Psychohistoria wreszcie wydana

Po raz pierwszy pilaster umieszcza na tym blogu treść reklamową, a właściwie autoreklamową. Ale w końcu jeżeli się sam nie pochwalę, to kto mnie pochwali? Długo pilaster czekał na możliwość wydania swojej psychohistorii drukiem, ale się w końcu doczekał. 🙂

Oto i ona:

Niestety, nakład jest ograniczony i zależny od ilości zamówień, dlatego też pilaster jest zmuszony do usilnego zachęcania do tychże zamówień składania i nabywania książki. Niech psychohistoria trafi również pod strzechy. 🙂

Link do księgarni

Tylko o psychohistorii (1) Myśliwi i króliki

Gatunek Homo sapiens istnieje ok. 200 tys. lat. Jednak ludzka cywilizacja, datowana od wynalezienia rolnictwa, nie obejmuje więcej niż kilka procent, a doliczywszy, także używających narzędzi, bezpośrednich przodków człowieka – Homo heidelbergensis i Homo erectus, nawet kilku promili ich historii. Pozostałe 95, albo nawet 99,5% dziejów człowieka, to tzw. paleolit, w którym nasi przodkowie utrzymywali się z łowiectwa i zbieractwa, najczęściej prowadząc przy tym koczowniczy tryb życia. Mimo że paleolit obejmuje tak zdecydowaną większość naszych dziejów, jest w podręcznikach traktowany wybitnie po macoszemu i zdawkowo. 10 tys. lat historii cywilizacji, wydaje się znacznie bardziej interesujące, a ostatnie 200 lat cywilizacji naukowo – technicznej nieproporcjonalnie ciekawsze jeszcze bardziej. Częściowo wynika to ze swoistego zjawiska perspektywy historycznej, która sprawia, że im bliżej jakaś epoka znajduje się naszych czasów, tym zwyczajnie więcej istnieje po niej pamiątek, znalezisk archeologicznych, źródeł pisanych, a w przypadku historii najnowszej, także ustnych. Ale tylko częściowo. Zjawisko zmniejszania się ilości ciekawych, godnych upamiętnienia, wydarzeń na jednostkę czasu, w miarę oddalania się w przeszłość, istnieje obiektywnie. W Średniowieczu rzeczywiście działo się mniej niż w nowożytności, w Antyku, mniej niż w Średniowieczu i tak dalej. Dochodząc w granicy do paleolitu, możemy oczekiwać że nie działo się wtedy absolutnie nic. Koniec paleolitu, sprzed ok. 10 000 lat, wyglądał prawie tak samo jak jego początek.

Oczywiście byłaby to pewna przesada, ale znajdujący się w podręcznikach i opracowaniach naukowych opis tych setek tysięcy, czy wręcz milionów lat, sprowadza się tylko do ewolucyjnego powstawania i wymierania kolejnych gatunków z rodzaju Homo, oraz historii ich ekspansji z Afryki na inne kontynenty. Eurazję, Australię i w końcu Amerykę. I już. I to wszystko.

Żyjącym obecnie w epoce bardzo dynamicznej, w której zmiana jest normą, czymś codziennym, znanym i oczekiwanym, taki trwający millenia zastój wydaje się być nie do pojęcia. O ile w przypadku heidelberczyków, czy neandertalczyków można ową niemożność rozwoju tłumaczyć tym, że ich nieco inaczej niż nasze zbudowane mózgi po prostu uniemożliwiały im wprowadzanie innowacji, czy choćby nawet wyobrażanie sobie innych niż realnie istniejąca rzeczywistości, co jest pierwszym niezbędnym warunkiem do wprowadzenia jakiejkolwiek zmiany, o tyle już dla ludzi anatomicznie identycznych z nami, takie wyjaśnienie nie wystarcza. Ludzie sprzed 100 tys. lat byli dokładnie tacy sami jak my i tym samym potencjalnie zdolni do zbudowania komputera, reaktora jądrowego, czy samolotu. Dlaczego zatem ich nie zbudowali?

Wszyscy dotychczas zajmujący się tym zagadnieniem autorzy milcząco zakładają, że wprowadzenie w gospodarce paleolitu, w kulturze łowiecko-zbierackiej, jakiś innowacji technologicznych, lepszych oszczepów, łuków, narzędzi do wykopywania jadalnych bulw, czy zrywania owoców, nowych sposobów organizacji polowania, czy garbowania skór, automatycznie zapewniałoby jakieś korzyści stosującym je plemionom w stosunku do plemion pozostających przy tradycyjnych metodach „zarobkowania” i tym samym, analogicznie do cech ewolucyjnych, ulegałyby owe innowacje „utrwaleniu”. Tymczasem jak się okazuje, wcale tak nie było i lepsza, bardziej wydajna technologia nie tylko mogła nie dawać żadnych realnych zysków, ale nawet czasami być wręcz szkodliwa.

Aby to zrozumieć należy przeanalizować odpowiedni model matematyczny społeczeństwa paleolitu. Model taki funkcjonuje w obrębie ekologii populacyjnej, gdzie od nazwisk swoich twórców nazywa się modelem Lotki – Volterry. Opisuje on zależność między liczebnością populacji drapieżników, czyli w naszym przypadku paleolitycznych łowców – zbieraczy, N, oraz ich ofiar V.

Psycho 01

Psycho 02

Czynnik r*V*(1-V/K) to tzw. równanie logistyczne opisujące populacje biologiczne w przypadku braku drapieżników (N=0), gdzie r to tempo przyrostu naturalnego populacji V, zaś K, to jej „pojemność środowiska”, maksymalna liczba osobników, które mogą w nim stabilnie bytować. Kiedy zaś drapieżniki się pojawią, odłowią z tej populacji s*N*V osobników, gdzie s, jest najbardziej nas w tym kontekście interesującą „wydajnością polowania”, odzwierciedlającą poziom technologiczny ludzi paleolitu. Upolowane s*N*V egzemplarzy ofiar, drapieżniki przeznaczą na produkcję kolejnego pokolenia drapieżników w ilości s*q*N*V, gdzie q jest przelicznikiem określającym ile potrzeba upolować ofiar, aby urodzić i wychować jednego drapieżnika, czyli dziecko łowców – zbieraczy. Przelicznik q zależy z grubsza od stosunku wielkości ofiar i ludzkich łowców. Będzie wysoki dla takich zwierząt jak mamuty, czy wieloryby, a niski dla królików, czy ostryg. Oczywiście kiedy dzieci się rodzą i dorastają, starzy umierają. Tempo tego ubytku jest odwrotnie proporcjonalne do średniej długości życia członka plemienia L.

Opisany wyżej układ równań różniczkowych, którego na szczęście nie musimy rozwiązywać analitycznie, ma zawsze stabilne rozwiązania (V=0; N=0), oraz (V=K; N=0), jednak po spełnieniu warunku s*q*L*K>1, pojawia się trzeci stan stabilny. Można go obliczyć zakładając, że dN/dt = 0 i dV/dt = 0

Ów stabilny stan, atraktor, do którego, niezależnie od warunków początkowych, dążą liczebności obu populacji to

(1) Psycho 03

i

(2)Psycho 04

Oceniając stan i poziom rozwoju jakiegoś społeczeństwa w dalszej części naszych rozważań, będziemy oceniać jego poziom dobrobytu P, czyli ilość zasobów przypadających na mieszkańca, obecnie mierzonym wskaźnikiem PKB per capita. Jego odpowiednikiem w paleolicie byłaby wielkość upolowanych/zebranych trofeów, na jednego członka plemienia. Czyli

Psycho 05

 

Dobrobyt w paleolicie zależy zatem tylko i wyłącznie od średniej długości życia L. Co więcej, zależy on od niej ..odwrotnie proporcjonalnie. Im krótsza średnia długość życia, tym na wyższym poziomie się ono odbywa. Owa dziwaczna i nieintuicyjna dla nas zależność, cechuje zresztą, jak się o tym jeszcze przekonamy, nie tylko społeczności paleolityczne. Nie zależy zaś dobrobyt wcale ani od sprawności polowania s, ani od wydajności przerobu pozyskanych ofiar q, czyli nie zależy od technologii i organizacji. Po co zatem się spinać i wymyślać nowe pięściaki, skoro nie poprawi to poziomu życia nic a nic? Nie lepiej zamiast tego zaciukać wkurzającego sąsiada, co podniesie dobrobyt całej społeczności?

Jednak dobrobyt nie może być jedynym opisującym stan społeczeństw parametrem. W warunkach braku zorganizowanych państw, w systemie pełnej anarchii, dominującym sposobem rozwiązywania konfliktów, zwłaszcza międzyplemiennych, jest przemoc. Paleolit to zatem także stan nieustannej wojny wszystkich ze wszystkimi. W warunkach permanentnego konfliktu w najlepszej sytuacji znajdują się oczywiście plemiona najsilniejsze, czyli realnie najbardziej liczebne. Liczebność plemienia określa wzór (2). W jakim stopniu zależy ona od wydajności s? Oczywiste jest, że aby plemię w ogóle mogło istnieć, czyli aby N>0, musi być zachowany wspomniany już warunek stabilności modelu L-V, czyli s*q*L*K>1. Istnieje zatem minimalna wymagana do tego wydajność smin = 1/(q*L*K), poniżej której N spada do zera, a plemię wymiera. Co się jednak dzieje powyżej tej granicy? Różniczkując równanie (2) po s i porównując wynik do zera dN/ds = 0, możemy odkryć, że istnieje takie sopt, = 2/(q*L*K) dla którego N osiąga maksimum, zgodnie z poniższym wykresem

 Paleol 01

A po przekroczeniu której, liczebność populacji drapieżców zaczyna ..spadać. Optymalna wydajność polowania przy tym jest raptem tylko dwukrotnie wyższa od wydajności minimalnej. Tylko zatem w wąskim obszarze pomiędzy tymi dwoma blisko obok siebie położonymi wartościami, zachodzi zjawisko „im więcej myśliwych tym mniej królików”. Po przekroczeniu wartości granicznej, liczba myśliwych spada tak samo jak liczba królików.

Zależności widoczne na wykresie tłumaczą zatem pozornie niezrozumiały fakt paleolitycznej stagnacji. Wprowadzanie innowacji podnoszących wydajność powyżej granicznego poziomu po prostu się nie opłacało. Przestaje zatem dziwić szokujące dla współczesnych antropologów odkrycie, że badani przez nich łowcy zbieracze, przeznaczają na „pracę”, czyli na zdobycie niezbędnych do życia i rozmnażania zasobów, raptem kilkanaście godzin tygodniowo, kilkakrotnie mniej, niż sami antropolodzy. Nie czynią tego łowcy- zbieracze wcale, ani z głupoty, ani z lenistwa, tylko z dobrze pojętej troski o interesy swojej społeczności. Zwiększenie intensywności polowań byłoby dla niej ewidentnie szkodliwe. Znane z archeologii sytuacje, w której jakieś paleolityczne populacje, z których najbardziej znani są tasmańscy aborygeni, wręcz porzucali i zapominali najbardziej zaawansowane techniki łowieckie, również znajdują tym samym wytłumaczenie. Żaden postęp, ani ekonomiczny, ani demograficzny, w paleolicie zajść więc po prostu nie mógł.

W takiej sytuacji dziwne jest nie to, że paleolit trwał tak długo, ale to, że się w ogóle skończył. Umożliwiły to dwa istotne wyjątki od opisanej wyżej reguły. Po pierwsze zignorowaliśmy fakt, że nie tylko wydajność s zależy od poziomu technologicznego i nie tylko w tej kategorii można wprowadzać innowacje.

Maksymalna liczebność Nm plemienia przy optymalnej wydajności polowania sopt wynosi bowiem

Psycho 06

 

Zależy ona od tego, jak liczny jest gatunek będący ofiarą (K), jak szybko się on rozmnaża (r), oraz jak długo średnio żyją łowcy (L) . Jednak zależy również ta liczebność od wskaźnika q, który owszem, pokazuje jak duże w stosunku do łowców są ich ofiary, ale też jak bardzo intensywnie są owe trofea przetwarzane w użyteczne zasoby. Jaka część biomasy się marnuje, a jaka jest przerabiana na pożywienie, narzędzia, ubrania, a nawet, jak kły mamutów, na schronienie. Opanowanie ognia, nowe metody wyprawiania i szycia skór, wytwarzanie haczyków na ryby z kości, czy hamaków ze ścięgien, to wszystko są innowacje, które zwiększają liczebność, choć już nie dobrobyt, łowców bez zmian w liczebności ich ofiar i tym samym powinny być utrwalane w populacji.

Drugim milczącym, a błędnym założeniem, było przyjęcie, że paleolityczni łowcy mają do dyspozycji tylko jeden gatunek ofiar V. Człowiek jednak nie jest wyidealizowanym, skrajnie wyspecjalizowanym drapieżnikiem z modelu L-V, tylko przeciwnie – drapieżnikiem skrajnie oportunistycznym, polującym i zbierającym praktycznie wszystko, co można zjeść, lub wykorzystać w inny sposób. Po zmodyfikowaniu modelu tak, aby obejmował więcej niż jeden gatunek ofiar V, otrzymujemy następującą sytuację:

Paleol 02

Po dokonaniu innowacji umożliwiającej łowy na nowy, dotychczas niedostępny gatunek ofiar, łowcy mogą zwiększyć swoją liczebność, jednak kosztem zmniejszenia populacji nie tylko nowych ofiar, ale także ofiar dotychczasowych (zakładając, że gatunki ofiar nie konkurują bezpośrednio ze sobą). W miarę zatem rozszerzania się dostępnej palety czerpanych z przyrody zasobów, spada liczebność wszystkich odławianych ofiar i gatunki szczególnie narażone, czyli te o niskim r i wysokim q, mogą nawet wymrzeć, co pod koniec ostatniego zlodowacenia, spotkało większość przedstawicieli tzw. „megafauny”, zwłaszcza w tych miejscach, gdzie ludzie dotarli stosunkowo późno, w Australii, czy Ameryce. Zamiast jednak, w odpowiedzi na takie zmniejszenie dostępnych zasobów, dostosować do nich swoją liczebność, jakby to uczyniły wszystkie inne drapieżniki, ludzie zareagowali w sposób zupełnie odmienny. Zamiast czerpać pożywienie bezpośrednio z przyrody, zaczęli je wytwarzać. Zlikwidowali więc barierę, która, pod groźbą wyginięcia, uniemożliwiała zwiększanie wydajności i tym samym umożliwili narodziny cywilizacji. Wprowadzanie innowacji i zwiększanie wydajności, nadal, co prawda, nie zwiększało przeciętnego dobrobytu, ale mogło już zwiększyć przynajmniej gęstość zaludnienia i tym samym pchnąć ludzkie społeczeństwa ku bardziej złożonym formom organizacyjnym i bardziej wysublimowanym ideom. Dodatkowo w takim społeczeństwie pojawiły się, nieznane w egalitarnym społeczeństwie paleolitu elity, które mogły zajmować się czymś innym, niż tylko wytwarzaniem i przetwarzaniem żywności. Zmiana, choćby początkowo bardzo powolna i niezauważalna, stała się faktem.

Czytaj także

 

0 – Wstęp

1 – Myśliwi i króliki

2 – Dzieci lasu i dzieci lodu

3 – Hii venantur monstra maris et opes aequoreas

4 – W znojnym trudzie skarby ziemi wydzierając

5 – Na skrzydłach kapitału

6 – Rozkosze dobrobytu

7 – Kształt rzeczy przyszłych

8 – 1050 lat historii pod flagą biało-czerwoną

9 – Kres wszystkich rzeczy?

10 – Koniec kryminału

11 – Miecze na lemiesze

12 – Gry wojenne 1939

13 – O państwie i mizerii akapu

Tylko o psychohistorii (0) Wstęp

W połowie XX wieku amerykański autor powieści  z gatunku sci-fi Isaac Asimov, wymyślił naukę zwaną psychohistorią. Zajmować się miała ta fikcyjna dziedzina wiedzy analizą i przewidywaniem kierunku zmian zachodzących w ludzkich społeczeństwach. Chociaż zachowanie pojedynczych ludzi pozostawało nieprzewidywalne, to matematyczna analiza odpowiednio licznej populacji, mogła przewidzieć zachowanie społeczeństwa jako całości. Rozwiązanie równań psychohistorycznych pozwalało nie tylko odtworzyć w modelu aktualny stan danego społeczeństwa, ale też, poprzez poznanie jego dynamiki, przewidzieć jego przyszłość. Ustanawianie i obalanie kolejnych rządów, rozwój i upadek organizmów państwowych, budowę i zapaść imperiów, a także przyszłe losy całej cywilizacji. Aby modele psychohistoriczne, w oryginalnym ujęciu Asimova, mogły działać i dawać sensowne wyniki, musiały być jednak spełnione pewne warunki, przede wszystkim społeczeństwo poddawane analizie musiało byś odpowiednio liczne. U Asimova na skalę nie jednej planety, ale całej Galaktyki. Poza tym matematyka kryjąca się za równaniami psychohistorycznymi była niezwykle skomplikowana, wymagająca niesamowicie wytężonej pracy najlepszych matematyków w Galaktyce i użycia niezwykle zaawansowanych futurystycznych narzędzi w rodzaju Pierwszego Radiantu.

Taka psychohistoria wydawała się zatem przynależeć wyłącznie do dziedziny fantastyki, w prawdziwym świecie realnie do zastosowania kompletnie by się nie nadawała. Jednak, niżej podpisany, od momentu, kiedy przeczytał asimovską „Fundację” po raz pierwszy, niezmiennie pozostawał pod wpływem tej idei i przez wiele lat zastanawiał się, czy jakaś wersja psychohistorii jest możliwa do stworzenia i czy dzieje ziemskiej cywilizacji w ogóle dadzą się w podobny sposób opisać, a tym samym przewidzieć, co się z rzeczoną cywilizacją stanie w przyszłości. Wyzwanie intelektualne kusiło, z drugiej jednak strony, przekonanie, że gdyby to było możliwe, to już dawno ktoś o znacznie wyższych od autora tego opracowania kwalifikacjach coś podobnego by stworzył, zniechęcało do działania.

To ostatnie zastrzeżenie traci jednak na znaczeniu, jeżeli uświadomić sobie, że psychohistoria byłaby nauką plasującą się na granicy historii i matematyki, czyli byłaby to po prostu historia potraktowana podobnie jak fizyka, czy inne nauki przyrodnicze, jako dyscyplina ścisła, w ujęciu anglosaskim „science”, a nie jak to się zwykle, z powodów nomen omen historycznych, przyjęło, humanistyka „humanities”, czyli jako coś pośredniego pomiędzy zbieraniem znaczków, a filozofią. Zdecydowana większość zaś historyków na świecie, a w Polsce prawie wszyscy, jest właśnie humanistami, co z góry przekreśla ich jako kandydatów na twórców psychohistorii. Ta zaś mniejszość historyków, którzy humanistami nie są, w tworzeniu psychohistorii nie widzi sensu, potrzeby, albo możliwości.

Bezpośrednim impulsem, który w końcu pchnął niżej podpisanego do podjęcia takiej próby, była lektura „Pożegnania z jałmużną”, książki napisanej przez jednego z należących do wspomnianej mniejszości niehumanistycznych historyków autora – Gregorego Clarka. Bez żadnych ogródek i owijania w bawełnę, autor ten wprost napisał, że teorii, która by w zadowalający sposób opisywała narodziny i rozwój tzw. „rewolucji przemysłowej” z XIX wieku, czyli wydarzenia, które każda godna tego miana psychohistoria przewidzieć i opisać powinna, po prostu nie ma.

Takiego rzuconego wprost wyzwania już się zignorować nie dało i niżej podpisany przystąpił do intensywnej pracy nad stworzeniem odpowiedniego modelu. Punktem wyjścia był opisany przez Clarka maltuzjański model społeczeństwa, w którym jakikolwiek wzrost dobrobytu na dłuższą metę jest niemożliwy, a każde zwiększanie wydajności prowadzi w końcowym rezultacie jedynie do wzrostu zaludnienia. Model ten nie ma za dobrej prasy, wielokrotnie wytykano mu błędy i radykalne rozmijanie się jego przewidywań z rzeczywistymi danymi dotyczącymi wzrostu PKB, czy przyrostu naturalnego. Niemniej, po bliższej analizie, ten niedoskonały i zawodny model okazał się podatny na przeróbki i uzupełnienia, które w końcowym rezultacie pozwoliły mu na dokładny opis ludzkiej cywilizacji od paleolitu do współczesności, a także co w oczywisty sposób należy wymagać od każdej szanującej się teorii naukowej, na przewidzenie jakie będą losy ludzkości w czasach, które dopiero nadejdą. Dzieje ludzkości w ujęciu psychohistorycznym obejmują w tej chwili osiem rozdziałów i nie należy wykluczać pojawienia się kolejnych.

W przeciwieństwie do wyimaginowanej psychohistorii Asimova, ta prawdziwa, realnie istniejąca, nie wymaga aż tak złożonego aparatu matematycznego – spokojnie wystarczy rachunek różniczkowy. Jej założenia – aksjomaty też są znacznie mniej skrajne, niż przyjął to Asimov. Minimalna konieczna wielkość ludzkiej populacji to tysiące, co najwyżej miliony, na pewno nie galaktyczne tryliony, nie ma też powodu wykluczać istnienia innych niż ludzie istot inteligentnych, choć ich obecność, jak się jeszcze o tym przekonamy, znacząco zmienia rozwiązania i zachowanie modelu.

Trochę nietypowo podaje już teraz bibliografię, aby zainteresowani mogli się z nią zapoznać równolegle do publikacji poszczególnych rozdziałów.

Bibliografia:

[1] Malthus T. An Essay on the Principle of Population wikisource dostęp maj 2016

[2] Clark G. „Pożegnanie z jałmużną” Zysk i s-ka 2015

[3] Maddison A. „Contours of the World Economy 1-2030 AD”  Oxford University Press 2007

[4] Foryś U. „Modelowanie matematyczne w biologii i medycynie” Uniwersytet Warszawski 2011

[5] https://www.conference-board.org/data/economydatabase/index.cfm?id=27762 dostęp maj 2016

[6] http://www.census.gov/population/international/data/worldpop/table_population.php  dostęp maj 2016

[7] Diamond J. „Strzelby, zarazki i maszyny” Prószyński i s-ka

[8] Dunbar R. „Człowiek, biografia” Copernicus Center Press 2015

[9] Morris I. „Dlaczego Zachód rządzi – na razie” Zysk i s-ka 2015

[10] Acemoglu D., Robinson J. „Dlaczego narody przegrywają” Zysk i s-ka 2014

[11] Futuyma D. „Ewolucja”, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2008

[12] „Hartl D., Clark A., „Podstawy genetyki populacyjnej” Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2010

[13] Fletcher, Hickey, Winter. „Genetyka. Krótkie wykłady” Wydawnictwo naukowe PWN 2011

[14] Adshade M. „Seks i pieniądze” Dom wydawniczy PWN 2014

[15] Ryszkiewicz M. „Homo sapiens, meandry ewolucji” CIS 2013

[16] Pinker S. „Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury” Zysk i s-ka 2014

[17] Adamczyk M. „A kosmos milczy, milczy, milczy…” „Astronomia” nr 28 2014

[18] Bloch J. „Przyszła wojna pod względem technicznym, ekonomicznym i politycznym” Gebethner i Wolff 1900

[19] Łomnicki A. „Ekologia ewolucyjna” PWN 2012

[20] Watson J. „Strategia, wprowadzenie do teorii gier” Wydawnictwa Naukowo-Techniczne 2005

[21] Straffin P. D. „Teoria gier” Scholar 2004

[22] Hoppe H.H. „Krótka historia człowieka” Fijor Publishing  2015

Czytaj także

0 – Wstęp

1 – Myśliwi i króliki

2 – Dzieci lasu i dzieci lodu

3 – Hii venantur monstra maris et opes aequoreas

4 – W znojnym trudzie skarby ziemi wydzierając

5 – Na skrzydłach kapitału

6 – Rozkosze dobrobytu

7 – Kształt rzeczy przyszłych

8 – 1050 lat historii pod flagą biało-czerwoną

9 – Kres wszystkich rzeczy?

10 – Koniec kryminału

11 – Miecze na lemiesze

12 – Gry wojenne 1939

13 – O państwie i mizerii akapu