Wśród zwierząt, ludzi i bogów.

Powstanie i rozwój cywilizacji, wymaga jednoczesnego spełnienia wielu niezależnych warunków ekonomicznych i społecznych. Tak wielu, że choć dzieje człowieka sięgają kilkuset tysięcy, a jeżeli rozciągniemy „człowieczeństwo” także na inne niż Homo sapiens, gatunki rodzaju Homo, nawet kilku milionów, lat, to cywilizacja, datująca się od powstania rolnictwa w wyniku tzw. rewolucji neolitycznej, zajmuje z tego raptem lat tylko dziesięć tysięcy.

 Jednym z tych niezbędnych warunków jest rozwój wzajemnych sieci współpracy międzyludzkiej. Im bardziej rozwinięta i złożona cywilizacja, tym więcej ludzi się w takiej sieci znajduje i razem współpracuje. Powstanie takiej złożonej sieci wymaga jednak przełamania pewnej bariery biologicznej. Jak wszystkie gatunki społeczne, również ludzie są ewolucyjnie dostosowani do współpracy wewnątrzgrupowej, ale tylko pod warunkiem, że, albo są ze sobą blisko spokrewnieni, albo swoich wspólników osobiście znają. Górnym limitem, jest tu tzw. liczba Dunbara, około 150 osób, o których informacje człowiek jest w stanie przechować w swoim mózgu. Dla cywilizacji, liczącej miliony osobników, to żałośnie mało. Powstanie i rozwój cywilizacji wymaga zatem istnienia jakichś mechanizmów społecznych, które umożliwią współpracę pomiędzy ludźmi, którzy nie są spokrewnieni, osobiście się nie znają i nigdy się nawzajem nie widzieli.

Takie właśnie mechanizmy opisuje izraelski historyk Yuval Noah Harari w swojej książką „Od zwierząt do bogów”. Sposobem na poszerzenie, ponad naturalne granice biologiczne, sieci współpracy jest, jak ją nazywa Harari, rzeczywistość wyobrażona. Byty, które istnieją tylko w zbiorowej wyobraźni ludzkiej, mity i opowieści w które prawie wszyscy wierzą i do których dwóch nieznających się nawzajem, ale wierzących w ten sam mit, przedstawicieli Homo sapiens, może się odwołać. Taką rzeczywistością wyobrażoną są oczywiście religie, ale też wszelkie inne wierzenia, niekoniecznie transcendentne. Do owej rzeczywistości wyobrażonej zalicza Harari także na przykład narody, państwa, pieniądze, prawo handlowe, czy ideologie, takie jak komunizm. Powstanie rzeczywistości wyobrażonej, pierwszych religii, datuje się na czasy tzw. „rewolucji poznawczej”, ok 70 tysięcy lat temu i od tego punktu Harari zaczyna swoją narrację.

Oczywiście wraz z rozwojem społeczeństwa zmieniały się i rzeczywistości wyobrażone. Inne religie mieli łowcy-zbieracze paleolitu, inne pierwsi rolnicy neolitu. Wraz z epoką brązu pojawił się politeizm, w epoce żelaza monoteizm. Wreszcie, od XVI wieku i tzw. „rewolucji naukowej”, dominującą religią, zdaniem Hariarego, stał się humanizm, w obrębie którego ostatecznie, po klęsce najpierw nazimu, a potem komunizmu, zatriumfował liberalizm.

„Od zwierząt do bogów” jest książką nie tylko oryginalną i przenikliwą, ale i bardzo dobrze, lekkim stylem napisaną. Oczywiście autor nie uniknął też pewnych potknięć i słabości. Przyjęcie takiego specyficznego punktu widzenia spowodowało, że znacznie wyolbrzymił Harari rolę „rewolucji poznawczej” w górnym paleolicie, tej która stworzyła pierwsze religie, kosztem pomniejszenia znaczenia rewolucji neolitycznej – wynalezienia rolnictwa. Podobnie przełomowe znaczenie przypisał „rewolucji naukowej” z XVI wieku, zapominając, że podobne zjawisko zaszło już dwa millenia wcześniej, w epoce Hellenizmu, ale tamta rewolucja naukowa cywilizacji ostatecznie nie zmieniła cywilizacji. Przełomem była zatem dopiero rewolucja przemysłowa, a humanizm został opowieścią, która ją wyrażała.

Per saldo „Od zwierząt do bogów” jest pozycją znakomicie napisaną, błyskotliwą i fascynującą. A sukces czytelniczy i komercyjny, jaki Harari odniósł, całkowicie zasłużony. Na podstawie książki powstał komiks, pojawiła się też wersja dla czytelnika dziecięcego. Zawsze jednak najlepiej jest sięgnąć po oryginał.

Uniesiony tym sukcesem, Harari nie spoczął bynajmniej na laurach. Poszedł za ciosem i napisał swojej historii ciąg dalszy zatytułowany „Homo deus”, tym razem poświęcony przyszłości ludzkiej cywilizacji. Niestety, na przykładzie tej pozycji najlepiej widać jednak słuszność powiedzenia, że przewidywanie jest bardzo trudne, szczególnie wtedy, kiedy dotyczy przyszłości. Przyszłość widzi bowiem Harari jedynie jako prostą kontynuację obecnych trendów i nie różni się tym samym od innych znanych w historii „liniowych wizjonerów”, którzy swego czasu prorokowali, że wielkie miasta zostaną kompletnie zwalone końskimi odchodami, oceany będą przemierzać pasażerskie transatlantyki o długości kilometrów, a pojazdy kosmiczne będzie się wystrzeliwać z potężnych armat.

Według Hariarego, w przyszłości czeka nas przejęcie kontroli nad ludzkością przez tzw. „sztuczną inteligencję”. Tak zwaną, ponieważ nie będzie to prawdziwa inteligencja, a jedynie bardzo zaawansowane, ale pozbawione świadomości algorytmy komputerowe, które będą podejmować za ludzi wszystkie decyzje życiowe, nawet tak istotne jak wybór małżonka, czy wybór zawodu, a ludzie z radością na to przystaną, ponieważ wybór algorytmów będzie statystycznie dla zainteresowanych stron o wiele lepszy niż wybór ich samych. Jest to w swoistej formie powrót do czasów preindustrialnych, kiedy wyborem małżonków i zajęcia zawodowego również zajmowały się podmioty zewnętrzne (rodzina, zwłaszcza rodzice), z tą jednak różnicą, że tym razem ten wybór będzie o wiele bardziej kompetentny i dopasowany do indywidualnych predyspozycji. Owe rządzące ludzkością algorytmy mają też nie podlegać jakiemukolwiek ludzkiemu nadzorowi, tylko ewentualnie będą kontrolowane przez inne algorytmy. Algorytmy będą właścicielami samych siebie, tak samo jak właścicielami są takie abstrakcyjne byty, mity w rzeczywistości wyobrażonej Hariarego, jak Toyota, czy Argentyna.

Ludzie mają się w gospodarce stać stopniowo zbędni. Całą działalność ekonomiczną przejmą algorytmy, a jeżeli jakieś zajęcia dla ludzi w ogóle się ostaną, to tylko bardzo niszowe. Jeżeli będą wymagały bardzo specyficznych i rzadko spotykanych kwalifikacji, powstanie równie specyficzna, bardzo sowicie opłacana i niewielka klasa pracująca oraz niezmierzone rzesze trwale bezrobotnych. Jeżeli żadne specjalne kwalifikacje nie będą potrzebne, wówczas tydzień pracy skróci się do kilku godzin, a wiek emerytalny obniży do czterdziestki. Możliwe jest też, że dla ludzi nie zostanie literalnie nic do roboty i wszyscy przejdą na wieczne bezrobocie.

W ramach swoistej rekompensaty za tą przymusową bezczynność, ludzie zostaną znacznie usprawnieni. Dzięki inżynierii genetycznej, człowiek stanie się silniejszy, zdrowszy, sprawniejszy i inteligentniejszy. Bardzo, według Hariarego, prawdopodobne jest też, że zostanie zwalczona starość i osiągnięta faktyczna nieśmiertelność, czy też właściwie a-śmiertelność, bo śmierć wskutek losowych wypadków nadal będzie możliwa. Ten nowy, usprawniony człowiek, będzie się różnił od nas, standardowych Homo sapiens, bardziej niż my różnimy się od Homo erectus. Będzie to nowy gatunek człowieka – tytułowy Homo deus, człowiek boski. Boski, bo obdarzony boskimi mocami, na wzór bogów politeistycznych, Zeusa, czy Odyna. Zgodnie ze swoim modelem, przewiduje też Harari, w obliczu tak drastycznej zmiany społecznej, upadek dotychczas dominujących religii humanistycznych i powstanie całkiem nowych, lepiej organizujących współpracę międzyosobniczą w tej nowej rzeczywistości. Nie rozstrzygając bynajmniej, jakie to będą konkretne religie, podaje Harari dwie możliwości, zwane przez niego technohumanizmem i dataizmem.

Opisana wyżej wizja przyszłości nie jest autorską własnością Hariarego, bo taki technohumanizm jest poglądem dość popularnym. Nie zmienia to w niczym faktu, że jest całkowicie błędny i przyszłość na pewno będzie wyglądała zupełnie inaczej. Błyskotliwy i oryginalny w opisywaniu przeszłości, okazał się Harari wtórny i banalny przy próbie przewidzenia przyszłości.

Harari celnie zauważył, że zmiany ideologiczne, czyli, „religie”, co, jak należy przypomnieć, jest u niego pojęciem szerszym niż tradycyjnie używany, są skutkiem zmian ekonomicznych i demograficznych. Idea niczego w świecie realnym nie kreuje, a jedynie go wyraża. Nie zauważył jednak Harari, że także zmiany technologiczne, ze szczególnym uwzględnieniem rozwoju, który rozpoczął się wraz z rewolucją przemysłową na początku XIX wieku, w tym także owe, będące wg Hariarego przyszłością, „inteligentne algorytmy”, również mają taką genezę. Lawina odkryć i wynalazków, jaka zalewa świat od XIX wieku do dzisiaj, nie była i nie jest, jak milcząco zakłada Harari, czymś danym ludzkości z zewnątrz, jakimś niepojętym mistycznym fenomenem. Nowe technologie również pojawiają się w odpowiedzi na konkretną presję ekonomiczną. A przy jej braku się nie pojawiają.

Od początku rewolucji przemysłowej, utrzymuje się bowiem stały, co jest sytuacją w ludzkich dziejach bez precedensu, nacisk na zastępowanie ludzi w procesie produkcji maszynami, czyli substytucję pracy kapitałem. Każda udana operacja tego rodzaju powoduje jednak wzrost produkcji, za którym, inaczej niż to było w świecie preindustrialnym, nie nadąża już wzrost populacji. Początkowo ludzka populacja rośnie wolniej niż produkcja, dokładnie rośnie proporcjonalnie do pierwiastka kwadratowego ze wzrostu produkcji, potem, w wyniku tzw. przejścia demograficznego, przestaje rosnąć w ogóle.

W rezultacie produkcja per capita nieustannie wzrasta i podaż pracy permanentnie nie nadąża za popytem, przez to cena pracy nieustannie rośnie. Jednocześnie w wyniku akumulacji, kapitał staje się coraz tańszy, nierównowaga pomiędzy pracą a kapitałem stale się więc pogłębia. Wszystkie innowacje i wynalazki, również (pseudo)inteligentne „samouczące się” algorytmy powstają wyłącznie w jednym celu. Zwiększenia wydajności – produkcji w przeliczeniu na roboczogodzinę i zasypania tej luki. Jednak wskutek opisanego mechanizmu, zamiast ją zmniejszać, cały czas jedynie ją pogłębiają. Każdy ludzki pracownik, korzystając z coraz bardziej wyrafinowanych i potężnych narzędzi, obsługuje coraz większą i większą ilość procesów produkcyjnych, aż w końcu zostaną osiągnięte jakieś bariery biologiczne tego zjawiska, bariery Homo sapiens, albo nawet i znacznie „ulepszonego” Homo deus, który przecież też będzie miał jakieś swoje ograniczenia i dopiero wtedy dalszy rozwój się zatrzyma.

Harari zaś uważa, że ten mechanizm, działający nieprzerwanie od początku rewolucji przemysłowej, nie tylko nagle działać przestanie, ale i się odwróci. Ludzcy pracownicy staną się zbędni. Zostaną zastąpieni przez algorytmy. W historii nie raz już się to zdarzało. Już XVIII wieczni tkacze w Anglii zostali zastąpieni przez maszyny, stali się zbędni i jak wszyscy wiedzą, wymarli z głodu. Harari bardzo dogłębnie i szczegółowo argumentuje, że algorytmy będą wykonywały, bądź nawet już wykonują, jakieś czynności LEPIEJ niż ludzie i dlatego ich wypchną z rynku pracy. W ogóle nie zastanawia się jednak, czy algorytmy będą te czynności wykonywać od ludzi także TANIEJ, a to jest kwestia kluczowa. Wbrew pozorom, odpowiedź na to pytanie nie jest wcale oczywista.

Jeżeli ludzie, jak twierdzi Harari, rzeczywiście staną się zbędni, to kierunek rewolucji przemysłowej ulegnie gwałtownemu odwróceniu. Cena pracy poleci w dół i przy wieszczonym przez Hariarego masowym permanentnym bezrobociu, opłacalne stanie się zastępowanie algorytmów ludźmi, którzy, owszem, będą od algorytmów pracować gorzej, ale także i taniej.

Takie zjawisko było regułą w cywilizacji preindustrialnej, zwanej maltuzjańską. Powszechny wtedy był nie rozwój, ale stagnacja technologiczna, a od czasu do czasu, trafiały się i okresy regresu, kiedy nawet znane i używane technologie były zapominane i porzucane, a potem, często nawet po tysiącach lat, wynajdywane ponownie.

Niezależnie zatem od tego, czy rewolucja przemysłowa nagle zmieni swój wektor o 180 stopni, jak twierdzi Harari, czy też, co jest znacznie bardziej prawdopodobne, nie, do świata przyszłości wg wizji Hariarego NIGDY nie dojdzie. Ludzie zawsze będą konkurować z maszynami, w tym algorytmami, jeżeli nie jakością pracy, to jej ceną. Produkcja będzie mogła w ogóle obyć się bez ludzi jedynie w jednym przypadku, o którym Harari jednak wspomina jedynie bardzo ogólnikowo. To powstanie, w odróżnieniu od pseudointeligentnych algorytmów, „prawdziwej” sztucznej inteligencji. Nie tylko inteligentnej, ale i świadomej. Takiej która nie tylko będzie wykonywać zadany cel, ale także będzie mogła sobie własne cele stawiać i je po namyśle zmieniać i modyfikować.

Nie sposób jednak sensownie przewidywać, nie tylko, kiedy to może nastąpić, ale także, co się wtedy stanie. Taka sztuczna inteligencja, jeżeli już raz powstanie, natychmiast przewyższy ludzką inteligencję w sposób nieprawdopodobny i tym samym stanie się dla nas kompletnie niezrozumiała i nieprzewidywalna.

Yuval Noah Harari, jest zatem autorem dwóch książek, z których jedna jest nowatorska i wartościowa, natomiast druga już nie za bardzo, chociaż dzięki temu, że autor jest znakomitym gawędziarzem, również nie jest ona przykrą lekturą. Można z Hararim się zgadzać lub nie, można go krytykować, ale na pewno warto go przeczytać. Tymczasem, w sposób zupełnie niespodziewany i trudny do zrozumienia, stał się Harari niesłychanie popularny w środowiskach, których główną troską był do tej pory fakt, że ludzie pracowici, zdolni i oszczędni się bogacą. Bogactwo i zamożność bowiem są dla owych środowisk z natury złe i prowadzą do demoralizacji, perwersji i upadku wszelkich wyższych wartości.

Dostrzegli oni w Hararim swojego Goldsteina i z pasją go zaatakowali. Także zresztą personalnie, z płomiennym purytańskim zaangażowaniem piętnując wszystkie Hariarego osobiste przywary i ludzkie ułomności. Największy sprzeciw wywołało zaś u nich stwierdzenie, że to właśnie najbogatsi ludzie na świecie, właściciele największych korporacji, powinni się „ulepszyć” do poziomu Homo deus, odciąć się biologicznie od biedniejszych Homo sapiens, których nie będzie stać na takie zabiegi, pozbawić ich jakiejkolwiek własności i praw i zredukować ich do współczesnych niewolników. Dosłownie cytując: wielkie korporacje powinny objąć władzę polityczną nad światem i praktycznie zmonopolizować własność; właściciele korporacji jako jedyni mają prawo do życia z tej racji, że są nieprawdopodobnie bogaci; pozostali ludzie powinni zostać sprowadzeni do rangi proletariatu czy helotów, zostać zinfantylizowani i sprowadzeni do roli graczy w e-przestrzeni. Harari miałby tworzyć nowy mit na nową epokę, nową posthumanistyczną religię, która by uzasadniła i utwierdzała podobną specjację na nowy herrenvolk i nowych untermenschów – dosłownie tych określeń się w krytyce Hariarego używa.

Intrygujący jest nawet nie kierunek zarzutów, ale to, że ani w jednej, ani w drugiej ze wspomnianych prac, Harari niczego podobnego nie twierdzi, ani nawet nie sugeruje w sposób zawoalowany.  A-śmiertelni Homo deus mają się u niego wyłonić nie z elity finansowej, ale z elity technologicznej i intelektualnej. Oczywiście w dużym stopniu są to grupy zachodzące na siebie, ale bynajmniej nie tożsame. Podobnie nie usiłuje nawet tworzyć Harari jakiegoś nowego mitu na nową epokę, ale prognozuje jedynie, że taki nowy mit się pojawi. Jedyny opisany przez niego związek między zasobami finansowymi, a „ulepszeniem” do poziomu Homo deus to dość banalna i oczywista konstatacja, że kiedy tylko odpowiednie, potrzebne ku temu, technologie staną się dostępne, w pierwszej kolejności rzucą się na nie bogaci. Nie oznacza to jednak, że w następnej kolejności nie rzucą się na nie ludzie mniej zamożni. Każda nowa technologia jest u swego zarania niezwykle droga, aby potem, w miarę ulepszania i upowszechniania się, tanieć.  Na „ulepszenia” pozwalające na długie, trwające setki i tysiące lat dalsze życie można będzie też wziąć kredyt, a następnie spłacać go choćby i przez sto, albo i dwieście lat. Te absurdalne, całkowicie wyimaginowane zarzuty wobec Hariarego, więcej zatem mówią o swoich autorach, niż o samym Hararim

Nic z tego, co mu się przypisuje, nie zawarł Harari, ani w „Od zwierząt do bogów”, ani w „Homo deus”. Ale jest jeszcze trzecia pozycja jego autorstwa, luźny zbiór esejów na różne tematy, zatytułowana „21 mitów na XXI wiek”, i tam faktycznie podobna, na pierwszy rzut oka, diagnoza się pojawia. Podobna, ale jednak naprawdę, na drugi rzut oka, zupełnie inna. Najbogatsi faktycznie mają się „usprawnić”, a następnie odciąć barierami rozrodczymi, prawnymi, ekonomicznymi, czy nawet ściśle fizycznymi „murami” od reszty ziemskiej populacji. Jednak, w przeciwieństwie do Spartiatów, którzy potrzebowali helotów, od herrenvolku, który potrzebował untermenschów, czy nawet Partii Wewnętrznej, która potrzebowała proli, nowa elita Homo deus nie będzie potrzebować nieulepszonych Homo sapiens literalnie do niczego. H. deus nie będzie więc pozostawionych „na zewnątrz” dukajowskich „stahsów” pozbawiał majątku, ani sprowadzał do roli pracujących na jego dobrobyt niewolników. Nie wyraża też w ten sposób Harari, co mu się fałszywie przypisuje, żadnego postulatu, afirmacji, pochwały, czy akceptacji tego hipotetycznego stanu rzeczy, ale wręcz przeciwnie, obawę, że może do niego dojść, i podaje nawet różne sposoby na uniknięcie takiego przebiegu wydarzeń.

Na szczęście jednak są to obawy całkowicie bezzasadne. Podział na „ulepszony”, bogaty herrenvolk i biednych, nieulepszonych, untermenschów, nie ma nawet teoretycznych szans na ziszczenie i to co najmniej z kilku niezależnych powodów.

Jak już wyżej uzasadniano, ludzie, zanim nie powstanie „prawdziwa” świadoma sztuczna inteligencja, czego jednak nawet Harari nie przewiduje w zauważalnej przyszłości, nigdy nie staną się zbędni w gospodarce. Albo popyt na pracę nadal, jak przez poprzednie dwa stulecia, będzie wyższy niż podaż, albo będzie niższy, a wtedy spadnie cena pracy i ludzcy pracownicy staną się konkurencyjni finansowo w stosunku do zaawansowanych pseudointeligentnych algorytmów i zaczną je z rynku wypierać.

Odseparowanie się „ulepszonych” Homo deus od standardowych Homo sapiens, spowodowałoby odseparowanie się także ich kultur. Pozostawieni samym sobie stahsowie wytworzyliby zatem też swoją własną gospodarkę, może mniej zawansowaną cyfrowo niż gospodarka H. deus, ale na pewno bardziej zaawansowaną niż obecna gospodarka światowa. A skoro istniałyby dwie osobne gospodarki, to nieuniknione musiałoby pomiędzy nimi dochodzić do interakcji handlowych i z czasem zlałyby się one w jedną. Izolacja by się skończyła, a właściwie nigdy by się nawet nie zaczęła.

Chociaż indywidualnie, dowolny „ulepszony” H. deus górowałby swoimi cechami umysłowymi, nad dowolnym H. sapiens, to jednak inaczej by było na poziomie ich społeczności. Istota mogąca potencjalnie żyć tysiące lat, miałaby niewyobrażalną obsesję na punkcie swojego bezpieczeństwa i starałaby się ze wszystkich sił unikać jakichkolwiek zagrożeń. Byłaby, według obecnych standardów, niewiarygodnie wręcz tchórzliwa. Kultura H. deus obsesyjnie unikając jakiegokolwiek ryzyka, stałaby się niesłychanie konserwatywna, zachowawcza i statyczna, odrzucając jakiekolwiek zmiany. Ze znacznie bardziej dynamiczną i elastyczną kulturą stahsów nie mogłaby konkurować.

Błędem jest także mniemanie, że, kiedy możliwości technologiczne pozwolą na modyfikację ludzkich cech biologicznych, w tym umysłowych, zmiany te pójdą tylko w jedną stronę i powstanie tylko jeden nowy gatunek Homo deus. Tymczasem należy się raczej spodziewać zmian zachodzących w wielu różnych kierunkach.  Ludzie będą się modyfikować według własnych oryginalnych gustów i oczekiwań, zmieniających się dynamicznie pod wpływem aktualnej mody. Powstanie zatem nie jeden, ale wiele „ulepszonych”, albo po prostu innych ludzkich ras i gatunków. Ich wzajemna dynamika, oddziaływanie ze sobą nawzajem, będzie zbyt złożone i różnorodne, aby móc je wiarygodnie prognozować.

Przyszłość generalnie jest więc dużo bardziej dynamiczna i zróżnicowana niż są to w stanie przewidzieć humanistyczni liniowi wizjonerzy, nawet, kiedy są tak błyskotliwi i przenikliwi jak Yuval Noah Harari. Tym bardziej, kiedy nie są. Dlatego też podobne liniowe wizje nigdy się w historii futurologii nie zrealizowały. I nigdy się nie zrealizują.

Harari Y.N. Od zwierząt do bogów PWN 2017

Harari Y.N Homo deus WL 2018

Harari Y.N. 21 lekcji na XXI wiek WL 2018

Reklama

11 myśli na temat “Wśród zwierząt, ludzi i bogów.

  1. Przyznaję że ten rodzaj foresightu „średniego zasięgu” jest męczący właśnie przez pryzmat swojej liniowości. I niemal zawsze fatalnie się starzeje. Dużo bardziej wolę foresight „krótkiego zasięgu” i nie ukrywam że w”Końcu pracy” Rifkina można wciąż sporo odkryć choć książka jest leciwa. Ale tu już mamy głębszą odpowiedź na autonomiczność i zanik niektórych sektorów.

    Polubienie

      1. Pozwolę się z tobą nie zgodzić bo zależność producent-konsument jest w centrum wielu ekonomicznych analiz. Ale problem polega na tym że nie ma konsensusu a przewidywania wahają się od „nic się nie stanie” do „armageddon”.

        Polubienie

  2. Przeczytałem „Sapiens. Od zwierząt do bogów” jakiś rok temu. Rozczarowanie. Błyskotliwe i zręczne (przyznaję) przynudzanie. Dodatkowo nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Harari jest jakimś współczesnym zwolennikiem lamarkizmu. Najciekawsze było ostatnie ok.50 stron książki, właśnie te o potencjalnej przyszłości. Niestety, autor na tyle mnie zniechęcił, że po „Homo deus” już nie sięgnę.

    Polubienie

    1. „Dodatkowo nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Harari jest jakimś współczesnym zwolennikiem lamarkizmu.”

      Doprawdy? A skąd powstało owe wrażenie?

      „po „Homo deus” już nie sięgnę.”

      Faktycznie, nie warto. To ta gorsza książka. 🙂

      Polubienie

      1. „Doprawdy? A skąd powstało owe wrażenie?”
        Nie odpowiem teraz precyzyjnie, bo to i dość dawno temu czytałem oraz było to wrażenie, właśnie 🙂 Czy był to dobór argumentów, czy wyjaśnianie niuansów ewolucji człowieczej…nie jestem tu i teraz w stanie zidentyfikować konkretnie (niestety. Musiałbym wrócić do lektury a nie bardzo mnie ciągnie). Mówię zresztą jedynie o wrażeniu – dość osobistej i indywidualnej impresji/odbiorze lektury.

        Polubienie

  3. To przyszłość jest w końcu zróżnicowana i dynamiczna czy po wsze czasy nudna i stateczna po osiągnięciu pułapki logistycznej i neo-paleolitu wysokiego dochodu? Zdecyduj się

    Polubienie

    1. Teza, iż cywilizacja potencjalnych „nieśmiertelnych” będzie na pewno i bez wątpienia stagnacyjna jest jednak nieco na wyrost. Istoty zdolne do samopowielania się i kopiowania mogą wykazywać wręcz predylekcję do ryzykownych eksperymentów (choćby z nudy…). Ale to detal. W sumie: nie czytałem żadnej książki tego autora – i nie czuję się zachęcony do lektury…

      Polubienie

      1. Czyta się dobrze, Harari ma świetny styl i jest urodzonym gawędziarzem. Dodatkowo zwłaszcza pierwsza pozycja jest pod pewnymi względami nowatorska. Druga nie. Trzecia pół na pół, można przeczytać jak ktoś się nudzi.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s