, zanim trzeba go będzie wyrzucić. Równocześnie wynajem takiego sprzętu kosztuje jakieś 1% jego ceny rynkowej dziennie. W momencie, kiedy na nartach jeździ się nie dłużej niż 1-2 tygodnie w roku, kupowanie nart na własność, tylko po to, żeby przez 98% czasu ów zamrożony kapitał tracił tylko na wartości i zagracał mieszkanie, nie ma najmniejszego sensu ekonomicznego.

Z punktu widzenia właściciela wypożyczalni, sprawa ma się jednak dokładnie na odwrót. On może wypożyczać narty przez znacznie dłuższe kresy, nawet 30-40% roku. W ten sposób inwestycja zamortyzuje mu się po 3-4 latach, potem przynosząc już czyste zyski. Podobnie działa rynek wynajmu innych stosunkowo drogich, ale rzadko używanych dóbr. Jachtów, siewników do trawy, sal bankietowych, domków letniskowych, czy autobusów. Używanie samochodu ma jednak nieco inną charakterystykę. Potrzebny jest on praktycznie codziennie, ale każdego dnia jedynie na 1-2 godziny. Gdyby zatem udało się stworzyć system, w którym można by pożyczyć samochód na minuty, mógłby on wyprzeć zwyczaj posiadania samochodu na własność. Taki system faktycznie jednak istnieje, właściwie odkąd istnieją samochody, ale jednak dotąd samochodów prywatnych nie wyparł. Taksówki jednak, bo o nich mowa, mają dwie zasadnicze wady. Po pierwsze, oprócz samochodu, należy wynająć także jego kierowcę, co znakomicie podraża koszty najmu a. Po drugie na taksówkę trzeba czekać. Przed erą aplikacji w smartfonie nawet bardzo długo. Oprócz pieniędzy trzeba wydać zatem również czas, a przecież czas to też pieniądz. Gdyby jednak obie te wady taksówek udało się wyeliminować? Gdyby wynajmowane samochody były sterowane komputerowo, albo przynajmniej zdalnie z centrali i podjeżdżały na elektroniczne wezwanie w ciągu, co najwyżej, kilku minut? Próby stworzenia takiego elastycznego systemu najmu samochodów trwają, a w razie ich powodzenia, zapewne również posiadanie prywatnych samochodów stanie się ekscentryczną rzadkością. Ale, no właśnie. W razie powodzenia.

Przejdźmy teraz na prawą strona wykresu. To dobra trwałe, które zwykle nie tracą na wartości wraz z upływem czasu i dla których k>0. Zaliczają się tu przede wszystkim nieruchomości, np. mieszkaniowe. Koszty własności b to w tym przypadku przede wszystkim raty kredytu. Po jego spłacie zaś zostaje nam nieruchomość o jakiejś konkretnej wartości rezydualnej. Nic zatem dziwnego, że równowaga jest, w porównaniu z dobrami nietrwałymi, znacząco bardziej przesunięta na korzyść własności. Jednak i na rynku nieruchomości, najmy są bardzo popularne, na pewno bardziej niż na rynku samochodowym. Wynika to z dwóch specyficznych cech tego rynku. Rynek nieruchomości jest mało elastyczny. Proces sprzedaży i kupna nieruchomości trwa zwykle bardzo długo i może się przeciągnąć nawet na lata. W nagłym losowym przypadku, nagłej przeprowadzki do innego miasta, czy nawet kraju, własne mieszkanie, zamiast atutem, może stać się obciążeniem.

 Jeszcze dłuższy jest sam proces inwestycyjny. Kredyty na zakup nieruchomości zaciąga się na kilkadziesiąt lat. Przez ten czas, ani ceny nieruchomości, ani raty kredytu, bynajmniej nie pozostają stałe. Dopóki wartość nieruchomości rośnie szybciej niż spłacana rata, kredytobiorca jest wygrany. Ale co się dzieje, kiedy nastąpi trend przeciwny? Co prawda długofalowy, spadek wartości nieruchomości, jako dobra o stałej, doskonale nieelastycznej podaży, w gospodarce postindustrialnej jest mało prawdopodobny, ale bynajmniej nie jest niemożliwy. W Polsce szczególnie takim procesem zagrożone są ceny mieszkań w małych miejscowościach, nie będących satelitami jakiejś większej metropolii. Podejmując decyzje o kupnie lub nie, nieruchomości, należy więc przewidzieć trendy rynkowe, wysokość stóp procentowych, możliwe kryzysy, etc, na dziesiątki lat do przodu, co bynajmniej nie jest proste i łatwe. Nic więc dziwnego, że mimo teoretycznie większej zachęty finansowej, również na rynku mieszkaniowym, najem jest bardzo popularny. W efekcie na wolnym rynku wytwarza się pewna równowaga, która może się, przesuwać w jedną lub w druga stronę, ale zawsze będą na nim zarówno lokale własnościowe, jak i wynajmowane. Inaczej jest jednak na rynku dóbr nietrwałych, gdzie, w miarę rozwoju technologicznego i rozpowszechniania się najmu minutowego, równowaga będzie przemieszczać się stopniowo w stronę najmu. Tak będzie w perspektywie krótko i średnioterminowej.

W perspektywie długoterminowej jednak, zmieniają się nie tylko koszty najmu i ceny nieruchomości, ale zmieniają się też stopy procentowe – r. Cały dotychczasowy rozwój cywilizacji, od czasów paleolitu poczynając, zachodził w obliczu niesłychanie powoli i nieregularnie, ale stale obniżających się stóp procentowych. W miarę światowej akumulacji kapitału, proces ten będzie nadal postępować, aż do chwili kiedy na całym świecie stopy te spadną w okolicę zera. W naszym modelu ten proces powoduje obrót widocznych na wykresie linii zgodnie z ruchem wskazówek zegara wokół punktu (0;1). Spadek stopy procentowej wyrównuje w analizie wartość pieniądza w czasie i koszty późniejsze stają się tak samo ważne jak koszty wcześniejsze. W przypadku dóbr nietrwałych najem zatem znów stopniowo staje się, w stosunku do własności, coraz droższy i równowaga ponownie zaczyna się przesuwać na korzyść własności. Pozornie odwrotny proces powinien zachodzić przy dobrach trwałych o k>0. W miarę spadku stóp, raty kredytu ciążą bowiem w analizie coraz bardziej. Tak jednak nie jest. W przypadku dóbr inwestycyjnych, a za takie można uznać mieszkania, ich wartość (rezydualna RV) zależy zarówno od zysków jakie można z nich uzyskać, czyli od wysokości czynszu a, oraz właśnie od wysokości stóp procentowych. RV = a/r. Iloczyn k*r z modelu równa się po prostu 1-w, gdzie w to wysokość wkładu własnego. W miarę spadku stóp, raty kredytu stają się coraz istotniejsze, ale wartość rezydualna rośnie nieproporcjonalnie szybciej. W rezultacie otrzymujemy wynik pokazany na drugim wykresie. Przyjęto wkład własny na poziomie 20%

Nie dość, że, wraz ze spadkiem stóp procentowych graniczne q przesuwa się ku górze, to jeszcze raty kredytu b stopniowo maleją. W miarę akumulacji kapitału, własność zyskuje zatem na opłacalności zarówno dla dóbr o niskiej, jak i o wysokiej trwałości.

Czasy, w których nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy, nigdy zatem nie nadejdą. Zawsze będzie na rynku miejsce dla własności i dla najmu w różnych, zależnych od okoliczności, proporcjach, ale nigdy nie będzie to proporcja 100% : 0% Zawsze będziesz miał coś, a coś innego będziesz okazjonalnie wynajmował. I będziesz częściowo szczęśliwy. A częściowo nie.

Reklama

64 myśli na temat “Przyszłość własności.

  1. Najpierw pilaster wyprowadza wzór opłacalności najem/własność, żeby zaraz go zdewaluować 🙂 Co tylko dowodzi jak trudny to temat.

    W sprawie najmu samochodu dochodzi dodatkowy koszt: straty społeczne. Samochody są głośne, niebezpieczne i zajmują dużo miejsca. Dlatego urbaniści proponują rozwiązania które zmieniają opłacalność najmu/posiadania i alternatyw samochodu, by te straty społeczne były jak najmniejsze. Głównie o to plują się fanatycy własności prywatnej, traktując hasło „nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy” jako ostrzeżenie, a nie obietnicę i cel.

    Pilaster na pewno zainteresuje się tematem wcześniej czy później, dlatego podsyłam mu od razu pojęcia paradoksu Braessa i paradoksu Downsa-Thomsona, które na gruncie teorii gier tłumaczą jak cała społeczność zyskuje na ograniczaniu wolności indywidualnej uczestników ruchu. Temat jest oczywiście dużo bardziej rozbudowany.

    Najem samochodu w rozwiniętym mieście przypomina bardziej wypożyczenie nart niż ciągły leasing, co pozwala na szybszą amortyzację kosztów. Żeby jednak to działało, miasto musi najpierw zapewnić doskonałą komunikację dla samochodowych alternatyw: zbiorkomu, piechoty, roweru. Praktyczną implementację tego modelu już właściwie osiągnięto w… Amsterdamie! Poniższy filmik tłumaczy jak to działa. Wcale ta przyszłość nie wygląda źle https://youtu.be/OObwqreAJ48

    No i alternatywa. Jak wygląda sytuacja, gdy samorząd zawodzi i nie zapewnia ani samochodów, ani powierzchni mieszkalnych. Nic nie jest wynajmowane, wszystko jest własnością, a ludzie są nieszczęśliwi i pozbawieni czasu, albo martwi

    Polubienie

  2. Pilaster nie dezawuuje modelu, tylko go rozbudowuje wziąwszy pod uwagę fakt, że poszczególne składowe modelu nie są niezależne. W szczególności dla dóbr komercyjnych, takich jak nieruchomości które można wynająć (mieszkania się tu załapują), wartość rezydualna wynika z aktualnej ceny najmu.

    Natomiast w przypadku samochodu, najem może wygrać, jeżeli wynajęcie samochodu będzie co najmniej równie proste jak wezwanie taksówki, czyli klik na aplikację, samochód podjeżdża najdalej po 10 minutach, jazda do celu, potem wysiadamy i samochód sam odjeżdża, a równocześnie tańsze, bo nie płaci się za kierowcę.

    Natomiast wraz z obniżaniem stóp procentowych wyrównuje się cena przyszła i obecna, zatem własność stopniowo staje się bardziej opłacalna. Czy znów przebije najem minutowy, tego jeszcze nie wiadomo.

    Polubienie

    1. „proste jak wezwanie taksówki, czyli klik na aplikację, samochód podjeżdża najdalej po 10 minutach” To nie jest potrzebne. W Amsterdamie auta na wynajem są porozrzucane po mieście jak u nas hulajnogi elektryczne. Zamiast czekać 10 minut na autonomiczne auto, można w tym czasie podejść do najbliższego dostępnego. Znajduje się je, zamawia, otwiera i opłaca z aplikacji.

      „tańsze, bo nie płaci się za kierowcę” jeśli pracownik obsługuje kilkadziesiąt samochodów dziennie je przeparkowując i serwisując, to też jest dużo taniej. To działa już teraz, nie trzeba czekać na samochody autonomiczne.

      Jednak w tym modelu najważniejsze jest rozłożenie kosztów poprzez carsharing i maksymalizację użycia samochodu. Nawet przy zerowych stopach procentowych, taniej będzie jak z samochodu korzysta kilku kierowców dziennie i się dokłada. Jak w wypożyczalni nart.

      Ale, te dywagacje i tak mają małe znaczenie. Ostatecznie to co się będzie opłacać zostanie zadecydowane przez ustawodawcę i samorządy, które aktywnie wpływają na liczbę pojazdów mechanicznych.

      Polubienie

      1. „W Amsterdamie auta na wynajem są porozrzucane po mieście jak u nas hulajnogi elektryczne.”

        A poza Amsterdamem? Jak się chce wydostać z jakiejś wsi czy miasteczka? System wynajmu samochodów na skalę tylko jednego miasta to dużo za mało. A poza tym, kto odpowiada jeżeli zaparkują takie auto w miejscu gdzie jest zakaz parkowania?

        „najważniejsze jest rozłożenie kosztów poprzez carsharing i maksymalizację użycia samochodu. Nawet przy zerowych stopach procentowych, taniej będzie jak z samochodu korzysta kilku kierowców dziennie i się dokłada.”

        To wtedy przy zerowych stopach procentowych mamy prostą amortyzację. Jeżeli samochód własny służy średnio przez 10 lat, to łączny koszt wynajmu samochodu w tym czasie musi być niższy niż cena nowego. W przypadku nart, czy jachtów to się sprawdza, bo używa się ich bardzo rzadko. Natomiast samochód… Chyba bez pojazdów autonomicznych to nie chwyci.

        Polubienie

        1. Kiedyś pilaster napisał że ignoruje prezentację danych wideo. Podejrzewam, że to dlatego muszę dosłownie przekazywać dane z zalinkowanego filmiku, ale trudno.

          „System wynajmu samochodów na skalę tylko jednego miasta to dużo za mało”
          Dlatego każde miasto powinno mieć własny system, a między nimi można podróżować koleją i samolotami.

          Na szybko zainstalowałem sobie apkę Greenwheels-Autodelen by sprawdzić jak to wygląda. W Amsterdamie, mieście nieco większym od Krakowa zaparkowanych i gotowych jest 82 samochodów. W znanym pilastrowi Groningen, mieście mniejszym od Kielc, 68. Między nimi jest 181 km.

          Założę się, że jak pilaster poleci sobie pozwiedzać USA, to wynajmie samochód na miejscu, zamiast tarabanić własny z Polski. Podobnie dzieje się jak jest obecny system szybkiej kolei.

          Tuluza-Paryż samochodem wychodzi za samo paliwo 66 Euro (1,622 euro/litr, 6h32m bez postojów, 679 km, spalanie 6 l/100 km). Najtańszym pociągiem 76 Euro (za mio.com 6h46m). Niby podobnie, ale czas spędzony na prowadzeniu jest czasem straconym, bo uwaga kierowcy musi skupiać się na drodze. Natomiast w pociągu można skupić się na książce, telefonie, laptopie czy podstawowych czynnościach fizjologicznych.

          „Jeżeli samochód własny służy średnio przez 10 lat, to łączny koszt wynajmu samochodu w tym czasie musi być niższy niż cena nowego”
          Nie musi być, bo alternatywą do posiadania samochodu jest nieposiadanie samochodu. W miejscach z rozwiniętą infrastrukturą samochód staje się tak samo szybki jak zbiorkom właśnie dzięki prawu Downsa-Thomsona. W mieście gdzie są buspasy, metro czy osobne tory tramwajowe, zbiorkom i taxi są opłacalniejsze od posiadania samochodu. Auto wtedy wynajmuje się na specjalne okazje. Taki Holender może całe życie jeździć tanim hatchbackiem, albo jeszcze tańszym rowerem, a na zakupy mebli wynająć vana.

          Cholera, ja do pracy mam 5 km, czasem jeżdżę rowerem, czasem autem. W godzinach szczytu rowerem jestem szybciej, pomimo słabej infrastruktury rowerowej.

          Cały system wykrzacza się dopiero w momencie jak musimy codziennie podróżować poza zasięgiem zbiorkomu, czyli po wsi i przedmieściach. Nie bez powodu wideo które zalinkowałem brzmi „You Don’t Need to Own a Car (If You Don’t Drive to Work)”. No i, jeżeli ktoś chce posiadać samochód. Wtedy kalkulacje ekonomiczne schodzą na dalszy plan.

          „Chyba bez pojazdów autonomicznych to nie chwyci.”
          pilaster myśli wg polskich kryteriów. Tutaj posiadanie auta to często konieczność. Zachodnia Europa, Japonia, Wielkie Jabłko maja fenomenalną infrastrukturę zbiorkomu, więc oni myślą inaczej. Tam to już chwyciło.

          Polubienie

          1. A za złe parkowanie płaci ten co parkuje, co łatwo udowodnić, poprzez sprawdzenie trasy i kto korzystał i zapłacił za auto. Aż dzi, że pilaster takie dziecinne pytanie zadał.

            Polubienie

          2. Zbiorkom w obrębie np. Warszawy jest już teraz wystarczająco dobrze rozwinięty, by nie musieć korzystać z samochodu w obrębie miasta. Gorzej jest jeżeli chce się pojechać np z Warszawy do Legionowa, albo Piaseczna, lub do którejś z podwarszawskich wsi – sypialni. Wynajem samochodu też nie wyjdzie, ponieważ w Piasecznie jest dużo mniejsze zapotrzebowanie, żeby się to opłacało. Największym problemem w jeżdżeniu samochodem po mieście nie są wcale korki i czas dojazdu, tylko miejsce do zaparkowania. Wynajem w niczym tu nie pomoże, o ile nie będzie to samochód autonomiczny, który po wysadzeniu kierowcy sam sobie odjedzie i poszuka wolnej parkówki gzie indziej.

            Polubienie

          3. Załóżmy że ktoś jedzie z Piaseczna Jana Pawła II 1 (w każdym mieście jest ulica JP2) do Centrum Nauki Kopernik w poniedziałek na 8 rano. Wg Google’a to od 35 do 75 minut. Plus regularne tankowanie i szukanie parkingów. Google radzi wyjechać o 6:45. Porównajmy to do komunikacji publicznej. Autobus Piaseczno Kościelna 01 o 6:47, potem pociąg, potem spacer kwadrans. Cała trasa: 1h15 minut.

            Teraz Legionowo spod JP2 1. Google radzi wyjechać samochodem o 6:50. Komunikacją publiczną o 6:59 na 6 min spacer, autobusem, pociąg z przesiadką na Warszawie Wschodniej i znowu 14 minut spacer.

            pilaster rzucił z głowy 2 podwarszawskie miasteczka sypialne, ale zgodnie z prawem Downsa-Thomsona podróż z nich zbiorkomem w godzinach szczytu zajmuje praktycznie tyle samo co samochodem.

            „Największym problemem w jeżdżeniu samochodem po mieście nie są wcale korki i czas dojazdu, tylko miejsce do zaparkowania.”
            To nie jest problem, to jest rozwiązanie. Amerykanie budowali parkingi tak długo, jak ludzie się ich domagali. Centrum Houston w pewnym momencie w 75% składało się z parkingów

            Wielopoziomowe parkingi rozwiązują ten problem, ale za to ogromnie zwiększają ruch drogowy, praktycznie go paraliżując. Zmniejszenie liczby parkinów jest sposobem jakim urbaniści zachęcając do alternatywnych form transportu.

            Polubienie

          4. A z Legionowa do Piaseczna? W niedzielę rano?

            Czym innym poza tym jet relacja samochód własny – samochód wynajmowany, a czym innym samochód (wszystko jedno jaki) – zbiorkom. Korki, czy problem parkingowy dotyczy tak samo samochodów własnych, jak i wynajmowanych.

            Polubienie

          5. „A z Legionowa do Piaseczna? W niedzielę rano?”
            Bardzo niecodzienna trasa. Jeżeli to jednorazowa podróż, to chyba lepiej wynająć auto, albo nawet taksówkę. Natomiast jeśli ktoś musi regularnie tak jeździć, to oczywiste, że potrzebuje samochodu.

            Co chcę zwrócić uwagę, to pilaster jako „najem” określa głównie leasing, gdzie użytkownik jest cały czas ten sam. Tymczasem już teraz się okazuje, że najem czasowy, czyli carsharing, powoli staje się opłacalny w coraz liczniejszych miejscach. Jak najem nart.

            Wyliczenia pilastra pozostają w mocy wobec rzeczy którymi nie możemy/nie chcemy się dzielić, jak mieszkania czy telefony komórkowe.

            Polubienie

          6. „jeśli ktoś musi regularnie tak jeździć, to oczywiste, że potrzebuje samochodu.”

            Niekoniecznie. Nie potrzebowałby, gdyby były samochody autonomiczne na wynajem na minuty

            Polubienie

          7. Nie doprecyzowałem. Jak raz w tygodniu ma tak jeździć, najem lepszy (niezależnie czy auto jest autonomiczne czy nie). Jak „regularnie”, czyli prawie codziennie, to leasing/posiadanie jest lepsze.

            Autonomiczność nie ma tutaj za dużego wpływu, bo podobnie ułatwi życie posiadaczom/leasingobiorom/najemcom.

            Polubienie

  3. Hmm… Ja na to patrzę tak, że samochód jest trochę osobisty. Ciekawe jakby wyszło postrzeganie tego z badań na reprezentatywnej grupie.
    Naturalnie zdarzyło mi się dwa razy wypożyczyć samochód, jeżdżę też pojazdami służbowym, które nie są użytkowane tylko przeze mnie, ale jednak najbardziej wolę zdecydowanie wolę swój samochód – mój osobisty, prywatny.

    Polubienie

      1. Oczywiście, że wolenie ma sens. Co roku odbywają się wyścigi na wyspie Man, rajd Dakar i BAJA, choć ekonomicznego sensu nie mają. Gdyby decydował interes ekonomiczny, cały przemysł rozrywkowy by nie istniał.

        Polubienie

          1. A jaki odsetek gra w szachy, w World of Tanks, w DnD, w polo, lata w kosmos turystycznie, ogląda serial Przyjaciele po raz 20, zwiedza piramidy czy łowi ryby? Żadna z tych czynności nie zwiększa sukcesu reprodukcyjnego, często jest wręcz przeciwnie. Rozrywka, zwłaszcza kosztowna, jest irracjonalną częścią ludzkiej natury która nie poddaje się analizie teorii gier. Jest pochodną ewolucji która wspierała ludzką ciekawość i pragnienie wrażeń. Praktycznie każdy jakiejś rozrywce się oddaje.

            Samochody też tutaj podlegają. Nawet jeśli wynajdziemy tanie teleporty i nie będą już nam dłużej potrzebne, znajdą się świry które będą finansować drogi byle nimi sobie pojeździć samochodami. Do dzisiaj istnieje szkoła w Montanie gdzie zgodnie z prawem dyrektor ma obowiązek oporządzić konie uczniów. Więc Ci przyjeżdżają na koniach i dyrektor im je oporządza. Sensu to nie ma, poza rozrywką.

            Polubienie

          2. Rozrywka owszem, ale czy posiadanie samochodu, wbrew rachunkowi ekonomicznemu, jest rozrywką? Jeżeli nawet tak, to stosunkowo rzadko spotykaną. Nie ma potrzeby jej uwzględniania w analizie ruchu miejskiego. I o to pilastrowi chodziło.

            Polubienie

          3. >Rozrywka owszem, ale czy posiadanie samochodu,
            >wbrew rachunkowi ekonomicznemu, jest rozrywką?

            To nie rozrywka.
            Raczej świadomość, że nikt oprócz właściciela nie pierdzi w fotele. 😉

            Polubienie

      2. Oczywiście ma, jeśli „wolącego” stać na taką fanaberię.
        Mam na własność duży (największy model) bagażnik dachowy (tj. bagażnik, „stopy”, sam autobox). Przy moim stylu użytkowania tego sprzętu, ten zakup zwraca się w ciągu kilku lat. Mógłbym wynajmować. A jednak wolę mieć swój sprzęt – nawet gdyby się nie zwrócił, bo mnie na to stać.
        Z samochodami jest inaczej, ponieważ samochód, zwłaszcza nowy, jest zauważalnie droższy niż taki autobox wraz z osprzętem. Ponadto legislatorzy robią wszystko by tanią, masową i osobistą mobilność zamordować, poprzez parcie w kierunku elektryków, które póki co, wydaje się nie mieć sensu z uwagi na tak oczywiste przyczyn jak brak odpowiedniej technologii ogniw, brak infrastruktury czy taniego i wydajnego źródła prądu. Do 2035 wcale nie tak daleko, a przecież większość producentów deklaruje, że auta spalinowe na rynek UE przestanie dostarczać wcześniej.
        Jeszcze tytułem „wolenia”. Ludzie kupują w charakterze fanaberii np. drogie zegarki czy pióra choć nie ma to interesu ekonomicznego. W każdym telefonie jest zegarek, a pisać można długopisem. Ludzie realizują dziwaczne hobby, bo jaki sens ekonomiczny ma np. akwarium morskie w domu czy podobnie nieekonomiczna dłubanina w starych autach („swap” silnika, kupowanie specjalnie wyprodukowanych, a przez to dużo droższych elementów) tylko po to by np. mieć samochód, który wygląda jak Trabant czy Polonez, ale ma setki koni?
        Interes ekonomiczny to nie wszystko. W którymś z esejów wspomniałeś o „utylach” i to brzmi o wiele sensowniej.

        Polubienie

        1. „Oczywiście ma, jeśli „wolącego” stać na taką fanaberię.”

          To zależność statystyczna. Zawsze znajdą się jacyś ekscentrycy, ale właśnie tylko ekscentrycy. Ile osób ma akwarium morskie w domu?

          Polubienie

          1. Jak wyżej. Ludzie którzy przepieprzają kasę na oldtimery to rzadkość. Ale przepieprzanie kasy na głupoty zwane rozrywką jest regułą, nie ekscentrycznym wyjątkiem.

            Aż dziw że pilaster tego nie zauważa, bo sam oddaje się rozrywce pisania bloga i żalił się kiedyś, że nie idzie kobiet wyrwać na rozmowy o historii czy fizyce 🙂 Czyli jego hobby nie zwiększa sukcesu ekonomicznego czy reprodukcyjnego.

            Polubienie

          2. Glaussius,
            człowiek ma hobby takie, jakie ma. Nie jestem pewien, czy można na to wpłynąć. Podstawowe pytanie brzmi – co, jeśli zrezygnowałby z tego i wiecznie „pościł”. Możliwe, że stałby się zgorzkniałym zrzędą, albo popadłby w jakąś depresję. To jest kwestia higieny psychicznej, ludzka natura nie jest z gumy. Zaniedbywanie siebie też generuje koszta.

            Polubienie

          3. Rozrywka i odpoczynek to potrzeba wręcz fizjologiczna. Jednak biedni muszą zadowolić się spacerem i książką, a bogaci skaczą na spadochronach, restaurują stare auta i jeżdżą na safari. Dlatego piszę że hobby to przepieprzanie kasy, bo w miarę możliwości finansowych ludzie najchętniej sięgają po rzeczy drogie i ekscentryczne. Nie widzę tutaj racjonalności.

            Polubienie

          4. Tak. Ale hobby to co innego niż samochód jako narzędzie do przemieszczania się. Grubo ponad 99% populacji tak je właśnie traktuje. Hobbystów można z rozważań usunąć.

            Polubienie

    1. Niemcy pozytywnie zaskakują. Zobaczymy, jak długo utrzymają trend wzrostowy. Być może był to jednorazowy wyskok, po którym wszystko wróci do normy. Takie posunięcia coraz częściej nasuwają mi pytanie, czy w ogóle podziały na Demokratów/Republikanów, oficjalną socjaldemokrację/chadecję, lewicą/prawicę, mają jeszcze jakiekolwiek znaczenie. Możliwe, że istnieją jakieś dużo potężniejsze czynniki, które każą podrasowywać IEF – bez względu na to, jaką ideologią posiłkuje się władza. Co więcej, w niektórych krajach oficjalna lewica zdaje się być bardziej wolnorynkowa niż deklaratywna prawica w innych. Z ciekawości policzyłem współczynniki korelacji dla historii IEF w latach 1995-2022, biorąc pod uwagę Francję, Niemcy, UK i USA. Trochę mnie to zaskoczyło, gdyż widać wyraźną korelację pomiędzy Francją i Niemcami oraz UK-USA. Z kolei twarde jądro UE ujemnie koreluje z Anglosasami, choć nie jest to wartość przesadnie duża.

      Ciekaw jestem, co sądzi o tym pilaster. Jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy.

      Polubienie

        1. Raczej Francja nieudolnie podąża za Niemcami. Robią ruchy w tą samą stronę, ale są sporo poniżej Niemiec. Ciekawe, jak z tandemem Niemcy-Austria. Może w ogóle historyczne dane IEF pozwoliłyby wyodrębnić w ramach UE jakieś klastry państw.

          Polubienie

      1. „Możliwe, że istnieją jakieś dużo potężniejsze czynniki, które każą podrasowywać IEF”
        Istnieją, a jest nimi wiedza. W powieści „Fiasko” Lema pewna planeta została zdominowana przez dwa zwalczające się supermocarstwa. Okazało się, że gospodarka, technika i strategie wojenne obu mocarstw są takie same. Jak jedno przegrywało w jakiejś dziedzinie, to uczyło się na błędach lub kopiowało rozwiązanie przeciwnika. Podobnie współczesne państwa eksperymentują z różnymi pomysłami, nawzajem się inspirują i uczą. W efekcie, globalny IEF w długiej perspektywie będzie rosnął. Dlatego jedną z najważniejszych zdobyczy naszej cywilizacji są wolne media. I wcale nie dziwi, że totalitarne reżimy w których przekaz medialny jest manipulowany przez władzę, odstają gospodarczo od liberalnych demokracji Zachodu

        Polubienie

  4. Jakie są Twoje opinie związane z tym, że konserwatywno-liberalna prawica do której było Ci blisko romansuje z Rosją i rosyjską narracją odnośnie wojny na Ukrainie? Cejrowski, Mikke, większość konfederacji. W USA Ron Paul, inne prawaki.

    Polubienie

          1. Korwin jest bardziej wolnorynkowy niż ci z PO. Gradacja jest taka: Kaczyński < Tusk Balcerowicz < Korwin < Sierpiński. Ci z PO nie pójdą na prywatyzację edukacji, służby zdrowia i likwidację systemu emerytalnego. No way! Ciekaw jestem, gdzie się mniej więcej plasuje pilaster… Chyba z pozycji prawicowo-liberalnych przeszedł na pozycje lewicowo-liberalne. Możliwe, że od początku był na nich. Farbowany lis. Ten jego katolicyzm też jest jakiś taki udawany. Jedna wielka ściema i tyle. Założę się, że jak UE przyklepie ograniczenie mocy żelazek (już są 3kW), to pilaster słowem nie piśnie. Podobnie z obowiązkowymi kaskami dla rowerzystów. Pilaster to nie żaden liberał, tylko jakiś centrowy, mainstreamowy goguś.

            Polubienie

          2. Korwin jest takim wolnorynkowcem, który postulował wprowadzenie cenzury i popierał zakaz zakupów w niedzielę. Wolny rynek to dla niego Rosja, Białoruś i ChRL…

            Polubienie

          3. Korwin nigdy nie był wolnorynkowy. Kisielewski to może, ale nie JKM. U niego zawsze dominowało myślenie typu „więzienia są pełne mężczyzn”. To środowisko nigdy liberalizmu realnie nie rozumiało. Niska redystrybucja jest tu realnie jednym z mnie istotnych elementów, nie sednem systemu. Podstawa to wysoki poziom praworządności. Prawa własności, egzekucja umów i podobne. Potem niski interwencjonizm. Państwo się za bardzo nie wpieprza w działanie prywatnych podmiotów. Potem otwarty rynek. Może se przyjechać Zulu Gula z Republiki Zanzibaru i inwestować w co chce na równych prawach. Niska redystrybucja jest na końcu. Tymczasem Korwin z przyległościami postawili to wszystko na głowie. Mają być niskie podatki i to załatwia wszystko. W jakichś Kongach i Nowych Gwineach też są niskie. Państwowej służby zdrowia też ze świecą tam szukać. A i paradowanie z giwerą po ulicy też by przeszło, przynajmniej w głębszym interiorze. Niemniej libertariańskiego raju to tam za bardzo nie widać.

            Polubienie

          4. „libertariańskiego raju to tam za bardzo nie widać.”

            Ależ widać. To właśnie ten ich „raj”. Pamięta pilaster jeden z programów Cejrowskiego, w którym ten wprost chwalił slumsy w Iquitos w Peru, że tu każdy może sobie wybudować co chce bez jakiś głupich zezwoleń i oglądania się na jakiekolwiek biurokratyczne papierki.

            Polubienie

          5. „Podstawa to wysoki poziom praworządności. Prawa własności, egzekucja umów i podobne. Potem niski interwencjonizm. Państwo się za bardzo nie wpieprza w działanie prywatnych podmiotów. Potem otwarty rynek”.

            Panie kmat, to proszę napisać do nieudaczników z Heritage Foundation, że źle obliczają IEF. Proszę zaproponować im alternatywną metodę, bo ordynarne obliczanie średniej ze wszystkich składowych najwyraźniej nie daje poprawnego wyniku. Skoro wysoki poziom praworządności jest istotniejszy od braku interwencjonizmu, to należałoby to w jakiś sposób wyeksponować. Może po prostu stwierdzić, że jest on o jakieś 20% ważniejszy. Pytanie, co z resztą składowych. Może faktycznie, prymitywne wyciąganie średniej z 12 subindexów jest najgłupszą rzeczą, którą można było zrobić. Ot, po prostu bezrefleksyjne posunięcie – coś jak wynurzenia „liniowych wizjonerów”, którym się nic sensowniejszego w tępych łepetynach nie ulęgło.

            Polubienie

          6. Ale oni to po kmatowemu liczą. Nie zdziwiło Nacjokraty, że właściwie cała Skandynawia, w przekonaniu pseudokonlibów, a w istocie zwykłych narodowych socjalistów siedlisko wszelkiego socjalistycznego zła gorszego od komunizmu, ma jedne z najwyższych wartości IEFu?

            Polubienie

        1. Ron Paul zbyt mądry nie jest. Tak samo jak jego syn Rand.
          Ostatnio amerykańska partia Libertariańska odwala, bo została przejęta przez randpaulowy Mises Caucus. Atakuje Zełenskiego za „pchanie do III WŚ” i za „bycie jak Hitler”. No a Rand Paul robił filibustera w Kongesie, by blokować pomoc finansową dla Ukrainy… Jeżeli ktoś wspiera narodowo-socjalistyczną rosję, to jest nat-socem.

          Polubienie

          1. Rosja nie jest narodowa, tylko imperialna – przynajmniej tak twierdzi Wielomski. U niego sprawa jest jasna – kto nie jest nacjonalistą, ten z automatu jest imperialistą. Trzeciej możliwości nie ma, wszystko jest czarno-białe. Istnieją tylko państwa narodowe i imperia – jako przeciwieństwa. Ponieważ globalizm i kosmopolityzm nie są nacjonalizmem, to z automatu stają się zakamuflowaną formą imperializmu.

            A co się tyczy libertarian – podobno wszelkie skrajności są formami „Putinternu”. Tak, libertarianie i anarchokapitaliści zamiast umiarkowanych liberałów, komuniści, anarchiści i siermiężni socjaliści zamiast umiarkowanych socliberałów i socjaldemokratów, klerykałowie, nacjonaliści, reakcjoniści i skrajni konserwatyści zamiast umiarkowanych chadeków.

            Polubienie

          2. Rosja wspiera i popiera wszystko to co może jakiś, jakikolwiek sposób zdestabilizować Zachód. Zarówno skrajną prawicę, jak i lewicę. nacjonalistów, komunistów, lewaków, ekologistów, rasistów i klimatystów. Trumpa i Sandersa.

            Polubienie

          3. @Nacjokrata
            Coś w tym jest. W amerykańskim Kongresie pomocy Ukrainie sprzeciwia się skrajna lewica typu Ocasio-Cortez i Omar (ichnie Spurki), skrajna prawica trumpowa (typu Greene i Trump jr) i „libertarianie” jak Rand Paul.

            Polubienie

          4. Bo Zachód = centrum i okolice (centrolew, centropraw, itp.)
            Rosja = skrajności (skrajna prawica, skrajna lewica, itd.).

            Co się tyczy samej prawicy/lewicy (bez centro- i bez skrajności) – różnie to bywa. Racje mają jednak ci, którzy twierdzą, że na Zachodzie nie ma mowy o rządach czystej prawicy, czy też czystej lewicy. Zawsze będzie to centro-. No i jeszcze jedna rzecz – zapadnicy są na pierwszym miejscu d***kratami i ta część ich tożsamości ma pierwszeństwo przed podziałami prawa-lewa. Chadek prędzej dogada się z socjald***kratą aniżeli z prawakiem. Socjald***krata prędzej dogada się z chadekiem niż z komunistą. Korwin właśnie tego najbardziej nienawidzi.

            Polubienie

          5. @Nacjokrata
            No i dlatego właśnie zapadnicy są zamożni, a Roja to bieda i dziadostwo. Przedrostek centro- oznacza nie tylko proste położenie na spektrum politycznym, ale też pragmatyzm. Nie robi się szalonych eksperymentów i rewolucji, tylko umiarkowane reformy. Jak widać, że zmiana jest w dobrym kierunku, to się ją kontynuuje. Jak w złym to łatwo ją cofnąć. Z tego wyrastają stabilne instytucje, a system się optymalizuje. Tymczasem w Rosji mamy wariatów, którzy chcą wszystko rozwalić, lub dziadygi pozwalające systemowi zgnić do spodu.

            Polubienie

          6. Problem libertarian polega z grubsza na tym, że dzielą się oni na dwie podkategorie. Jedną z nich są ludzie o mentalności będącej mieszanką „świeckiego humanizmu”, pacyfizmu, i hipisiarstwa. Gogusie i mięczaki, których można także spotkać wśród lewactwa. Powiedzmy, że jest to lewe skrzydło libertarianizmu. Druga kategoria to mieszanka socjodarwinizmu, mentalności kowbojskiej, macho i prepperskiej. To jest libertarianizm prawoskrętny. Wiadomo – spluwa, strzelnica, spartańskie warunki życia i kozaczenie.

            Polubienie

          7. @kmat
            „Wariaci, którzy chcą wszystko rozwalić”.

            O nie. Tylko nie moja soma, moje badoo, mój bilet do Neapolu i mój netflix. Nieeeeee. Żartuję. 😛
            Tam takich wariatów dużo nie ma (Dugin jest najwyżej i szkoda, że nie zginął w tym zamachu). Na Kremlu są prawie wyłącznie mafijni hedoniści, którzy czasem nieudolnie wariatów udają w ramach „madman theory”. Nie ma się czego bać. 😀

            Polubienie

          8. @kmat
            To tylko mafijni hedoniści. Oni chcieli mieć więcej łupów (do rozkradania) i podziwu (podziwu podbijaczy). Poza tym bogata, zachodnia Ukraina to zagrożenie dla władzy kremlistów, bo Rosjanie widzieliby, że oni też tak by mogli żyć, toteż kremliści od lat niszczą Ukrainę. No i wojna jest ucieczką do przodu, bo pod koniec zeszłego roku poparcie Putina miało dołek i zagrożenie dla władzy było. Kremliści nie docenili w tym wszystkim Zachodu, bo liczyli, że przestraszony Zachód pójdzie na kompromis i odda połacie wpływów. Jak dla mnie jest kilka powodów wojny, ale nie ma tam żadnego „szalonego niszczycielstwa”, tylko hedonizm i głupota – zestaw mafijny.

            Apokaliptyczne teksty Miedwiediewa i Putina to naprawdę tylko i wyłącznie kiepskie udawanie. Bardzo kiepskie. To dla mnie oczywistość. Stary schizol Ci to mówi. Oni nawet nie stali koło otchłani ochujenia. Są puści. Jak lalki. Puk puk. Tam nic nie ma. 😉 Nawet Dugin jakoś wielce w nic nie wierzy. Taki tam z niego narcystyczny szur z „misją” w rodzaju Grześka Brauna. To coś groźniejszego niż mafijny hedonizm, ale dalej nie apokalipsa.
            Nie bez powodu schizo-szalone, internetowe undergroundy, które od lat monitoruję (takie real life Fight Cluby), praktycznie nie widzą nadziei w kremlistach. Bardziej wolą Ukrainę. I się nie dziwię. Rosja jest ideologiczną pustką po stokroć bardziej niż to, z czym walczą wokół.

            Polubienie

          9. @kmat
            No bo jaka jest inna opcja?
            Może jakieś złe, żądne zagłady istoty (radośnie tańczące w dzień incydentu w Przewodowie) chcą, by świat lekceważył pojebuństwo kremlistów, bo przez takie nieustraszone lekceważenie mocno poeskaluje się wojna, a zbyt eskalowana wojna wywołać może krainę grzybów atomowych.
            Taki akceleracjonizm… Szachy4D. Tak. Coś takiego pewnie knują jacyś ochujeńcy z odklejonej otchłani. Obiło mi się o uszy.

            Polubienie

          10. To raczej kategoria kompletnych nieudaczników i zer, którym się w życiu nie udało osiągnąć literalnie niczego i teraz liczą tylko na Putina na białym koniu, który „unicztoży” globalizm, kapitalizm, hedonizm i konsumpcjonizm i w nagrodę za wierną służbę da im troszkę władzy, żeby mogli się zemścić na wszystkich lepszych od siebie, których winią za swoją lebiegowatość.

            Polubienie

          11. @pilaster
            A takie osoby też są. Nawet jest ich wiele. Jakieś Bosaki i tak dalej.
            Ale ja pisałem o innych osobach. Tych, którzy nienawidzą świata, uznając go za zły i chcą po prostu wszystko rozwalić. Siebie też. Zatem na władzę nie licz. Znałem nawet takie osoby w realu. Chciałem im pomóc nieraz, by już tak nie płonęli awersją. Wielka mizantropia. Nierzadki jest u nich wegetarianizm/weganizm, bo przemysłowe mordowanie zwierząt bywa u nich jednym z powodów mizantropii (coś w stylu Spurek, która ma już „dość” pokojowych metod).

            Ostatnio prowadzę pewne badania nad satanizmem i innymi podobnymi sferami, bo potrzebuję tu wniosków do filozofii i twórczości literackiej (w końcu uparłem się i będę pisarzem, bo trzeba w siebie wierzyć), stąd takie osoby wyszukuję i je badam. Na szczęście ich za dużo nie ma, a jeżeli nawet są, to nie mają większego wpływu na świat wokół.
            Strategia świata wobec Ukrainy jest właściwa i na szczęście nie będzie żadnych atomówek użytych.

            Polubienie

        1. Jak doniosę Sommerowi, że p. Marcin Adamczyk popiera PO/KO, to i więcej publikacji w „NCz!” nie będzie. Miło za to wspomnieć, że na łamach „NCz!” pojawił się wywiad z Leszkiem Sykulskim – wybitnym przedstawicielem kon-libu, który chce budować wolnościową Polskę w sojuszu z Moskwą. Jedno drugiego nie wyklucza, bo jak słusznie zauważył Korwin – sprawy wewnątrzkrajowe są separowalne od polityki międzynarodowej.

          Polubienie

          1. Jakby whiteboySommer pozbyłby się ze swych łam swój jedyny wartościowy kontent (dzieła pilastrowe), to zrobiłby po prostu kolejny krok ku pchnięciu Konfy pod próg. Już teraz w średnich sondażach na ewybory eu PSL wyprzedził konfiarzy.

            Więcej Wielomskiego i czczenia Walusia, a zacznie się bój o 3% dla subwencji.
            Ale poziom umysłowy decydentów konfowych to nie nasz problem.

            Polubienie

          2. Co intrygujące wyborcy Konfy, inaczej niż jej liderzy, naprawdę odznaczają się ponadprzeciętną inteligencją i poziomem wiedzy i wykształcenia. Tak było we wszystkich wyborach do 2020 włącznie.

            Polubienie

          3. @pilaster
            Owszem. Najlepszy dowód to to, jak skutecznie z tego Korwina wyrastają. W pewnym momencie zwolennikowi po prostu musi przyjść do głowy refleksja, że lider w porównaniu do zwolennika, w zasadzie jest idiotą.

            Polubienie

  5. Czy autor bloga analizował kiedykolwiek zależność między bogactwem kraju a współczynnikiem samobójstw? Zaskakujące, że w Europie kraje o najniższym współczynniku to Grecja i Albania. Wina szerokości geograficznej? Raportowania ze strony władz?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s